niedziela, 23 września 2012

Pompa Troetzera

Caddi był zaskoczony i zdezorientowany. Stał na niewielkim trójkątnym skwerku ocienionym starymi jesionami i lipami. Na jego skraju w najwęższym miejscu stała ogrodzona niewysokim parkanikiem nieczynna od wielu lat miejska pompa ssąco–tłocząca wyprodukowana przez fabrykę Adolfa Troetzera na przełomie XIX/XX wieku. Rozglądał się uważnie próbując dociec, jak się znalazł w tym nieznanym sobie miejscu. Starcza demencja, czy jakieś czary? – pomyślał.


Nieopodal dostrzegł troje młodych ludzi siedzących na ławeczce. Podszedł do nich i zapytał: 
– Przepraszam, ale czy moglibyście mi powiedzieć, gdzie się znajduję? Proszę mnie dobrze zrozumieć, ale chwilowo straciłem orientację.
Zdziwił się słowom,, które przed chwilą wypowiedział, ale starał się nie dać po sobie poznać, że jest przerażony okolicznościami, a w jakich się znalazł.
– Zaparkował pan gdzieś nieopodal? – zapytała dziewczyna.
– Chyba... tak – odpowiedział bezwiednie. – Proszę mi powiedzieć gdzie jestem?
– Jest pan na ulicy 19 Stycznia – mówiła dziewczyna – a po drugiej stronie skweru jest ulica Przejazd.
– Aha – odpowiedział Caddi. 
W tym momencie zauważył, że kurczowo ściska w ręku pasek do spodni. Ten sam, który kupił kilka tygodni temu, ale nie używał, gdyż należało zrobić dodatkowe dziurki. Czarny, skórzany i taki, który mu się od samego początku podobał.
– Kogo pan szuka? – dopytała dziewczyna.
– Kogo? – powtórzył pytanie i przyglądał się szczupłej i zgrabnej blondynce z widocznym dużym tatuażem na lewym przedramieniu. Głos jego zawisł na dłuższą chwilę w powietrzu, a na twarzy młodych ludzi pojawiło się lekkie zdziwienie będące reakcją na nietypowe zachowanie mężczyzny. Caddi zorientował się, że musi coś przedsięwziąć, by wydostać się z tej paraliżującej go sytuacji.
– No jak to kogo? - żachnął się po chwili - Oczywiście szewca! 
– Jest pan o kilka kroków od niego. Proszę przejść na druga stronę ulicy i wejść w ten wąski wjazd. Drugie drzwi po prawej. 
– Dziękuję – powiedział Caddi. – Bardzo dziękuję.
– Ale nie wiem, czy on cokolwiek panu pomoże – rzucił chłopak siedzący obok dziewczyny – to staruszek.
– Nie szkodzi – powiedział Caddi – chodzi mi o szewca z doświadczeniem.
Kurczowo ścisnął zwinięty pasek i skierował kroki we wskazane miejsce. Poczuł, że w tej przedziwnej sytuacji udało mu się wreszcie coś ustalić i podjąć działanie, co znacznie go uspokoiło. Przeszedł na drugą stronę jednokierunkowej ulicy i znalazł się we wjeździe między dwoma wiekowymi domami. Wjazd, jak na dzisiejsze standardy dość wąski, ale kiedyś był wystarczający do wwiezienia furmanką węgla i drewna na opał. Cień sprawił, że przez moment wzrok musiał się oswoić i wypatrzeć miejsce, do którego zmierzał. Przy końcu ściany dojrzał niewielki szyld z napisem SZEWC – Kazimierz Kowalski.
– Jasna pętelka! – zamruczał pod nosem Caddi – jak można nazywać się Kowalski i być szewcem. Każde inne nazwisko tylko nie Kowalski!
Pociągnął liniejące orzechową farbą drzwi i wszedł do środka. W nozdrzach poczuł charakterystyczny zapach stęchlizny i staroci, a także odór starych przepoconych butów sklejanych butaprenem. Wąziutkie przejście i niewiele większe pomieszczenie świadczenia usług. Po lewej stronie niewielki kontuarek zastawiony narzędziami i bezładnie ustawionymi butami, w głębi zaś krzesło, szewskie kopyto i półki z klejami, młotkami i flekami i innymi narzędziami, których przeznaczenia nie był w stanie zidentyfikować. 
Po prawej stronie były drzwi z szybkami, przez które było widać część mieszkalną. Nikogo nie było widać i słychać. czuł się dziwnie, ale postanowił wytrwać do końca
– Dzień dobry – powiedział donośnym głosem Caddi.
Po chwili dało się słyszeć szuranie niepewnych kroków, zaskrzypiały drzwi i pojawił się w nich o pół głowy niższy i przygarbiony mężczyzna z wydatną łysą czaszką i wystającymi nad uszami kędziorami siwych włosów. Spojrzał przenikliwie i przemieścił się za kontuar. Usiadł na krześle i zapytał ciepłym głosem:
– Czym mogę ci pomóc? 
Troszkę zdziwiła Caddiego ta bezpośrednia forma zwrotu, ale mężczyzna z wyglądu miał powyżej siedemdziesięciu lat, więc przeszedł nad tym do porządku dziennego. Wyciągnął w kierunku szewca zwinięty pasek.
– Potrzebuję dodatkowych dziurek.
Szewc popatrzył na skórzany pasek, przyjrzał się oryginalnym otworom i pokiwał z zakłopotaniem głową.
– Nie mam takich dłut, ale spróbujemy temu zaradzić.
Odwrócił się i sięgnął deskę wielkością przypominającą kuchenną tyle że grubszą i bardziej porowatą. Miała sporo śladów od młotka, ostrych nacięć i kleju. Po chwili położył obok kilka okrągłych dłut do wybijania dziurek w skórze. Przymierzył do paska i podając Caddiemu młotek powiedział:
– Masz lepsze oczy więc przyłóż i wybij.
Caddi zaskoczony poddał się dyspozycji szewca. Odmierzył równą odległość i uderzając młotkiem wybił dwa otwory umożliwiające swobodną regulację zapinania paska. Zadowolony wsunął pasek w szlufki spodni, zapiął i dumnie skwitował:
– Nawet się udało. Nie podejrzewałem siebie o takie umiejętności.
Szewc spojrzał na Caddiego z dziwnym błyskiem w oku i takim uśmiechem wyrażającym pobłażanie, a zarazem satysfakcję.
– Długo kazałeś na siebie czekać Caddi – powiedział szewc.
– Nie rozumiem – zareagował Caddi ze zdziwieniem w głosie.
– Oj tam, nie rozumiesz?! Od prawie czterdziestu lat czekasz aż się spełnią twoje marzenia i nic z tego, o czym marzysz się nie zdarza. Marzysz i znów grzęźniesz na bezdrożach, bo zapominasz dopilnować realizacji zamiarów.
– Kim pan jest? – zapytał zaniepokojony Caddi.
– Caddi – powiedział starzec – w lutym skończyłeś pięćdziesiąt jeden lat. Od czterdziestu lat miotasz się i szukasz właściwej ścieżki swojemu przeznaczeniu... Jesteś bliżej, czy dalej tego, czego zawsze pragnąłeś? 
Niebawem skończę dziewięćdziesiąt dziewięć lat. Mój czas dobiegnie dwudziestego pierwszego listopada w przyszłym roku. Mamy naprawdę mało czasu, by poukładać twoją ścieżkę...

Szewc zawiesił głos i przyglądał się Caddiemu. Nastąpiła cisza, która zaczęła bardzo doskwierać i wwiercać się w świadomość. Czuł jak krew pulsuje w skroniach, a dłonie jak nigdy zaczęły się pocić. Próbował ogarnąć w myślach sytuację i w jakikolwiek sposób wszystko zracjonalizować, ale... czuł pustkę. 
– Jeszcze nie rozumiesz? – posłyszał pytanie szewca. – Jestem przewodnikiem, twoim wewnętrznym głosem, który zna twoje przeznaczenie lepiej niż ty sam. Za bardzo przez te wszystkie lata chciałeś być jak inni, a zapominałeś o prawdziwym przeznaczeniu. Pamiętasz, że zawsze chciałeś zostać pisarzem? Pisałeś opowiadania do szuflady, a na języku polskim wybierałeś wolne tematy.
Przez świadomość Caddiego przebiegły wszystkie obrazy i marzenia, które kiedykolwiek się pojawiły.
– Co mam więc zrobić?
– Pójść za tym czego pragniesz i co potrafisz najlepiej – odpowiedział starzec łagodnie się uśmiechając. 
– Ale wszystko mi się rozłazi i nigdy nie jest takie, jakim bym chciał, aby było...
– Potrafisz, tylko o tym tak do końca nie wiesz. Dlaczego kazałem, abyś sam dopasował swój pas?
– Bo ma pan słaby wzrok?
– Bzdura!!! Chciałem sprawić, byś poczuł, że pewne rzeczy potrafisz zrobić od początku do końca. Z paskiem jest, jak z twoim życiem – mówił mężczyzna – trzeba wreszcie coś przedsięwziąć. Czy jesteś zdecydowany?
Caddi zrozumiał, że w pytaniu pobrzmiewa ostatnia szansa, ostatnia okazja na teraz albo nigdy. Spojrzał na rozmówcę i odpowiedział:
– Tak, jestem zdecydowany.
– Świetnie, Caddi. Masz rok na wyprostowanie ścieżek. Spotkamy się o tej samej porze i wiem, że jesteś w stanie obrać azymut.
– Ile płacę za dziurki w pasku? – zapytał.
– Nic nie jesteś mi winien, Caddi! Sam to zrobiłeś. Reszta też jest w twoich rękach.

Ocknął się, gdy poczuł język Pestki na dłoni swobodnie zwisającej z fotela. Rozejrzał się dookoła. Leżał pod czeremchą, a kawa którą postawił na stoliku była już chłodna. Zbliżył filiżankę do ust rozpoznając gorycz ulubionego napoju.

sobota, 15 września 2012

Licha i durnowata

Raport NIK zmasakrował przeprowadzoną przez Ewę Kopacz komercjalizację szpitali przeprowadzoną w okresie, gdy pełniła funkcję ministra zdrowia. Wszyscy są zgodni, że sytuacja jest dramatyczna i biedny Arłukowicz, który wcześniej niczym nie zarządzał, został wprowadzony na minę. Wszyscy wiedzą, że cały pasztet upichciła Ewka. 
– Przepraszam, panie premierze! Nieco namotałam w służbie zdrowia. Proszę mnie publicznie zrugać.

Skąd Ewa Kopacz wiedziała, jaką postawę przyjąć? Odpowiedź znajduje się w jakże aktualnym Ukazie cara Piotra Wielkiego z 1708 roku i brzmi nie mniej ni więcej tak: Podwładny powinien przed obliczem przełożonego mieć wygląd lichy i durnowaty, tak by swoim pojmowaniem sprawy nie peszyć przełożonego.


piątek, 14 września 2012

Vilcam - klon Invest-Lang?

Amber Gold poległ, bo kradł chochlą zamiast małą łyżeczką. Pazerność komuś zaczęła wadzić, bo nie mógł się doprosić udziału w zyskach. To tak na marginesie i wstępie do ciągu dalszego. Warto jeszcze w tym miejscu przypomnieć - nie pamiętam okoliczności i autora - pytanie do ministra wprowadzającego podatki dochodowe od wszystkich obywateli:
 Dlaczego Pan wprowadził podatki także od biednych, przecież oni nic nie mają?
 To prawda, ale jest ich najwięcej.
I coś w tym jest na rzeczy, bo najwięcej dochodu do budżetów państw dostarczają najbiedniejsi. Podobnie największe przekręty robi się wyłudzając drobne kwoty od naiwnych, którzy nie mają czasu i ochoty dochodzić swoich praw.

Przywołany wyżej minister okazuje się wzorcem dla wszelkiej maści naciągaczy i oszustów, którzy wiedzą, że najbezpieczniej i najlepiej łupić maleńkie kwoty. Oszukanego troszkę boli, ale nie na tyle, że zechce dobrać się oszustowi do skóry. W maju Pan C. odebrał biznesową lekcję za 249 zł od oszustów z Invest-Lang z Tychów. Nie przypuszczał, że znów coś podobnego się mu przydarzy. Tak było do wczoraj, gdy odebrał telefon od pani przedstawiającej się jako Izabela Michalczyk. Powiedziała, że reprezentuje firmę Vilcam z Katowic i chce zaproponować wsparcie w pozyskaniu dotacji unijnej. Sami życzliwi ludzie są w tej naszej Polsce – pomyślał Pan C.
Pani po drugiej stronie słuchawki mówiła, mówiła, a Pan C. słuchał, słuchał i z podziwu nie wychodził. Wypisz wymaluj teksty wygłaszanych formułek i roztaczanych wizji takie, jak w rozmowie z Invest-Langiem. Do pełnej  zgodności zabrakło tylko zachęty, że można te pieniądze przeznaczyć na zakup samochodu (sic!!!). Już chciał przerwać wywód miłej pani, ale chochlik - ten, którego zawsze miał w sobie - podszepnął mu, by kontynuować dialog o funduszach europejskich.
 Co trzeba zrobić, aby uzyskać taką dotację?    zapytał chytrze.
 Wystarczy, że w rozmowie ze mną zamówi pan dokumenty, które prześlemy pocztą w formie papierowej. Zapłaci pan przy odbiorze 239 zł i to jest jedyny koszt związany z dotacją. W przesyłce otrzyma pan listę doradców działających w pańskim rejonie.
W tym momencie już miał pewność, że pani Iza próbuje tego samego, co pani Ewa z Invest-Langu.  239 złotych to mniej niż 249, a zatem dycha do przodu   pomyślał i postanowił grać dalej. A co tam! Będę niczym agent Tomek.
– Tak się składa proszę pani, że muszę zamówienie skonsultować z szefem, a będę się z nim widział wieczorem lub jutro rano. Nie chodzi o kwotę, bo ta nie jest powalająca, ale wydatki których nie uzgadnialiśmy wymagają jego akceptacji.
– Czy mogę zadzwonić do pana jutro, by poznać decyzję.
– Tak. Powinienem już wiedzieć – odpowiedział Pan C. choć już znał wszystko, co dalej nastąpi.
Następnego dnia odezwał się telefon. Dzwoniła pani Iza.
– Jakie są decyzje, czy już pan dostał zielone światło?
– Tak! Decydujemy się, chce tylko, by jeszcze raz mi pani przedstawiła ofertę.
Pani wyrecytowała formułki, napracowała się z przekonaniem, że oto trafiła łosia. W jej głosie było niemalże słychać, jak unosi się nad fotelem, a Pan C. słuchał z uśmiechem. Na koniec podał nazwę firmy, adres dostawy i... postanowił nie odbierać przesyłki. 
Tyle mógł zrobić.








środa, 12 września 2012

Purgatorium

Idea czyśćca pojawiła się w Kościele katolickim w II poł. XII wieku. Podstawy biblijne tej hipotezy są teologicznie wątpliwe i bardzo naciągane. Natomiast o tradycji pierwotnego Kościoła można powiedzieć, że bardziej podzielała wiarę starożytnych Greków w nieśmiertelność duszy niż była w zgodzie z przekazem biblijnym. Wiara w jakąś formę bytowania w okresie od śmierci do zmartwychwstania była i jest pobożnym życzeniem... Remedium na strach przed nicością. 
Niewątpliwie nauczanie o czyśćcu rozkręciło w średniowieczu potężny odpustowy biznes, a hasłem marketingowym tego przedsięwzięcia było zawołanie: Gdy denar do puszki wleci dusza z czyśćca uleci. Wystąpienie Lutra w znaczący sposób ograniczyło te praktyki, ale nie położyło im kresu. 



poniedziałek, 10 września 2012

Duch Bożego Narodzenia

W minioną sobotę - zatem niewątpliwie jeszcze latem - Pan C. przemierzał miasto w poszukiwaniu jakiegokolwiek czynnego banku. Banki oczywiście były zamknięte, ale poszukiwania nie okazały się całkiem bezowocne. Pan C. odkrył coś więcej, coś co wprawiło go w znakomity nastrój, a czas przyspieszył i poczuł... ducha świąt Bożego Narodzenia. Dostrzegł bowiem renifery świętego Mikołaja, które zaparkowały nad witryną sklepu, a to znak, że czas prezentów bliski.


niedziela, 9 września 2012

Osiem minut z aniołem

W niedzielny poranek Pan C. wypił poranną kawę bardzo wcześnie, choć spał prawie dziewięć godzin, co w jego przypadku jest wyczynem niespotykanym. Wieczorem nie zdążył przejrzeć poczty, bo Morfej dopadł go tuż po dwudziestej pierwszej. Rano wstał i uruchomił komputer. Pośród wielu nieprzeczytanych przesyłek znalazł  list. Z wyglądu przypominał łańcuszki szczęścia, jakich tysiące tuła się po necie niczym skaliste okruchy w pasie Kuipera. Już chciał go bez czytania usunąć do kosza, ale ten był jakiś inny. Z każdym przeczytanym słowem rozumiał i czuł, że dopada go świat równoległy... rzeczywistość, w której istnienie śmiał wątpić, choć czterdzieści lat temu była dla niego oczywistą oczywistością.

Jeśli doczytaliście ten wpis do tego miejsca pozwólcie sobie na więcej. Spróbujcie wyłączyć mędrca szkiełko i oko, wyłączyć racjonalność, odblokować emocje i poddać się tekstowi:

Anioł Stróż potrafi naprawdę wiele,
a najlepsze jest to, że Anioły, te małe stworzenia, rzeczywiście istnieją
i mają w sobie ogromną radość.
Są przy Tobie kiedy ich potrzebujesz!
Czasami po prostu trzeba powiedzieć im "Dziękuję!"
Anioł nie popełnia błędów, d l a t e g o posłano go do Ciebie.
Postaraj się go wysłać do ośmiu osób, w tym do mnie.
Po ośmiu minutach, otrzymasz coś, na co czekasz!
Spróbuj uwierzyć! 

Twoje osiem minut zaczyna się teraz...
Serdeczności

Anioł


Postscriptum
 Dla dociekliwych polecam biblijny dowód na służebną i ochronną rolę aniołów:
      - List do Hebrajczyków 1,14
      - Psalm 34,8


środa, 5 września 2012

Teściowa Mariana

Marian, przyjaciel Pana C.... A może lepiej i prawdziwiej będzie wyglądało, gdy napiszemy to inaczej. A zatem jeszcze raz.
Marian, którego najlepszym przyjacielem jest Pan C., znów załapał się na ciche dni w relacjach z Helą. Ktoś znający od lat tę parę żachnąłby się: A bo to pierwszy i ostatni raz?! Niby nic nowego i szczególnego, ale tym razem sprawa okazała się poważna, bo w relacje między Marianem a Helą weszła jej mama. Jak zwykle niespodziewanie i przy okazji odwiedziła dzieci i postanowiła nieco przemeblować im czas i miejsce. Po ponad trzydziestu latach można się przyzwyczaić i trzeba przyznać, że Marian w obecności teściowej impregnował emocje niczym najlepsza patelnia pokryta teflonem. Na początku małżeństwa próbował reagować, zwracać uwagę, że to on niby jest gospodarzem w swoim domu, a gdy ukochana mamusia żony próbowała przy nim i Heli wychowywać ich dzieci zdecydowanie wyjaśniał, że jest to zadanie rodziców, a nie babci, która jest... miłym, ale jednak gościem. Mówił to zawsze z naciskiem na słowo gość.
Znając z poprzednich opowieści temperament Heli możemy sobie wyobrazić jaki był skutek oporu Mariana. Miał dwie kobiety przeciwko sobie, a po wyjeździe teściowej w promocji tygodniowy nocleg na kanapie w salonie i wymowne milczenie małżonki. Te czasy minęły, Marian wiele się nauczył, sporo w tej materii zawdzięczał Panu C., z którym przegadał wiele wieczorów.

W miniony weekend mamusia Heli znów ich odwiedziła, ale Marian całkowicie się wyłączył, był nawet miły, co nie uszło uwadze Heli. Większość czasu teściowa rozmawiała z Helą, natomiast Marian rozmawiał z synem, który zjechał na weekend podrzucając ciuchy do prania i załapując się na pyszne domowe obiadki. Wszyscy czworo siedzieli w salonie, gdzie w telewizji nadawali ulubiony serial teściowej. Marian rozmawiał z synem o polityce, religii, jakimś tam procesie kamerdynera papieskiego. Tak się składa, że obydwaj regularnie czytują wpisy Caddiego, więc rozmowa zeszła na sprawy biblijne i pierwszych ludzi w raju. Hela z matką zaczęły w pewnym momencie z uwagą przysłuchiwać się dyskusji, gdy junior zapytał ojca:
- Czy na podstawie przekazów biblijnych można ustalić, jak miała na imię teściowa Adama?
- No coś ty - żachnął się Marian i dodał z naciskiem - Adam nie miał teściowej, przecież to był... raj.



niedziela, 2 września 2012

Infamia wobec Jahwe?

Wychowany w klimacie i bardzo katolickim otoczeniu Pan C. przyjmował za oczywiste wyjaśnienia, że słowo "Bóg" pisane dużą literą jest imieniem własnym. Jakież było jego zaskoczenie, gdy przed blisko czterdziestu laty dowiedział się, że Ten, Który był przed wszystkim i od którego wszystko pochodzi, ma imię i jest to konkretne imię. Mało tego, osobiście przedstawił się Mojżeszowi na górze Horeb. Ale po kolei.
Mojżesz czmychnął z Egiptu obawiając się odpowiedzialności za zabicie Egipcjanina. Zadomowił się w ziemi Madianitów u Jetro, wziąwszy za żonę jego córkę Seforę. Wypasał owce na górze Horeb, gdy w pewnym momencie w gorejącym krzaku objawił mu się Bóg i nakazał wyprowadzenie Izraelitów z niewoli w Egipcie. Przemawiając z gorejącego krzaku Bóg mówił mniej więcej tak:
- Mam już dość słuchania narzekań twoich współplemieńców. Kiedyś przyrzekłem waszym przodkom Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi, że będę się opiekował ich potomstwem. Nie przystoi nie wywiązywać się  z raz danej obietnicy.
- Fajna sprawa - powiedział Mojżesz - ale dlaczego mają mnie posłuchać? Co mam im powiedzieć, żeby zechcieli pójść za mną w nieznane. Dokąd mamy pójść, by nie dosięgła nas ręka faraona?
- Postanowiłem przydzielić wam ziemię Kananejczyków i innych poślednich plemion. Jest to ziemia żyzna i zasobna. Będziecie tam u siebie.
- Ale mam tak iść i powiedzieć, że niby kto mnie posłał? Przecież każdy ma jakieś imię. Na kogo mam się powołać?
I w tym miejscu opowieści dochodzimy do sedna zagadnienia, które nurtowało Pana C. Przywołajmy dosłowne źródło tego, co Bóg powiedział Mojżeszowi:
Wersja 1: Tak powiesz Izraelitom: "JESTEM [hebr. יהוה], Bóg ojców waszych, Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba posłał mnie do was. To jest imię moje na wieki i to jest moje zawołanie na najdalsze pokolenia. (Wyjścia 3,15 - Biblia Tysiąlecia)
Wersja 2: Jahwe  [hebr. יהוה], Bóg waszych ojców. Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Jakuba, posłał mnie do was i powiedział: Takie jest moje imię na wieki i tak mają Mnie nazywać wszystkie pokolenia. (Wyjścia 3,15 - Biblia Warszawsko-Praska) 
W 2008 roku watykańska Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów wysłała do wszystkich episkopatów instrukcję nakazującą wyrugowanie imienia Jahwe z liturgii i tych wszystkich miejsc (pieśni, modlitw), gdzie jeszcze ono występuje.  Z jednej strony podpisujący instrukcję kardynał pisze, aby słowa Boga: były przechowane i przekazane w sposób wierny i integralny z drugiej zaś konstatuje grożąc palcem: w ostatnich latach zakradła się praktyka wypowiadania Imienia Boga. Takie praktyki powinny zniknąć z liturgii.
U podstaw tych działań leży przewrotność, z którą - jeszcze w czasach przed Jezusem - nauczyciele i przewodnicy Izraela uznali, że imienia Jahwe nie należy wypowiadać, choć było i jest to w jawnej sprzeczności ze słowami samego Jahwe.
Talmudyczna tradycja w kościele katolickim jest ważniejsza od Biblii.