wtorek, 31 lipca 2012

Planeta małp

Czy ktoś pamięta film Planeta małp? W roli głównej wystąpił nieodżałowanej pamięci Charlton Huston, który zagrał rolę dowódcy kosmicznej wyprawy. Astronauci po wielu latach podróży wylądowali na planecie mającej sprzyjające warunki do życia. Znajdując się na brzegu morza bohaterowie filmu zastanawiali się nad tym, dokąd dotarli, gdy niespodziewanie dostrzegli wystającą z piachu statuę wolności - symbol Nowego Jorku. Zrozumieli, że po wielu latach podróży dotarli  z powrotem na Ziemię, która pod ich nieobecność uległa ogromnym przeobrażeniom. 
Abstrahując od fabuły i dramaturgii przywołanego dzieła Pan C. doznał w podróży czegoś podobnego, co było dane bohaterom tego filmu. Zatrzymał samochód i przyjrzał się swemu odkryciu.




poniedziałek, 30 lipca 2012

Zamiast dopalaczy

Poniedziałek to dla wielu osób dość ciężkie i dojmujące wyzwanie, a dla niektórych wręcz trauma. Pan C. nie jest tu żadnym wyjątkiem - można wręcz powiedzieć, że jest podręcznikowym przykładem osób cierpiących na syndrom poniedziałku. Kiedyś, gdy jeszcze jego młodość - nadal jest bardzo młody - była znacznie młodsza, rwał się do pracy, jak koń do owsa, a urlop po tygodniu męczył go niemiłosiernie. Dziś potrafi docenić wolny czas i chwile odpoczynku. Poniedziałkowa poranna kawa i coś słodkiego w przyjemny sposób wprowadza go w rytm nadchodzącego tygodnia.

Jeszcze tylko cztery raz wstać i... weekend!!!



sobota, 28 lipca 2012

Obszarpany pomocnik

Czas wakacji jest dość męczący. Prowadzący blogi nie mają weny i sił, by pisać, czytający zaś ugrzęźli gdzieś w ostępach leśnych, nad brzegami mórz, pod szczytami Tatr, czy choćby nad Rospudą. Podobny stan dotknął i Pana C., który mimo kanikuły jest wielce zaabsorbowany. Dlatego też Pan C., by nie nadwyrężać uwagi gości tego bloga, ale i siebie samego (przede wszystkim) ograniczy się do wpisów krótkich... nawet bardzo krótkich. Będą to takie pozdrowienia, jak pomachanie ręką z drugiej strony ulicy.


sobota, 21 lipca 2012

Urban legend

Ponad czterdzieści lat temu, gdy Pan C. chodził do szkoły podstawowej, wszystkich elektryzowała wieść, że po zmroku krąży czarna wołga i porywa dzieci znajdujące się  bez opieki dorosłych. Sensacja była powtarzana z takimi detalami, że przekonanie równało się pewności. Opowiadano kogo i gdzie porwano, komu udało się uciec, a podawane nazwy miejscowości i imiona dzieci bardzo uprawdopodobniały doniesienia. Jedno, co w tym wszystkim było pewne to blady strach, jaki padł na małolatów, którzy z napięciem przypatrywały się każdemu samochodowi i oddychały z ulgą, gdy okazywało się, że nie jest to czarna wołga. Podobne zdarzenia, owszem, miały miejsce dwadzieścia, trzydzieści lat wcześniej, ale w Moskwie. Sprawcą ich był  Ławrientij Beria, najbardziej zaufany człowiek Stalina i szef NKWD. Dla zaspokojenia swoich seksualnych żądz uprowadzał z ulicy młode dziewczęta, które wpadły mu w oko. 

Te smutne wspomnienia wywołało coś całkiem pozytywnego, co pan C. spotkał... przy drodze. Czasami już tak jest, że skojarzenia uruchamiają najdziwniejsze pudełka z pamięcią. Oto warszawa 223 - samochód produkowany w latach 1968-1973. Odrestaurowany, sprawny i miły dla oka. Pan C. nie miał wyjścia i kierowany imperatywem zatrzymał swą marną furę, chwycił aparat i uwiecznił to cacko. W kabinie warszawy 223 nie było porwanych dzieci, co widać poniżej.

poniedziałek, 16 lipca 2012

Życie po życiu

Są rzeczy, stany umysłu i zjawiska, o których nie śniło się filozofom, ale Panu C. i owszem. Dziś odbył  służbową podróż i gdy zadowolony wracał do domu niebo spowiły chmury tak czarne jak sumienie czekisty, a ciśnienie sakramencko spadało na łeb na szyję. Czuł, że nie jest w stanie prowadzić samochodu. Padający rzęsisty deszcz dopełniał wszystkiego, droga stawała się coraz węższa i nadjeżdżające samochody były coraz bardziej rozmazane.
- Niedobrze - powiedział głośno.
Tuż za Kłodawą zaczął się rozglądać za jakimś azylem. Wypatrzył ślepą nitkę starej trasy, w którą wjechał i zatrzymał samochód. Ostatni przebłysk świadomości kazał mu rozłożyć siedzenie. Momentalnie zasnął. Spał około godziny do chwili, gdy usłyszał własne chrapanie. Widok tapicerki na suficie uświadomił mu, że chyba uciął sobie drzemkę. Wzrok wyraźnie odzyskiwał ostrość. Podniósł się z oparciem fotela, gdy nagle przeszył go przenikliwy, chłodny i obrzydliwy dreszcz. 
- Czy tak wygląda światełko w tunelu?!
Rozejrzał się wokół i powoli puls zaczął spowalniać.
- To jeszcze nie ten moment! - odetchnął.
Zachodził w głowę, jak nie mógł zauważyć tego wielkiego krzyża, gdy godzinę wcześniej zatrzymywał samochód. Cóż... nauka sowiecka zna takie przypadki.


sobota, 14 lipca 2012

Skansen

Nie wlewa się młodego wina do starych bukłaków oraz  nie wprawuje się łaty sukna nowego w szatę wiotchą. Te dwa stare cytaty zaświtały Panu C., gdy czekając na syna zobaczył to drewniane cudo pamiętające czasy towarzysza Wiesława. Kiedyś klony tego sklepiku znajdowały się niemalże w każdej gminie i pełniły funkcje warzywniaka, w którym klasa robotnicza i inteligencja pracująca mogły zaopatrzyć się w marchew, cebulę, pietruszkę i parę innych egzotycznych warzyw, jak buraczki, ziemniaki, czy ogórki.



wtorek, 10 lipca 2012

Stajenka licha

Mijając wspaniałe i monumentalne świątynie niezawodna pamięć Pana C. przywodzi znamienną scenę z książki Umberto Eco pt. Imię róży.  W jednym z ówczesnych opactw pod okiem przysłanego przez papieża Jana XXII legata oraz gospodarza miejsca, opata Abona, toczyła się teologiczna dysputa na temat tego, czy Jezus rzeczywiście był ubogi i jakie z tego mogą wynikać praktyczne konsekwencje dla Kościoła w XIV wieku.
Na dysputę przybyli uczeni mnisi z wielu klasztorów, które w owym czasie były miejscem swobodnego dyskursu naukowego i teologicznego. Sprzyjały temu autonomia i bogactwo księgozbiorów, którymi dysponowały klasztory ówczesnej Europy. Zwolennicy ubóstwa Kościoła przywoływali zapisy Ewangelii, w których Jezus osobiście nie był dysponentem żadnej sakiewki. Nie wnikając w dystynkcje i niuanse owego sporu w pamięci Pana C. najbardziej utkwiła wypowiedź legata, który dążąc do spacyfikowania toczonego sporu i rozstrzygnięcia go po myśli ówczesnych zarządców Kościoła powiedział:
- Nie chodzi o to, czy Jezus był ubogi. Chodzi raczej o to, czywynika z tego, że ubogi ma być także Kościół?
Zamiast pointy:
Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie.
(Ewangelia wg Łukasza 2:1-7, BT)

niedziela, 8 lipca 2012

Wall Street

Źródła podają, że nazwa najbardziej znanej nowojorskiej ulicy pochodzi z XVII wieku, gdy postawiony w jej obecnym miejscu drewniany płot odgradzał mieszkańców Nowego Amsterdamu od namolnych Indian rozdrażnionych obecnością Holendrów na Manhattanie. Z czasem ochrona okazała się zbyt słaba, dlatego w 1652 roku niejaki Peter Stuyvesant  rękoma niewolników postawił czterometrową palisadę. Niewiele to pomogło i Nowy Amsterdam został przejęty przez brytyjczyków i  stał się Nowym Jorkiem. A w miejscu muru - rozebranego w 1699 roku - utworzono ulicę o nazwie Wall Street.

Czysty przypadek sprawił, że Pan C. wędrując po starej części Konina natrafił przy ulicy Śliskiej na zachowane resztki holenderskiej konstrukcji. W jaki sposób się tu znalazła na razie nic nie wiadomo. Archeolodzy prowadzą badania, a świat finansjery milczy wyczekująco. Odkrycie to może mieć nie mniejsze znaczenie, jak odnalezienie świętego Graala, czy Arki Przymierza, za którą uganiał się Indiana Jones.



piątek, 6 lipca 2012

Globalna wioska

Można w jakimś miejscu mieszkać wiele lat, ale i tak znajdą się w pobliżu osobliwości, które nas zaskoczą. Jednych fascynują nowoczesne budowle i konstrukcje, gdzie wykorzystano najnowsze osiągnięcia techniki, drugich zaś - w tym także Pana C. - zmurszałe czasem domy. Niektóre z nich są opuszczone i z każdym miesiącem zapadają się pod swym ciężarem, inne zaś trwają wbrew wszystkiemu, a nawet tak, jak te poniżej, starają się chwytać okruchy nowoczesności.


niedziela, 1 lipca 2012

Nie pytaj mnie o jutro

Ponad trzydzieści lat temu podczas Konińskich Derbów Estradowych wystąpił początkujący i jeszcze nieznany piosenkarz. Lekko korpulentny i nalany na twarzy. Można by napisać, że nikt szczególny na kim kobiety mogłyby zawiesić oko. Ot kolejny przerywnik pomiędzy występami uznanych artystów, ale gdy zaczął śpiewać szmer i gwar szybko ustawał. Wszyscy widzieli i słyszeli, że ten młody mężczyzna z każdą wyśpiewaną frazą staje się tylko i wyłącznie głosem. Przywarta do prawego boku ręka dziwnie, wręcz konwulsyjnie drgała w rytm melodii. Niespotykany głos i ekspresja, z jakimi Pan C. nie miał dotąd styczności.
To był Stanisław Sojka (dziś Soyka). 

Wczoraj Panem C. rąbnęło po raz wtóry. Doznał czegoś w rodzaju déjà vu, gdy w blogosferze natrafił na nagranie Ilony Sojdy, młodej i zjawiskowej dziewczyny. Gdy śpiewa staje się głosem.


Nie pytaj mnie, nie pytaj jak
Pochwycić w dłonie można wiatr
On jak szalony przez ten świat
Tysiące lat już gna i tak
Nie złapiesz choćbyś gonił
On wszystko wie, on widział
Gdzie nocuje dzień i świt gdzie budzi się
Nie zamkniesz go w swej dłoni
Nie dogonisz...