piątek, 11 maja 2012

Dziękuję


Pan C. od czasu do czasu odkurza zakamarki pamięci, te przedziwne pudełeczka, w których poukładane są zdarzenia i sytuacje z bliższej i dalszej przeszłości. Dziś na przykład wydobył spod warstwy kurzu początki szkoły podstawowej, gdy chodził do klasy pierwszej "B". Troje kolegów jest już po drugiej stronie życia. Najwcześniej odeszła Hania... miała szesnaście lat. Kilkanaście lat później Danka. I wreszcie Zbyszek nazywany Bolcerem. Najzdolniejszy matematyk w klasie.

Było to na dwa lata przed kresem rządów Gomułki. Drugi z klasowych Zbyszków był podczas lekcji prowadzonej przez wychowawczynię dość rozgadany. Dwukrotnie zwrócona uwaga nie powstrzymała go od rozśmieszania kolegów siedzących w ostatnich ławkach.
– Zbyszku – zwróciła się do niego zdecydowanie pani – podejdź natychmiast do tablicy.
W klasie zapanowała cisza i wszystkie oczy zwróciły się z zaciekawieniem na kolegę. Ten zaskoczony stężał. Podniósł się powoli się z ławki, ale nadal tkwił w miejscu.
– Podejdź, nie ociągaj się  ponaglała nauczycielka.
Wyszedł i stanął na środku sali. Nauczycielka wzięła długą drewnianą linijkę. Wyciągnęła lewą rękę w kierunku Zbyszka, który machinalnie podał prawą dłoń zwróconą wewnętrzną stroną ku górze. Chwyciła delikatnie jego palce i zamachnęła się. Gdy spadająca linijka zbliżała się do jego dłoni wyszarpnął ją i było słychać tylko świst przecinanego powietrza. Zezłościło to wykonawczynię kary i powtórzyła manewr. Wyciągnęła rękę, Zbyszek podał swoją, wzięła mocny zamach, Zbyszek wyszarpnął dłoń, linijka przecięła powietrze i... trafiła nauczycielkę w udo.
Na jej twarzy pojawił się grymas bólu i złości. Zbyszek pobladł z przerażenia.
– Podaj dłoń – wycedziła nauczycielka.
Zbyszek, sparaliżowany strachem i zrezygnowany podał dłoń. Nie próbował się wyrywać, gdy wściekłe razy spadały z góry. Było ich pięć, a może osiem. Po wszystkim odwrócił się i ruszył w kierunku ławki.
– Wróć! - krzyknęła nauczycielka.
Przerażony, że będzie ciąg dalszy patrzył na oprawczynię.
– Co się mówi??? – zapytała nauczycielka.
– Dziękuję - odpowiedział pospiesznie Zbyszek.


Klasa I "B", Ślesin, 1968

37 komentarzy:

  1. Zbyszek świetnie poradził sobie z nauczycielką, jego "dziękuję" chyba wprawiło ją w osłupienie, chociaż wiadomo, że dziękować nie było za co.. A może było, bo mogła być powtórka..?

    Nasz klasowy rozśmieszacz miał na imię Jacek i nie raz obrywał linijką po łapach, zwłaszcza od matematycy. Ona też - chyba z wrodzonego niektórym nauczycielom sadyzmu - lubiła Jacusia podnosić z ławki za ucho, czego skutkiem było naderwanie małzowiny. Takie czasy były w klasach B;)

    OdpowiedzUsuń
  2. pamiętam stanie w kącie, ale tłuczenia linijką już nie było w moich czasach ;-). W sumie dobrze, bo średnio mi to pasuje ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Darku, każdy ma swoje doświadczenia. Na przestrzeni lat zmieniały się sposoby karania uczniów. Nie chodzi o sadyzm, ale brak jakichkolwiek instrumentów karania i tzw. wychowanie bezstresowe sprawia, że chamstwo i łobuzeria rządzi szkołą. W wielu szkołach praca nauczyciela jest bardziej survivalem niż przyjemnością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z tym się oczywiście zgadzam. Ordnung muss sein. Z drugiej strony wiem, że dyscyplina nadmiernie surowa bywa nadużywana w rękach pedagogów z kompleksami. Zauważ, że silni psychicznie ludzie radzą sobie bez linijek - tak jak rodzice do wychowania nie potrzebują lać dziatwy po dupach.

      Usuń
    2. Autorytet nie wynika z przemocy. Czasami jednak sama możliwość użycia jej sprawia, że porządek zostaje przywrócony.

      Usuń
    3. owszem, ale autorytet oparty na potencjalnym strachu jest zawsze krótszy od tego, który przemocy nie potrzebuje w ogóle. Wiadoma sprawa, że łatwiej zastraszyć. Łatwiej powiedzieć dziecku, że albo się nauczy, albo dostanie w tyłek niż trafić do niego w inny sposób... i aby nie było: nie mam / nie znam gotowych rozwiązań. Po prostu w przemoc nie wierzę. Acz wolałbym mieć możliwość, w skrajnych przypadkach z niej skorzystać w procesie edukacyjnym. Tej możliwości nie mam, bo łatwo teraz trafić do więzienia za podniesienie ręki na dziecko. Co ma swoje oczywiste dobre strony, ale ma i złe...

      Usuń
    4. Gdyby umiejętność przemawiania do rozumu i sumień była prosta to społeczeństwa nie musiałyby się uciekać do tworzenia i stosowania prawa. Skłonność do czynienia inaczej niż wynikałoby to z etycznych odczuć jest zbyt dużym ryzykiem dla ogółu, by zdać się li tylko na odwoływanie się do edukacji.

      Usuń
  4. Golden, matematycy byli największymi sadystami. U nas szarpali uszy tak, jak Twoja matematyca. Dobrze, ze zakazano kar cielesnych, ale czasami myślę, że zachowanie i umiarkowane stosowanie kar nie byłoby złe wobec niektórych uczniów. Dziś uczniowie biją nauczycieli. Świat stanął na głowie, a niektóre indywidua terroryzują całe szkoły i nie można się ich pozbyć, bo tak stanowi złe prawo.
    Mój Zbyszek jest dziś porządnym człowiekiem i zastosowanej kary nie odbierał, jako niesprawiedliwej. Sam zaliczyłem łapy drewnianym piórnikiem. Dłonie nic nie straciły na gładkości:-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem całkowicie przeciwna karom
    cielesnym, bez względu na to, kto
    je stosuje.
    Mnie takie kary nic nie nauczyły,
    poza tym, że stałam się dzieckiem
    zamkniętym, nieśmiałym wręcz patologicznie,
    z bardzo zaniżonym poczuciem własnej
    wartości... U mnie ślady pozostały,
    wprawdzie nie na dłoniach... ale...

    OdpowiedzUsuń
  6. Viola, może zakaz kar cielesnych to taka zapora dla sadystów, ale gdyby ich kiedyś nie było to nie miałbym co wspominać:-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dobrego gawędziarza Cadyku, można
    poznać po tym, że nie sposób
    jego opowiastki skwitować jednym
    zdawkowym zdaniem, nie mówiąc już
    o słowie. :-).

    Ponieważ w dzieciństwie byłam
    cichsza niż mysz, to kary
    mi się nie dostawały. Jednak, raz
    poniosła minie ułańska fantazja
    i przebiegłam na przerwie korytarzem,
    a od razu dostałam po tyłku
    od dyrektora szkoły kijkiem grubości
    najmniejszego palca. Bolało bo przystawał
    niesamowicie, ale za złe mu nie mam.

    W mojej szkole rozśmieszał Grześ i
    w zasadzie nie musiał się starać bo
    już sam jego widok z wiecznie zwisającymi
    spod nosa gilami był zabójczy dla
    koncentracji i spokoju.On dostawał
    przeważnie tarmoszeniem za włosy
    czego obecnie nauczycielce
    bym już nie podarowała.

    Fajna jest fotografia, szukałam
    tam Ciebie i stawiam, że to ten
    piąty od lewej w pasiastym sweterku.
    :-)). Zgadałam?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trafiony zatopiony. Mnie tez wychodzi z liczenia, ze piąty:-)

      Usuń
    2. Teraz powinny posypać się zdania: "Caddi, nic się nie zmieniłeś ! Czas się dla Ciebie zatrzymał! Jak Ty to robisz?" itd., itp. :):):)
      Witam ciepło w chłodne sobotnie popołudnie :)

      Usuń
    3. DeG, potrafisz mnie rozbawić. W głębi ducha nie zmieniamy się tylko czasami okoliczności sprawiają, że wydajemy się inni:-)

      Usuń
    4. Falenanegra Twój dyrektor był beznadziejny dziewczynek się nie bije i to kijkiem... dziewczynki takie tylko się zawstydza :))))

      Usuń
  8. Zgadzam się Gwiazdko. :-).

    "Caddi, nic się nie zmieniłeś ! Czas się dla Ciebie zatrzymał! Jak Ty to robisz?"

    Dodałabym jeszcze nasz przekład komplementu;
    Cadyku, czas Cię w ogóle nie posunął! ;-).

    A przypadkiem kolega ostatni
    z prawej, na ławeczce, nie jest
    wziętym politykiem, bo układ dłoni
    iście poprawna politycznie.
    Tymochowicz, byłby mu zbędnym wydatkiem
    jeśli nie uczniem.
    :-))).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jureczek nie został politykiem, ale w wyglądzie i układzie rąk coś jest na rzeczy. Dziwię się zatem, że nie widzimy go w telewizji i na trybunie sejmowej. Miałby więcej do powiedzenia niż Palikot, czy Niesiołowski:-)

      Usuń
    2. Oraz jeszcze, że " ząb czasu Cię nie nadgryzł".... :):)

      Usuń
  9. -pamiętam ten okres gdy nauczyciel bił linijką w łapę,tak mówiliśmy. Minęły te czasy i już nie można było uczniów tak karać.

    OdpowiedzUsuń
  10. Zauważcie jeszcze, jaki wtedy był autorytet nauczyciela, a jaki jest - to znaczy nie ma- obecnie. Jeśli rodzic się dowiedział, że delikwent dostał w szkole wpierdziel, to w domu jeszcze poprawił. A teraz leci do sądu, mimo, że w domu nie radzi sobie z gówniarzem zupełnie. Co nie znaczy, że jestem zwolennikiem kar cielesnych. Bo nie jestem. Ale czasami nie da się inaczej i nie wierzę, jeśli ktoś powie, że wychował dziecko samą siła perswazji, po partnersku, przy przemocy zero i agresji zero.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie należy mylić autorytetu ze zwykłym strachem.

      Usuń
  11. Krystiano, pieszczota linijką niezapomniana:-)
    Charmee, zgadzam się w jednym... czasami nie da się inaczej. No ręka świerzbi.

    OdpowiedzUsuń
  12. U mnie w szkole linijka była stosowana tylko w lżejszych przypadkach. Chociaż kiedyś w ferworze karania i tak się zdarzyło nauczycielowi połamać linijkę na uczniu. Zazwyczaj przy mocniejszym lania w ruch szedł cyrkiel, albo kabel. Ale to już tylko na zapleczu, bez świadków w postaci całej klasy.

    OdpowiedzUsuń
  13. Niektóre dzieci przez tyłek lepiej słyszą niż przez uszy... :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Bomba! Artycha! Zawodowy lektor wyzszewo sorta. A mój kierownik walił po łapie smyczkiem od skrzypiec. Miał dwa- jeden do grania, drugi do karcenia. Cały chłopięcy spryt polegał na próbie zamiany. I niech sobie smyczek sam psuje.Poboli, ale jaka frajda...Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  15. Barnabo. A czy ten "kierownik" nazywał się Protas? Ale nie, ten mój trzaskał smyczkiem od tyłu w ucho i z zaskoczenia :) Ewentualnie zamykał w szafkach pod tablicą do końca lekcji :))

    OdpowiedzUsuń
  16. Hebiusie, zaplecze to wyższa szkoła jazdy. Dziś by to nie przeszło.
    DeG, tyłek to w ogóle fajna sprawa i ma wielorakie zastosowanie... znaczy się uzus.
    Barnabo, Drogi Kuzynie! Jak zwykle nadmiar łaskawości w wyrażanych opiniach, ale lubię te... nadmiary.
    Max, z zamykania to pamiętam tylko przedszkole, gdzie zamykano niesfornych chłopców w kantorku.

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie wiem czy miałam tyle szczęścia, czy to może przypadek tylko, ale..nie pamiętam ani jednego nauczyciela stosującego takie kary....Nie pamiętam z żadnej klasy żadnych kar cielesnych stosowanych na uczniach.
    A może " za moich czasów" zaczynało się już ..zmieniać?
    ;)))))))

    OdpowiedzUsuń
  18. Jestem ciekawy, czy ten nauczyciel za wiadro na głowie również podziękował. ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Dziś chyba ludziom wstyd przyznać, że warto by było na powrót wrócić do modelu socjalistycznego szkolnictwa i starać się go nie zepsuć, a przynajmniej nikt tego głośno w mediach nie powie, hahaha. Powyższego proszę nie traktować jako pochwałę kar cielesnych, bo nie w tym rzecz a w niemocy i niewydolności systemu edukacji. Jedno co we współczesnej szkole spełnia urzędnicze oczekiwania to edukacyjna biurokracja. Ta jest na najwyższym poziomie.

    OdpowiedzUsuń
  20. Angie, to były już późniejsze czasy:-)
    Cane, doświadczenie z wiadrem to symbol współczesnej edukacji przyjaznej uczniom.
    Wugusiu, jedna forma edukacji podszytej ideologią została zastąpiona drugą, ale z ideologia nastawiona na indywidualizm, gdzie dobro wspólne... ojczyzna, patriotyzm są postrzegane jako anachronizm.

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja za swoich czasów w piątej klasie dostałem raz piórnikiem dębowym łapę bo na lekcji jezyka rosyjskeigo kolega wyszarpywał mi moją książkę od rosyjskiego, bo sam nie przyniósł a ja wyszarpywałem od niego swoją własność i obaj dostaliśmy łapy. A propos kar cielesnych i zdecydowanego działania... mojego syna w podstawówce gdy wracał ze szkoły opluł na kurtkę ortalionową lokalny chuliganek z bloku sąsiedniego. Pierwszy raz spytałem co się stało... wytrzymałem i wytarłem kurtkę. Na drugi dzień gdy to samo się powtórzyło, wziąłem syna za rękę i poszedłem do matki tego chłopaka. Dzwonek do drzwi... otwiera kobieta. Pokazuje plecy syna oplutego przez jej chłopaka-chuliganka:
    -to pani syn to zrobił!!!
    Ona to:
    -to nie możliwe!!!...
    przerwałem jej i powiedziałem stanowczo:
    - następnym razem nie przyjdę tu do pani tylko sam go złapię i mu nogi z dupy powyrywam!!!!
    Pomogło od ręki :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Dostawałam liniałem ze trzy razy w tygodniu.Uszy też dostawały popalić(dzięki Bogu że zostały jednak małe)W domu nie mogłam powiedzieć bo dostałabym poprawkę kablem.I co to pomogło?Nic nadal broiłam nawet jeszcze bardziej-)) ŚLESIN to ten koło Brodnicy? Teź mam takie klasowe zdjęcia.Lubię do nich wracać!To był najwspanialszy okres w moim życiu pomimo wszystko.Ja w dzisiejszych czasach nie chciałabym być nauczycielem bo dzieciaki nawet te najbardziej rozwydżone to "święte krowy "a rodzice jeszcze gorsi niż oni.Pozdrowienia-)

    OdpowiedzUsuń
  23. Mmmrr, dębowe też pamiętam, bo te lekkie rozpadały się po pierwszym uderzeniu. Rozmowa z mamą chuligana pouczająca. Jednoznaczne i nie budzące wątpliwości postawienie sprawy poskutkowało.
    Elu, dziewczyna za uszy targana??? Tego w moich szkołach nie było.
    PS.
    ŚLESIN koło Konina, Wielkopolska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na mnie Caddi wszystkiego próbowali...bezskutecznie:))))))))))

      Usuń
    2. na mnie Caddi wszystkiego próbowali...bezskutecznie:))))))))))

      Usuń
  24. Jakiś szczególny egzemplarz dziecka byłaś. No, ale niektórzy tak mają, że siła złego na jednego...

    OdpowiedzUsuń