niedziela, 18 marca 2012

Pan C. ukarany

Pan C. należy do tej znakomitej większości mężczyzn, którzy jeśli chodzi o zakupy kombinują, jak koń pod górkę, by tej wątpliwej przyjemności uniknąć. Ale tak to już w życiu bywa, że w określonych okolicznościach i przy zdecydowanej postawie Koleżanki Małżonki, zakupy stają się wolnym wyborem, czyli... uświadomioną koniecznością. Inaczej mówiąc, przekładając z kobiecego na nasze, karą za to, że jest się facetem. Immanuel Kant - mimo iż nie doświadczył radości ożenku  miałby tu wiele do powiedzenia. Tak się złożyło, że w środę wieczorem Koleżanka Małżonka zapytała Pana C.:
 Jakie masz plany na czwartek?
Pan C. nie spodziewał się w pytaniu żadnego podstępu i zgodnie z prawdą odpowiedział, że nic szczególnego. Gdybyż wiedział, co za chwilę usłyszy zastanowiłby się dwa razy nad odpowiedzią.
 Wiesz    powiedziała Koleżanka Małżonka - na jutro wzięłam wolne i możemy zobaczyć meble, bo ta kanapa i fotele w salonie są już zniszczone.
 Ale przecież ustaliliśmy, że oddamy je do renowacji  próbował oponować Pan C.
 Tak  odpowiedziała zdecydowanie Koleżanka Małżonka  ale doszłam do wniosku, że trzeba coś zmienić. Nie zajmie to nam zbyt wiele czasu... góra dwie godzinki.
Następnego dnia rano Pan C. smakował gorzką kawę i łudził się, że w okolicy południa będzie już po wszystkim. Nie przewidział jednak dwóch rzeczy: utraty poczucia czasu i determinacji swojej połowicy. Wyruszyli sprzed domu punktualnie o dziesiątej. Po wizytach w dwóch salonach był pełen optymizmu. Nic, dosłownie nic nie pasowało do wystroju ich domu. Zakładał, że Koleżanka Małżonka podda się i zakończą przegląd ofert sklepów meblowych. Jakież było jego zdziwienie, gdy zaordynowała wyjazd do sąsiedniego powiatu. W każdym razie z ostatniego salonu wychodzili zrezygnowani kwadrans przed piętnastą. Gdy wsiedli do samochodu Pan C. zapytał:
 I co w tej sytuacji?
 No, jak to co? Wracamy, a meble oddamy do tapicera. Przecież mamy to już ustalone  odpowiedziała Koleżanka Małżonka.
 A nie mogliśmy zrobić tego od razu, tylko poświęcić pięć godzin i przejechać osiemdziesiąt cztery kilometry???
Koleżanka Małżonka przemilczała. Wyczuła w głosie Pana C. narastającą irytację. Ten zaś przypomniał sobie w tym momencie napisaną przez najpoczytniejszego grafomana przełomu XX i XXI wieku powieść zatytułowaną Alchemik. Od razu się uspokoił i włączywszy silnik samochodu pozwolił myślom swobodnie bieżyć za własną legendą.

Szczęśliwy facet na zakupach:-)))

40 komentarzy:

  1. Caddi, Koleżanka Małżonka pana C jest bez wątpienia 100% kobietą :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj nie narzekaj Caddicusie popatrz optymistycznie na całą sytuację... musiałeś wstać z kanapy przed telewizorem/ a to już jet jakaś tam forma gimnastyki... jak mówił Włodzimierz Wysocki...
    ...
    Jeszcze kilka ćwiczeń jogi podnosimy obie nogi,
    Niech każdemu gimnastyka wejdzie w krew,
    Dzisiaj nikt już nie zaprzeczy, że od wódki i tych rzeczy
    Znacznie zdrowszy oraz lepszy jest WF!
    ...
    miełeś Caddicusie sporo ruchu i to za darmo... a to samo zdrowie :))))

    OdpowiedzUsuń
  3. Czuję się oszukana;)chyba powinnam zacząć lubić chodzić na zakupy;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mogę pocieszyć, że z wiekiem u kobiet ten pęd do zakupów maleje. W okolicach dziewięćdziesiątki osiąga prawie taki sam poziom, jak u mężczyzn.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poprawiłeś mój podły humor :-)

      Usuń
  5. Nieprawda, ja jestem w okolicach 40 i już mi maleje :)

    OdpowiedzUsuń
  6. To ja chyba powinnam być marzeniem statystycznego faceta, gdyż chronicznie nienawidzę zakupów. Duże sklepy mnie zesłabiają, a ciuchowe historie powodują oczopląs. Łączę się w bólu z Caddim...

    OdpowiedzUsuń
  7. No nie wiem... ja już albo jestem facetem, albo mam 90 lat :) Nie lubię zakupów. Do zakupów muszę mieć nastrój, natchnienie i dużo czasu. Niestety zawsze przynajmniej jednego składnika brak :)Nawet zwykłą spożywka przyprawia mnie o ból głowy, a co do zakupu mebli ... cud że mam w domu na czym spać i siedzieć.
    Kobiety jednak się różnią zasadniczo :)

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja tam się dziwię panu C... gdyby trochę pomyślał, to zaproponowałby Koleżance Małżonce, aby najpierw poszukała czegoś odpowiedniego w sklepach internetowych,
    a dopiero potem skonfrontowała marzenia i wybór z rzeczywistością... :)
    chyba nic więcej nie powiem, bo mogłabym być posądzona o... ;)))
    A mówiąc poważnie - współczuję panu C., nie cierpię takich "wycieczek"...

    OdpowiedzUsuń
  9. DeGwiazdko, ta pewność kobiecości Koleżanki Małżonki nie jest w stanie zrekompensować mi trudu, jakiego doświadczyłem.
    Mmrr, nie narzekam (chyba)... dzielę się tylko swoimi doświadczeniami.
    Guard, czy to coming out?:-)
    Dablju, coś musisz z tym zrobić. Najlepiej przetestować swoje reakcje podczas pięciogodzinnych zakupów.
    Charmee, jesteś ideałem?:-)
    Even, Koleżanka Małżonka lubi tego typu przedmioty potencjalnego zakupu badać organoleptycznie.

    OdpowiedzUsuń
  10. W związku z rozlicznymi i nienormowanymi zajęciami zwanymi pracą mam stały wykręt; jedź sama i kup co ci się spodoba. Nawet czasem obiecam, że szofera znajdę lub taryfę zapłacę, że w plastikowe środki płatnicze wyposażę. To najczęściej kończy temat. Chyba wzajemnie przeczuwamy, że to co by nam się podobało jest nieprzyzwoicie drogie, a to tańsze to tandeta.

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziewczyny, widzę, że jesteśmy wyjątkowe:))) Żadna z nas nie cierpi takich procesji..
    Był czas, gdy "sobota bez Makro" była straconym dniem;) teraz zakupy mnie męczą, traktuję je, jak grypę, którą trzeba przejść.. Niedawno musieliśmy zmienić w domu parę elementów i obyło się to rzutem na taśmę - pasuje? pasuje! to bierzemy.

    O ile jeszcze jakoś nie męczy mnie wkładanie różnych fruktów i produktów do wózka, to już wypakowywanie w domu z toreb jest dla mnie klęską..
    ;))

    OdpowiedzUsuń
  12. Wugusiu,
    Ty to wiesz, jak zorganizować sobie życie. Żadna Wiewiórka Cię nie zaskoczy:-)

    Golden,
    Poproszę o przepis na szczepionkę. Może zaaplikuję ja w jakimś drinku:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. CC, uwierz, że TEJ szczepionki nie warto brac.. Warto sobie przypomnieć słynne Kochanowskiego "szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie..."

      Zakupy można czasem traktować, jak terapię. Wyjście w niepogodę np. do Manufaktury ma swoje plusy, można np. spotkać się z przyjaciółką i pogadać o różnych głupotach (nie tylko) przy okazji mierzenia parunastu tunik, czy spodni;)

      Żeby nie było, że jestem biezkulturnaja, wystawy malarstwa też polecam jako terapię na szarość:))

      Usuń
  13. Dzień dobry :) Czy jest tu jakiś Józef? Bo wszystkiego dobrego chciałam pożyczyć :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Witam Caddicusie-)Wczoraj napisałam tu długi komentarza a widzę ze go nie ma.Więc teraz krótko.Faceci mają przesrane pod tym względem bo dla was to męczarnia.Rozumię to ale i tak czasami nie liczę się z tym i robię tak samo jak twoja kolezanka żona-))pozdrawiam serdecznie-)

    OdpowiedzUsuń
  15. DeGwiazdko,
    Dziś jestem Józef. Przyjmuję wszystkie życzenia.

    Elu,
    A propos długości komentarza, o którym byłaś łaskawą wspomnieć, przypomniał mi się dialog Heli z Marianem:
    - Kochanie, czy jest prawdą, że kobiety więcej mówią niż mężczyźni?
    - Ależ skąd, kochanie - odpowiedział Marian - wy tylko używacie więcej słów:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znowu wcięło komentarz.Jak piszę z komórki to często tak jest.To prawda ze my na jedno wasze słowo mamy dziesięć naszych jak dobrze idzie -)))Na imieniny zyczę ci serdecznosci w realu i wirtualu i jak najmniej maratonow po sklepach -)))WSZYSTKIEGO DOBREGO-)

      Usuń
    2. W razie problemu pisz komentarz na maila: caddicus@gmail.com i wtedy go umieszczę:-)

      Usuń
  16. Ja bym nawet zakupy polubił i to też te długogodzinne maratony po różnorakich galeriach, gdzie cena sweterka równa jest cenie kilku dobrych płyt lub jakiegoś gramofonowego eksponatu. Ale jako że od dzieciństwa dorastałem wśród samych kuzynek i ich ciotek, a i mama od zakupów nie stroniła, to chyba nic dziwnego, że na samą myśl o wyjściu z nimi na jakiekolwiek zakupy robi mi się słabo (i to nie tylko z powodu wizji kilku godzin wędrówki po tych samych sklepach - kuzynki/ciotki/koleżanki kuzynek i ciotek na zakupach osiągają tempo dobrego chodziarza, dziwne że na igrzyskach nie startują), zwłaszcza że robię nie tylko za szofera, ale i tragarza. Z drugiej strony jak sam gdzieś idę, to też mogę po pięć razy oglądać okładkę książki, zanim ją wybiorę, więc po części rozumiem postawę niektórych (większości?) kobiet :-)

    OdpowiedzUsuń
  17. Adamie, znasz mój ból:-)

    PS. Znów bloguje mój IP i nie mogę wejść na Twojego bloga

    OdpowiedzUsuń
  18. Wszytskiego dobrego ,Caddi, z okazji imienin Józefa :)

    OdpowiedzUsuń
  19. dobry tekst ;-)
    a wiesz, że ogień wodą najlepiej zwalczać, zaś wodę ogniem? Metoda sprawdzona: być bardziej zakupowym niż kobieta. Moja kiedyś bardzo lubiła kupować sobie ciuchy. Odkąd parę razy przeciągnąłem ją po galeriach (każąc przymierzać po naście/dziesiąt rzeczy w każdym sklepie) doszła do logicznego wniosku, że szafę mamy pełną i lepiej ograniczyć polowania na nowości ;-)

    OdpowiedzUsuń
  20. haha chyba nie piszesz o moich rodzicach, w obiegły czwartek nabyli nowe meble do salonu i ojciec nie był tym uszczęśliwiony ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. DeGwiazdko,
    Dziękuje:-)

    Onibe,
    Spróbuje twej metody, ale jesteś pewien, że niczym mi to nie grozi?

    Eulalio,
    Tekst traktuje o ukochanych rodzicach... mojej córki:-)

    OdpowiedzUsuń
  22. Zrobiłam rachunek sumienia i stwierdzam stanowczo, że koło iedeału, to ja nawet nie leżałam. Bo kurde, jedna mała niechęć wiosny nie czyni...

    OdpowiedzUsuń
  23. Charmee,
    no wreszcie normalna kobieta, która nie zarzeka się zakupów, jak żaba błota:-)

    OdpowiedzUsuń
  24. Marianowi polecałbym też sprawdzony sposób na udane zakupy ciuchowe. Przed wyjazdem trzeba uporczywie żądać od Heli wskazania co ma zamiar wyrzucić z szafy. Wyrzucić nieodwracalnie i nieodwołalnie. Marian powinien pozbyć się tej rzeczy zanim wyruszy na zakupy, gdyż po zakupach to już nie ma szans, aby pozbyć się tego czegoś starego, choćby Hela już nie mieściła się w tym od dwudziestu lat.
    Z drugiej strony ja chyba przesadziłem w tym uporczywym żądaniu, bo moja Hela wskutek tego nieprzejednania nie kupiła sobie nic nowego od dwudziestu lat ;) No, ale przynajmniej nie powie, że nie mam zasad, hehehehe

    OdpowiedzUsuń
  25. Wugusiu,
    gdybym był kobietą, ale nie jestem, to napisałbym, żeś wredota:-)
    No... takie zasady stosować wobec swojej Heli? Toż to gorzej niż w krajach islamskich.

    OdpowiedzUsuń
  26. A moja żona nie lubi zakupów. No normalnie jak może, to mnie wysyła samego. Nie cierpi wybierać, oglądać, przeglądać, wydawać. Meble do tapicera - świetne rozwiązanie. Niby stare, a jak nowe... ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Maurycy,
    Twój głos jest kolejnym w dyskusji, który pokazuje, że jednak większość kobiet nie lubi zakupów. Przyznam, że statystyka wynikająca z wpisów jest jednak sprzeczna z moim doświadczeniem, ale może traf chciał, że PT Komentatorki należą do tej szczególnej mniejszości pań. Jedynie Charmee wyznała, że należy do większości:-)

    OdpowiedzUsuń
  28. Tekst traktuje o rzeczach z jakimi ludzkość miała do czynienia już parę tysięcy lat temu, ale zawsze to milej na sercu czytając coraz to nowe świadectwa, że kogoś innego spotykają drobne przykrości - jako i jego - z rąk malującej się połowy homo sapiens.:)

    OdpowiedzUsuń
  29. Caddicusie - czasami sie nie udaje i wtedy grozi... pustym portfelem ;-)

    OdpowiedzUsuń
  30. Z zakupów to ja jedynie te na straganie owocowo-warzywnym. Uwielbiam wąchać owoce przed zakupem i doszukiwać się w nich ciekawych, wręcz "nieforemnych" kształtów:)
    Przy okazji, ciekawią mnie dziwne, czasem smieszne wyrazy twarzy ludzi, którzy obserwuja ten mój obrządek;)

    OdpowiedzUsuń
  31. A u mnie jak zwykle wszystko, całe kupowanie zależy głównie od..nastroju :)
    No ale jeśli jest KONIECZNOŚĆ ( której być może tak naprawdę nie ma) jestem w stanie przebrnąć wiele sklepów przez wiele godzin w poszukiwaniu ... KONIECZNOŚCI ;) A jeśli nie ma, to pozostaje zawsze sieć i zakupy tam( no, niekoniecznie meble.)
    Doskonale (w tym uporze ) rozumiem więc Małżonkę Pana C!

    OdpowiedzUsuń
  32. Dlatego robię zakupy ekspresowo i samotnie, bez śladu czyjegokolwiek towarzystwa. Byłbym mistrzem w dyscyplinie sportu pod tytułem zakupy na czas.
    5 godzin w poszukiwaniu straconego "Alchemika" (Ilekroć przechodzę obok mej skromnej biblioteczki, zastanawiam się, czy gdzieś tego nie wywalić. Ma "grafoman" szczęście, że nie mam ani lamusa, ani sławojki.)?

    OdpowiedzUsuń
  33. Katonie,
    zawsze raźniej wystąpić w grupie pokrzywdzonych przez płeć piękną:-)
    Dablju,
    muszę spróbować tej metody kupowania owoców i sprawdzić reakcje sprzedających.
    Angie,
    Solidarność jajników, ale... rozumiem:-)
    Cane,
    Jestem skłonny z Tobą rywalizować.

    OdpowiedzUsuń
  34. Cóż, koleżanka małżonka wybrała najbardziej rozsądne rozwiązania - upewniła się, że pierwsza decyzja była prawidłowa. Żeby potem nie żałować!!!:))))

    OdpowiedzUsuń
  35. I tym się właśnie także różnimy od pań. Różnimy pięknie- dodam, żeby bylo do końca politycznie. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń