wtorek, 12 czerwca 2012

Słynne ucieczki

Pan C. ma dobrze rozwiniętą pamięć emocjonalną i jest w stanie odtworzyć dawne zdarzenia i ich okoliczności z niezwykłą precyzją,  wręcz z odczuwaniem powiewu wiatru i smaku potraw. Gdy miał dwa, a może trzy lata zaczął uprawiać szczególny proceder, który w wersji dla dorosłych został zekranizowany blisko dziesięć lat później w serialu Słynne ucieczki (1972). Niestety jedyne co łączy oryginał z wersją filmową to słowo "ucieczki".
Dziadkowie Pana C.od czasu kryzysu lat trzydziestych mieszkali w niewielkiej wiosce Florentynowo, gdzie w gospodarstwie rolnym ulokowali resztki oszczędności i zasobów. Wioska była (i jest) oddalona o trzy kilometry od Ślesina. W sumie to niedaleko, ale dla kogoś kto ma dwa lub trzy lata to szmat drogi.
Kobiety w życiu Pana C. odgrywały bardzo ważką rolę. Była to oczywiście mama, siostra (zdecydowanie starsza) i babcia Stefania. Później do tego grona dołączyła o rok starsza dziewczynka o imieniu Violetta, która mieszkała w tym samym podwórzu (po krakowsku: polu), szczuplutka i drobna blondyneczka, której tata był ważnym zaopatrzeniowcem w miejscowym geesie*
W tym całym żeńskim układzie ważny był jeszcze mieszkający trzy kilometry od Pana C. ukochany dziadek Roman. Chcąc być bliżej dziadka Pan C. wielokrotnie podejmował próby samotnego dotarcia do Florentynowa. Większość wypraw była przerywana w połowie, gdy ojciec doganiał go rowerem i przywoził na ramie do domu. Ta skłonność malca sprawiała, że rodzice codziennie z samego rana sprawdzali zamknięcie furtek i bram, ale ten spryciarz znajdował zapomniane dziury w płocie od strony dużego ogrodu. Pewnego razu do eskapady namówił przywołaną wcześniej Violettę. Wszyscy przekonani, że dzieci bawią się w ogrodzie utracili czujność, a gdy nastała pora obiadu Pan C. docierał w jej towarzystwie do Florentynowa.
Dziadkom z wrażenia  ugięły się nogi, gdy zobaczyli dwoje malców. Wyprawa mogła zająć im około dwóch godzin, byli zmęczeni i głodni. Babcia z panią Józią (pomagała w gospodarstwie) posadowiły niespodziewanych gości w szczycie domu na deskach ułożonych w ławeczkę. Dostali kompot z wiśni, by ugasić pragnienie, a po chwili jagody polane gęstą wiejską śmietaną z cukrem. Siedzieli twarzami zwróceni ku zachodowi słońca i rozkoszowali się poczęstunkiem. Zmęczeni, ale szczęśliwi.
Cel wyprawy osiągnięty, rozkosz dla podniebienia, a smak i zapach jagód Pan C. czuje nawet w tej chwili, gdy pisze te słowa.

Ta sama droga do gospodarstwa (2007)




34 komentarze:

  1. No widze Caddi ze bystry juz byłeś od małego dziecka:))Tak smak potraw które serwowali dziadkowie i ja do dzis doskonale pamiętam...naj prostrze danie podane z rąk babci przybierało smak nie wiadomo jakich rarytasów:))
    Ja tez mam na stanie kilka ucieczek jako mała dziewczynka.Razu pewnego uciekłam nawet z przedszkola i szłam sobie środkiem ulicy do mojej mamy.Pani przedszkolanka mniała z tego powodu nieprzyjemności i póżniej pilnowana byłam na kazdym kroku:)))Fajne sa takie wspomnienia.Powodują ze gębusia sie nam uśmiecha:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bystry, jak bystry, ale kombinowałem, jak tu się wydostać, a że płotów było od metra to i jakiś slaby punkt znajdowałem. Z przedszkola nie uciekałem, ale i stamtąd mam co wspominać.

      Usuń
  2. Wspaniała historia.:-).
    Szkoda że ja nic
    nie pamiętam z dzieciństwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami wspomnienia można wydobyć hipnozą, ale to chyba nie jest ścieżka którą chciałabyś podążać. Podstawą jest pamięć emocjonalna związana z doznaniami, a to one są zapisują wszystko.

      Usuń
  3. Widzę, że nie jestem osamotniona w tym, że nie ogladam meczu. Jakoś mnie ta narodowa histeria nie rusza, a momentami nawet irytuje. Ale kazdy niech lubi, co chce.
    Caddiku, znów przeniosłam się dzięki Twej opowiastce w swoje dzieciństwo. Masz bardzo żywe i plastyczne wspomnienia, a i potrafisz to wszystko narysować słowami. Szkoda, że nie nagrałeś tego. Dobrze się słucha Ciebie śledząc tekst:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No mogłem nagrać, ale dzisiaj jakoś cierpliwości mi nie starczyło. Poza tym nie można zbyt często epatować głosem i narzucać interpretację tekstu. Trzeba pozwolić czytelnikowi, by powędrował swoim ścieżkami.

      Usuń
    2. A ki głos ci wmówił, że
      my nie lubimy jak epatujesz
      w nas swoim głosem?

      Usuń
    3. No jak to jaki? Sokratejski eudajmonion:-)

      Usuń
  4. Jako pięciolatek też wybywałem bez wiedzy rodziców do dziadków. Ale na przełaj przez las i łąkę to było nie więcej, niż kilometr. No i na taką wyżerkę to nie miałem co liczyć, bo to była dość biedna gospodarka, a babka nie miała pomocnicy, więc zawsze była zamęczona robotą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale za to teraz na co dzień masz babcię ze sobą. A moja ostatnia babcia odeszła 31 lat temu, a dziadek już 40.
      Ciesz się bliskimi póki masz ich przy sobie:-)

      Usuń
    2. Mam, ale drugą. Tamta babcia nie żyje od 26 lat.

      Usuń
  5. Wracasz do dzieciństwa,do okresu mile zapisanego w każdym człowieku.......)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie tak. Człowiek idzie w kierunku tych zakurzonych szafek, w których zachował ten piękny... czas przeszły dokonany:-)

      Usuń
  6. Chyba smak i zapach najprościej przywołać wspomnieniami z dzieciństwa... Całkiem niedawno też gęsta śmietana łaziła mi po głowie - z cukrem, na pajdzie babcinego chleba. Mmmmm...
    Bezcenne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A chleb wiejski pieczony w prawdziwym piecu i masło własnej roboty... niepowtarzalny smak.

      Usuń
  7. A kto tam teraz mieszka?
    Nie mów, że nawet nie rodzina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od czterdziestu lat gospodarstwo jest w rękach ludzi, którzy to kupili po śmierci dziadka. Ale zawsze jestem tam mile widzianym gościem, ale chyba tylko dlatego, że padam tam raz na dwa trzy lata:-)

      Usuń
  8. Twoja opowieść spowodowała, że przypomniałam sobie o wyprawach, które ugrzęzły bardzo głęboko. Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspomnienia to forma takiej swoistej archeologii. Cieszę się, że udało ci się je uruchomić:-)

      Usuń
  9. Kraj lat dziecinnych. On zawsze zostanie czysty i piękny, jak pierwsze kochanie /cytat prawie by Mickiewicz, bo zapomniałam dokładnie, o zgrozo. Mam nadzieję, że D*** mnie poprawi delikatnie/

    Ja mam jeszcze szczęście wielkie i niebywałe, że praktycznie wszyscy moi najbliżsi bliscy żyją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesz się ich obecnością póki są. Gdy odejdą nie powiesz im tego, co chciałabyś a wymawiasz się brakiem czasu.

      Skoroś przywołała Mickiewicza i frazę o kraju lat dziecinnych to mi natentychmiast Czesiek Miłosz szepcze do ucha:

      W mojej ojczyźnie, do której nie wrócę,
      Jest takie leśne jezioro ogromne,
      Chmury szerokie, rozdarte, cudowne
      Pamiętam, kiedy wzrok za siebie rzucę.

      Usuń
  10. Z tego wynika że już jako dziecko był pan bardzo pomysłowy, fajna przygoda do wspominania, obyśmy mieli takich zawsze dużo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pan C. zawsze był pomysłowy, a że czasami musiał leczyć rany i otarcia będące skutkiem realizacji tych pomysłów to już insza inszość:-)

      Usuń
    2. To może o tych ranach i otarciach byś napisał? :) By wprowadzić do swych słodkich opowieści nieco dramatyzmu ? :)

      Charmee, niczego nie trzeba poprawiać, sens zachowałaś właściwy, a poza tym wszyscy znają naszą epopeję narodową :)

      Usuń
    3. Psuć smak jagód ze śmietaną i cukrem słonawym smakiem krwi??? Nie godzi się.

      Nie jestem Frederickiem Forsythem, czy Robertem Ludlumem. Ale w przyszłości może coś tam udramatyzuję;-)))

      Usuń
    4. Bo wiesz : " Kto nie zaznał goryczy ni razu... "

      Nie miałam na myśli tej konkretnej opowieści, ale tak w ogóle... :)

      Usuń
  11. Jako dwulatka urwałam się na trochę mamie,
    by zwiedzić dworzec kolejowy w Poznaniu.
    Panika rodzicieli była ogromna, na nogi
    postawiona dworcowa policja... znaleziono mnie
    po trzech godzinach w dyżurce kolejarzy,
    gdy nadgryzałam z zapasów panów konduktorów
    kolejnego pomidora...
    A ta Violetta... to nie byłam czasem ja Caddi..?
    Pytam, bo pamięć czasem mi szwankuje. ;-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że pamiętasz smak pomidorów. Przynajmniej jakaś korzyść ze zwiedzania dworca, który wtedy jawił się jako bardzo nowoczesny.

      A ta Violetta? Jeśli byłaś drobną blondyneczką, której tata jeździł "żukiem" i był ważnym zaopatrzeniowcem w geesie to może to byłaś Ty. Powinnaś więc pamiętać smak jagód z cukrem i śmietaną:-)))

      Usuń
  12. Caddi:*, no to płynie w Nas podobna krew! Od skończenia roczku REGULARNIE uciekałam z domu, doprowadzając do stanów przed-zawałowych Rodziców i Dziadków :))) Najsłynniejsze jednak było moje( trzyletniej wówczas panienki) nagłe
    " zniknięcie" z plaży nas Bałtykiem; postawiono na nogi kilkunastu nurków i cały sztab ratowników( pisałam już chyba o tym; współczuję do dziś moim Rodzicom! )
    To zwiewanie i chodzenie własnymi ścieżkami zostało mi na długie lata ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieci mają w sobie coś z Odkrywcy. Zawsze je interesuje to, co za narożnikiem lub za drzwiami szafy. Powiem więcej, Angie, nawet Kolumb i Marco Polo mieli podobną krew do naszej:-)

      Usuń
    2. Choć można dostać zawału, cenię w moich dzieciach "ciekawość świata" :)
      pamiętam, jak mój najstarszy uczył się samodzielności - wysłałam go do sklepu obok po kawę i słodką nagrodę "za drogę", ale kiedy długo nie wracał, moje przerażenie zaczęło się łączyć z coraz większym zdenerwowaniem. W duchu już obiecywałam, że jak go znajdę, to mu solidnie przetrzepię spodnie... oczywiście, jak go zobaczyłam, omal nie płakałam ze szczęścia, a rozbroił mnie całkowicie, kiedy na pytanie, gdzie był, pokazał mi papierową torebkę, do której nałapał biedronek i powiedział: "musiałem Malcie pokazać biedlonków!" (Marta była, jak Twoja Viola, Caddicusie, koleżanką z podwórka):)))

      Usuń
    3. Piękna opowieść nadająca się na wpis. Dzieci uczą nas pokory i pokazują, co jest ważne w życiu: nie przyjście na czas do domu, ale pójście z przyjacielem i pokazanie mu jak wyglądają biedronki, bo to jest najważniejsze:-)))

      Usuń
  13. Mmmm... pięknie. Piękny finał.
    P.S. Od lat próbuję wykonstatować coś co pozwoli Wugiemu zrozumieć, że "dwór" w "pójściu na dwór" to nie taki sam dwór co dwór w "Strasznym dworze". ;)

    OdpowiedzUsuń