środa, 12 grudnia 2012

Goście, goście

Nie wiem tak do końca, dlaczego Caddi umożliwił mi i Danci pisanie na swoim blogu. Jest prawdopodobne, że z lenistwa, albo z kunktatorstwa pod wpływem słusznej krytyki, że zbytnio wczuwa się w narrację Mariana. Ale zostawmy te szczegóły, ważne, że tu jestem i mam wpływ na to, co o mnie i Danci będzie czytane.  W tym miejscu z góry przepraszam gospodarza bloga oraz czytelników za niektóre dosadne określenia, które pojawią się w tekście, ale nie mogłam ich pominąć, by przekaz nie stracił wyrazistości.
Helena (ta od Mariana)

Kilka lat temu zachciało mi się odwiedzić rodzinę na południu kraju. Region dość ubogi, ale uroczy i całkiem inny od tego, z którym stykałam się na co dzień. Ludzie tam religijni i prości, ale nie prymitywni, pracowici i poukładani. Wszystko u nich ma swój czas i miejsce... swoisty rytm. A co najważniejsze bardzo gościnni.  Marianowi wypadły w tym czasie jakieś pilne zadania w pracy i nawet nie chcę myśleć, że podszepnął mu to Caddi, którego dobrze znacie. Nie chcąc jechać sama zabrałam ze sobą Dancię. Fajna kumpela i koleżanka. Żadna z niej gwiazda nadająca się na okładki, taka mała krępa niewywrotna z dużym biustem, za którą faceci zawsze się oglądali. Lubię jej towarzystwo, bo jest bezpośrednia i niepretensjonalna. Nie szuka problemów tam, gdzie ich nie ma i zawsze pierwsza do pomocy. Ma jedną cechę, którą mogłaby obdzielić połowę znajomych: szczerość i spontaniczność we wszystkim, co mówi i robi.
Spędziłyśmy u moich kuzynów około tygodnia. Najtrudniejszy był pierwszy dzień, gdy potraktowano nas jako miastowe paniusie, co to wyżej srają niż dupę mają i wynoszą się ponad prostych ludzi. Chwilę to zajęło, ale dzięki Danci przekonali się. że jesteśmy normalne
W pierwszym dniu na proszoną kolację z okazji naszej wizyty przyszło kilku kuzynów i kuzynek, by poznać nas i przypomnieć sobie mnie z czasów dzieciństwa, gdy częściej tam bywałam.  Na początku bacznie się nam przyglądali. Patrzyli, jak jemy i czy wszystkie specjały chcemy spróbować. Ostateczny test postanowił przeprowadzić kuzyn Jurek, który postawił na stole bimberek własnej produkcji. Nie przepadam za tego typu wynalazkami, ale w takich sytuacjach piję jak wszyscy, by nikogo nie urazić. Obawiałam się nieco o Dancię, która generalnie nie pije. Gdy tylko nalali jej w kieliszek powiedziała wojowniczym tonem:
– Alkoholu nie cierpię, ale nie myślcie sobie, że nie dam rady.
Bimberek pachniał charakterystycznie, ale Dancia ku zaskoczeniu wszystkich palcami zacisnęła nos, a drugą ręką szybko przechyliła kieliszek. Potrząsnęła lekko głową, ale tylko przez moment pojawił się na jej twarzy grymas. Kuzynki i kuzyni, a i ja sama patrzyliśmy z uznaniem na jej wyczyn. Dancia nie dała nam czasu ochłonięcie z wrażenia. Nie czekając aż trunek rozejdzie się po kościach poprosiła o uzupełnienie kieliszka. Wypiła w podobny sposób, jak za pierwszym razem. Na ten widok aż mnie skręciło.
– No, no! – zakrzyknął kuzyn – Myślałem, że wy takie miastowe, a tu widzę normalne kobitki. 
– Do tańca i do różańca – dodała z entuzjazmem żona kuzyna.
Dancia zerknęła to na mnie, to na nich i wypaliła z błyskiem w oczach:
– A co wy sobie myśleliście?!! Że my to co? Bułkę przez bibułkę, a ch...  gołą ręką?






58 komentarzy:

  1. I na pewno zostałyście zaakceptowane i przyjęte do grona "równych babek". A swoją drogą, każdy z nas kiedyś spróbował "krzakówki". Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Na Dancię podziałało z marszu, tak jak podziałać miało... "Księżycówka". ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nazywają to także: "Koniak Nocą Pędzony". Posmak i kopanie podobne:-)

      Usuń
    2. Mała poprawka. KPN czyli Koniak Pędzony Nocą. Starsi, hm, pamiętają dlaczego. To były czasy (o których przypomina jutrzejsza rocznica) i wtedy takie zabawy w grę słów nas bawiły. Podobnie jak rozszyfrowanie innych ówczesnych skrótów...

      Usuń
    3. Oczywiście, Wugusiu. To od tego koniaku już mi się przestawiają słowa:-)

      Usuń
    4. U mnie jeszcze przed końcem świata będzie bimbrowa fotorelacja :)

      Usuń
    5. A pionowy separator fuzli też będzie? ;)
      /o deflegmatorze/

      Usuń
    6. Kawał_mnie, o jakich to szczegółach technicznych prawisz?:-)

      Usuń
    7. Te fuzle to z mężowskiego słownika - wyższe tajniki "wiedzy" posiada ;). Deflegmator już naukowo bardziej. Takie tam doświadczenia domowe :)))

      Usuń
    8. Zbyt trudne dla mnie te określenia, ale domyślam się, że to co nazywają jest konieczne do produkcji tego specyfiku:)

      Usuń
  3. Dlatego nie przepadam za wyjazdami do rodziny, czy jakimiś większymi familijnymi spędami. U kobiet abstynencja bywa tolerowana, ale niepijący facet jest podejrzany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem Twoje obawy, Hebiusie. Sam, gdy znajduję się w takiej przymusowej sytuacji mówię: Religia mi zabrania. Po czymś takim wszelkie propozycje, jak ręką odjął.

      Usuń
  4. to była prawdziwa integracja "miastowych" i "wiejskich",czy jakoś tak:P)a Dancia zostaje bohaterką dnia i...wieczora,uratowała honor "miastowych",haha
    jak to dobrze,ze miałaś Helu ją ze sobą...:P

    OdpowiedzUsuń
  5. -ja nie wiem czy wypiłabym,na pewno nie-nawet niech mnie ktoś nazwie pańcia;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krystiano, ale Dancia to nie pańcia i dlatego mogła taki przedsięw zrobić.

      Usuń
  6. Haha, Dancia ma u mnie medal :) bardzo lubię i często powtarzam pod nosem o pańciach, bułkę przez bibułkę... itd

    Helciu, uwielbiam Cię... bywaj częściej :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Cieszę się, że wpis Heli przypadł do gustu. Nic tak nie urozmaica bloga, jak gościnne występy. A jeśli jest tym gościem bohaterka moich wpisów to tym bardziej cieszy jej obecność:-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ha, ha! Fajny klimacik, rodem z tych u cioci na imieninach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo taki był i bywa, gdy spotykają się dwa różne światy. Ludzie się wtedy poznają i szukają podobieństw.

      Usuń
    2. Miałem taką ciocię. Miastowa pełną gębą. Imieniny u niej zawsze były koszmarne. Całość imprezy dzieliła się na dwie części, ale ale może to właśnie szerzej opisać....?

      Usuń
  9. " U cioci na imieninach" ( jest taka piosenka ;))
    Wg jest niemożliwy :)))
    Caddi, teraz już serdeczności nie tylko dla Heli, ale i dla Danci!
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tuszę, że Wuguś popełni coś na Sza-piskach, a Hela będzie uznana za inspiratorkę wpisu:-)
      PS. Pozdrowienia oczywiście przekazuję dalej naszym bohaterkom.

      Usuń
  10. Przekaż Heli moje ukłony i podziękowania za inspirację.

    OdpowiedzUsuń
  11. Uprzejmie donoszę, że Wuguś - zainspirowany powyższym wpisem Heli - popełnił opowiastkę pt. U CIOCI NA IMIENINACH.

    OdpowiedzUsuń
  12. ...i dlatego pewnie Dancia nie lubi i nie pije. ;)
    Dobre!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cane, kobieta zmienną jest, to po pierwsze. Kobieta, gdy mówi NIE znaczy BYĆ MOŻE, to po drugie:-)

      Usuń
  13. :)Bułkę przez bibułkę ........ niezapominany smak "koniaku" już czuję sympatię do Was wszystkich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ważny jest producent tegoż "koniaku:. Kto ma do niego dostęp to ma także źródełko.

      Usuń
  14. a ja zapytam odnośnie tego trunku, a Dancia wie" jaka jest zawartość cukru w cukrze"? :)), bo jak nie to znajomy Marysi wie:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Nie lubię poniedziałku":-)))
      Dancia nie rozważała zapewne tej kwestii, zależało jej bardziej na uznaniu miejscowych. I jak widać z opisu... udało się:-)

      Usuń
    2. "Poszukiwany, poszukiwana" raczej.

      Usuń
  15. Pamiętam swego czasu moja sąsiadka robiła polską sake. Butla szklana z zacierem i z rękawicą gumową na szyjce stała na dolnej rurze od kaloryferów. "Wchodziło" w nogi i język, aż miło ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może warto upowszechnić przepis? Takie wynalazki są ciekawe i dają niezłego kopa.

      Usuń
    2. Nie pamiętam przepisu, chociaż sąsiadka kilka razy mi mówiła, ale wtedy, kiedy ten wynalazek próbowałyśmy ;) Jeśli ją spotkam, to zapytam o szczegóły. Może ona będzie jeszcze pamiętać przepis. Strasznie mnie śmieszyła ta nadmuchana fermentacją rękawica gumowa na butli :)) (Filemonka)

      Usuń
    3. Mówiła, ale co z tego, jak później raczyła trunkiem, a wtedy przepis wraz z procentami ulatniał się. Czekam zatem na szczegóły, bo miło byłoby posmakować taki wynalazek:)

      Usuń
  16. A ja robiłem dawniej wino z ryżu. Specyficzny smak, zależny od dodatków (głównie wędzona śliwka,) ale szło się przyzwyczaić. Trudne do klarowania, kto by jednak na takie detale zwracał uwagę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A kto by klarował wino i czekał aż całkiem dojrzeje. Takie w stylu tuż przed jest najlepsze.

      Usuń
  17. wódka to twój wróg, więc ją w mordę lej... zgrabnie sobie poradziła, hehe, to jej przyznać trzeba ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprytna kobitka i jak napisała Hela to Dancia nie dość, że mała krępa niewywrotna to jeszcze spryciula.

      Usuń
  18. Hmm...
    zapowiada się bardzo ciekawie. ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego, co wiem to nie wszystkie ciekawostki z tej wizyty zostały opisane. Hela powiedziała mi, że za jak znajdzie czas to opisze jeszcze jeden krótki epizodzik.

      Usuń
  19. ))) la donna e mobile ;)))
    zazdroszczę takich szerokich umiejętności adaptacyjnych , sama mam z tym trudności :)( Justyna)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I właśnie dlatego kobiety żyją dłużej, Justyno:)

      Usuń
  20. ))) Krzysiu dłużej bo genetycznie to Wy jesteście "słaba" płeć .Zawsze tłumaczę ,że macie malutki , słabiutki Y w genotypie i trzeba o Mężczyzn dbać , bo nam wyginiecie :)) a jak wiadomo kobieta bez mężczyzny nie może istnieć ;)Więc jako posiadaczki dwóch silnych XX , powinnyśmy nad Wami roztoczyć parasol ochrony i dopieścić tak by mizerny Y jak najdłużej Wam służył .Dodam ,że tylko genetyka tu jest zero innych podtekstów:)))( Justyna)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Justyno, ależ wiem. My faceci lubimy matki zastępować kobietami o podobnych cechach. Wybieramy te, które dają nam poczucie bezpieczeństwa. Nasze bycie macho to nic innego jak stroszenie piórek. Ot i co:-)

      Usuń
  21. Preferuje...nalewki!
    Zapraszam do odebrania nominacji na Blog 2012.
    Serdecznosci
    Judith

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nalewki są dobre, ale zdradliwe w większych ilościach.
      Judith, dziękuję za nagrodę.

      Usuń
  22. Lubię jak coś jest powiedziane krótko i zwięźle.
    A co do bimbru -mam nadzieję,że trzeciego kieliszka już nie było :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sprawie trzeciego nie mogę się wypowiedzieć. Jest wiadomo tylko to, co napisała Hela. Co było dalej można tylko domniemywać:-)

      Usuń
  23. Dziękuję za nominację i uprzejmie donoszę, że masz ode mnie gewiazdkę zwrotną :) Marian jest de best: http://ewiater.wordpress.com/2012/12/14/z-niejaka-duma-pragne-doniesc/

    OdpowiedzUsuń
  24. Cyber Marian:)
    http://www.filmiki.jeja.pl/15412,cyber-marian-torebka-zeszlych-swiat.html
    Ciut długa historia, ale taka jest historia torebki..:)))

    OdpowiedzUsuń
  25. Podobno dobry bimber nie jest zły, ale i tak najwazniejsze jest... zaufanie;)

    OdpowiedzUsuń
  26. :)Receptura to Pikuś destylacja to jest cała tajemnica.
    1410 sławna data ułatwi zapamiętanie receptury.
    - 1kg cukru może być fruktoza (LEPSZA)
    - 4l wody
    -10 dkg drożdży
    To jest podstawowy przepis dający ogromne,radosne, możliwości twórcze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę wypróbować. Koniecznie. Może pojawi się jakaś Dancia chcąca się wykazać.

      Usuń