czwartek, 9 lutego 2012

Dupa krowy

Zdarzenie miało miejsce w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Mniej więcej w połowie trwania wojny polsko-jaruzelskiej Pan C. odbywał praktyki pedagogiczne w studium nauczycielskim i prowadził zajęcia z historii filozofii. Przekrój grup był dość szeroki, bo miał do czynienia z jednej strony z przyszłymi przedszkolankami i nauczycielami zajęć technicznych z drugiej zaś z tymi, którzy w przyszłości mieli być nauczycielami wychowania fizycznego. Większość traktowała historię filozofii za dopust Boży, ale uczestniczyła w umiarkowanie uprzejmy sposób. Najgorzej zajęcia znosiła grupa przyszłych wuefistów, w której jeden z wybitnie uzdolnionych cały czas rozmawiał i komentował, jaka to dlań strata czasu.
Pan C. w pewnym momencie nie wytrzymał, przerwał wykład i zwrócił się bezpośrednio do studenta:
- Może pan się nieco skupi i posłucha? Może się pan czegoś ważnego dowie?
- Ale po co? - odpowiedział butnie - Przecież nie będę na wuefie uczniom mówił o Sokratesie i Platonie!
- To prawda, ale bardziej chodzi mi o... pana - odpowiedział pan C.

W tym miejscu warto przytoczyć zdarzenie opisane w jednym z bardzo wielu listów, jakie otrzymał profesor Miodek. List napisał starszy pan, który do szkoły uczęszczał jeszcze w okresie przed drugą wojna światową. Była to lekcja fizyki lub matematyki, a o czystość językową dbali wówczas wszyscy nauczyciele, a nie tylko poloniści. Nauczyciel poprosił do tablicy jednego z uczniów, aby omówił jakieś zagadnienia. Wezwany odczuwając pustkę w głowie wzrokiem szukał pomocy w klasie.
-Rozchodzi się o to... rozchodzi się w tym o to... yyyy, rozchodzi się... - tak dukał i dukał. Nauczyciel, mimo że cierpliwy, słuchał tego z coraz większą irytacją. W końcu nie wytrzymał i podniesionym głosem powiedział:
-Rozchodzi to się krowie dupa przy cieleniu, a tu CHODZI o coś!!!



55 komentarzy:

  1. No, bo jak by to brzmiało: "rozchodzi mi się o to, aby język giętki..." :):)
    Nauczyciel miał rację.
    Chociaż mam koleżankę polonistkę , która sama robi błędy językowe. Mówi np. wziąść, włanczać. Niezręcznie jest mi zwracać jej uwagę, bo jest ode mnie starsza. I sama nie wiem, jak jej to delikatnie powiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
  2. D***,
    Oczywiście jest tak, jak napisałaś. Szkoda, że niektórzy poloniści nie są tak sprawni językowo, jak przedwojenni nauczyciele przedmiotów ścisłych.

    Eulalio,
    :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Caddicusie, tytuł "zarąbisty", ale warto czasami właśnie w ten sposób zwrócić uwagę na takie drobiazgi, jak poprawna polszczyzna. Wiem, że sama często popełniam błędy w mówieniu, ale zawsze się staram... Nie obrażam się, gdy ktoś zwróci mi uwagę.
    Przyznam, że pointa ubawiła mnie. Poprzez swoją dosadność utrwaliła poprawną formę:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. caddi? :))))) od strony merytorycznej, to bym sie tylko czepnęła biologiczno-anatomicznych własciwości zwierzęcia. bo czy to aby dupa krowie się rozchodzi przy cieleniu..no...bym się spierała ;)))) no i znowu sie czepiam, cojasiamaju saboju...! :) ide sie skarcić!

    OdpowiedzUsuń
  5. Transparentna, kwestie anatomiczne przekazane wiernie z zapisem listu. Zresztą nie były one głównym przedmiotem wypowiedzi profesora i miały na celu jedynie poprawność językową. Niestety nie jestem w stanie przekazać Twojej uwagi autorowi wypowiedzi.

    HerbaTee, tytuł też mi się podoba.

    OdpowiedzUsuń
  6. Też myślę, że nie ma znaczenia, co akurat się rozchodzi krowie podczas... :), natomiast z cała pewnością profesorowi " rozchodziło się " o to, by tak nie mówić :):) Mnie się opowieść bardzo podoba. A na zajęcia do Pana C. z historii filozofii chętnie bym pochodziła, szkoda, że nie znalazłam się w odpowiednim miejscu i czasie:) No ale, za młodam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedyś na ćwiczeniach z matematyki kolega nie ogarniał zagadnienia, jakie próbowała wbić nam do głowy wiekowa już pani doktor. Zirytowana matematyczka wygłosiła do niego zdanie, które zapamiętałem do dziś:

    "No wie Pan! Jak Pan nie wie? To. (pauza).. To wie Pan!

    OdpowiedzUsuń
  8. Jaki jest ulubiony zwrot polonistów? "Obie formy są dopuszczalne". ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale tylko wtedy, gdy nie są pewni , która forma jest rzeczywiście poprawna :).

    OdpowiedzUsuń
  10. D***, Pan C. od lat nie prowadzi zajęć, ale miło, że składasz deklarację udziału.
    Grafo, cytowany profesor na pewno nie był przedwojenny.
    Cane, dobrze, że już wróciłeś z Wichrowych.

    OdpowiedzUsuń
  11. To ja opowiem moje ulubione wspomnienie z ogólniaka.
    Mieliśmy matematyka, który tworzył tak dziwne słowa lub zdania ( "masło maślane" )lub mówił jakąś gwarą czasem, że trudno było powstrzymać nam- gówniarzom, śmiech.
    Pewnego dnia nasz kolega doigrał się tym ...śmiechem właśnie.
    Było to mniej więcej tak:
    Matematyk przeglądając nasz podręcznik, spytał:
    - to którO zadanie było zadane?
    Kolega nie wytrzymał. Odpowiedział, odważnie i bardzo głośno;
    - dziewiątO!
    Klasa ryknęła śmiechem. A matematyk spokojnie:
    - aha. To proszę pan, panie Kowalski do tablicy
    :)

    " Pan" Kowalski dostał lufę, rzecz jasna.
    :)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mój prof. od matematyki mówił: "następną razą":)

      Usuń
  12. Przesadnym purystą językowym nie jestem, hehe. Można jednak wyróżnić język notki - o ile autor stara się dopieścić mowę ojczystą - i język komentarza. Tu (chyba) mamy większą dowolność, gdyż czasem potoczystość czyli "piszę jak myślę" ułatwia przekaz. Łatwiej oddaje pewne smaczki, gdyż komentarz jest siłą rzeczy znacząco ograniczony ilością miejsca.

    OdpowiedzUsuń
  13. Z historii filozofii miałam fajnego wykładowcę, wiec nie było problemu z zrozumieniem. Myślałam, że ta wiedza pójdzie w zapomnienie, a znalazła zainteresowanie u chłopca z porażeniem mózgowym. Wystarczy dobre narzędzie :).

    OdpowiedzUsuń
  14. Angie, podobną manierę mówienia miał u mnie w liceum profesor od biologii, który mówił w stylu ptaki latajO, ptaki fruwajO

    Wugusiu, i mnie nie dotyczy puryzm językowy. Świadomy jestem własnych błędów i niedoskonałości, ale warto próbować mówić i pisać poprawnie.

    Kadarko, nigdy nie wiadomo w jakich okolicznościach otrzymana wiedza może się przydać. Lepiej wiedzieć więcej niż mniej.

    OdpowiedzUsuń
  15. Mnie wydaje się, że mówię i piszę w miarę poprawnie, ale kiedy drugiego bodaj dnia w nowej pracy dopadł mnie stres gigant, to opisałam pewne zdarzenie gospodarcze, nadając mu numer "trztery" /faja/...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie był zaden stres, po prostu było Ci zimno
      poker

      Usuń
  16. Charmee, i tak należy czszymać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj widzę dyskusja językowa...;)
      Skoro jednak Caddi, przywołałeś pewną część ciała już w tytule, pozwól, że i ja w tym temacie...
      Siedzą dwie dziewczyny w oknie.
      Jedna do drugiej:
      - Ty, zobacz, idzie Ziutek z kwiatami. Znowu będę musiała mu dać dupy...
      - A co? Nie masz wazonu??? :)

      Usuń
    2. Kwiaty sa wstępem do ciagu dalszego, jak widać:-)

      Usuń
  17. Proponuję drugą wersję:
    ... rozchodzi się o to, że...
    -Rozchodzą to się nogi, drogi i małżeństwa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iście filozoficzne podejście: od szczegółu do tezy o wymowie uniwersalnej:-)

      Usuń
  18. A moja matematyczka z podstawówki zawsze nas poprawiała. "Mówi się tysiączne, a nie tysięczne" (np 1 i 4 tysiączne) ...promila ;))).
    Charmee, "trztery" brzmi bombowo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cane, a mnie w tym momencie przypomniał sie film z Hugh Grantem:
      Trztery wesela i pogrzeb.

      Usuń
  19. D*** (vel Degwiazdka)11.02.2012, 09:00

    A mnie się przypomniało jak młodsza ma latorośl mówiła: krówkofalówka( to a'propos krowy:) )
    Dzień dobry:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a moje siostry pogryzły się kiedyś w dzieciństwie(jedna ugryziona została w nos a druga w palec), bo jedna obstawiała, że mówi się ''kombizezon'' a druga ''kombizenon'' ;)). mój brat natomiast miał zwyczaj mówić: ''ja to żemse samse zrobiłem''. a jeszcze inna siostra, na ziemniaki mówiła ''klochetki''.

      Usuń
  20. DeGwiazdko, skojarzenie przednie. Dzieci jeśli nie rozumieją to podstawiają znane i podobnie brzmiące słowa. Mnie w tej chwili przypomniały się dwa:
    - w latach sześćdziesiątych, gdym jeszcze bywał w kościele regularnie jako dziecko, pamiętam, że miałem problem ze zrozumieniem wyznania wiary (Credo), w którym jest napisane ...zstąpił z nieba i za sprawą Ducha Świętego począł się z Maryi Dziewicy.... Mnie jako dziecku ten fragment brzmiał w uszach następująco:
    ...zstąpił z nieba i za sprawą Ducha Świętego począł się ze zmarłej dziewicy.... W głowę zachodziłem i miałem problem teologiczny, w jaki sposób i po co Pan Jezus miał wziąć martwe ciało dziewicy.
    - w latach osiemdziesiątych miałem okazję słyszeć pieśń pielgrzymkową, która brzmiała w jednej frazie mniej więcej tak ...śliczna i niepokalana.... Nam zas wychodziło: ślicznaś ino po kolana.

    OdpowiedzUsuń
  21. Świetne!!!Rewelacja :):)
    to ja opowiem dowcip ( z kolanami )
    Lekarz do pacjenta:
    -Te nogi to ma pan takie krzywe od małego?
    -Nie, dopiero od kolan....

    OdpowiedzUsuń
  22. Wpis przedni, a komentarze jeszcze pyszniejsze. Jak niewiele trzeba, by przywołać wspomnienia i śmieszne sytuacje. Mnie przypomniała się opowiastka, którą gdzieś przeczytałam. Dotyczy ona zdarzenia z udziałem ówczesnego arcybiskupa Krakowa karola Wojtyły. Był gdzieś z wizytacji w parafii i witająca go przedstawicielka rady parafialnej - bardzo zestresowana - powiedziała:
    "Czcigodny, Najprzystojniejszy (miało być: Najdostojniejszy) Księże Kardynale!"
    Wojtyła słuchając spojrzał na najbliższych dostojników i miał powiedzieć z uśmiechem: "Coś w tym jest!":-)

    OdpowiedzUsuń
  23. HerbaTee,
    znam tę historyjkę i chyba sam kiedyś wspominałem ją w komentarzu. Nie wiem, czy akurat na swoim blogu, czy może gdzieś w miejscu zaprzyjaźnionym.
    Poczucie humoru Wojtyła miał pierwszej jakości.

    OdpowiedzUsuń
  24. Pychotka- tylko tyle powiem. Wdzięcznym Autorowi, ale też Komentatorom. Bo mnie odmłodzili bardzo stare dowcipy przypominając. "I pemsję też masz małą". A z językiem, to ... bywają międzypokoleniowe kłopoty. Gdy lat nie tak znów temu wiele, ktoś napisał, że "bramka była pod obstrzałem", to śp Szef nauczał: "Ostrzał, obszać to możesz stodołę..." A teraz ostrzał i obstrzał, kluska i klusek, rodzynka i rodzynek, pomarańcza i pomarańcz... Ale ja tam wciąż wolę język tych wpisów CC... Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomarańcza i rodzynek
      To przysmaki- rzekł mój synek.
      Dobrze mówisz, więc mój synku
      Masz w nagrodę garść rodzynków.

      Ten wierszyk pozwolił mi w bardzo wczesnej młodości zapamietać poprawne formy. :)

      Usuń
    2. Ale to było drzewiej, dziś normy nam ( i językowi) pozmieniali...

      Usuń
    3. Pomarańcza pozostała pomarańczą, z rodzynkiem bywa różnie. A moja bardzo wczesna młodość nie była aż tak dawno i aż tak szybko normy językowe się nie zmieniają. :):) Naprawdę. :)

      Usuń
    4. U mnie też jest pomarańcza, ale w słowniku profesora Szymczaka...

      Usuń
    5. Będę się spierać. Chyba że "pomarańcz" jako nazwa koloru, wtedy tak. Słownik PP uznaje pomarańczę jako nazwę jedynie poprawną dla owocu. Podobnie TO winogrono, a nie TEN winogron.:)
      Pozdrawiam ciepło zimową porą :)

      Usuń
  25. ech, tak! długo by można jeszcze wymieniać takie wpadki językowe, jak choćby naszych zacnych dziadków mówiących m.in; ''a zobacz no tam w tym internacie co piszą..."
    słyszałam tez taką anegdotę, że podobno pan szaranowicz komentujac jakis mecz miał powiedziać: ''Włodek Smolarek krąży jak elektron koło jądra Zbyszka Bońka'' :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A owe panabohdanowe, wyścigowe: "Jadą, jadą... Kolarz przy kolarzu, pedał przy pedale..."

      Usuń
  26. Różnica pokoleń i techniki sprawiły, że w pamięci mam moją nieodżałowanej pamięci babcię, która polecała mi w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku: zdmuchnij światło! choć w domu było światło elektryczne. Z czasem zrozumiałem to wyrażenie, jako pewien nawyk językowy będący skutkiem używania przez wiele lat światła lamp naftowych. Tu zdmuchiwanie światła, jak najbardziej zasadne.
    Barnaba zna powyższe okoliczności, gdyż moja babcia była najmłodszą siostrą jego dziadka:)

    OdpowiedzUsuń
  27. Miły CC.
    Jeszcze raz pomyślałem ( głowa boli, ale cóż) i w nawiązaniu do jednego z dwóch Twoich tytułowych rzeczowników nawiążę. W latach szkolnych ( jakże dawno) ten na d. dołączaliśmy do nazwy stołecznej ulicy. Ale ubaw: d-Twarda, Żelazna, Wiejska. Marszałowska, Dowcip,Francuska, Międzynarodowa,Miodowa, Długa, Kozia, Piękna, Książęca, Chłodna,Grzybowska,Jana Kazimierza i tak dalej. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  28. Przednia myśl, by oswoić właśnie w taki sposób pompatyczność nazw i miejsc:)

    OdpowiedzUsuń
  29. Caddi. Po egzaminie z dwudziestolecia międzywojennego, który przeprowadził znajomy profesor na jednej z olsztyńskich uczelni, pozostała mi w głowie taka anegdota. Pojawił się wieczorem w umówionej knajpce strasznie zdruzgotany i wymęczony poziomem zdających. Opowiedział jednak z pewnym rozbawieniem o jednej takiej naukowczyni, która w co drugie zdanie wtrącała przepięknie brzmiące "o co ja głupia mówię!"... Na koniec egzaminu profesor westchnął ciężko i rzucił: "bardzo dobrze, bardzo dobrze, o co ja głupi robię".... Wstawiając oczywiście adekwatną do wypowiedzi ocenę :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Max, często robimy rzeczy wbrew deklaracjom i rozsądkowi, ale... przecież to takie ludzkie:)

    OdpowiedzUsuń
  31. Nie uzywam okreslen "chodzi /rozchodzi sie o cos" gdyz uwazam, ze cosie ani nie chadzaja, ani sie nie rozchodzaja. Nie zauwazam zadnej roznicy pomiedzy takim upersonalnianiem cosiow, a nawet nie widze powodu do grubianskiego preferowania jednego z nich.

    OdpowiedzUsuń
  32. Marta Pycior,
    rozumiem Twą wypowiedź w części dotyczącej co używasz i co uważasz, natomiast ni ząb nie pojmuje o co Ci chodzi z uwagą dotyczącą grubiańskiego preferowania czegoś tam. Czy chciałaś w ten sposób powiedzieć, że w powyższym wpisie wykazałem się grubiaństwem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie chcialam powiedziec (i nie powiedzialam).
      Widze grubianstwo i agresje ze strony cytowanego za Miodkiem nauczyciela.
      Dbalosc o czystosc jezyka nie zawsze idzie w parze z kultura.

      Usuń
  33. Marta Pycior,
    Może i język nauczyciela dosadny, ale za to nauka nie poszła w las skoro po kilkudziesięciu latach świadek tego zdarzenia opisał je i przyznał, że dzięki temu na całe życie zapamiętał, że zawsze chodzi o coś. Metoda może mało elegancka, ale prowadząca do celu:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem zwolennikiem makiawelicznego planu pt. "Cel uswieca srodki". Stosujac go nie jestesmy w stanie przewidziec skutku. Uwazam, ze zasada uswiecania srodkow celem sluzy glownie na uspakajaniu swiadomosci.

      Usuń
  34. Marto,
    macchiavellizm jest sposobem osiągania celu przez wyrządzanie zła. Mówienie o nim w odniesieniu to mało eleganckiej formy wypowiedzi jest, delikatnie mówiąc, naciąganiem.
    Brak elegancji nie jest złem, jest kwestia estetyki słowa.

    OdpowiedzUsuń
  35. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  36. Marto,
    Sądzę, że różnica jest istotna. Macchiavelli opisał w Księciu przemyślane działania na rzecz państwa, natomiast nauczyciela wypalił spontanicznie.

    OdpowiedzUsuń
  37. Cóż, powyższy komentarz jest do komentarza, który Autorka usunęła. Ale niech zostanie:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy rzeczywiscie da sie obronic wulgarnosc w afekcie? zakladajac, ze ofiara jest slabsza i z racji stanowiska - podporzadkowana?

      Usuń
  38. Marta Pycior,
    Znaj proporcjum, Mocium Panie!!!!
    Przedłużająca się dyskusja o wypowiedzi pochodzącej z okresu okołowojennego odbiega od sedna wpisu. Kończąc dopowiem, że dosadność jest częścią naszego języka i wcale nie poczytuję tego za coś złego. Uładzone słowa nie zawsze przemawiają do wyobraźni, a tym bardziej nie zapadają w pamięć tak, jak przytoczona przez profesora Miodka.
    Zapraszam do wypowiedzi pod innymi moimi wpisami:-)

    OdpowiedzUsuń