czwartek, 7 czerwca 2012

Pan C. lokuje produkt

Wczoraj Pan C. niechcąco chcący obejrzał fragment jakiegoś polskiego serialu, który był przerywany tym,  co najbardziej irytuje i wkurza: reklamami. Po wznowieniu emisji zauważył u góry ekranu napis: Film zawiera lokowanie produktu. Informacja mało znacząca i nie przeszkadzająca w oglądaniu, ale przynosząca krociowe zyski. W filmie pokazywane były marki samochodów, pijanej kawy, czy choćby nazwy sieci komórkowych.
Skoro oni mogą to i  Pan C. może lokować na swoim blogu wszystko, co mu się żywnie podoba. 
Jego miejsce, jego lokowanie produktów...



34 komentarze:

  1. Pierwsza! Nareszcie!

    Lokowanie produktu to sposób na podprogową reklamę. Ależ my jesteśmy manipulowani...
    Już w "Seksie w wielkim mieście" "lokowano" szpilki z czerwoną podeszwą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najbardziej z przywołanego przez Ciebie filmu mi się podobały własnie szpilki. Ale to chyba większości facetów się podoba, a tym, co się nie podoba to jest tych 5%, którzy się do tego nie przyznają:-)

      Usuń
  2. Moją uwagę na zdjęciu przykuła filiżanka z kawą. Mam takie same i ma około trzydziestu lat. Podejrzałam z ciekawości od spodu i jest tam znaczek producenta z Chodzieży.
    A tak już w kwestii ogolniejszej to jest faktem, że na rózne sposoby atakują nas reklamy i rózne manipulacje mające na celu skłonienie nas do zakupu. Takie czasy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. HerbaTee, moje też są z Chodzieży, co zaznaczyłem a tagach:-)

      Usuń
  3. W związku z reklamami w trakcie emisji filmu prawie nie oglądam na TVN i Polsat, a jeśli to tylko wyjątkowo. A Twój pomysł na własnym blogu - INTERESUJĄCY, filiżanka b.ładna ,a nie mam ,niestety, niczego z Chodzieży...oraz z Miśni też nie...trochę żal.
    Aktualnie komentuję u Ciebie nadal przy pomocy mej podstawowej przeglądarki( i to na blogspocie), z którą NIE MAM żadnych problemów oprócz tego zamieszczania postów na blogspocie - li jedynie. Ki czort?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Diabeł, jak zwykle tkwi w szczegółach:-)

      Usuń
  4. pięć serduszek..nas-troje nas dwoje;) produkt nietuzinkowy, bo nawet w kartach lubie sparowany ;) tylko dlatego że naocznie powojenny chwyta moje serce. Dodaje szóste, aby pozbyć się błękitu, który nawet między chmurami mnie nie ujmuje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż... błękit chadza swoimi drogami, a serce szóste przyjmuję;-)

      Usuń
  5. Wyświetlany napis niby w trosce o konsumenta, ale przecież większość filmów, nawet już tych najstarszych też zawierała ukryte reklamy. Nigdy nie było obojętne jakim samochodem poruszał się pozytywny bohater, dziwnym trafem idąc nocą wciąż mijał automaty do sprzedaży napojów określonej marki, a alkohol polewał z charakterystycznej butelki. No i palił wiadomo co. Potem te reklamowane firmy niekiedy pojawiały się w napisach końcowych. Próbowano z tym "walczyć" przepisami wskutek czego nagle wódka na stole zawsze stała tak odwrócona, że nie było widać etykiety, a z samochodów znikały charakterystyczne markowe znaczki. Napisy ostrzegające i inne próby uregulowań prawnych to taka ciągła zabawa w kotka i myszkę, bo przecież chodzi o konkretne PIENIĄDZE

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie po to nazwy marek pojawiały się w napisach końcowych, by nie było oskarżeń o ukrytą reklamę, która jest prawnie zabroniona.

      Usuń
    2. Nihil novi sub sole: pecunia non olet:-)

      Usuń
  6. Ale chyba nie spodziewasz się kokosów z własnego lokowania? :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Dzień dobry :)
    Co do reklam, to jakoś słabo działają. Zwracam uwagę na zdjęcia, muzykę, kolor... ale rzadko wiem czego dotyczyła reklama. Wybiórcza pamięć... :D
    Urocze serduszka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Reklamy na mnie też już nie działają. Najstarsza jaką pamiętam to reklama ryżu w workach emitowanej przez firmę ELEKTROMIS.
      A serduszka? Też je lubię:-)

      Usuń
  8. Te reklamy, te próby manipulacji populacją..
    kłóciłam się kiedyś z moim wykładowcą marketingu, że te " przy drogach" dla mnie nie mają żadnego znaczenia.On na to, że dla każdego mają, bo " gdy wejdziesz do sklepu ,PODŚWIADOMIE wybierzesz produkt , który " gdzieś tam widziałaś" czyli, ten, który utkwił ci w podświadomości"
    Do dziś nie jestem tak końca pewna, czy to aby na pewno dotyczy mnie;)
    Co do tych telewizyjnych, mam podobne podejście do Kadarki.Lubię patrzeć na pięknych ludzi, piękne miejsca, ale sam reklamowany towar w ogóle nie robi na mnie wrażenia. A po swej porażce z Lineą ( tym czyms na odchudzanie ;)), lub kawami, których nie lubię, to absolutnie mogą sobie reklamować , co chcą, a mnie nie rusza. Czekam z niecierpliwością na ME, ale nie wypiję Tyskiego, bo nie lubię- choć reklamuje je sam Boniek,legenda " nogi", dawny Zibi, którego bardzo zawsze lubiłam.
    Wypiję natomiast na pewno niejednego Galsberga.
    W końcu...
    this is probably THE BEST BEER in the world / widziałam w reklamie / haha!
    ;)))))))))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Angie, aż z ciekawości kupię carlsberga, ciekawym czy poprawili jakość, bo ostatnio gdy piłem był jak woda z płukania beczki po piwie. Kiedy kupili (Carlsberg) browar w Brzesku, zniszczyli piwa sprzedawane pod marką Okocim, by ich syf czyli Carlsberg okazał się na ich tle lepszy. Doprowadzili do paradoksalnej sytuacji, że nikt w promieniu 200 km od browaru nie kupował ich piwa ani pod marką Okocim ani Carlsberg. Stali się synonimem totalnego dziadostwa. W samym Brzesku pod nosem browaru w sklepach wszystko się sprzedawało: Warka, Żywiec, i tak dalej - czy np piwa z browarów z północnej Polski - tylko nie "własna" produkcja.
      Było to w czasach kiedy panowie z firmy Henkel opowiadali bzdety, że jakość ich markowych wyrobów na rynku polskim jest dostosowana do preferencji polskiego użytkownika, bo oczywiście ich produkt kupiony w Wiedniu prał, a "ten sam" w Polsce tylko się pienił. Carlsberg też chciał sprzedawać puszki z popłuczynami, bo myślał, że głupi Polak kupi światową markę, że zachwyci się obcobrzmiącą nazwą. Na dziś wydali miliony złotych na reklamę, by wrócić na rynek, a jedynym piwem jakie trzyma akceptowalny poziom jest na dzień dzisiejszy Okocim Premium (z reklamy o podwójnie warzonym, czyli zielona puszka).

      Usuń
    2. No i jako niejako koneser piw to wam powiem. Puszkowe to na dziś ostateczność. Serce mi się kraje kupując butelkowe, zwłaszcza te w bezzwrotnym opakowaniu, ale każde puszkowe jest syfilisem do entej potęgi.

      Usuń
    3. Angie, a jednak uległaś... carlsbergowi:-)

      Usuń
  9. W trakcie reklam najczęściej korzystam w tym czasie toalety lub robie sobie herbatkę a zdarza sie i to wcale nie tak rzadko ze mam odjazd czyli zasypiam:)
    ja staram się kawki nie stawiać na podkładce od myszy bo kilka razy juz wylałam przez nieuwagę!Na podkładce w sumie masz wszystko co do szczęścia potrzeba:)))Pozdrowienia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nigdy nie wylałem kawy, a na podkładce była ustawiona tylko do lokowania produktu:-)

      Usuń
  10. Żeby to tylko w filmach i serialach było. Studia telewizyjne, teledyski, artykuły w gazetach, które dla niepoznaki oznaczane są jako "promocja" lub "advertorial" (większość nie wie co oznacza to słowo, a do słowników nie chce im się zaglądać). Z rzadka tylko pojawia się napis "artykuł sponsorowany". Przy czym całość stylizowana jest w taki sposób, by tworzyła złudzenie tekstu redakcyjnego. Od tego nie uciekniemy.

    Najzabawniejsze są jednak dla mnie osoby, które same stają się nośnikami takich treści, o czym nie tylko nie wiedzą, ale też zamiast dostawać za to pieniądze, sami mnóstwo kasy na to wydają. Mam tu na myśli dla przykładu koszulki/bluzy firmowe, których jedynym celem jest eksponowanie znaku firmowego - np. Adidas lub Nike na całej klacie i/lub plecach...

    OdpowiedzUsuń
  11. Wg, nie wiem czemu, od lat mylę nazwę i piszę nie Carlsberg a Galsberg! ;))
    Niezależnie od nazwy- kiedyś, chyba 3 lata temu, spróbowałam tego piwa i zachwyciło mnie! Lekkie, jasne, z nutką goryczki.
    Pomijając jakość piw( nie jestem AŻ taką koneserką, by zdecydowanie orzec, czy to jakaś podróba czy nie ) , zawsze lubiłam piwka jasne i lekkie: Heineken, Lech, Okocim czasem Żubr czy właśnie Carlsberg. Żywiec i Tyskie już są za ciężkie dla mnie, nie mówiąc o tych różnych " strongach".
    ( choć przyznam, że oryginalne irlandzkie od przyjaciela z Irlandii, nawet smakowało mi ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio jeśli już pijam to koniecznie Kasztelan i to niepasteryzowane.

      Usuń
  12. Kasztelan niepasteryzowany... Też lubię. Masz może wrażenie (nawet subiektywne) że ten z butelki jest lepszy ?
    Poza tym polecam Perłę Lubelską pils. Jedyne na rynku jakie znam pachnące chmielem przy otwarciu :)
    Co do lokowania... Teraz uświadomiłeś mi, ile ja ulokowałem w moim wpisie "Rally"... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piwo ze szkła, jest zawsze smaczniejsze od tego z puszki. To odczucie znane i intersubiektywnie komunikowalne.

      PS. Fajne fury się ścigały w Twoich stronach:-)

      Usuń
  13. Caddi. A masz telefon do tej pani z podkładki ;)
    Byłem w szoku, gdy w zeszłym roku przekroczyłem granicę z Litwą.
    Kilka wielkich bilboardów reklamowych na dojazdówce autostradą do Wilna. Praktycznie nic więcej. Pejzaże i fasady domów. Aż mnie zmroziło, głupio się czułem ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Max, jesteś pierwszym, który zwrócił uwagę na ten detal lokowanych produktów. telefon> Nie ma sprawy! Ślę poufnym kanałem, by inni nie ubiegli Cię:-)

      Usuń
    2. No cóż, przypuszczam, że inni mnie jednak ubiegli. Co tu dużo mówić, piękna kobieta :)))

      Usuń
  14. Nie mam telewizji i mam święty spokój... a lokowanie na blogu to rzecz święta i indywidualna :P

    OdpowiedzUsuń
  15. Zawsze przyjemnie jest napić się czegoś smacznego z pięknej filiżanki, ale od porcelany, zdecydowanie bardziej zainteresowała mnie zawartość... Jacobs to coś, czym zaczynam dzień! Pozdrawiam więc miłośników małej czarnej!:)
    A co do piwka - kiedyś był i Lech i Okocim Zagłoba, dziś - bardzo sporadycznie, na upały, chyba jednak Warka strong... (mało, a dobrze;)) W ubiegłym roku spróbowałam Desperadosa, nie powiem - posmakowało... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz pora na kawę, ale po południu po ciężkiej sobocie może coś się trafi:-)

      Usuń