niedziela, 22 kwietnia 2012

Warzenie zupy


Temat bocianów sprzed pięćdziesięciu lat na tyle pobudził wyobraźnię emocjonalną bywalców tego bloga, a i samego Pana C., że należałoby dorzucić jakieś wspomnienie. Chodzi w gruncie o to, żeby nie zakończyło się zarzutami, że oto ciemnogrodzianie w czasach Gomułki wciskali dzieciom bajania, miast promować właściwą i nowoczesną edukację seksualną. Niestety nie było wtedy jeszcze Michaliny Wisłockiej, znaczy się była, ale nie była nagłośniona tak, jak w latach siedemdziesiątych, gdy promowała swoją Sztukę kochania. Ale przecież nie o edukację seksualną chodzi. Ot, takie zagajenie przed przejściem do właściwego wątku.

Marian i Hela palili papierosy od zawsze. Kiedyś - zwłaszcza podczas studiów - był to wyraz swobody i luzu, jakiejś nonszalancji. Pan C. też wówczas palił, więc rozumie, jaką przyjemność daje pierwszy mach. Dreszczyk przyjemności docierający do czubka uszu, rozchodzący się po karku i potylicy tak, że włosy zaczynają się jeżyć... ehhh!
Hela była łaskawą urodzić Marianowi dwóch synów, ale traf sprawił, że po kilku latach bocian przyleciał do niej po raz trzeci. Z tym trafem to może nie do końca prawda, bo jak to mówią człowiek strzela Pan Bóg kule nosi. To tak w ramach wyjaśnienia, że wiemy o co chodzi.
Przyzwyczajenie i przyjemność palenia to jedno, natomiast odpowiedzialność za bocianią przesyłkę do drugie. W domu Heli i Mariana całkowity zakaz palenia dla wszystkich, także dla Mariana. Chodziło z jednej strony o czyste powietrze, z drugiej zaś, by zapach dymu nie prowokował Heli. Bardzo źle znosiła sytuacje, gdy czuła dolatującą smużkę papierosowego dymu. Katorga i cierpienie nie-do-zniesienia. Kto poznał smak palenia ten wie o czym mowa.
Pewnego razu ten głód nikotyny dopadł Helę w ciągu dnia i był tak dojmujący, że wracając z pracy wyzbierała wszystkie pety napotkane na chodniku i przystankach. Było tego objętościowo tyle, co kilogram mąki poznańskiej. W domu była sama. Napełniła czterolitrowy garnek wodą i włączyła gaz. Gdy woda zaczęła wrzeć dosypała zebrane pety. Wywar przybierał barwę ciemnobrązową. W powietrzu unosił się niesamowicie przyjemny aromat. Dziwiła się, dlaczego wcześniej nie wpadła na tak prosty i genialny pomysł. Wzięła drewnianą łyżkę i z rozmysłem mieszała zawartość garnka. Nie mogła się doczekać końca. Po kwadransie wyłączyła kuchnię. Wazówką nalała przygotowany wywar do ulubionej miseczki. Usiadła przy stole, pochyliła się nad parującym talerzem, nozdrzami wzięła głęboki oddech, nabrała łyżką zawiesinę wywaru, podniosła do ust i...

Ostry dźwięk budzika przerwał degustację.



52 komentarze:

  1. No sen powiem uznałam za autentyczne zdarzenie.Dałam się nabrać:)Pamietam jak przymierzając sie do drugiego dziecka pełna wyrzutów że przy pierwszym paliłam rzuciłam z dnia na dzien!Papierosy jednak położyłam w kuchni na półce gdzie wzrok uciekał bez przerwy ale nie zapaliłam.Sniło mi sie czasami że sie sztacham i po przebudzeniu zamykałam oczy zeby sen trwał.Nie paliłam 15 lat i teraz znowu kopcę.Przyjaciele śmieją się że tylko dziecko moze mnie powstrzymać od ponownego rzucenia tych śmierdzieli.ja jednak czuję sie już raczej babcią nić świeżo upieczoną mamą:)))))))

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak sobie myślę że gdyby tak na prawdziwo uwarzyć sobie takiej zupki to może przestałoby się palić?:))))Chyba jednak sie nie odważę!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Obrzydliwy nałóg! A jaki obecnie kosztowny!
    Szczęściem nigdy nie ciągnęło mnie do papierosów. Nawet nie pamiętam, bym kiedykolwiek próbował palić. Co mnie zresztą niedawno powstrzymało przed złamaniem prawa i zapaleniem trawki na koncercie Maanamu. Pomyślałem, że będzie głupio jak się zaciągnę i rozkaszlę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Uzależniona, pochyla ze wstydu głowę i rozumie Helę

    OdpowiedzUsuń
  5. Sen Heli jest dla mnie w pełni zrozumiały;) To prawda, nałóg jest tak silny, tak wrośnięty w każdą komórkę ciała, spleciony z myślami, przyzwyczajeniami, zmysłami, że długo po zaprzestaniu palenia organizm toczy walkę.. Przez pewien czas śniło mi się, że palę, co bardzo mnie frustrowało, bo znaczyło, że wciąż walczę. Ale było, minęło:))

    OdpowiedzUsuń
  6. Elatroska, uzależnienie Heli od nikotyny było tak silne, że podświadomość w śnie posunęła się do takiej formy 'obejścia' zakazu palenia w ciąży.
    Hebius, kto nie palił nigdy nie zrozumie potęgi nałogu. Znam takich, co rzucili palenie w 'zerówce', gdy ojciec wytłumaczył co i jak:-)
    Emko, uzależniony i niepalący już Pan C. też rozumie Helę.
    Golden, mnie - mimo upływu trzynastu lat - nadal nawiedzają sny. Budzę się z ulgą, że jednak nie zapaliłem:-)

    OdpowiedzUsuń
  7. kiedy rzuciłam nikotynizm jakieś 13 lat temu, to kiedy dopadł mnie pierwszy głód, to siedziałam w spazmach zwinięte w kłębek przy szafkach kuchennych i język zwijał mi się w rurkę. a co do snów... śniło mi się przez jakieś kolejne 5 lat, że palę takie papierosy, ze nawet ramionami bym ich nie objęła - baobaby papierosowe- sobieskie i mewy mentolowe, te preferowałam :))))))))))))))) po rzuceniu palenia, przez trzy lata, na okrągło byłam chora , na zapalenie tchawicy a ponieważ podobno organizm oczyszcza sie nawet do 10 lat, to z przyjemnością moge stwierdzić, ze jestem już czysta jak łza.
    papieroski sa juz mocno pase... i to usilnie agituję :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jesteś nomen omen szczerosrebrna złotosypka.... zazdrościć tylko. A co do snów, to one nawiedzają mnie do dzisiaj:-)

      Usuń
  8. Ja w ostatnich dniach stwierdzam, że jednak nie jestem od tytoniu uzależniony. Nie ciągnie mnie, a śnią mi się, normalnie, tylko gołe baby. Zrobiłem sobie przerwę w paleniu tytoniu, do czwartku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Użycz mi kilka swoich ulubionych snów:-)

      Usuń
  9. nigdy nie rozumiałam dziwnego pociągu do palenia... jak można z własnej nieprzymuszonej woli chcieć śmierdzieć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pierwszego papieroska, zapaliłam jak miałam 15 lat. pamiętam dokładnie ta chwilę; niemożebny ból płuc po każdym sztachu,jakby milion igieł przebijało je jednocześnie, zawroty głowy, ze nie wiadomo było gdzie podłoga a gdzie sufit, pełz do łóżka przy nieodzownej pomocy ściany i tak jeszcze kilka razy - słowem, żadna tam przyjemność, ale się jarałosię, żeby sie byłośię wery macz kiul end popiulayy itede. szaleństwo! dziś rzadko zdarza mi się chcieć świadomie przebywac z palaczami dłużej niż muszę, a jak jadę do ciotki, to robie sobie turban z szala, żeby włosy mi nie przeszły, bo... średnia przyjemność. :)

      Usuń
    2. najgorsze właśnie były nocki po imprezach, jak jeszcze miałam długie włosy, człowiek się budził w papierosowym smrodzie...

      Usuń
  10. Prawie struchlałam przy nalaniu tej "zupy" do miseczki...i DOBRZE, że budzik zadzwonił!;))Nałóg wyniesiony z lat studiów ( widać skłonna do uzależnień, bo moja także popalająca przyjaciółka nigdy nie stała się palaczką i tylko czasami, towarzysko )doniosłam aż do podeszłego wieku, z przerwami na macierzyństwo ( 2razy). Dlatego JA ROZUMIEM Helę, choć na szczęście, uniknęłam TAKICH SNÓW oraz JUŻ NIE PALĘ!! Pomógł mi - osobiście - wynalazek e- papierosa i jednak DETERMINACJA... Ludzie nigdy nie palący ( jak np.chwilka - powyżej)na ogół nie są w stanie pojąć, po co w ogóle" wpuszczać SOBIE dym do środka" - zdanie mej beznałogowej córki( W JEJ POKOLENIU to już jest pase')

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ważne, że masz już to za sobą. A budzik? Wspaniały wynalazek:-)

      Usuń
  11. takich snów to bym się obawiał, mimo wszystko preferuję te niegrzeczne ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim wieku, już snów i zmaz nocnych nie miewam, ale... pamiętam:-)

      Usuń
  12. Posypuję sobie głowę popiołem i ze wstydem przyznaję, że nawet ciąża nie powstrzymywała mnie przed paleniem. Palenie rzuciłam, gdy dzieci były już całkiem dorosłe. Wojna z nałogiem dość długo trwała, ale ostatecznie wyszłam z niej zwycięsko i nawet łakomych snów już nie miewam! :)BBM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze można 'pośnić' sny, o których wspomniał Onibe:-)

      Usuń
  13. O kurka! Może pomysł ugotowania takiej zupki jest całkiem dobry?!Może to wreszcie zniechęciłoby mnie do rozkoszowania się zaciąganiem " pysznym" papieroskiem..?
    ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Angie, no wreszcie warto pomyśleć o przyszłości i o tym, by umrzeć... zdrowym:-)

      Usuń
  14. E-palę 183 dni. Chyba bez e-papierosa nie dałbym rady tytoniowi, bo czasami mam taką potrzebę zapalenia, że nikt niepalący tego nie zrozumie. Z papierosami rozstawałem się paląc już po dwie paczki dziennie.
    Nie wiem czy śnię o zapaleniu, bo rzadko sny pamiętam, ale za to czasem na jawie przeżywam koszmar. Mam omamy, że czuję zapach papierosa, ten z młodości, tak czuję, że aż w ustach mam jego smak. Nie ten smród popielniczkowy i bezsmak lecz cudowny zapach tytoniu z otwieranej paczki, z czasów kiedy jeszcze mój nos to czuł.
    Często podczas spotkań wychodzę "na papieroska". Znajomi nie rozumieją po co wychodzę skoro siedzę przy nich i sztacham się swoim e-petkiem. Jak im wytłumaczyć, że gdzieś w mózgu wciąż siedzi "iść zapalić"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zgadza się. jak miałam gołda i w kieszeni pusto a jeszcze zbyt mało determinacji by rzucić, to kazałam mojemu małoletniemu kuzynowi podkradać popularne dla dziadka, a jak przydusiło fest, to i sama podciągałam... bez kozery. a popularny jak to popularny nie każdy palić go umiał, bo to więcej sie człowiek na pluł niż napalił. eh...czasy...odejszły na szczęście. :))))
      moja matka jak rzucała papierosy,w drodze ratunku poryczała sie jakimiś gumami, czy cukierkami??, ale tylko raz, bo po jednej, miała takiego kopa nikotyny, ze twierdziła, że czuje jakby 8 papierosów naraz wypaliła. niestety nie rzuciła.

      Usuń
  15. Wugusiu,
    rozumiem Cię. Trzynaście lat temu odchodziłem z nałogu z podobnego pułapu, ale radykalnie bez żadnych podpórek w rodzaju e-papieros. Dąłem radę:-)

    OdpowiedzUsuń
  16. A ja się już tu gdzieś wymądrzałam, że nie paliłam , nie palę i nie mam czego rzucać, za to nałogowo śpęe i jem :):)

    OdpowiedzUsuń
  17. śpię* Przepraszam za literówki, to wynik pośpiechu - syn mój pierworodny wyszedł z psem, co wykorzystałam, siadając do komputera... :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja po trzech latach niepalenia
    niedawno wróciłam do nałogu.
    Jestem na siebie zła... oj, bardzo zła.
    Za tydzień wyjeżdżam w góry i mam zamiar
    skończyć z tym diabelstwem definitywnie!!!

    OdpowiedzUsuń
  19. A ja trochę palę, a trochę nie. Palę, bo lubię. Ale bez ciśnienia, że muszę.

    OdpowiedzUsuń
  20. Sen zatrważający. Ale sny bywają dziwne. Moja koleżanka w ciąży miała straszne smaki na piwo. I śniła o tym, choć właściwie w ogóle nie lubi piwa :)

    OdpowiedzUsuń
  21. DeG, zawsze jest, co rzucać. Można sen, który tak lubisz, męża, pracę itp. itd. Trzeba tylko pomyśleć;)
    Viola, szkoda tych trzech lat. A było już tak dobrze.
    Charmee, gdybym tak palił to nigdy bym nie rzucił. W intensywności bylem kolegą Wugusia.
    Guard, sny ujawniają nasze prawdziwe JA. W koleżance odezwało się poprzednie wcielenie, gdy była mężczyzną:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mąż jest jeszcze w dobrym stanie, pracę mam tak blisko, że nie muszę dojeżdżać i w dodatku ją lubię, więc bardzo nieroztropne byłoby porzucanie ww., może lepiej od jedzenia zacznę się odzwyczajać, ileż zaoszczędzę! :) chyba więcej niż niektórzy na rzuceniu palenia :):)

      Usuń
  22. -nie znam tego uczucia,nigdy nie paliłam,ale to sen więc odzwierciedla nasze pragnienia....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczęśliwi, którzy nigdy nie doświadczyli tego nałogu na własnej skórze:)

      Usuń
  23. Caddi - urodziła syna, ja nie wiem czy to on już się w niej nie odzywał :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Normalnie pod koniec złapało mnie obrzydzenie, jak sobie taką sytuację wyobraziłem. Już nie sam fakt palenia, bo palaczy nie toleruję, z domu wypraszam, wchodzą dopiero jak zmienią ubrania, przestaną śmierdzieć i umyją łapska. Sam zapach dymu nawet z daleka jest okropny, a co dopiero jak się z kimś takim przebywa twarzą w twarz. Najgorsze są sytuacje w autobusach, gdy wchodzi do środka jakiś palacz sekundę wcześniej wyrzucając peta na ulicę, bo mu nogi w dupę wrosły i nie mógł się ruszyć do śmietnika, a potem staje przed tobą i ci dyszy w twarz nieświeżym oddechem połączonym ze smrodem papierosów. Jak ktoś pali, to pewnie tego nie czuje i mu z tym dobrze - ale jak człowiek się tydzień nie myje i nie zmienia ubrań to też się przyzwyczaja, zachwala taki styl życia i nie widzi w nim wad.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od ponad trzynastu lat reaguję podobnie, ale rozumiem palaczy. Twój opis zapachów jest nie mniej drastyczny niż przedstawiony wyżej sen Heli:)

      Usuń
    2. Bardzo przepraszam, ale czy w takim razie ktoś w ogóle Pana odwiedza? :)

      Usuń
    3. DeG, odwiedzają niepalący. To chyba dobrze. Po cóż sprowadzać do swego domu smród i dym?

      Usuń
    4. To tylko pogratulować samych niepalących znajomych.

      Usuń
  25. To pytanie oczywiście do P. Adama

    OdpowiedzUsuń
  26. Odwiedzają mnie znajomi, dlaczego mają nie odwiedzać? Wbrew pozorom i tego, co myślą palacze, świat nie jest w ich władaniu i wciąż dużo jest osób, którym ten obrzydliwy nałóg przeszkadza. Poza tym obecnie "odwiedzanie się" nie jest równe samym wizytom w domu, bardzo łatwo można wyjść do klubu, pubu albo na spacer i posiedzieć gdzieś na murku. Ostatnio jednego palącego kumpla zagnałem na rower - kondycję miał rok temu świetną, trenował zawodowo siatkówkę i sam dla siebie ćwiczył bieganie. Mieliśmy przejechać 20km na działkę i wrócić następnego dnia - po 5km się zmęczył, brakowało mu powietrza i musieliśmy zawrócić. Od 8 miesięcy jest aktywnym palaczem. Pracę też zmieniłem (no dobra, dział) ze względu na zbyt dużą styczność z palaczami. Nie palili przy mnie, ale leciało od nich dymem, tak bardzo, że nawet w zimę gabinety były wietrzone, chociaż niewiele to dało poza przeziębieniem :) Moi rodzice są lekarzami i nie palą, w rodzinie są jedynie pojedyncze przypadki palenia i tak na szczęście tępione; wyniosłem przykład z domu i nie mam zamiaru nic zmieniać. Ludzie umierają na raka płuc w dużej części właśnie z powodu palenia - ale też dlatego, że w ogóle przebywają w towarzystwie osób palących, a to tylko jedna z negatywnych cech. Mam wpuszczać palacza do domu, żeby mi smrodził mieszkanie (palacz wyjdzie, smród pozostaje niestety) i powoli zabijał osoby w swoim otoczeniu? Zwłaszcza że mam w domu zwierzyniec, który jeszcze alergiczniej reaguje na dym. A już u dziewczyn/kobiet palenie to jakaś kompletna pomyłka - elegancka, zadbana kobitka w przedziale 20-40 stoi na przystanku, mega super wypasiony telefon w jednej ręce, góra reklamówek i siatek w drugiej i nagle chowa telefon, wyciąga papierosa i zaczyna palić. Normalnie doskonałe połączenie perfum i papierosowego dymu. Dlatego podziwiam ludzi, którym udało się z tego wyrwać (zanim wydali setki złotych za bielenie zębów, bo takie przypadki też znam :-)) Bo palących gówniarzy w wieku 12-16 lat nie liczę, młode, musi się wyszaleć, może potem mu przejdzie.

    OdpowiedzUsuń
  27. Pisałam już wyżej- to tylko pogratulować samych niepalących znajomych :):)

    OdpowiedzUsuń
  28. Niestety nastała moda na histerię antynikotynową. Oczywiście podnoszona jest kwestia zdrowotna (rak) bo to takie skojarzenie pierwsze z brzegu. Ludzkość zawsze miała słabość do histeryzowania, swego czasu było nie do pomyślenia aby osobnik o ciemnej karnacji przebywał w towarzystwie białych gentelmenów.
    Nie mówię, że palenie jest zdrowe, ale najpierw lepiej zastanowić się gdzie mieszkam, co piję i co jem. Z łatwością można wskazać prawdziwie śmiercionośne czynniki przy których papieros jest jak tik-tak przy golonce ze swoimi dwoma kaloriami.

    OdpowiedzUsuń
  29. Ja pale i nałogowo rzucam. To banalnie proste, próbowałam już naście razy ;)

    OdpowiedzUsuń
  30. Adam, nie mam problemu ze znajomymi i ich odwiedzinami. Są niepalący, a ci co palą wiedzą, że u mnie nie pali się. Sa w stanie wytrzymać i uszanować to.
    Wugusiu, masz rację, ale jeśli chodzi o jedzenie warto zastanowić się nad dietą. Jeść musisz. Natomiast palenie nie jest konieczne do życia, to forma uzależnienia.
    Dablju, wytrwałość i jeszcze raz wytrwałość. Może kiedyś okaże się skuteczne.

    OdpowiedzUsuń
  31. Rozumiem Hele, bo takze palilam, rzucalam i wracam kiedy mi przychodzi ochota. Nie mam tez problemu, zeby sie dymkiem na swiezym powietrzu delektowac!

    W kazdym razie dobrze, ze budzik zadzwonil :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Miałem dziesięć lat jak usłyszał o mnie świat... :)))) a ja swoje doświadczenia zaczynałem też w wieku 10 lat... na wakacjach wypaliłem u dziadka z kolegami a ze 3-4 papierosy SPORT-y. Potem cisza i w wieku 18 lat powiedziałem sobie dosyć tego jestem dorosły i mogę już palić. Kupiłem sobie legalnie paczkę Extra Mocnych i nie pociągnęło mnie palenie wogóle, więc kupiłem fajkę, ubijak, sakiewkę na tyton i tytoń iiiiii... też mnie nie pociągnęło palenie i tak mam do dzisiaj :)))) no nie palę.
    A wracając do noty to współczuję Heli i "helopodobnym" osobom w sprawie palenia... zapach mnie nie przeraża bardziej świadomość tego jak sobie ludzie szkodzą takim paleniem.

    OdpowiedzUsuń
  33. Mmrr (i nie tylko)
    Nie ma potrzeby demonizowania palenia. Jakoś dziwnie starsze roczniki, te od popielniczki pełnej petów, dożywają sędziwej starości. Jeżeli przychodzisz do lekarza z przysłowiowym katarem i słyszysz o konieczności rzucenia palenia to nie jest to wyraz troski o twoje zdrowie lecz odzwierciedlenie medycznej bezradności. Takie eleganckie: "spierdalaj". Hm, chyba jednak przesadziłem z tą bezradnością. To przecież klasyka z repertuaru kelnera. "To nie ja, to kolega".
    Lekarz rodzinny ma płacone kapitacyjnie czyli jak nie przychodzisz to na tobie zarabia. Dlatego zawsze już na starcie zostanie zadane pytanie o paleniu. U lekarza jak na spowiedzi, połowa powie, że coś tam popala, no to kolejny etap, wzbudzenie poczucie winy i zamiast zlecenia na kosztowne badania diagnostyczne wysłuchasz utyskiwania o szkodliwości palenia.
    Ekonomia panie dobrodzieju, ekonomia. A to, że ci zdiagnozuje chorobę o pół roku za późno kogo to obchodzi.

    OdpowiedzUsuń
  34. Wildrose, empatia to podstawa dobrych relacji z Helą:-)
    Mmmrr, zaczynałem od sportów bodajże w 1971 lub 1972.

    OdpowiedzUsuń
  35. Ja też nie mam problemu, spotykamy się na mieście albo na działce, ewentualnie na treningach czy rajdach rowerowych :-) Ale jak widzę koleżankę ze starej klasy licealnej, która po zaledwie kilku latach z atrakcyjnej dziewczyny stała się, przepraszam za określenie, zapuszczoną babą kopcącą po 2 paczki dziennie... Cała jej atrakcyjność wyparowała, koledzy z klasy jak się w niej podkochiwali w szkole, to po spotkaniu nikt nie kwapił się, żeby ją odwieźć do domu :-) Papierosy to groźniejszy nałóg niż alkohol, może nie tyle w kwestii uzależnienia, co późniejszych konsekwencji zdrowotnych. Po wypiciu raz na tydzień lampki wina czy okazjonalnego drinka albo piwa organizm nie reaguje tak gwałtownie jak po zapaleniu nawet 1 jednego papierosa w tym samym okresie.

    OdpowiedzUsuń