poniedziałek, 26 marca 2012

Miłość w czasach Gomułki

Początek lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Na scenach polskich festiwali nie pojawił się jeszcze przebój Czerwonych Gitar Anna Maria, a Czesław Niemen nie marzył o wyśpiewaniu w Opolu nagrody piosenką Dziwny jest ten świat. W ogóle był to dziwny świat i piękny czas, jak wszystko co było kiedyś. Miała na imię Danka. Mieszkała w rynku nieopodal kina Gopło. Obok jej domu biegła ulica prowadząca w dół ku bramie Napoleona. Miała czarne jak sadza włosy, a dwa grube warkocze spadały na jej ramiona. Spod rzęs błyskały niesamowicie ciemne jak... węgiel brunatny* oczy, a twarz okalała śniada cera. Danka od dłuższego czasu przykuwała uwagę Pana C., który wykorzystywał każdą sposobność, by dyskretnie ją obserwować.

Wiosna to moc budzącej się do życia przyrody, to okoliczność sprzyjająca pisaniu o miłości.  Z jednej strony, ten dopadający i doświadczający niemiłosiernie człowieka stan ducha jest kołem zamachowym, które wprawia świat w ruch, z drugiej zaś jest szczególnym destruktem wywołującym wojny i cierpienia. Przez życie nie da się przejść nie otarłszy się o zakochanie i miłość. Temat stary, jak świat. Tomy wierszy, miłosnych listów, romansów, hektolitry atramentu i łez... Ciągle mało i mało. W przywołanych wyżej czasach relacje damsko-męskie nie przebiegały tak łatwo i prosto, a mający się ku sobie nie mieli takiej śmiałości, jak dzisiaj, by bezpośrednio rozmawiać. Musiały pojawić się stosowne okoliczności, by doszło do bezpośredniego kontaktu. 

Zbliżał się pierwszy maja i, jak w całej ludowej ojczyźnie, organizowane były pochody i akademie ku czci. Występowali na nich lokalni notable mówiący o dokonaniach socjalistycznego trudu, artyści uświetniający ten dzień oraz młode pokolenie... nadzieja narodu. Pan C. i o rok starsza od niego Danka, córka miejscowego taksówkarza, zostali wybrani do występu podczas takiej akademii. Oni oraz kilka innych dobranych wzrostem par miało zatańczyć krakowiaka. Odbyło się kilkanaście prób, ruchy i gesty zostały zsynchronizowane, a mamusie uszyły stosowne stroje.  Podczas samej akademii, która odbyła się w przywołanym wcześniej kinie Gopło, występ przebiegł olśniewająco, a burza oklasków nagrodziła występ młodych artystów. Grupa starszaków reprezentująca miejscowe przedszkole osiągnęła sukces.

Pan C. wracał po występie do domu idąc obok swojej mamy. W pewnym momencie poczynił wyznanie:
 Mamo, ożenię się z Danką.
 Naprawdę? – zapytała zaskoczona matka. Do tej pory deklarował, że tylko z nią się ożeni. 
Dopytała syna spokojnie: 
– A to dlaczego?
 Bo jest ładna i... dobrze tańczy – odpowiedział zdecydowanie Pan C.



*odniesienie koloru do wydobywanego nieopodal Ślesina i kina "Gopło" węgla brunatnego

54 komentarze:

  1. Jakże to było piękne..! Ludzie nie potrzebowali internetu, smsow, maili i czego tam, by okazać sobie uczucia.. Zaden emotikon nie zastępował prawdziwego , żywego słowa, spojrzenia i gestu.. Czy jesteśmy bogatsi przez to, że mamy różne komunikatory? Czy tamta epoka jest dla nas staroświecka? Nie.
    Ludzi łączą uczucia, a nie komunikatory.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mój młodszy jedynak także deklarował , że się ze mną ożeni, dopóki nie poznał P.- dziewczyny swego pełnoletniego już brata. Tak się zakochał, że zakomunikował: Jak się ożenię z P. to o Tobie, mamusiu, zapomnę... :)
    Caddi, a Mama Pana C. nie była w rozpaczy, że on porzuci ją dla Danki ?:)

    OdpowiedzUsuń
  3. bo babeczka, to taka do tańca... a z różańcem to róznie;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Caddi, skąd Ty bierzesz te wszystkie historyjki? niby opowiadasz rzeczy, które wszyscy znamy z bliższej lub dalszej autopsji, a jednak ciagle zaskakujesz.
    Ciekawa jestem, czy Pan C. zna dalsze losy czarnowłosej Danki. Wiem, wiem... za dużo bym chciała wiedzieć, ale córka taksówkarza to figura:-)

    OdpowiedzUsuń
  5. też byłam kochliwa. moja pierwsza miłość(4kl.p.) był ministrantem, miał na imię wojtuś, miał niebieskie oczka, blondi włosy i do dziś niewyrośnięte ciałko(160).pamiętam, latałosię do kościoła co niedziela i nie tylko, jak nieprzymierzjąc mały moher i zawody w pink-ponga wygrywałam - jak patrzał. dziś po tamtym uczuciu, pozostała tylko awersja do blondynów niskiego wzrostu, ale nadnormatywna miłośnośc pozostała :)))))

    OdpowiedzUsuń
  6. Trudno powiedzieć czy nie lepiej by było jednak z tymi komunikatorami.
    Na przykład dla Polski: gdyby Oleńka z Kmicicem mogli się porozumieć na gg, tudzież innym nowoczesnym sposobem komunikacyjnym, nie byłoby obrony Częstochowy, Jan Kazimierz nie uszedłby z życiem a dzisiaj mówilibyśmy po Szwedzku. Gdyby na drugi dzień po Kiejdanach Kmicic wyjaśnił wszystko Oleńce na fejsie to od razu by mu wybaczyła a on nie miałby motywacji do odkupienia swoich win.
    Pomyślcie sobie państwo, jak emocjonująca musiałaby być polemika między Mickiewiczem i Słowackim prowadzona na ich blogach.
    Ludzie okazywali sobie uczucia, tylko że dawniej to było... trudniejsze. Dzisiaj, dzięki komunikatorom jest to łatwiejsze. Można rzec, komunikatory nie łączą ludzi, tylko pozwalają im się łączyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewentualnie powstałaby grupa/wydarzenie "Potop szwedzki" i wszyscy mogliby to lajkować :-)

      Usuń
  7. Golden, i to było piękne. Można było funkcjonować i nie nudzić się. Więcej czytaliśmy i rozmawialiśmy między sobą. Także w przedszkolu:-)
    Degwiazdko, mama Pana C. była dzielną kobietą. Wzięła to na klatę.
    Dablju, z różańcem jak z muzyką... w tańcu mi nie przeszkadza:-)
    HerbaTee, odpowiem tak jak małe dzieci, krótko i treściwie: opowiastki biorę z rozumu.
    Szczerosrebrna, kochliwość to nie grzech, ale... dolegliwość. Można z tym żyć do śmierci:-)
    Jarku, może jednak lepiej, że dawna historia toczyła się swoimi torami?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak tak patrzę na tę historię to wydaje mi się, że źle się potoczyła. Ale nigdy nie mam pewności, że byłoby lepiej gdyby potoczyła się inaczej. Chyba trzeba brać co dają.

      Usuń
    2. Właśnie, Jarku. Co się wydarzyło to już jest. Jeśli chcemy kombinować cokolwiek to lepiej w sprawach przyszłości, bo na to jakiś wpływ wiekszy lub mniejszy możemy mieć.

      Usuń
  8. to piękna sprawa tak przetańczyć sobie czas z pierwszą miłością swego życia. Ja, dla odmiany, dokuczałem swojej "pierwszej", choć zapisaliśmy kilka interesujących kart w historii medycyny. Oprócz zabawy w doktora lubiliśmy jeszcze bawić się w taxi, choć akurat to nie pamiętam na czym polegało ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Onibe,
    ale w doktora pamiętasz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jakże bym zapomniał... to były miłe chwile mojego dzieciństwa, choć zapewne bardzo mnie skrzywiły. Do dzisiaj nie mogę się pogodzić np. z tym, że nie wypada mówić obcym kobietom aby się rozebrały z wyjątkiem ściśle określonych sytuacji. Nazbyt ścisła ograniczoność tych sytuacji mnie dobija, bowiem powoduje, że człowiek jest skazany na posuchę lub powódź, podczas kiedy czasami by sobie po prosto popatrzył, jak na konesera przystało ;-)

      Usuń
  10. Aż dwa argument! Zazwyczaj ten jeden, pierwszy, wystarcza. ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Cane,
    Pan C. mimo młodego wieku dostrzegł obydwa walory, o których - dla wzmocnienia swych racji - nie omieszkał wspomnieć mamie, dotychczasowej kandydatce na żonę:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak właśnie dostrzegłem to dostrzeżenie Pana C. i do tej pory jestem w szoku, oniemiały, pod wrażeniem. ;)

      Usuń
  12. hahaha, świetne! Takie Twoje historie, Caddi, mogę czytać i czytać!
    Oczywiście moją " pierwszą miłością" był mój Ojciec ( czasem na zmianę z Dziadkiem )
    Ja z czasów przedszkolnych RACZEJ nie mam wspomnień o miłościach, z prostej przyczyny: do przedszkola nie chodziłam ( Szanowni Rodzice uznali, że dziecię " tak wrażliwe a jednocześnie uparte i krnąbrne nie powinno- w interesie OGÓŁU- przebywać z innymi dziećmi " ;)))))

    Raczej..hmm, nie do końca nie mam wspomnień, coś tam jednak" się działo" w sprawach sercowych
    Podsunąłeś mi dobry temat na kolejne moje bajanie- opowiadanie :)))

    OdpowiedzUsuń
  13. Ciekawe o kim/czym myslala Danka?

    OdpowiedzUsuń
  14. Gdyby Pan C. znał wówczas mnie, to na pewno odpowiedziałby, że się ożeni, gdyż bo tak.
    Super!

    OdpowiedzUsuń
  15. Angie,
    Czekamy na opowieść. O miłości i zakochaniu nigdy dość.

    Wildrose,
    Spytam ją, gdy tylko odnajdę.

    Charmee,
    Pewnie by tak było jak napisałaś, ale wtedy jeszcze Twoi rodzice nie mieli Cię w planach, ale gdybyś wtedy była to TAK, BO TAK:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Mi kiedyś zaimponowała dziewczyna w stroju czerwonego kapturka i na zabawie choinkowej podobno się jej nawet oświadczyłem (podobno, bo moja pamięć zarejestrowała tylko bójkę z Batmanem) :-)

    OdpowiedzUsuń
  17. A moje pierwsze... ale jakże zapamiętane
    zauroczenie zdarzyło się w szkole muzycznej.
    On imponował mi, bo był aż dwa lata starszy,
    czyli prawie... prawie... "dorosły"...
    oraz tym,że tak pięknie grał mazurki Chopina ;-)))

    OdpowiedzUsuń
  18. Adamie,
    mnie zaintrygował ten Czerwony Kapturek:-)

    Viola,
    zapamietanie brzmi dobrze:-)

    OdpowiedzUsuń
  19. Caddi, ale się szybko sprawiłeś z tekstem :) Piękna historia miłosna!
    Fajne w czasach dawnych jest też to, że mężczyźni jak się zakochali to pierwsze co im przychodziło do głowy, to: "Ja się z nią ożenię" :)) Dzisiaj to chyba pojawia się na końcu listy życzeń, o ile w ogóle :)))

    OdpowiedzUsuń
  20. Danki są fajne. Ja jeszcze w trzeciej klasie podstawówki chciałem się żenić tylko z mamą. Szybko dojrzałeś.

    OdpowiedzUsuń
  21. A ja pamiętam, że moja pierwsza dziewczyna specjalizowała się w wiązaniu sznurówek. To znaczy pamiętam to utrapienie ze sznurówkami, ale ją niestety tylko przez mgłę czasu. Los nas rozdzielił po ukończeniu przedszkola.

    OdpowiedzUsuń
  22. Popatrz Caddicusie u mnie też było takie zdarzenie w dziecięctwie z Danką... miałem chyba wtedy 7-9 lat gdy przy rodzicach Danki i swoich rodzicach... powiedziałem, że po ślubie z Danką też kupimy sobie taki tapczan jak mieli jej rodzice/sąsiedzi/... co wzbudizło eksplozję śmiechu będących tam naszych rodziców :))))

    OdpowiedzUsuń
  23. Miłe te wszystkie wspomnienia pierwszego zauroczenia...:)
    Caddi, jesteś mistrzem tworzenia nastroju!

    OdpowiedzUsuń
  24. Caddi ja troszeczkę pózniej chodziłam do przedszkola ale krakowiaka tez tańczyłam i u mnie było odwrotnie bo ja mówiłam mamie ze się ożenie z Piotrusiem-) )jak go przerosłam to juz nie chciałam się z nim żenić!Jak widać wtedy to było modne -)Listy ktore się kiedyś pisało ktore dziś zastępują smsy i maile pachniały tak ze dziś ich zapach jeszcze pamiętam....Przypomiałes prawdziwe przeboje tamtych i dla niektorych dzisiejszych czasów.Ale przeniosłeś mnie w czasie ...Usciski serdeczne!-)

    OdpowiedzUsuń
  25. Cane, a czy Ty kiedykolwiek byłeś malutki? Jakoś sobie nie przypominam

    OdpowiedzUsuń
  26. Kacio,
    Skoro otarłeś się o Danki, to możemy podać sobie ręce. Wiemy o czym piszemy. A co do dojrzewania to chyba to sprawa klimatu i jezior podgrzewanych z pobliskich elektrowni:-)
    Wugusiu,
    A ja sznurówki, Dankę i krakowiaka zapamiętałem.
    Mmrr,
    Od początku miałeś zdecydowane i konkretne preferencje. Znaczy się tapczan mam na myśli:-)
    Even,
    nastrój to moje drugie imię. A co! Nie będę się krygował:-)
    Ela,
    Sam odpłynąłem w przeszłość, gdy zacząłem o tym pisać. Mam w ogóle taką właściwość, że w takich sytuacjach doświadczam czegoś podobnego do przeniesienia w czasie i ponownie znajduje się w miejscach i doświadczam sytuacji, które minęły. Widzę to i od razu opisuję. Dla mnie jest to w danym momencie namacalne.
    ,

    OdpowiedzUsuń
  27. "Widzę to i od razu opisuję. Dla mnie jest to w danym momencie namacalne."
    Mam podobnie, zwłaszcza jeśli chodzi o sytuacje które wywarły na mnie jakieś szczególne wrażenie..nie mówiąc już transcendentalnych opisach które pokazują mi różne obrazy, czasami kompletnie nierzeczywiste, ale pamiętam te uczucia, odgłosy, zapach, światło..czuję ich smak do dziś.

    OdpowiedzUsuń
  28. Wszyscy tańczyliśmy krakowiaki... A co poniektórzy nawet śpiewali na deskach Kongresowej. Ech, ta celebrycka przeszłość, nigdy nas nie opuszcza...

    OdpowiedzUsuń
  29. wreszcie się zalogowałam poprzez gmail, napisałam wypracowanie na temat mojej szkolnej miłości do Pana uczącego mnie gry na klarnecie..i co?..mój wpis przepadł:( jestem niepocieszonejro ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale był ten wpis na pewno, ja go czytałam i pamiętam. Pisałaś, że na klarnecie , bo nie miałaś innego wyboru i że za ciężki dla małej drobnej dziewczynki. Tak było ?

      Usuń
    2. właśnie tak było :]

      Usuń
  30. Dididxi, teraz już wiem, ze jestem celebrytą. A że starej daty, cóż. Liczy się kategoria:-)
    Dablju, DeGwiazdka, jakieś tajne przez poufne wypracowania? I jeszcze na dodatek jakiś falliczny przedmiot w rodzaju klarnetu???

    OdpowiedzUsuń
  31. no, bo ja mała Ula się tu wywnętrzam o swojej miłości do nauczyciela gry na klarnecie co on był mnie uczył, naciskam "opublikuj" i po odświeżeniu strony mój miłosny esej znika. Tak jak miłość do Pana nauczyciela ;)

    OdpowiedzUsuń
  32. Dablju (Mała Ulo, Uleńko), też mi się to czasami zdarza, dlatego przed odpaleniem OPUBLIKUJ robię KOPIUJ. Wtedy zawsze mogę wstawić tekst ponownie bez wkurzania się:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no, to znaczy że nie jestem szurnieta :);) też tak często robiłam, ale myśle sobie nieee, to zakrawa o jakieś zboczenie ;)

      Usuń
    2. a zdrobnienie od imienia..przemiłe :)Dziękuję.

      Usuń
    3. Dablju, zaręczam, że nie jesteś:-)
      Moja starszejsza i ukochana siostra nosi to imię.

      Usuń
    4. jak już Caddi mi mówi że nie jestem ;),to mogę iść spać spokojnie.
      Miłych snów w objęciach Morfeusza:)

      Usuń
    5. Był Twój komentarz o nieśmiałej miłości do nauczyciela gry na klarnecie, potwierdzam bo czytałem

      Usuń
    6. ach te Urszule, to są dopiero fajne babeczki ;)

      Usuń
    7. o widzisz Cadii i Degwiazdka i Wagi czytał.. mam już dwóch świadków, że Urszule to nie dość że fajne to jeszcze nie kłamią ;)

      Usuń
    8. Też czytałem i nie wiem, co się z tym stało. Zajrzę do spamu.

      Usuń
    9. Znalazłem!!! Opublikowałaś to pod poprzednim wpisem PLATEAU:-)

      Usuń
    10. alem gapska, alem gapska! ;) buziak Caddi :)
      To teraz mogłabym "copy " i użyć paste, ale jest nieświeża..;)bo..to juz było, to juz było!:) :)a to co było i się zdarzyło miało swój sens :)

      Usuń
  33. A ja to talentów nie posiadywałam i pozostały mi jeno występy w konkursach najszybszego zjedzenia ciastka bez użycia rąk ;DD

    OdpowiedzUsuń
  34. Emko,
    Każde współzawodnictwo jest dobre. Ważne by wybrać dziedzinę, w której mamy jakieś szanse:-)

    OdpowiedzUsuń