wtorek, 28 sierpnia 2012

Idololatria

Mojżesz - uznawany za najbardziej zaufanego pośrednika między ludem a Jahwe - przyniósł ze spotkania z Najwyższym Dziesięć Słów, dziesięć nakazów (gr. δεκάλογος). Zanim to zrobił przebywał czterdzieści dni na górze Synaj zostawiając Żydów pod opieką swego brata Aarona. Żydzi nie wytrzymali i poprosili, by ulepił im wizerunek Jahwe, by mogli oddawać mu cześć. No taka natura ludzka, że człowiek (zwłaszcza mężczyzna) lubi zawiesić oko na tym, o czym intensywnie myśli.

Gdy Mojżesz zszedł z góry miał ze sobą dwie kamienne tablice z nakazami Jahwe. Bardzo się wkurzył na pobratymców, których wyprowadził z niewoli egipskiej. Rozwalił złotego cielca, którego czcili, trzy tysiące z nich kazał zabić i roztrzaskał tablice. Jedno z zapisanych na nich i  wymagalnych zaleceń brzmiało:


Nie uczynisz sobie rzeźby ani podobizny wszystkich rzeczy, które są na niebie w górze i które na ziemi nisko, i które są w wodach pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał i służył. Bom ja jest Pan, Bóg twój... (Księga Powtórzonego Prawa 5,8-9)

A to współczesny wyraz szacunku dla Dekalogu:





poniedziałek, 20 sierpnia 2012

KAPITALIZM - nowa odsłona

Najbardziej znane narracje na temat tego czym jest kapitalizm wyszły spod piór Adama Smitha (XVIII w.) i Karola Marxa (XIX w.). Reszta późniejszych opisów to wariacje na temat tego, co napisali ci dwaj. 
Jakież było zaskoczenie Pana C., gdy przeglądając zasoby internetu natrafił na coś godnego Nobla w dziedzinie ekonomii. Mało tego, po bliższym przyjrzeniu się sprawie okazało się, że zostało to wymyślone i opracowane w Polsce i to w ramach struktur ruchu ludowego, któremu przewodzi Waldemar Pawlak.

Niejaki Andrzej Pałys, były poseł PSL, obecnie szef  Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska w Kielcach, w maju 2011 roku starał się nakłonić do zmowy cenowej dyrektorów placówek uzdrowiskowych w następujący sposób wyjaśniając zagadnienia związane z wolnym rynkiem i kapitalizmem:
Czym jest kapitalizm? Tu jest nas 20, jak wszyscy zarabiają, to jest kapitalizm. Jeśli jeden straci, to jest złodziejstwo.
Na filmie poniżej ten sam człowiek i mózg przewrotu kopernikańskiego w dziedzinie ekonomii. Prawda, że  błyskotliwy i ujmujący tytan intelektu?


22 października 2010 roku, dziedziniec Sejmu RP

niedziela, 19 sierpnia 2012

Dziad(k)owanie

Znajomi Pana C. wiedzą, że chciałby już zostać dziadkiem, ale nie w jego mocy jest przedsięwziąć cokolwiek w tym kierunku. On może tylko... wyrazić gotowość do bycia. Z obserwacji własnych dzieci wnosi, że rychło się to nie stanie. 
Igrzyska olimpijskie odbywają się co cztery lata. Sportowcy przygotowujący się do startu na olimpiadzie poświęcają ćwiczeniom i sprawdzianom móstwo czasu. Mając to na uwadze - choć bycie dziadkiem nie jest dyscypliną olimpijską - Pan C. rozpoczął wieloletni cykl przygotowań. Zaczął od krótkiej wprawki polegającej na pięciogodzinnej samodzielnej opiece nad trzyletnią Lenusią, wnuczką siostry.
Kluczową składową była trzygodzinna piesza wyprawa do parku, gdzie znajduje się mini zoo i plac zabaw. W tym miejscu należy wyjaśnić słowo pieszo. Oznacza ono, że pieszo to Pan C. a Lenusia to troszkę pieszo, resztę na ramionach i na rękach Pana C. Najtrudniejszy był etap na rękach, gdy dziecko było już zmęczone i nie chciało ani iść, ani siedzieć na ramionach. Cóż to jest trzy godziny? To jest o trzy godziny za długo, jak na cierpliwość i siły Pana C. Przygotowania powinien zacząć od krótszych wprawek... góra pół godziny, no ostatecznie godzina. 
Ileż pytań, zadziwień i komentarzy, które musiały znaleźć potwierdzenie w ustach wujka. Osły, strusie, emu, alpaki, pawie, czy choćby dzik, albo zwierzę o wdzięcznej nazwie jak wywoływały zachwyt i zdziwienie. A pytanie dlaczego pachną smrodem? - to jedno z prostszych, na jakie przyszło Panu C. udzielać odpowiedzi.
Myślicie, że powróciwszy do domu pomyślał nigdy więcej? Ależ skąd! Gdy tylko przyjechali rodzice Lenusi od razu umówił się na następny weekend.


sobota, 18 sierpnia 2012

Bitwa o handel

W okresie powojennym gospodarką i handlem rządził przez kilka lat Hilary Minc. Realizując politykę równości i sprawiedliwości społecznej podjął w 1947 roku tzw. bitwę o handel. Jako minister przemysłu i handlu ustalał ceny maksymalne z jednoczesnym nakładaniem wysokich podatków na sklepy prywatne. Cel, jaki sobie stawiał to likwidacja prywatnej inicjatywy na rzecz sklepów państwowych. Minc i jego komunistyczni komilitoni w tej bitwie polegli. 
Zwycięstwo nad prywatnym drobnym handlem przyszło dopiero po 1989 roku po upadku komunizmu. Zwycięskie okazały się wpuszczone na rynek wolnej Polski potężne międzynarodowe sieci handlowe. 
U dołu niedobitki polskiego handlu.




piątek, 17 sierpnia 2012

Wysokie obcasy

Był wysoki zamek, to teraz pora na coś z tej samej bajki. 
We wcześniejszym wpisie Pan C. odwołał się do skojarzeń, by zaprezentować niszczejące ruiny, które spotkał po drodze. By nadać wpisowi walor poznawczy wykraczający poza ząb czasu przywołał nawet Stanisława Lema, by zdjęcie nabrało dodatkowych walorów. Nawet nie przypuszczał, że to mniemanie zostanie dość szybko i naocznie zweryfikowane. Wędrując deptakiem dostrzegł przed sobą rzeczywistość w sposób bezwzględnie kojarząca się z zamkiem i nie był to ząb czasu, ale... wysokość. 
Tak, tak! Coś, co zawsze przyciąga uwagę: wysokie obcasy.


środa, 15 sierpnia 2012

Wysoki zamek

Stanisław Lem napisał swego czasu książkę pod tytułem Wysoki Zamek, która zawierała wyraźne wątki biograficzne i jest niezwykle zajmująca dla miłośników przedwojennego Lwowa. Nie wnikając w szczegóły poniżej wizualne skojarzenie związane z tą książką. Jeśli ktoś lubi biograficzne opowieści to na pewno sięgnie po tę książkę w wolnej chwili, by przenieść się w czasie w doborowym towarzystwie autora.


niedziela, 12 sierpnia 2012

Medice, cura te ipsum!

Chorych nawiedzać - to jedno z chrześcijańskich przykazań, które Pan C. zawsze nosił w sercu i praktykował bez względu na osobiste relacje z Najwyższym. Owszem nie lubił i nie lubi przesiadywać przy łożu chorego, by go nie męczyć swą obecnością, ale zawsze spełnia ten nakaz.  W przeszłości, gdy bywał  chory, tłumy odwiedzających zawsze pogarszały jego stan zdrowia i samopoczucie na tyle, że zakazywał częstych i długich odwiedzin.
Jedyna i ukochana siostra Pana C. przeszła kilka dni temu operację pionizacji kręgosłupa i nie chodzi tu, broń Boże, o kręgosłup moralny, bo ten zawsze miała.  Odwiedził ją na oddziale neurochirurgii w jednej z łódzkich klinik. Wizyta przebiegła sprawnie, czyli krótko. Starsza siostra powoli wraca do formy, jednak nie na tyle, by strofować - jak to ma w zwyczaju - znacznie młodszego braciszka. 
Zadowolony Pan C. z ulgą opuścił klinikę i wyruszył w drogę powrotną. Znajdował się już na wylocie z miasta, gdy na wysokości ulicy Aleksandrowskiej 159 jego czujne oko dostrzegło inny ośrodek medyczny finansowany przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Zatrzymał samochód, by uwiecznić europejski standard i efekt czteroletniej ciężkiej pracy pani minister Ewy Kopacz i niespełna roku ministrowania pana Arłukowicza.
- Strach się bać! - pomyślał i od razu przeszły mu wszelkie dolegliwości, jakie mógłby odczuwać, gdyby tylko chciał. 


czwartek, 9 sierpnia 2012

Smakoszostwo

Ktoś mógłby pomyśleć, że Pan C. potrafi wyszkolić żabę, by pozowała do tak apetycznych zdjęć, jak poniższe. Pan C. mógłby udać, że rzeczywiście potrafi, ale po co? Wystarczy, że Pan C. dostrzega wiele rzeczy i sytuacji godnych - jego zdaniem rzecz jasna - uwiecznienia.
Żabę dobierającą się do truskawki spotkał w carrefourze stojąc karnie w kolejce do kasy. Żabka grzecznie pozowała na wystawionym sześćdziesięciokartkowym zeszycie w kratkę. Nie wiadomo, czy ten sympatyczny płaz lubi truskawki, ale patrząc z jaką determinacją wspina się do owocu Pan C. nabrał apetytu i... puścił wodze wyobraźni. Bo truskawki z bitą śmietaną... ehh! Niech każdy sam wizualizuje według upodobań.




sobota, 4 sierpnia 2012

Pieszczotliwe słowo... pupa

Spacery głównymi ulicami miast są kształcące, a i wrażeń dostarczają sporo. Salony, sklepy i butiki drogeryjne kuszą gustownymi wystawami. Niektóre zaś stawiają na wyrobioną klientelę i uwypuklają nazwy światowych marek dość odległych od produktów znanych z domokrążnej formy dystrybucji. 
Pan C. zna - jak na faceta - wiele marek kosmetyków. Wystarczy wspomnieć takie, jak Nivea, Bambino, Colgate, czy Gillette. Reszta jest dla niego terra incognita, ale nie czyni sobie z tego powodu żadnych wyrzutów. Przecież nie wszystko musi znać.
Jakież było jego zaskoczenie, gdy pewnego popołudnia natrafił na takie - jak poniżej - wyraziste zaproszenie do przekroczenia progów salonu. Nie uległ pokusie i nie wszedł, ale utrwalił cyfrowo szyld, by dotarłszy do domu wrzucić w wyszukiwarkę poszczególne nazwy. 
Najbardziej urzekła go włoska marka PUPA STYLE.



środa, 1 sierpnia 2012

1 sierpnia

Wieczorny spacer mile zaskoczył Pana C., bo na niewielkim osiedlowym sklepiku z piwem dostrzegł rocznicowe graffiti, które COŚ przypomina i przekazuje... mimo.