piątek, 24 lutego 2012

Kolor z podświetleniem

Marian i Hela mają w domu komputer stacjonarny, który jest spadkiem po synach oraz laptop, który  używany jest głównie przez Mariana. Hela w pracy i w domu posługuje się komputerem stacjonarnym,  na którym opracowuje prezentacje i redaguje dokumenty. Do tej pory wystarczał jej sprzęt posiadamy w pracy oraz ten wysłużony domowy.
– Wiesz, Marian – powiedziała pewnego wieczoru – potrzebuję nowy laptop. Taki tylko dla siebie.
– Ale po co ci nowy sprzęt? Przecież ten, który masz w zupełności wystarcza.
W tym momencie dostrzegł złowrogi błysk w jej oczach. Uświadomił sobie, że zbyt pochopnie wyraził negatywną opinię o jej pomyśle. Nim zdołał załagodzić niestosowność swojej uwagi Hela już przejęła inicjatywę w rozmowie:
– Żartujesz ze mnie! Ty jeśli coś chcesz... nowy telefon komórkowy, laptop, czy choćby zegarek to bez problemu kupujesz, a gdy ja chce coś mieć dla siebie to od razu wielkie halo! Koleżanki w pracy mają swoje laptopy, a ja jestem, jak uboga krewna. 
– Dobrze, już dobrze, Heluś  – łagodził Marian. –  Źle mnie zrozumiałaś, to było raczej pytanie, a nie, że ci odmawiam czegokolwiek. Przecież wiesz, że dla ciebie wszystko...
Koncyliacyjna postawa Mariana uspokoiła ją na tyle, że kontynuowała spokojnym głosem dalej. Marian patrząc na Helę wiedział, że jest przy nim tylko ciałem, a myślami przy wymarzonym cacku, które czule gładzi i dotyka.
– Wiesz, jaki jest najlepszy? - zapytała.
– Wszystko zależy od tego, co chcesz na nim robić, ale warto zwrócić uwagę na procesor, kartę graficzna i  kartę dźwiękową oraz pojemność dysku. Laptop to zakup na parę lat, więc trzeba wybrać model o bardzo dobrych parametrach.
– Też tak uważam kochanie i właśnie już sobie taki bardzo, ale to bardzo dobry model upatrzyłam. Byłam nawet już w Media Markt...
– Jaki to model?  –  spytał przytomnie Marian.
– No, jak to jaki??? Zielony z podświetlaną klawiaturą!



Posted via Blogaway

poniedziałek, 20 lutego 2012

Ci obrzydliwi Żydzi

Rytuały żydowskie, zwłaszcza te związane z ofiarą baranka, znalazły przyjazną przystań i twórcze rozwinięcie w chrześcijaństwie. Ogromną rolę odgrywała krew, która widoczna jest w symbolu ofiary Jezusa i kontynuowana w obrzędzie eucharystii. Gdy Piłat oponował przeciw skazaniu Jezusa za bluźnierstwo, gdyż czuł iż jest to spór stricte religijny, a reprezentujący naród żydowski przedstawiciele Sanhedrynu mieli powiedzieć, że biorą na siebie cała odpowiedzialność:
– Krew jego na nas i na nasze syny!
Te rzekomo wypowiedziane słowa stały się podstawą do prześladowania Żydów w całym chrześcijańskim świecie. Z reguły myślimy, że te sprawy i zdarzenia są odległe geograficznie i czasowo, podczas gdy przeszłość tak naprawdę jest współczesna, a fałszywe oskarżenie sprzed lat jest asumptem kultu eucharystii - najświętszej rzeczy w katolicyzmie.
Rok 1215, sobór laterański IV rozstrzyga spór teologiczny dotyczący natury obecności Jezusa w hostii. Ojcowie soborowi przyjmują, że podczas mszy dokonuje się transubstancjacja, czyli zostaje tylko zewnętrzna forma chleba i wina, natomiast w istocie mamy do czynienia z prawdziwym ciałem i krwią Jezusa.

Rok 1399, 15 sierpnia, piątek. Poznańskie Błonia. Żydzi poprzez przekupstwo wchodzą w posiadanie trzech hostii, gdyż chcą sprawdzić namacalnie, czy jest to rzeczywiste ciało Jezusa. Najpierw dźgają nożami i widzą, że wpływa prawdziwa krew. Wystraszeni próbują zwrócić hostie w studni, ale te wpływają i unoszą się. Odnalezione przez pobożnych katolików uroczyście zostają przeniesione do kościoła, ale wracają samoczynnie w miejsce odnalezienia. Zapada decyzja, by ufundować tam kościół. Tyle legenda, u podstaw której była nienawiść do tych, którzy w powszechnym przekonaniu byli winni śmierci Jezusa. Nie byłoby w tym nic dziwnego, bo w średniowieczu krążyło wiele opowieści dziwnych treści, zmyśleń, czy oskarżeń. Dziwi, że do takiego arsenału sięga się na początku dwudziestego pierwszego wieku.

Rok 2012. Parafia Bożego Ciała w Poznaniu. Promocja niedawno wydanej książki Mieczysława Noskowicza "Najświętsze trzy Hostie" (poprzednie wydanie w 1926 roku), która podtrzymuje średniowieczne oskarżenia mimo, iż wiadomo od dawna, że przywoływana opowieść należy do tzw. urban legend, które zalewały ówczesną Europę. Jest ona kłamliwa i pełna nienawiści, a upowszechnianie jej w imię czci dla eucharystycznego ciała Jezusa - stanowi zaprzeczenie temu wszystkiemu, czego nauczał Kościół w kwestii stosunku do Żydów. Odcięcie się kurii arcybiskupiej od tego wydawnictwa to trochę za mało, wydaje się, że arcybiskup Gądecki mógłby wykazać większe zdecydowanie i zabronić promowania fałszu prowadzącego do nienawiści.

––>> Poznaj Żyda!

Żydzi profanujący hostię 
Fresk w kościele przy ul. Żydowskiej w Poznaniu.
Żydzi wrzucający hostię do studni.
Parafia Bożego Ciała w Poznaniu.

wtorek, 14 lutego 2012

Nadczłowiek - Talmud wysiada

Pan C. jako człek wyrozumiały, cierpliwy i łagodny z pewną nieśmiałością przyglądał się wczoraj temu wszystkiemu, co pojawiło się w komentarzach pod zgoła niewinną notką o niemocy Mariana. Wieloletnie przebywanie w obecności białogłów wiele go nauczyło, ale jak widać żadna wiedza przeszła, teraźniejsza i przyszła nie jest w stanie ogarnąć zjawiska, jakim jest kobieta. Na okoliczność burzliwej niewieściej dysputy przestudiował wybrane fragmenty Talmudu, by lepiej zrozumieć ich naturę. Owszem, znalazł tam ciekawe wątki podane przez uczonych, choćby taki:
Skojarzenie udanego związku mężczyzny z kobietą jest tak trudne, jak rozdzielenie wód Morza Czerwonego. Potrzebna jest do tego nieskończona mądrość Boża. [...] obowiązkiem mężczyzny jest szukanie żony o umiarkowanym temperamencie, pełnej taktu, skromnej i pracowitej.

Niestety, cała wiedza o kobietach gromadzona przez pokolenia wybitnych rabinów okazała się funta kłaków warta wobec tego, co kobiety wnoszą w formie samowiedzy. Panowie! cywilizacja i cały znany nam świat rozpada się! Możemy wołać, jak onegdaj Rzymianie: Hannibal ante portas!

Co kobiety mówią same o sobie? Ano właśnie to:
  1. Możemy chodzić i w różowym i w niebieskim. 
  2. Wiemy , że nasze dzieci są na pewno nasze ( przynajmniej do czasu narodzin, bo w szpitalu może dojść do zamiany noworodków, o czym kobieta może nie wiedzieć). 
  3. Nie łysiejemy.
  4. Mamy swoje święto państwowe i międzynarodowe.
  5. Mamy pierwszeństwo przy ewakuacji rozbitków. 
  6. Nie płacimy rachunków.
  7. Możemy chodzić na wysokich obcasach.
  8. Umiemy się skupić na kilku rzeczach jednocześnie. 
  9. Jeżeli jesteśmy zakładnikami, to zostajemy uwolnione jako pierwsze.
  10. Gdy jesteśmy zdradzane, to jesteśmy ofiarami.
  11. Gdy my zdradzamy, to facet jest rogaczem.
  12. Możemy spać z przyjaciółką i nie zostaniemy posądzone, że jesteśmy lesbijkami,
  13. Rozróżniamy i potrafimy nazwać siedem odcieni każdego podstawowego koloru.
  14. Nasze toalety publiczne nie śmierdzą tak, jak wasze.
  15. Kiedy przebijemy oponę, nam zawsze zatrzyma się jakiś mężczyna, żeby pomóc, a was przejeżdżająca kobieta najwyżej ochlapie.
  16. Mamy wybitne powonienie i znamy się na perfumach, dla was każde perfumy pachną jaśminem albo bzem.
  17. Żona prezydenta jest pierwszą damą, a mąż pani prezydent kim jest?
  18. Żona ambasadora to pani ambasadorowa, a mąż pani ambasador?
  19. I mamy o niebo lepsze szczyty. Gdyby mogli ich doznać to na pewno, by umarli.
Uwaga! Ściągnięty plik html uruchomić w  przeglądarce Internet Explorer.




sobota, 11 lutego 2012

Stan podgorączkowy

Pan C., gdyby nie znał od trzydziestu lat Heli i Mariana miałby rzadką sposobność opowiadania historyjek z cyklu z życia wzięte. Mało tego, nie miałby poczuciaulgi, że nie jest na miejscu Mariana. Niby nic, a jednak cieszy.

Wczoraj po powrocie z pracy Marian oznajmił, że źle się czuje i musi się położyć. Hela pomyślała przez chwilę, że rzeczywiście coś mu dolega, bo nawet nie spytał o obiad. Gdy chciała mu go podać odmówił zdecydowanie, a z twarzy uderzało cierpienie. Pomogła mu się położyć, podłożyła poduszki pod głowę i troskliwie przykryła kołdrą.
- Co ci dokładnie dolega, Marian?
- Bolą mnie stawy i mięśnie, czuję temperaturę, drapanie w gardle i bardzo boli mnie żołądek - odpowiedział. 
- Obawiam się, czy nie jest to coś wirusowego - powiedziała Hela. - Może podjedziemy do lekarza?
- Nie ma potrzeby - zaprotestował gwałtownie.
W tym miejscu należy odnotować, że Marian unikał lekarzy jak ognia. Obawiał się, że wykryją mu jakieś straszne choroby. Wolał leczyć się domowymi sposobami stosując takie środki, jak woda z miodem i cytryną, czosnek, czy aspiryna. Hela zawsze... prawie zawsze miała w pogotowiu wszystkie niezbędne środki naturalne na wypadek niemocy Mariana.
Na początek podała mu wodę z cytryną i miodem, którą przyjął z bolesnym wyrazem twarzy. Pod pachę standardowo wsunęła termometr. Po kilkunastu minutach powróciła.
- Jaka temperatura? - spytał.
- Jest trzydzieści siedem i jedna kreska - odpowiedziała nie okazując zdziwienia
- Dziwne, bo czuję, jak mnie trawi gorączka - zaczął tłumaczyć się Marian
Hela przemilczała.
- Może podać ci pilota do telewizora?
- Tak, podaj proszę - powiedział Marian. - Może jakoś odwrócę uwagę od dolegliwości.
- Oczywiście, kochanie - powiedziała ze zrozumieniem. - To ty sobie leż i oglądaj, a ja wyskoczę do apteki, bo nie ma w domu aspiryny, ani fervexu.
Marian dopił zawartość kubka i zaczął bawić się pilotem przełączając kanały. Hela w tym czasie ubierała się  i gdy już zamierzała wyjść dobiegło wołanie:
- Kochanie, do której apteki jedziesz?
- Jak zawsze do Stylowej - odpowiedziała.
- Tam obok jest cukiernia Preus...
- Przecież boli cię żołądek - żachnęła się Hela.
- Już przestał - powiedział zmieszany. - Jestem głodny, a czuję, że jedyne co mogę zjeść to rurki z kremem i ptysie. Kup kilka.

czwartek, 9 lutego 2012

Dupa krowy

Zdarzenie miało miejsce w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Mniej więcej w połowie trwania wojny polsko-jaruzelskiej Pan C. odbywał praktyki pedagogiczne w studium nauczycielskim i prowadził zajęcia z historii filozofii. Przekrój grup był dość szeroki, bo miał do czynienia z jednej strony z przyszłymi przedszkolankami i nauczycielami zajęć technicznych z drugiej zaś z tymi, którzy w przyszłości mieli być nauczycielami wychowania fizycznego. Większość traktowała historię filozofii za dopust Boży, ale uczestniczyła w umiarkowanie uprzejmy sposób. Najgorzej zajęcia znosiła grupa przyszłych wuefistów, w której jeden z wybitnie uzdolnionych cały czas rozmawiał i komentował, jaka to dlań strata czasu.
Pan C. w pewnym momencie nie wytrzymał, przerwał wykład i zwrócił się bezpośrednio do studenta:
- Może pan się nieco skupi i posłucha? Może się pan czegoś ważnego dowie?
- Ale po co? - odpowiedział butnie - Przecież nie będę na wuefie uczniom mówił o Sokratesie i Platonie!
- To prawda, ale bardziej chodzi mi o... pana - odpowiedział pan C.

W tym miejscu warto przytoczyć zdarzenie opisane w jednym z bardzo wielu listów, jakie otrzymał profesor Miodek. List napisał starszy pan, który do szkoły uczęszczał jeszcze w okresie przed drugą wojna światową. Była to lekcja fizyki lub matematyki, a o czystość językową dbali wówczas wszyscy nauczyciele, a nie tylko poloniści. Nauczyciel poprosił do tablicy jednego z uczniów, aby omówił jakieś zagadnienia. Wezwany odczuwając pustkę w głowie wzrokiem szukał pomocy w klasie.
-Rozchodzi się o to... rozchodzi się w tym o to... yyyy, rozchodzi się... - tak dukał i dukał. Nauczyciel, mimo że cierpliwy, słuchał tego z coraz większą irytacją. W końcu nie wytrzymał i podniesionym głosem powiedział:
-Rozchodzi to się krowie dupa przy cieleniu, a tu CHODZI o coś!!!



poniedziałek, 6 lutego 2012

Pierwszy podryw Mariana

Pan C. często wspomina swojego przyjaciela z okresu studiów Mariana. Jego relacje z Helą stały się już legendą, a określenie Mariana mianem pantoflarza należą do najłagodniejszych. Owszem podejmował próby zmiany układu w związku z Helą, nawet chciał być asertywny, ale... bezskutecznie. Na Helę nie ma mocnych.

Już trzydzieści lat temu Pan C. dostrzegał u Mariana symptomy świadczące o słabości i bojaźni w relacjach z kobietami, choć wydawało się mu wówczas, że sobie z tym poradzi. Marian był wówczas chorobliwie nieśmiały. Pewnego razu po jakimś trudnym egzaminie wybrali się do klubu studenckiego. Przy barze dostrzegli atrakcyjną dziewczynę. Marian przez godzinę gapił się, ale nie miał odwagi podejść. Wreszcie Pan C. powiedział:
- Jeśli nie podejdziesz i nie zagadniesz, to pozwolisz, że Cię wyręczę...
- Ależ nieee.... już idę - powiedział Marian.
Podszedł do baru i usiadł obok piękności.
- Czy możemy chwilę porozmawiać? - zapytał szeptem.
Dziewczyna popatrzyła na niego i wrzasnęła:
- Chcesz się ze mną przespać?!!! [poprawka wg uwagi transparentnej]*
Wszyscy dookoła zamilkli i zaczęli im się przyglądać. Marian zamarł przerażony, poczuł jak krew odpływa mu z głowy, po czym chyłkiem powrócił do stolika.
Po chwili dziewczyna podchodzi do niego i przeprasza:
- Jestem studentką psychologii i badam, jak ludzie zachowują się w kłopotliwych sytuacjach. 
Marian otworzył szeroko oczy, spoglądał to na dziewczynę, to znów na Pana C. Wziął głęboki oddech i wrzasnął ile sił w płucach: 
- Dwie stówy za numerek wystarczy?!!!



*Było: Chcę się z Tobą przespać

piątek, 3 lutego 2012

Wiersze w serduszka

Nie wiem, czy Pan C. wspominał, że ukochana Mariana była i jest... kobietą renesansu i żadnej pracy się nie boi. Przed laty, gdy była tuż po studiach, podjęła pracę w szkole średniej. Mimo, iż z wykształcenia była prawnikiem podjęła pracę nauczyciela języka polskiego. Wymagało to od niej sporego samozaparcia i przygotowań, ale cóż to jest dla kogoś tak pracowitego i ambitnego, jak Hela.
Znając swój brak przygotowania do nauczania filologii polskiej nadrabiała to oczytaniem i perfekcyjnym przygotowaniem do każdych zajęć. Szukała wszelkich sposobów, by lekcje były ciekawe i atrakcyjne, a przekazywana wiedza była przyswajalna. W wolnej chwili przeglądała podręczniki, czasopisma i zwykłe gazety, bo nigdy nie wiadomo, gdzie można znaleźć coś pomocnego i godnego uwagi. Pewnego razu trafiła na ciekawy żart rysunkowy, który przedstawiał trzy uchwyty do papieru toaletowego. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby poszczególne obrazki nie były opatrzone podpisami.
Na pierwszym uchwycie zawieszony był biały papier z nadrukiem w serduszka. Hela nie wiedziała, czy koniecznie chciałaby używać takiego papieru, ale uśmiechnęła się, gdyż pod obrazkiem widniał napis liryka.
Na drugim uchwycie był zawieszony szary papier, a pod nim napis epika.
Wreszcie trzeci uchwyt, ale bez papieru z podpisem... dramat.
Pomyślała, że grafika może być znakomitym narzędziem do pokazania różnicy pomiędzy poszczególnymi (gatunkami) rodzajami literackimi. Nic tak nie oddziałuje na pamięć emocjonalną, jak żart, czy trafnie dobrany obraz. Chińskie porzekadło, że obraz wart więcej niż tysiąc słów miało znaleźć tu praktyczne zastosowanie.
Hela, jak umyśliła, tak też uczyniła. Aby efekt prezentacji był właściwy zleciła powielenie obrazka w większym formacie i przyniosła go na lekcję. Najpierw zreferowała wszystko na temat gatunków literackich. Na koniec, by utrwalić wszystko w pamięci uczniów postanowiła odwołać się do ich emocji i pokazała poniższą grafikę.


Na następnej lekcji przystąpiła do odpytywania. Wywołała kogoś, kto nie bardzo był przygotowany, na co wskazywała jego cierpiętnicza mina oraz jęknięcie, mające wzbudzić współczucie Heli. Ci, co ją znają wiedzą, że nie da się nabrać na jakikolwiek emocjonalny szantaż.
– Przecież to łatwe, na pewno coś pamiętasz - zachęcała delikwenta, który stał i przez dłuższa chwilę przeszukiwał zakamarki pamięci.
– No… przypomnij sobie - prosiła Hela cierpliwie . 
– A…. już wiem! - obwieścił radośnie niczym Archimedes wyskakujący z wanny - Wiersze pisze się wtedy, jak jest papier w serduszka, a jak papieru nie ma... to wychodzi dramat.

czwartek, 2 lutego 2012

Zgasło światło

Budzi się we mnie swoistego rodzaju przekora, gdy czytam słowa, jak te poniżej: 

[...]Słowa żalu oraz wspomnienia płyną od polityków, znawców literatury, przyjaciół noblistki oraz zwykłych ludzi z Polski i zza granicy. - Zgasło wielkie światło polskiej poezji - mówił Stefan Chwin. - Umarła spokojnie, we śnie - powiedział sekretarz noblistki Michał Rusinek. Premier Donald Tusk [...] była ona "uważnym świadkiem naszych codziennych zmagań w XX wieku". - Umiała o nich mówić takim językiem, który – jeśli chciało się słuchać – otwierał nas ku sobie, z prostego powodu, bo sięgał do naszych najgłębszych ludzkich uczuć[...] (onet.pl)

Dziwne drapanie pamięci nie pozwala przejść do porządku dziennego, bo żadne perfumy, czy dymy kadzielne nie niwelują odoru, jaki mimo upływu lat, drażni nozdrza.  W lutym 1953 roku kilku księży po sfingowanym procesie o szpiegostwo oczekiwało na wykonanie kary śmierci. Krakowscy literaci, w tym Wisława Szymborska, zdecydowali się uwiarygodnić i przyspieszyć ten akt barbarzyństwa: 

W ostatnich dniach toczył się w Krakowie proces grupy szpiegów amerykańskich powiązanych z krakowską Kurią Metropolitarną. My zebrani w dniu 8 lutego 1953 r. członkowie krakowskiego Oddziału Związku Literatów Polskich wyrażamy bezwzględne potępienie dla zdrajców Ojczyzny, którzy wykorzystując swe duchowe stanowiska i wpływ na część młodzieży skupionej w KSM* działali wrogo wobec narodu i państwa ludowego, uprawiali - za amerykańskie pieniądze - szpiegostwo i dywersję. Potępiamy tych dostojników z wyższej hierarchii kościelnej, którzy sprzyjali knowaniom antypolskim i okazywali zdrajcom pomoc, oraz niszczyli cenne zabytki kulturalne. Wobec tych faktów zobowiązujemy się w twórczości swojej jeszcze bardziej bojowo i wnikliwiej niż dotychczas podejmować aktualne problemy walki o socjalizm i ostrzej piętnować wrogów narodu - dla dobra Polski silnej i sprawiedliwej.

Poezja broni się sama, ale nie rozgrzesza czynów i zwykłego ludzkiego zaprzaństwa. 

_________
*Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży