piątek, 30 listopada 2012

Appendix do... tupotu mefff

Poprzedni wpis przywołał wiele indywidualnych wspomnień związanych z przeżytym  syndromem dnia następnego. Niezależnie od tego pojawiły się dociekliwe pytania o Dancię, która towarzyszyła Heli. Obiecałem, że delikatnie dopytam i jak tylko cokolwiek się dowiem to uprzejmie doniosę. Przedstawiony wczoraj w okrojonej formie dialog pomiędzy przyjaciółkami wyglądał mniej więcej tak:
– Co wybierasz, Danciu?
– Wiesz przecież, że nie cierpię alkoholu w żadnej postaci.
– Zatem czego się napijesz, bo ja lubię wszystko poza anyżówką – powiedziała Hela
– Obojętnie co, byle było mocne i dużo –  odpowiedziała z niekłamaną niechęcią  Dancia.
Co było dalej już wiemy. Barek Mariana został opróżniony i około drugiej w nocy Hela z Dancią zakończyły kuchenne rewolucje, czyli mówiąc językiem zrozumiałym: nie poczyniły żadnych kulinarnych przygotowań, które wcześniej były zamierzone. Dancia mieszkała dwa domy dalej, więc wzięła swoją torebkę i lekko chwiejnym krokiem – z naciskiem na słowo "chwiejnym" – udała się do siebie. Od strony ulicy był niewysoki płotek, który służył jej za podpórkę. Z trudem dotarła przed drzwi domu. Torebka była przepastna i miała problem ze znalezieniem kluczy. Nie chciała dzwonić, by nie obudzić domowników, a zwłaszcza męża. Gdy wreszcie znalazła klucze szszszczęśliwa przytrzymując się kolumienki próbowała wsunąć je w zamek. Nie dała rady, a delikatność i subtelność jej ruchów słyszane było w promieniu kilkudziesięciu metrów.
Po chwili uchyliły się drzwi, w których stanął mąż Danci, Gdy ją zobaczył słaniającą się na nogach i poczuł charakterystyczny oddech zapytał podniesionym głosem:
– Do jasnej cholery! Hałasujesz, budzisz mnie i sąsiadów. Gdzie byłaś do tej pory???
– No jak to gdzieee? – odpowiedziała spowolnionym i rozciągniętym głosem – Jestem chrzestną Heleniątka i byłam z nią w... kościoooole.

czwartek, 29 listopada 2012

Tupot białych... mefff

Barek na trunki i stosowne szkło to coś, co znajduje się w każdym... prawie każdym domu. Ma je nauczyciel z nauczycielką, urzędnik, ksiądz i policjant. A Wuguś z Wichrowych to ma nawet piwniczkę, ale to już wyższa szkoła jazdy. Barek ma swoje miejsce także u Pana C. i jego przyjaciół Mariana i Heli. Zasobność tych szczególnych sejfików zależna jest od upodobań i fantazji właścicieli.
Przed kilku laty córka Mariana i Heli przygotowywała się do pierwszej komunii. Obydwoje nie należeli do osób szczególnie religijnych, ale chcieli dziecku dać możliwość wyboru. Plan związany z tą uroczystością był bardzo napięty. Zwłaszcza dla Heleny. W piątek trzeba było pójść z dzieckiem do spowiedzi, a później przygotować, co nieco dla gości, którzy mieli zjechać z daleka dzień przed uroczystością. Ale zacznijmy do początku.
O siedemnastej w piątek Hela ze swoim Heleniątkiem i jej chrzestną karnie stawiły się w kościele i ustawiły w kolejce do spowiedzi. Mariana tam nie było, gdyż od zawsze uważał, że z Panem Bogiem lepiej mieć ograniczone kontakty, a jeśli już będzie to konieczne to być w relacjach osobistych. Poza tym Bóg - tak uważał Marian  ma cały świat na głowie i nie zamierzał zawracać Mu gitary jakimiś osobistymi pierdołami. Jednak Hela chciała w tym wszystkim być ze swoim dzieckiem. 
Około osiemnastej było już po stresie i wróciły do domu Heli. Dancia, chrzestna Heleniątka, miała pomóc w przygotowaniu paru sałatek i przekąsek. W tym miejscu wypada gwoli kronikarskiej rzetelności napisać, że Dancia była dla Heli kimś takim, jak Pan C. dla Mariana.
– Wiesz, Dancia  zagaiła Hela, gdy weszły już do domu – ta spowiedź była dla mnie dość traumatyczna.
– Dla mnie też.
– Może się nieco zrelaksujemy?
– Ale jak?
– Zajrzyjmy do barku – powiedziała Hela. – Po kieliszeczku czegoś mocniejszego nie przeszkodzi nam w kuchennych zajęciach.
Jak powiedziały tak zrobiły. W barku stało kilka butelek, ale żadna pełna. Resztki gorzkiej żołądkowej, niedopity ballantine, bols, jakieś martini cytrynowe, puszka piwa i tym podobne wynalazki. Zaczęły od kieliszeczka gorzkiej żołądkowej miętowej. To ulubiony trunek Heli. 
Z kulinarnych przygotowań niewiele wyszło. Bliskość barku sprawiła, że tego wieczoru do znajdującej się tuż obok kuchni już nie dotarły. Babskie rozmowy wsparte mieszankami procentów zeszły im do drugiej w nocy. Marian próbował delikatnie przypomnieć, że następnego dnia będą goście, że kuchnia, że trzeba by coś przedsięwziąć, ale nie z Helą takie sugestie i uwagi. 
O siódmej rano zadzwonił budzik, który rozorał mózg Heli. Głowa zajmowała połowę poduszki, a oczy miały pole widzenia w zakresie, jaki daje dziurka od klucza. Udało się jej dotrzeć do łazienki, obmyć twarz i ubrać dres. Powoli zeszła po schodach do salonu, gdzie Marian w fotelu już popijał czarną kawę. Nim zdążyła poprosić go o to samo z radia zaczął sączyć się niczym koszmarny wyrzut sumienia... Tupot białych mew.

wtorek, 27 listopada 2012

Kochanek Heli - wersja lite

Helena jest kobietą życia Mariana, ale to akurat bywalcy tego bloga wiedzą, bo Pan C. wielokrotnie o tym oraz o jej legendarnej zazdrości pisał. 
Wczoraj Hela wrociła z pracy podekscytowana scenką rodzajową opowiedzianą jej przez koleżankę. Postanowiła podzielić się nią, by wybadać reakcję Mariana na całkowicie hipotetyczną sytuację.
- Wiesz, Marian, że jestem zazdrosna, ale tylko dlatego, że cię kocham. Przesadzam czasami, ale już zdążyłeś się do tego przyzwyczaić.
Marian podniósł wzrok znad okularówi i odłożył czytaną gazetę. Czekał na ciąg dalszy.
- Nie patrz tak na mnie tylko posłuchaj i odpowiedz. Wyobraź sobie, że wracasz wcześniej do domu i zastajesz mnie w łóżku z Caddim. Jak wtedy byś zareagował, co byś zrobił?
- Sięgnąłbym po pistolet i zastrzeliłbym go - odpowiedział bez namysłu Marian.
- Tego mogłam się spodziewać - powiedziała z rozczarowaniem w głosie Hela. - Jak tak będziesz postępować to stracisz po kolei wszystkich przyjaciół.

niedziela, 25 listopada 2012

Margarita Magiopoula

Czasami i Panu C. brakuje odpowiednich słów, by wyrazić zdziwienie i zaskoczenie wypowiedziami... niektórych. Zazdrość i zawiść są stadne i najczęściej dotyczą drobiazgów, po które - z oczywistego lenistwa - nie chce się schylić samemu. Dobrze byłoby to przemilczeć, ale zdecydowanie stosowniej i właściwiej jest wyszeptać: Eppur si muove*.


Zasadziła drzewko pomarańczowe
i cała okolica zazdrościła

i cała okolica zazdrościła
Zasadziła drzewko pomarańczowe

Oh, Margarita Magiopoula
Oh, Margarita Magiopoula
Oh, Margarita czarodziejka

Każdego ranka podlewała je pocałunkami
Wieczorem zabierały je ptaki
Wieczorem zabierały je ptaki
Każdego ranka podlewała je pocałunkami

Oh, Margarita Magiopoula
Oh, Margarita Magiopoula
Oh, Margarita czarodziejka

/Iakovos Kampanellis, Mikis Theodorakis/

______________________________________
*A jednak się kręci - słowa, które ponoć wyszeptał Galileusz stając przed Inkwizycją kwestionującą jego pogląd, że Ziemia kręci się wokół Słońca.

wtorek, 20 listopada 2012

Instrukcja srania

Kiedyś śmialiśmy się z EWuGowskiego (dziś UE) normalizowania kształtu i wielkości ogórków, czy kojarzących się w wiadomy sposób... bananów. Wydawało się, że sowicie opłacana z naszych podatków banda urzędników już odeszła od tego typu tfurczości, ale załączone poniżej zdjęcie przeczy temu mniemaniu.
Przed kilkunastu laty, gdy Pan C. wracał z urlopu spędzonego nad morzem, słuchał w radiu ZET audycji Dzwonię do pana/pani w nietypowej sprawie. Janusz Weiss rozmawiał ze słuchaczem, który komentując zmiany w podatku drogowym podpowiadał, że może warto opodatkować kobiety chodzące w szpilkach, gdyż niszczą chodniki bardziej niż mężczyźni. Weiss zareagował błyskawicznie:
 O nie, proszę pana! Proszę takich sugestii nie podawać na antenie, bo nie ma takiej głupoty i takiego idiotyzmu, na który urzędnicy wcześniej lub później nie wpadną.

Załączone zdjęcie jest dość marnej jakości, dlatego w celu ułatwienia zajmującej lektury i zapewnienia dobrej zabawy przepisałem in extenso.

INSTRUKCJA STANOWISKOWA KORZYSTANIA Z WC
Na podstawie Dyrektywy Europejskiej EU-3800/248-03

  1. Ubikacja powinna być zawsze utrzymana w czystości zgodnie z systemem HACCP.
  2. Korzystać z ubikacji mogą tylko osoby, które ukończyły instruktaż stanowiskowy udzielony przez bezpośredniego przełożonego.
  3. Do muszli klozetowej nie wrzucać śmieci, szmat, niedopałków papierosów, środków higieny osobistej, zapałek, resztek jedzenia oraz dokumentów urzędowych.
  4. Muszla klozetowa nie służy do mycia głowy, połowu ryb oraz uprawianiu seksu.
  5. Na muszlę klozetową nie należy wchodzić nogami tylko siadać w sposób ergonomiczny, jak na krześle, całym ciężarem ciała, aby pośladki dokładnie i całym ciężarem ciała przylegały do deski klozetowej. Tułów powinien być wyprostowany przy czym punkt ciężkości należy przenieść ze stóp na pośladki kładąc ręce na kolana. Siedzieć należy w taki sposób, aby kał spadał centralnie z niewielką prędkością do muszli, a nie na deskę. Jednocześnie nie należy zabrudzić deski  moczem lub krwią.
  6. W przypadku zabrudzenia deski klozetowej (krople moczu, krew, pozostałości kału) należy bezwzględnie usunąć zabrudzenia papierem toaletowym.
  7. W przypadku gdy do muszli klozetowej wpadną środki higieny osobistej (podpaski, wkładki higieniczne, tampony, chusteczki higieny osobistej) należy je natychmiast wyciągnąć, włożyć w woreczek foliowy znajdujący się po prawej stronie muszli klozetowej i wyrzucić do kosza na śmieci.
  8. W przypadku zmiany środka higieny osobistej należy go umieścić w specjalnym przeznaczony do tego celu woreczku znajdującym się na ścianie po prawej stronie muszli klozetowej i następnie wyrzucić do kosza.
  9. Po zakończeniu czynności fizjologicznych należy zamknąć muszlę klozetową, wyczyścić poprzez użycie wody znajdującej się w spłuczce, następnie umyć ręce zgodnie z instrukcja mycia rąk.
  10. Kabinę WC opuszczamy dopiero po upewnieniu się, że zostały spełnione wszystkie warunki dotyczące korzystania z WC.
  11. W przypadku zauważenia nieprawidłowości w funkcjonowaniu kabiny WC należy natychmiast powiadomić Dyrektora przedszkola.



poniedziałek, 19 listopada 2012

Sztuka pytania

Dawno, dawno temu, a może całkiem niedawno.... Właściwie czas to rzecz względna, ale niekiedy biegnie zbyt szybko. Zatem wyrażając się nieco precyzyjniej wypada powiedzieć, że było to na przełomie tysiącleci, gdy do Pierworodnego Szczęścia aplikowali młodociani absztyfikanci. Dzwonili do drzwi, które osobiście otwierał Pan C. występując w życiowej roli ojca swojej córki. Wyczekująco patrzył w oczy  młodzieńców i bezwiednie taksował każdego z nich.
 Dzień dobry, czy jest Oliwia?
 Jest  odpowiadał Pan C. nie ustępując ani na krok.
 A czy mógłby pan ją poprosić?
 Mógłbym  odpowiadał i dalej stał wprawiając delikwenta w coraz większe zakłopotanie.
Po chwili młody człowiek zaczynał nerwowo przestępować z nogi na nogę. Jeśli był bystrzejszy zwracał się:
 W taki razie proszę, by pan zawołał Oliwię.
Po czymś takim zyskiwał uznanie Pana C. i droga stała otworem.


sobota, 17 listopada 2012

Scio me nihil scire

Pan C. zapoznał się z Sokratesem jeszcze w połowie lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Wtedy ufnie i bezkrytycznie wierzył w siłę poznawczą nauki i tzw. postępu. Dziwiło go, że taki filozof i mistrz, jakim był Sokrates opowiadał o sobie, że jedyne co wie to, że nic nie wie. Najsensowniejsze ówczesne podsumowanie sokratejskiej postawy mógł streścić w powiedzeniu Kpi, czy o drogę pyta?
Musiało upłynąć wiele wody w Warcie i sporo lat nim zrozumiał całą mądrość tej szczególnej postawy brzydala, jakim był filozof. Za życia wyrażano się o nim z pogardą i lekceważeniem, bezpodstawnie uznawano za nieudacznika i fajtłapę. Było w tym wiele kłamstwa ze strony ludzi, którym wykazywał nieuctwo i brak wiedzy. Nie interesował się plotkami i nie zabiegał o bycie celebrytą, co i wówczas mutatis mutandis miało miejsce. Był znienawidzony przez ówczesny establishment za bezkompromisowe wykazywanie miałkości postaw, interesownej motywacji i zwykłej ignorancji. Przypłacił to w końcu wyrokiem śmierci na podstawie fałszywych oskarżeń ze strony tych, których ośmieszył.
O Sokratesie można prawić bez końca, ale i o jego żonie Ksantypie nie mniej. Być może jej upierdliwość i dokuczliwość sprawiły, że rozwinął się jako filozof. Sokrates i Ksantypa to archetyp Mariana i Heli.

Kiedyś do Sokratesa  człowieka doświadczonego i... doświadczanego małżeństwem  przyszedł młodzieniec po życiową poradę.
– Uchodzisz nauczycielu za mądrego człowieka i chciałbym zasięgnąć twojej opinii.
– Mów, co cię trapi – zachęcił Sokrates – może będę w stanie cokolwiek pomóc.
– Jest w moim życiu piękna i ponętna kobieta, z którą spotykam się od wielu miesięcy. Dobrze nam ze sobą. Jej rodzice, ale i moi również, nalegają byśmy sformalizowali związek. Na razie nie jestem jeszcze na to gotów, ale nie chciałbym wystawiać na próbę jej zainteresowania i lekceważyć rodziców.
– Cóż mogę ci powiedzieć – rzekł zafrasowany filozof – gdy wezmę pod uwagę własne życie z Ksantypą i doświadczenie to nie mam dobrej rady. Możliwa odpowiedź jest taka: Żeń się lub się nie żeń. Cokolwiek uczynisz będziesz żałował.


piątek, 16 listopada 2012

FADO

Kilka dni temu Hela wróciła z pracy bardzo podekscytowana. Niewiele mówiła, ale Marian czuł, że szuka okazji, by wyrzucić z siebie to, co ją nakręcało. Dostrzegał, że była na granicy eksplozji... Muszę, bo się uduszę.
 Wiesz, kochanie, dawno nie byliśmy na romantycznej kolacji.
 Ależ codziennie mamy kolację – skwitował Marian – no chyba, że ty lub ja jesteśmy gdzieś na wyjeździe.
 Marian... ale mi się marzy czasami właśnie takie miejsce, jak Fado, gdzie jest stolik dla dwojga, od sali oddziela nas dyskretny parawan, a w tle sączy się nastrojowa muzyka. Marzę, by twarze rozświetlał migocący płomień świecy i... tylko my.
Pan C. i czytelnicy wiedzą, że jak Hela sobie coś umyśli to jest niczym buldożer i nic nie jest w stanie jej powstrzymać. Swoje zamierzenie doprowadza do końca. Marian też to wie, choć czasami wydaje się mu, że jest inaczej. Ale... to mało znaczący szczegół. 
Około dwudziestej znaleźli się w wymarzonym przez Helę miejscu. Marian odetchnął i nawet czuł zadowolenie, że wyszli z domu. Kelner podał karty i wycofał się dyskretnie wyczekując ich decyzji. Po chwili Hela znacząco odwróciła głowę dając znać, że jest już gotowa złożyć zamówienie. Dobitnym i wyraźnym głosem odczytywała z karty swój wybór.
– A teraz Ty, kochanie – zwróciła się do Mariana.
Marian mówił tak cicho, że kelner kilkakrotnie prosił o powtórzenie, by dokładnie zanotować jego zamówienie.  Nie krył poirytowania, które w pewnym momencie znalazło finał w uwadze:
– Pan to chyba nigdy nie pokłócił się ze swoją żoną.



Inspiracja: Wuguś w Wiedniu.

sobota, 10 listopada 2012

Smutny pan, smętny pan

Są dni, gdy już nie wytrzymujesz tempa, gdy odczuwasz dojmujące zmęczenie, nie dajesz rady i marzysz, by zaszyć się w mysią dziurę. Warto wtedy postawić sobie pytanie: A gdzie w tym wszystkim ja? 
Dziś taki stan ciała i umysłu dotknął Pana C. Pomyślał pozytywnie i postanowił sprawić sobie przyjemność. Po lekkim obiedzie i krótkim odpoczynku wziął się był i udał na basen. Obiekt znakomicie wyposażony i oferujący wiele atrakcji dla umęczonego ciała. Postanowił skorzystać tylko z trzech: pływanie, sauna sucha i sauna mokra. By nie było monotonii w regeneracji sił i witalności narzucił sobie reżim: kilka długości basenu, sauna sucha, znów basen, sauna mokra i na koniec basen. No taki... full wypas przez siedemdziesiąt pięć minut. 
Za każdym razem idąc do sauny Pan C. przechodził obok jaccuzzi, w którym widział tego samego mężczyznę. Na pierwszy rzut oka, którego oczywiście nie ma - tak samo, jak nie ma drugiego rzutu, czy przysłowiowego kąta oka - mężczyzna mieścił się w przedziale pomiędzy trzydzieści a pięćdziesiąt lat. Tej wiekowej nieokreśloności dodawał mu policyjny wąsik pod nosem. Minę miał bardzo smutną i sprawiał wrażenie, jakby siedział tam za karę. Nie ruszał się z miejsca przynajmniej przez godzinę. 
Wychodząc z basenu Pan C. zauważył go ponownie. Pomagał żonie ubierać dwoje dzieci w wieku poniżej dziesięciu lat. 
Pan C. pomyślał: tak właśnie wygląda dobrze spełniony ojcowski obowiązek.

Poniżej luźne skojarzenie z panem widzianym w jaccuzzi
wyśpiewane przez Jerzego Połomskiego.


czwartek, 8 listopada 2012

Głowa zdrajcy

Zapach, który Hela przywiozła Marianowi jest bardzo subtelny i delikatny, zarazem jednak wyrazisty w sposób, który odróżnia go od innych, a od mężczyzn pachnących przemysławką szczególnie. Nie znał tego zapachu, ale schlebiało mu, że Hela bardzo osobiście traktuje ten sposób oznaczania go. W tym co czuła, co robiła z nim i dla niego wszystko było bezwarunkowe... nawet zaborczość i chorobliwa zazdrość. Kiedyś próbował z tym walczyć, ale teraz nie umiałby tak naprawdę bez tego funkcjonować. To forma uzależnienia. Jedynie Pan C. zna wszystkie zawiłości tego przedziwnego związku Mariana z Helą.
– Wiesz, Caddi – powiedziała Hela, gdy ten wpadł do nich na jedną z popołudniowych pogawędek – zaglądam czasami na ten twój blog. Nie oceniam tej potrzeby pisania, ale...
– To miło, że znajdujesz czas i ochotę na te moje opowiastki – skwitował Pan C.
– Dobrze nazwałeś to, co opisujesz... opowiastki, ale mniejsza z tym. Epatuje z nich taki męski punkt widzenia i kompletne nierozumienie kobiet. Niewiele różnisz się od Mariana i pewnie dlatego tyle lat trzymacie się razem. Jego przynajmniej mam pod kontrolą.
Marian i Pan C. porozumiewawczo spojrzeli po sobie i czekali na ciąg dalszy, bo że taki nastąpi nie mieli wątpliwości.
– W jednym z komentarzy ktoś napisał, że zdrada emocjonalna jest uznawana w sądzie, jako wystarczający powód do uznania winy współmałżonka. Ten ktoś nieświadomie zakładał, że liczy się głównie zdrada fizyczna. Ty natomiast odwróciłeś wszystko i zbagatelizowałeś stawiając wszystko na zdradę emocjonalną.
– Bo tak jest, Helu – powiedział Pan C. – Żeby doszło do zdrady fizycznej najpierw musi pojawić się coś... w głowie zdrajcy lub zdrajczyni, jak kto woli.
W oczach Pana C. pojawiła się iskierka satysfakcji.. 
– Hola! Panowie! A co z sytuacją, gdy facet korzysta z usług seksualnych za pieniądze? Nie angażuje się emocjonalnie?
– Chyba nie – włączył się Marian – przecież on nie kocha tej kobiety tylko zaspokaja swoje potrzeby...
– Aha! Rozumiem, że gotów jesteś na to, bo nie uznajesz tego za zdradę?
– Ależ, Heleno! Mówię czysto teoretycznie...
– A gdybym to ja chciała w taki czysto fizyczny sposób poczuć innego mężczyznę i to bez zaangażowania emocjonalnego? To byłoby to w porządku? Czy wiedząc, że moją skórę i ciało dotykał inny mężczyzna nie  odczuwałbyś dyskomfortu?
– Dlaczego wszystko przenosisz na płaszczyznę relacji z Marianem? – zapytał Pan C. – Przecież to tylko marginalna uwaga w jakiejś tam dyskusji.
– Owszem, ale chciałabym wiedzieć, co w praktyce oznacza to dla mężczyzn, a szczególnie dla Mariana. Dla mnie to wszystko jest razem i nie da się rozdzielić. Czasami nie dochodzi do zdrady fizycznej, choć ta jest najobrzydliwsza, ale narusza to moje terytorium, moją osobistą przestrzeń, w którą wchodzi ktoś obcy.
– Helu, w tym co odpowiedziałem w komentarzu dałem wyraz takiemu rozumieniu zdrady, że ona zawsze  ma początek w umyśle i emocjach. Nie ma fizyczności bez przyzwolenia woli...
– Caddi, nie filozofuj i nie komplikuj spraw najprostszych. Żadna pliszka nie ma prawa wyobrażać sobie czegokolwiek z moim Marianem. Ich obecność, spojrzenia, czy rozmowa z nim doprowadzają mnie do szewskiej pasji. Wiem, wiem...  nie da się uniknąć takich sytuacji, ale jestem zazdrosna o jego myśli, o niego całego...
Marian spojrzał na Helę błagalnym wzrokiem. Momentalnie to wychwyciła i powiedziała najczulej, jak tylko potrafi:
– Marian! Już dobrze. Nie drążmy tematu. Ale powiedz, proszę, z kim będzie ci tak źle i dobrze, jak ze mną?


Robert Ballagh, 
Woman with a Jackson Pollock - in 16 Parts








sobota, 3 listopada 2012

Sprinter

Ludzie, a konkretnie kobieta i mężczyzna, bo co tu ukrywać i nawijać makaron na uszy, poznają się w tak szczególnych okolicznościach, że warto się zastanowić, jak to możliwe, że w ogóle dochodzi do czegokolwiek między nimi. W osobliwej i uprzywilejowanej sytuacji byli Adam z Ewą postawieni naprzeciw siebie w raju, ale już kolejne pokolenia tak łatwo nie miały. Pan C., ten dociekliwy i życzliwy przyjaciel Mariana i Heli, tropiący różne mniej lub bardziej ciekawe przypadki natrafił na taki oto smaczek. Ot, nic wielkiego... z życia wzięte.
Okoliczności jakich wiele. Kawiarnia, w tle klimatyczna muzyka, miły nastrój, aromat kawy i ich dwoje. Ona i on siedzący na przeciw siebie. Rozmowa toczy się wartkim nurtem, tematy układają się niczym kolejne odsłony scenariusza. W pewnym momencie zalega dręcząca cisza. Po chwili kobieta zwraca się do aplikującego o jej względy  mężczyzny z pytaniem:
 Jakie masz wykształcenie?
 Dobre pytanie...
 A odpowiedź?
 Z tego, co pamiętam to nauka niemiłosiernie mnie goniła, wręcz ścigała. Na szczęście... zawsze byłem o krok przed nią.

PS. Nie wiem dlaczego, ale poniższa muzyczna ilustracja wydała mi się bardzo à propos.


piątek, 2 listopada 2012

Szybki numerek

Z pisaniem tekstów jest jak z... seksem. 
Lubimy kochać się z rozmysłem i czule  bez patrzenia na upływający czas. Każdy detal ma smaczek i znaczenie. Niekiedy jednak nachodzi nas coś takiego, że... ręka noga mózg na ścianie. Zaś po kwadransie wzniecony tumult i kurz rozpierzchają, jakby ich nigdy nie było.
Dziś zatem tekst z cyklu "szybki numerek".

Rozmowa dwóch dobrych kolegów:
 Wiesz, od dawna marzę o kochance.
 I co zrobiłeś, by się spełniło?
 Nic!
– Jak to?
– Po prostu nic! Marzenia nic nie kosztują w przeciwieństwie do... kochanki.