sobota, 31 marca 2012

Marian nie narzeka

Pan C. porą zimowo-wiosenną stał się nieco sentymentalny. Zresztą zawsze tak miał, więc nic dziwnego, że w rozmowach, czy wpisach na blogu przywołuje wydarzenia sprzed lat. Wiele tych wspomnień odnosi się do jego wieloletniego kolegi i przyjaciela Mariana. Właśnie przypomniał sobie czas, gdy jeszcze byli na studiach w Toruniu. W pewnym momencie Marian zaczął spotykać się z Helą, która od początku w ich związku odgrywała rolę dominującą. To, że zaczęli chodzić ze sobą oraz to, że później się pobrali też było jej decyzją.

Ich znajomość trwała już kilka miesięcy, ale koledzy łudzili się, że wraz z wakacjami odzyskają Mariana. W życiu już tak jest, że sprawy czasami, a nawet częściej niż czasami, idą w kierunku, którego nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Pod koniec września Pan C. przyjechał do akademika i ku swej radości spotkał Mariana, który mimo zachmurzenia paradował w słonecznych okularach. 
 A co tam u ciebie, Marian?  zapytał Pan C.
 No cóż... ożeniłem się  odpowiedział kolega.
Pan C. wyczuł w głosie Mariana jakiś dziwny niepokojący ton.
– Wyjeżdżasz na wakacje i wracasz jako mąż? Któż jest tą szczęśliwą wybranką, chyba nie...
– Hela, oczywiście - dopowiedział szybko Marian, jakby się bał, że imię to wypowie Pan C.
Nastąpiła chwila konsternacji, po której Pan C. zapytał:
 I co, dobrze ci? Nie narzekasz???
 Nie narzekam...  odpowiedział Marian, ale jakoś tak bez przekonania.
W tym momencie Pan C. przyjrzał się bliżej Marianowi, niespodziewanie wyciągnął rękę i ściągnął mu z nosa okulary.
 A to limo pod okiem to skąd???
 A to... to, jak narzekałem  odpowiedział cicho i z rezygnacją Marian.


Marian podczas spotkania z Panem C.

czwartek, 29 marca 2012

Kowalstwo estetyczne

Kiedyś w każdej większej wiosce, czy miasteczku funkcjonował i dobrze prosperował kowal. Jedną z wielu świadczonych usług było podkuwanie koni, co Pan C., jeszcze w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, z lubością obserwował. Wtedy też po raz pierwszy usłyszał o Pacanowie, gdzie ponoć podkuwali kozy, a Ślesin - jego rodzinne miasto - słynął z podkuwania gęsi, które polegało na przeprowadzaniu stada przez smołę i pierze. Robiono to, by chronić stopy ptaków pędzonych z targu na targ. 

Dziś prawdziwych kowali już nie ma - chciałoby się powiedzieć trawestując piosenkę Maryli RodowiczJakież było zdziwienie Pana C., gdy wędrując pasażem handlowym zauważył w witrynie gabinetu kosmetycznego ogłoszenie o usłudze świadczonej kobietom przez kowali... nowego typu.


poniedziałek, 26 marca 2012

Miłość w czasach Gomułki

Początek lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Na scenach polskich festiwali nie pojawił się jeszcze przebój Czerwonych Gitar Anna Maria, a Czesław Niemen nie marzył o wyśpiewaniu w Opolu nagrody piosenką Dziwny jest ten świat. W ogóle był to dziwny świat i piękny czas, jak wszystko co było kiedyś. Miała na imię Danka. Mieszkała w rynku nieopodal kina Gopło. Obok jej domu biegła ulica prowadząca w dół ku bramie Napoleona. Miała czarne jak sadza włosy, a dwa grube warkocze spadały na jej ramiona. Spod rzęs błyskały niesamowicie ciemne jak... węgiel brunatny* oczy, a twarz okalała śniada cera. Danka od dłuższego czasu przykuwała uwagę Pana C., który wykorzystywał każdą sposobność, by dyskretnie ją obserwować.

Wiosna to moc budzącej się do życia przyrody, to okoliczność sprzyjająca pisaniu o miłości.  Z jednej strony, ten dopadający i doświadczający niemiłosiernie człowieka stan ducha jest kołem zamachowym, które wprawia świat w ruch, z drugiej zaś jest szczególnym destruktem wywołującym wojny i cierpienia. Przez życie nie da się przejść nie otarłszy się o zakochanie i miłość. Temat stary, jak świat. Tomy wierszy, miłosnych listów, romansów, hektolitry atramentu i łez... Ciągle mało i mało. W przywołanych wyżej czasach relacje damsko-męskie nie przebiegały tak łatwo i prosto, a mający się ku sobie nie mieli takiej śmiałości, jak dzisiaj, by bezpośrednio rozmawiać. Musiały pojawić się stosowne okoliczności, by doszło do bezpośredniego kontaktu. 

Zbliżał się pierwszy maja i, jak w całej ludowej ojczyźnie, organizowane były pochody i akademie ku czci. Występowali na nich lokalni notable mówiący o dokonaniach socjalistycznego trudu, artyści uświetniający ten dzień oraz młode pokolenie... nadzieja narodu. Pan C. i o rok starsza od niego Danka, córka miejscowego taksówkarza, zostali wybrani do występu podczas takiej akademii. Oni oraz kilka innych dobranych wzrostem par miało zatańczyć krakowiaka. Odbyło się kilkanaście prób, ruchy i gesty zostały zsynchronizowane, a mamusie uszyły stosowne stroje.  Podczas samej akademii, która odbyła się w przywołanym wcześniej kinie Gopło, występ przebiegł olśniewająco, a burza oklasków nagrodziła występ młodych artystów. Grupa starszaków reprezentująca miejscowe przedszkole osiągnęła sukces.

Pan C. wracał po występie do domu idąc obok swojej mamy. W pewnym momencie poczynił wyznanie:
 Mamo, ożenię się z Danką.
 Naprawdę? – zapytała zaskoczona matka. Do tej pory deklarował, że tylko z nią się ożeni. 
Dopytała syna spokojnie: 
– A to dlaczego?
 Bo jest ładna i... dobrze tańczy – odpowiedział zdecydowanie Pan C.



*odniesienie koloru do wydobywanego nieopodal Ślesina i kina "Gopło" węgla brunatnego

środa, 21 marca 2012

Plateau

Marian i Hela są małżeństwem od czasu studiów, o czym niejednokrotnie wspominał Pan C. Na przestrzeni lat różnie się układały ich relacje, ale najczęściej było (i jest) tak, jak życzy sobie Hela. Owszem były i są okoliczności, gdy Marian jest górą. Są to jednak sporadyczne i wyjątkowe okazje.

Był piątkowy wieczór, obydwoje położyli się do łóżka, w powietrzu unosił się zapach świeżo wykąpanych ciał. Marian przysunął się do Heli i zaczął muskać ustami jej szyję i ramiona. Hela odwzajemniała pocałunki. Ich dłonie delikatnie i czule błądziły po wilgotnej skórze. Marian czuł, jak krew coraz żywiej krąży w ciele, a skronie pulsują intensywniej. Emocje osiągnęły wysokie napięcie, by nie powiedzieć... naprężenie. Marian już chciał przejść do kolejnego etapu namiętności, gdy Hela powiedziała:
– Dziś pragnę, byś mnie przytulił tylko... nic więcej.
– Ala jak to? – zaoponował zaskoczony Marian.
– Marian, ty i mężczyźni w ogóle nie znacie i nie uwzględniacie emocjonalnych potrzeb kobiet.
Marian zamarł i poczuł się, jakby grom z jasnego nieba strzelił. Wiedział, że z amorów już nici. Pomyślał nawet, że dobrze byłoby rozchodzić powstałe napięcie, ale koniec końców zasnął niespełniony.

Kilka dni później Hela wyciągnęła Mariana na wycieczkę po galeriach handlowych. Wybierali się na jakieś przyjecie i postanowiła sprawić sobie jakieś wdzianko. W jednym z salonów dostrzegła coś, co mogłoby pasować na nią. W sumie były trzy sukienki i nie była zdecydowana, w której chciałaby pokazać się najbardziej.
– Weź wszystkie – powiedział Marian.
Oczy Heli rozbłysły, a na twarzy pojawił się promienny uśmiech. Jej wzrok padł też na buty, które pasowały do wybranych sukienek. Bagatela, kosztowały sześćset złotych! Marian stał obok i uśmiechał się przyzwalająco.
– Nie krępuj się – powiedział – chyba nie przepuścisz takiej okazji.
Twarz Heli zmieniła się nie do poznania, a oczy były zamglone, jak w fazie plateau. Radosna i szczęśliwa, że niebawem będzie posiadaczką wybranych rzeczy, podała je ekspedientce, by ta przygotowała rachunek.
– To teraz może pójdziesz i zapłacisz, kochanie? – zwróciła się do Mariana.
Ten odwrócił się ku Heli, rozchylił szeroko ramiona i z uśmiechem powiedział:
– Teraz to pragnę tylko się przytulić... nic więcej.
– Jak to? – zapytała zdezorientowana Hela.
– Hela, ty i kobiety w ogóle nie uwzględniacie możliwości finansowych mężczyzn.




niedziela, 18 marca 2012

Pan C. ukarany

Pan C. należy do tej znakomitej większości mężczyzn, którzy jeśli chodzi o zakupy kombinują, jak koń pod górkę, by tej wątpliwej przyjemności uniknąć. Ale tak to już w życiu bywa, że w określonych okolicznościach i przy zdecydowanej postawie Koleżanki Małżonki, zakupy stają się wolnym wyborem, czyli... uświadomioną koniecznością. Inaczej mówiąc, przekładając z kobiecego na nasze, karą za to, że jest się facetem. Immanuel Kant - mimo iż nie doświadczył radości ożenku  miałby tu wiele do powiedzenia. Tak się złożyło, że w środę wieczorem Koleżanka Małżonka zapytała Pana C.:
 Jakie masz plany na czwartek?
Pan C. nie spodziewał się w pytaniu żadnego podstępu i zgodnie z prawdą odpowiedział, że nic szczególnego. Gdybyż wiedział, co za chwilę usłyszy zastanowiłby się dwa razy nad odpowiedzią.
 Wiesz    powiedziała Koleżanka Małżonka - na jutro wzięłam wolne i możemy zobaczyć meble, bo ta kanapa i fotele w salonie są już zniszczone.
 Ale przecież ustaliliśmy, że oddamy je do renowacji  próbował oponować Pan C.
 Tak  odpowiedziała zdecydowanie Koleżanka Małżonka  ale doszłam do wniosku, że trzeba coś zmienić. Nie zajmie to nam zbyt wiele czasu... góra dwie godzinki.
Następnego dnia rano Pan C. smakował gorzką kawę i łudził się, że w okolicy południa będzie już po wszystkim. Nie przewidział jednak dwóch rzeczy: utraty poczucia czasu i determinacji swojej połowicy. Wyruszyli sprzed domu punktualnie o dziesiątej. Po wizytach w dwóch salonach był pełen optymizmu. Nic, dosłownie nic nie pasowało do wystroju ich domu. Zakładał, że Koleżanka Małżonka podda się i zakończą przegląd ofert sklepów meblowych. Jakież było jego zdziwienie, gdy zaordynowała wyjazd do sąsiedniego powiatu. W każdym razie z ostatniego salonu wychodzili zrezygnowani kwadrans przed piętnastą. Gdy wsiedli do samochodu Pan C. zapytał:
 I co w tej sytuacji?
 No, jak to co? Wracamy, a meble oddamy do tapicera. Przecież mamy to już ustalone  odpowiedziała Koleżanka Małżonka.
 A nie mogliśmy zrobić tego od razu, tylko poświęcić pięć godzin i przejechać osiemdziesiąt cztery kilometry???
Koleżanka Małżonka przemilczała. Wyczuła w głosie Pana C. narastającą irytację. Ten zaś przypomniał sobie w tym momencie napisaną przez najpoczytniejszego grafomana przełomu XX i XXI wieku powieść zatytułowaną Alchemik. Od razu się uspokoił i włączywszy silnik samochodu pozwolił myślom swobodnie bieżyć za własną legendą.

Szczęśliwy facet na zakupach:-)))

czwartek, 8 marca 2012

Hela się zna

Pan C. odkąd popełnił małżeństwo przestał się interesować typowo męskimi pasjami takimi, jak sport, czy szybkie samochody. Nie zrezygnował jedynie z atencji i zainteresowania płcią przeciwną, ale nie poczytuje sobie tego za wadę. Ma to zresztą po swoim ojcu, który mimo osiemdziesięciu dziewięciu lat potrafi, gdy są razem w samochodzie, skłonić go, by zwolnił nieco, gdyż chce się przyjrzeć idącej po chodniku reprezentantce płci przeciwnej. Ot, takie wesołe życie staruszka!
Daj nam, Panie Boże, tyle zdrowia i sił witalnych, co w nim drzemie.

Niedawno Pan C. sprawił sobie nowy samochód, gdyż poprzedni wydał się wysłużony i drogi w utrzymaniu. Wybierając model założył, że najważniejszym kryterium jest silnik napędzany na benzynę i gaz. Reszta już miała mniejsze znaczenie.  W wyborze oczywiście pomagał mu Marian, który w tej materii był dla Pana C. autorytetem. Po udanym zakupie przyjechali do domu Mariana, gdzie już czekała na nich Hela. Poczęstowała kawą i czymś słodkim, by uczcić udany zakup samochodu. 
 Drogi Panie C. – zagadnęła Hela - to jaki w końcu jest ten twój samochód?
Pan C. zdążył tylko wymienić markę samochodu i już chciał opowiadać o zaletach silnika, automatycznej skrzyni biegów, bo to wszystko wiedział od Mariana, ale nie zdążył się wykazać
– Bo wiesz, Panie C. – nadawała Hela – znam się na tej marce samochodów. Powiedz mi zatem jaki kolor wybrałeś?
– Srebrny metalic..
– Bardzo dobry samochód i marka!  oceniła Hela – Łatwy w utrzymaniu i niebrudzący. Samochód w sam raz dla faceta. Zapewniam cię, że długo nim pojeździsz... bez konieczności mycia. 

sobota, 3 marca 2012

Krowa, maszyna do szycia i... 200 rubli

W poprzednim wpisie Pan C. opowiedział, jak to w dzieciństwie badał składowisko rodzinnych staroci. Ta pasja okazała się trwała i dziś w jego zbiorach znajduje się wiele przedmiotów, zdjęć, listów oraz kartek, które były świadkami rodzinnych historii. Pan C., gdy tylko dotyka tych skarbów odczuwa szczególne wibracje, które przenoszą go w czasie. Ulubionym słowem, którego używa na określenie związanych z tym stanów ducha i emocji jest... metafizyka.

Dablju odnosząc się do ubiegłowiecznych eksploracji Pana C. napisała: 
(...) strych, piwnica, stare opuszczone domy, kryją w sobie ogromne pokłady tajemnicy. Ktoś tam był, mieszkał, pozostawił po sobie ślad.. Czesto można tam odnalezc słowa klucze które pozostawione na widokówkach, dokumentach, gazetach mówią o życiu właściciela.
W momencie przeczytania powyższej uwagi zapach strychu znów podrażnił nozdrza Pana C. Opuszki palców szukały bezwiednie pożółkłych kartek starych listów, a wzrok padł na znajdujący się na kredensie prezent ślubny dziadków.

Stefka bierze do Ślesina 200 r[ubli] i krowę i maszynę do szycia. Maszyna kosztuje 50 rb. i krowa Marta 50 rb. Do tego pościel i coś jeszcze z domu. [...]dałem jej 12 rb na ubranie do ślubu, [...] 5 rb intercyza przedślubna i trochę też kosztowała mała zabawa, więc wydałem na Stefkę 40 rb. 
(Wojciech Siwiński, List nr 3 do syna Franciszka, 25 września 1910 r.)

...Stefania 1910 roku wyszła za mąż za K/-/kiego Władzia, mówie Władzia, bo to był brat ciotecz­ny, był już wdowcem, mieszkał w Ślesinie i prowadził wars[z]tat wyrobu bryczek i powozów, obecnie nie żyje, zmarł kilka lat temu, pochowany w Ślesinie, zostało 3 synów. 
(Pamiętnik dla potomności - Fr. Siwiński 1963).


Pradziadek Pana C. wykosztował się nieco, bo w sumie wydał 340 rubli. Postawienie obory kosztowało  wówczas 250 rubli. Kto miał córkę musiał się liczyć z wydatkami.
Pan C. ma jedną córkę, pradziadek miał cztery.

Prezent ślubny dziadków Pana C.
(sierpień 1910)

Podpis producenta na odwrocie podłużnego talerza

Товарищество М. С. Кузнецова




czwartek, 1 marca 2012

Pakamera Pana C.

Pan C., gdy był całkiem małym chłopcem, a było to w połowie lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, mieszkał w bardzo dużym domu z werandą porośniętą dzikim winem. Jesienią ukochana babcia z dojrzałych owoców dzikiego wina robiła sok lub dżem o niepowtarzalnym smaku. Z werandy, znajdującej się na wysokości pierwszego piętra, prowadziły drzwi do tajnych i poufnych pomieszczeń, w których znajdowały się nieużywane przedmioty, stare książki i zeszyty. Czasami udawało się Panu C. zakraść niepostrzeżenie i buszować w otoczeniu rzeczy pachnących czasem i starością. Przyjemność była przerywana przez dorosłych zaniepokojonych jego cichą nieobecnością.

Ojciec Pana C. - 1937

Do dziś w pamięci Pan C. zachował emocje i ten szczególny dreszczyk towarzyszący wchodzeniu w zakazane rewiry. Ostatnio zakradł się do swojego bloga od strony zaplecza, poszperał tu i ówdzie, i co najważniejsze, nie wyrządził żadnej szkody. Najbardziej zaintrygowały go statystyki, ale nie w części, która mówi ile było odwiedzin, skąd  były wejścia itp. Najsmakowitsze okazały się informacje o tym, w oparciu o jakie słowa kluczowe wyszukiwarki trafiały na to poletko Pana C.

A oto urobek wyszukiwarkowych robotów:
  1. robot
  2. neustettin
  3. kardamon
  4. kiszone pomidory
  5. konfitura z zielonych pomidorów
  6. runkeeper
  7. droga do sexu
  8. pachnidło
  9. niewolnictwo
  10. pachnidło
  11. pszczoły sprzedam
  12. ilustracja dobra i zła
  13. caddicus twitter
  14. bezdomny
  15. caddicus
  16. płuca
  17. sam chłopak rysunek
  18. elizebeth konin
  19. trzymasz w rece caly świat
  20. wagony pociagu tunel pod kanałem la manche zdjęcia
  21. william blake anioł dobra i anioł zła
  22. bezdomny
  23. bóg