poniedziałek, 30 lipca 2012

Zamiast dopalaczy

Poniedziałek to dla wielu osób dość ciężkie i dojmujące wyzwanie, a dla niektórych wręcz trauma. Pan C. nie jest tu żadnym wyjątkiem - można wręcz powiedzieć, że jest podręcznikowym przykładem osób cierpiących na syndrom poniedziałku. Kiedyś, gdy jeszcze jego młodość - nadal jest bardzo młody - była znacznie młodsza, rwał się do pracy, jak koń do owsa, a urlop po tygodniu męczył go niemiłosiernie. Dziś potrafi docenić wolny czas i chwile odpoczynku. Poniedziałkowa poranna kawa i coś słodkiego w przyjemny sposób wprowadza go w rytm nadchodzącego tygodnia.

Jeszcze tylko cztery raz wstać i... weekend!!!



19 komentarzy:

  1. Ja tam zawsze doceniałam urlopy, zwłaszcza, że u mnie nazywają się... wakacje;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma to, jak belfrem być:-)
      Też się kiedyś było, ale to było daaaaawno temu. Łezka się w oku kręci.

      Usuń
  2. Z syndromu poniedziałkowego skutecznie wyleczył ...system zmianowy :) I tak niedzielę mam w środę, poniedziałek w piątek - też fajnie :)))
    Też lubię takie dopalacze - później tylko z kijkami trochę dłużej czasu spędzam, bo w naturze nic nie ginie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ile to człowiek traci przez taki system!!! Wolę już moje cotygodniowe narzekanie.

      Usuń
  3. Każdy poniedziałek jest dla mnie trudny.
    Powrót z wsi sielskiej, gdzie czas toczy się
    leniwie pośród sadów, koników i w towarzystwie
    bliskiej mi osoby bywa traumatyczny niemal...
    Na pocieszenie liczę sobie jeszcze cztery...
    trzy... dwa... dni i będzie piątek, piąteczek,
    piątuś, piątunio, piątulek UKOCHANY!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byle do emerytury, a później jakoś to będzie:-)

      Usuń
    2. Tak i oby się jeszcze
      wtedy chciało... cokolwiek. ;-))))))

      Usuń
  4. Łasuchom się takich rzeczy nie robi... Ciastko na zdjęciu..:(
    Nie mogę rozpoznać, co to za ciacho?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dlaczego nie? To miło łechtać podniebienie takimi smakowitościami:-)

      Usuń
  5. Taaa... Też tak kiedyś lubiłem - kawka i dwie smaczne drożdżówki z makiem. A teraz w żaden sposób nie mogę zgubić nadliczbowych kilogramów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma nadliczbowych kilogramów są tylko... odłożone na trudniejsze czasy:-)))

      Usuń
  6. Ja kawę tylko saute. Mocna, gorzka, sypana. A coś słodkiego potem. Jakie dwie drożdżówki... Albo dwa batony... Albo słone paluszki o smaku czosnku i pietruszki. Lub też m&m'sy. Znaczy to jest moje śniadanie. Albowiem na śniadanie jem to, co posiada w swych zasobach automat w holu firmy.

    Pozdrawiam przedwyjazdowo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jużem myślał, że z Pokerem brodzicie brzegiem morza:-)))

      Usuń
  7. No nie, jemu udało się wcześniej, a mnie trzyma moja kochanka praca jeszcze chwil parę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dotrzesz i Ty, a wtedy wszystko inne nie będzie już miało znaczenia:-)

      Usuń
  8. Caddi, mam trochę wątpliwości... taka rozpuszczalska to niby też może być dopalaczem??? Mimo wszystko preferuję smolistą, aromatyczną, mocną sypankę... na każdy dzień, by się przyjemnie obudzić, rzecz jasna! Oczywiście, najlepiej smakuje podana do łóżeczka...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomarzyć zawsze można, albo można delikatnie podpowiedzieć ulubionemu domownikowi, by sprawił nam taką przyjemność... z tym podaniem oczywiście:-)

      Usuń
    2. Ano, wychowuję, wychowuję...;) nieraz się udaje:)))

      Usuń
  9. Jako niepracującej rencistce poniedziałek nie robi na mnie wrażenia.
    Ale bez porannej kawy życia sobie nie wyobrażam.

    OdpowiedzUsuń