wtorek, 3 stycznia 2012

Zuzanna od... promesji

Zuzanna to imię, które w szczególny sposób jest bliskie Panu C. 

Pierwsza Zuzanna to ta jedyna i niepowtarzalna z czasów dzieciństwa, która niczym Mały Książę została odnaleziona w czerwcu ubiegłego roku. Druga Zuzanna, która urzekła go przed bardzo wielu laty, to opisana w trzynastej księdze proroka Daniela żona Joakima.  Jej wierność, czystość i niewinność zostały wystawione na próbę przez dwóch obleśnych starców chcących z nią poswawolić pod nieobecność męża. Trzecia Zuzanna o wdzięcznym zdrobnieniu Zuzanka lub Zujka, jest mu współczesna i nastoletnia, a jej pasją jest taniec towarzyski. Panu C. muzyka w tańcu nie przeszkadza, ale dyskretnie śledzi jej taneczną karierę bez mała od dwóch lat. 

Nie przypuszczał, że w krótkim czasie pojawi się kolejna, która go zafascynuje nie mniej niż kiedyś Maria Skłodowska-Curie. Kilka dni temu przyszło Panu C. spędzić półtorej godziny w damskim salonie fryzjerskim. Nie żeby tam od razu podstawiał głowę, jak żaba łapę u kowala do podkucia. Po prostu czekał na ufarbowanie i wyfiokowanie Pierworodnego Szczęścia, a  że wszędzie było daleko, więc zdecydował się na lekturę kolorowych czasopism leżących na stoliku obok kawy, którą mu podano. Kto z kim i dlaczego, ile razy, itp. itd... to tylko niektóre z zajmujących wątków. Pomyślałby kto, że to czas stracony, a jednak pośród doniesień śmieciowych Pan C. trafił na informacje prowadzące go do czwartej Zuzanny. Zaintrygowała go na tyle, że po powrocie do domu postanowił pójść jej tropem. 

Urodziła się w połowie lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku, ukończyła studia w dziedzinie biologii morskiej i związała się na blisko piętnaście lat z dużym przedsiębiorstwem. Z mężem kupiła na wyspie Lyn u zachodnich wybrzeży Szwecji stary dom, który z mozołem odnowiła. W wolnym czasie prowadziła uprawę kwiatów i krzewów ozdobnych. To hobby dawało jej wytchnienie od pracy zawodowej. Często przynosiła różne sadzonki kolegom z pracy, którzy szukali ciekawych i ładnych roślin. Kontakt z przyrodą i cyklem przemian: wzrost, dojrzewanie, obumieranie i rozkład roślin zaowocował wieloma obserwacjami i refleksjami o szczególnym charakterze. Nic się nie marnowało, wszystko, co pozostawało i było odpadem (trawa, łodygi, liście) było rozdrabniane i kompostowane, by w następnym roku zostać wykorzystane jako nawóz pod nowe uprawy. Taki zaklęty krąg, w którym wszystko przenika się i przechodzi jedno w drugie. W 1996 roku Zuzanna rozstała się że swoim dotychczasowym pracodawcą, by zająć się wyłącznie swoimi uprawami. Zima jest okresem przestoju, ale i czasem na planowanie, lektury fachowe i... rozmyślania. Człowiek jest częścią tego samego ekosystemu, co świat zwierząt i roślin - skonstatowała - i mimo kresu życia działa wbrew naturalnemu cyklowi przemian, za wszelką cenę stara się poprzez obrzędy i szczególną praktykę, jak najdłużej zapewnić trwanie  swej cielesności. 

Ze śmierci człowieka nie ma żadnej korzyści dla środowiska, a cmentarze zajmują coraz więcej przestrzeni. Co roku na świecie umiera ponad siedemdziesiąt milionów ludzi.  Rozkład zwłok następuje pod ziemią bez dostępu tlenu, wszystko gnije i skaża środowisko. Tradycyjna utylizacja ludzkich szczątków trwa 20-30 lat w zależności od rodzaju gleby w jakiej zostają złożone Spopielanie zwłok też nie jest środowisku obojętne, gdyż w wyniku spalania dostają się do atmosfery szkodliwe gazy i pierwiastki. Czy zatem nie można spróbować czegoś ekologicznego? - pomyślała Zuzanna - Może warto efektywniej chować zmarłych i w praktyce wykazać możliwość reinkarnacji?
Zuzanna podglądając przyrodę opracowała prosty i ekologiczny przepis, choć ma świadomość, że trudniej będzie zmienić mentalność ludzi niż technicznie przeprowadzić ekologiczny pochówek.

Mało kto lubi rozmawiać o śmierci, ale to i tak nieuniknione. Śmierć trzeba oswoić i sprawić, by były z niej korzyści. A oto recepta Zuzanny na udany ekologiczny pochówek:
  1. - schłodzić ciało do minus 18 st. C.
  2. - zanurzyć ciało w ciekłym azocie o temp. minus 186 st. C
  3. - rozkruszyć ciało drganiami na drobinki
  4. - odparować z okruszyn wodę
  5. - odseparować metale ciężkie w tym ołów
  6. - ok. 30 kg ludzkich okruszyn ludzkiego ciała zapakować w urnę/trumienkę z biodegradowalnej skrobi.
  7. - zakopać na niewielkiej głębokości i posadzić na niej roślinę. 



39 komentarzy:

  1. Oj, Panie C. Potrafisz zaskoczyć i radość Nowego Roku skierować na sprawy ostateczne. A taki miły i spokojny początek wpisu:-)))

    Ale tak na poważnie to propozycja Twojej czwartej Zuzanny jest warta rozważenia. Dla mnie osobiście ma to walor przede wszystkim estetyczny i wolę być wchłonięta przez jakieś drzewko lub krzew niż gnić w dole. Bliscy będą mogli popatrzeć na mnie, gdy będę w liściach i łodygach.

    OdpowiedzUsuń
  2. A mnie tradycyjny pochówek "doglebowy" nabardziej odpowiada. Z wielu względów, ale skupmy się na aspekcie "przyrodniczym". Jest to najbardziej ekologiczna forma oddania naturze tego , co kiedyś stanowiło o człowieczeństwie - ludzkie martwe ciało trawione przez ziemię, która je kiedyś żywiła, stąd całkiem logicznym i uzasadnionym jest chowanie ludzi w miejscu gdzie żyli. Trup strawiony przez robaki, oddający całą gamę życiodajnych składników innemu życiu, temu najbardziej prymitywnemu, stojącemu najniżej drabiny stworzenia. Czy może być coś bardziej "ekologicznego", bez mechanicznego "przetwórstwa"? I drobna uwaga - gdyby nie grzebano zwłok ludzkich w ziemi, jak mało dzisiaj wiedzielibyśmy o przeszłości, jak uboga byłaby wiedza historyczna, archeologia miałąby o wiele trudniejsze zadanie w odtwarzaniu życia ludzkiego sprzed tysięcy lat. A kryminalistyka? Palenie zwłok, unicestwianie w innych wymyślnych procesach TECHNOLOGICZNYCH jest dla mnie nie do przyjęcia. Pochówek tradycyjny przekonuje mnie w każdym innym aspekcie - teologicznym, metafizycznym, ekologicznym, i co nie bez znaczenia, w jakimś głębokim sensie jest wyrazem szacunku dla moich przodków. Takie jest moje zdanie :)
    Zaintrygowała mnie trzecia Zuzanna, Caddi. Może o niej napisz...:))))
    KatoN

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmmm... Mocne uderzenie, Caddi. Założenie ciekawe i intrygujące, ale wątpliwość mam podobną, jak Kacio. A mianowicie - jest sporo eksumacji zwłok z nakazu prokuratora, bo przyczyny śmierci były nie do końca wyjaśnione, a po pochówku wynikały jakieś nowe okoliczności... Rozłożenie ciała na atomy zamyka wszelkie drogi poznania prawdy. Gdyby to się działo wcześniej, nie doszlibyśmy nigdy, co się tak naprawdę wydarzyło na przykład w Katyniu...

    Notki o Zuzannie numer 3 również się nieśmiało, acz stanowczo domagam.

    A u fryzjera lubię se czasami posiedzieć, oj jak ja to lubię...

    OdpowiedzUsuń
  4. Caddicusie, zagadnienie ekologicznego pochówku dość ciekawe. Podnosisz problem utylizacji ludzkich zwłok, bo tak należy nazwać rzecz po imieniu. Z pochówkiem tradycyjnym nie było problemu dopóki gatunek ludzki nie zdominował planety i nagromadzenie zwłok w krótkim czasie i miejscu stało się problemem. Przypomnijmy sobie, jak kilkanaście lat temu powódź podmyła cmentarz na Śląsku. Nic fajnego widzieć rozkładające się zwłoki.
    Zgadzam się Z Herbatee, że milej powiewać w liściach drzew niż gnić. Jestem zdecydowanie za.

    Katon i Charmee, bez urazy, ale sprawy prokuratorskie są marginalne. Gdyby uznać zasadność zastrzeżeń związanych z dochodzeniami prokuratorskimi to należałoby zakazać też spopielania.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wyizolowanie metali ciężkich, chyba najtrudniej bedzie osiągnąć.
    poker

    OdpowiedzUsuń
  6. Do mnie przemawia wchłonięcie w ciągu roku przez drzewo lub jakiś krzew. Chcę być liściem na wietrze, a nawet gałązką nadłamaną.

    Teraz - mając jeszcze wiele lat przed sobą - zdecydowałem, że gdy będzie to tylko możliwe polecę zamiast kremacji promesję. A co mi tam:-)

    Katonie, weź pod uwagę, że nadmierne stężenie najbardziej naturalnych form rozkładu w jednym miejscu i czasie prowadzi do katastrofy sanitarnej i o tym tu mowa. jak sądzę w dłuższej perspektywie czasu będzie można wybierać, a pochówek tradycyjny będzie najdroższy ze względu na czas utylizacji zwłok.

    Charmee, prokuratorzy poradzą sobie.

    PS. Przyjdzie i czas na trzecią Zuzannę. Muszę poczynić to bardzo dyskretnie, gdyż jest bardzo drażliwa na swoim punkcie. Ale obiecuję, że pojawi się. Notka musi jeszcze dojrzeć w mojej głowie, choć parę obrazów i scen już kiełkuje.

    OdpowiedzUsuń
  7. Poker, nie znam się na technologiach,ale ma jakieś tam zaufanie do tych, którzy się tym zajmują.

    OdpowiedzUsuń
  8. Caddicusie,
    mam identyczne odczucia jak HerbaTee; od tego zaskoczenia " zwrotem akcji" w tekście po estetyczny wymiar pochówku (oraz tego co potem) . Chowanie pod ziemią zwłok, wydawało mi się ohydne ,a zawsze mistyczne i bardziej " czyste i duchowe" było dla mnie chowanie prochów w urnie lub rozsypywanie prochów nad/ w Ważnym Miejscu (np odmęty Gangesu :> ;)))
    Opisany tu pomysł ekologicznego pochówku jest intrygujący

    OdpowiedzUsuń
  9. Idąc tokiem rozumowania niektórych z komentatorów najlepszym sposobem utylizacji zwłok była praktyka stosowana w krematoriach KL Auschwitz Birkenau.

    Gadanie o zagrożeniach płynących z pochówku tradycyjnego - wybaczcie Państwo, ale jest naiwne, śmieszne i kuriozalne. Spalanie zwłok też niesie zagrożenie ekologiczne, natomiast kondensowanie i rozdrabnianie zwłok ludzkich w opisanej przez Caddiego technologii jest kolejnym dowodem na to, że ludzie żywi pragną zbijać nieliche interesy na martwych. Swoją drogą - najtańszym sposobem utylizacji umarłego był kanibalizm. Idę o zakład, że za parę lat w którymś z krajów skandynawskich pojawi się taki proceder "grzebania" zmarłych...

    OdpowiedzUsuń
  10. Kiedyś, dawno temu, kiedy jeszcze byłem bardzo młody, wydawało mi się, że po smierci, jest mi totalnie wszystko jedno, co zrobią z moją doczesną powłoką. Po pierwszych zajęciach z anatomii, na tzw. 'preparacie', majestat śmierci, nabrał w moich oczach nowego wymiaru. Doszedłem do wniosku, że wolałbym pośmiertnie zostać pożarty przez dzikie zwierzę, niż dostać się do prosektorium na stół otoczony stadem żądnych wiedzy adeptów sztuki lekarskiej, na zajęciach z anatomii prawidłowej.

    poker

    OdpowiedzUsuń
  11. Zlituj się Katon! Porównania tyleż szokujące, co fałszywe i nietrafione. KL AUSCHWITZ, który przywołałeś z taką lubością usuwał zwłoki swych ofiar, które umierały w wyniku eksterminacji ,a nie śmierci z przyczyn naturalnych. Tak samo potencjalny kanibalizm... Śmiechu warta argumentacja. Kanibale zjadali ciała swych wrogów, by posiąść ich siłę, ale nie zjadali swoich zmarłych.

    Sorry, ale jak zwykle trafiasz kulą w płot.

    OdpowiedzUsuń
  12. Igmorancja jest powalająca pośród niektórych komentujących.

    1. Zjawisko to spotykane jest także u ludzi – nekrofagia, ludożerstwo czyli antropofagia (gr. anthropos – człowiek, phagein – pożerać), często ma podłoże religijne. Jedzenie ludzkiego mięsa może być szkodliwie dla zdrowia. Zagrożenie powodują priony, wirusopodobne białka – wywołują one choroby z grupy zakaźnych encefalopatii gąbczastych. Wśród plemion Nowej Gwinei, zwłaszcza ludu Fore, szalała choroba, zwana kuru lub "śmiejącą się śmiercią". Zarażenie prionami następowało przy rytualnym spożyciu ciał zmarłych KREWNYCH. Zatem arfument, że ludożerstwo dotyczy jedynie wrogów jest chybiony.

    2. Kanibalizm nie jst prawnie zakazany, dla przykładu ostatani przypadek z Holandii - http://katonisliwka.wordpress.com/2011/12/23/smierc-na-zywo/

    3. Kanibalizm w przyrodzie jest szeroko rozpowszechniony - ystępuje u owadów, pajęczaków, ryb, płazów, ptaków. Talże wśród ssaków. Zdarzał się wśród ludzi, więc takie praktyki można śmiało - nomen omen 0 restaurować, szczególnie wśród "postępowych" społeczności.

    4. Ruszta krematoryjne przyjmą każde zwłoki bez względu na narodowość i sposób zejścia denata. Żyd czy Polak, jakie to ma znaczenie w procesie utylizacji?

    Wnioski nasywają się same - lepiej nie eksperymentujmy w naszym kręgu cywilizacyjnym z trupami, bo to zaprowadzi do barbarzyńskich zachowań wcześniej czy później. Tradycja nikomu nie zaszkodziła.

    OdpowiedzUsuń
  13. Twoja chrześcijańska postawa wobec mnie powala i urzeka zarazem. Składając życzenia pod poprzednim wpisem wskazałeś mnie jasło tego, któremu nie życzysz nic dobrego. Teraz używasz pogardliwego określenia "niektórzy komentujący" w polemice ze mną zamiast traktować mnie jak stronę sporu.

    Ps. Sprawnie guglasz.

    OdpowiedzUsuń
  14. Promesja, jestem ZA, nawet nazwa mi się podoba. Póki co rodzina ma przykazane, że mam być spalony. Po prostu nie dowierzam służbie zdrowia i wolę nie obudzić się przypadkowo w drewnianym pudełku. Gdybym był Makgajwerem to może zdecydowałbym się na coś tradycyjnego, bo wtedy ze sznurówki, zużytej zapałki i różańca zrobiłbym koparkę do wykopania samego się.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ktoś kto kłamie i zasłania się niewiedzą nie jest partnerem w sporze. Takiego można tylko po chrześcijańsku napomnieć i skłonić, żeby używał rozumu zgodnie z przeznaczeniem, a także potrafił biegle korzystać ze zdobyczy nauki, techniki. Nie jest wstydem czytanie książek, encyklopedii... nawet w wydaniu elektronicznym, do czego gorąco zachęcam, bo jak widzę, niketórzy widzą świat takim jakim chcieliby, żeby był, a nie takim jakim on jest, a to poważny błąd. Czasami zbrodnia.

    OdpowiedzUsuń
  16. Wydaje mi się, że Caddicus śmieje się z tych obocznych sporów. Zwróćcie uwagę, że połowa wpisu, a zwłaszcza wstęp, pokazuje Caddicusa wmanewrowanego przez kobietę w sytuację zdawać by się mogło bez wyjścia: damski fryzjer, półtorej godziny czekania, babska prasa i on... No niczym Robinson Crusoe rzucony na bezludną wyspę, a mimo to potrafił w oparciu o ten czas znaleźć coś, dzięki czemu mamy powyższy wpis.
    Gospodarz tego bloga to prowokator ale takim go lubię. I nadal chcę po śmierci być krzewem lub drzewem:)

    Angie, będziemy krzewami. Inni niech w ziemi gniją:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Dodam jeszcze, że lubię wszystkie teksty o kobietach, które gdzieś tam pojawiają się w jego otoczeniu. Do dziś zrywam boki, gdy czytam post "Tramwaj na Rapaka"

    OdpowiedzUsuń
  18. A ja bym chciała żyć wiecznie.

    OdpowiedzUsuń
  19. W kłosach zbóż, Charmee? :>

    OdpowiedzUsuń
  20. Charmee, "w kłosach zbóż" ;)
    http://www.youtube.com/watch?v=qPvi0Orrdjo&feature=youtube_gdata_player

    OdpowiedzUsuń
  21. A ja też chce tak jak Angie, HerbaTee i Charmee. Mogą być kłosy zbóż, czy insze roślinki. Nawet chabry z poligonów;)
    Katonie, tradycja jest czymś względnym i w być bardzo ostrożnym w orzekaniu, czy jest czymś lepszym niż nowe rozwiązanie. Wspominam powielokroć kuriozalną sytuację, gdy ponad trzydzieści lat temu odwiedził mnie kolega. Siostra przygotowała pizzę,a ten mówię, że nie będzie jej jadł. Na pytanie "dlaczego?" Odpowiedział, "że nie lubi". "A dlaczego nie lubisz?" - "Bo nigdy nie jadłem".
    Na tradycję należy też spojrzeć podobnie. Przyzwyczajenie i rutyna są wygodne, ale nie oznacza, że są najlepszymi rozwiązaniami.

    OdpowiedzUsuń
  22. Nawet mnie zaintrygowała ta forma przejścia z jednego stanu w kolejny, bliżej nieokreślony. Tylko strasznie zimna nie znaszę... Jeszcze przy tych 18 może bym i wytrzymał, ale te bez mała dwieście... Brrr...//

    OdpowiedzUsuń
  23. b Max... a od czego się ma przyjaciół? Wuguś podaruje coś z piwniczki, Charmee odżałuje pinacoladę, a Angie podrzuci whisky:)

    OdpowiedzUsuń
  24. Caddi
    Ja tam wolę być wdzięcznym drzewkiem, mimo wszystko
    HerbaTee , serdeczne pozdrowienia:)))

    A w ogóle zawsze mówiłam Wam, że zamawiam sobie jakąś ładną urnę i proszę mnie już tak bardzo nie pogrążać robiąc mi, ściągnięty z sieci zachód słońca, na szkatułce ze mną :>
    Może być zachód słońca, owszem, ale to już niech wybierze jakiś znawca :P ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Caddi. Jestem gotów się przekonać,ale pod warunkiem, że mnie w ciepłym ubraniu i w czapce uszatce będą rozkruszać :)
    Angi. Ciekawe ilu jest w Polsce takich "znawców"? Jakiś specjalny kierunek powinni otworzyć na uczelniach artystycznych.

    OdpowiedzUsuń
  26. W kłosach zbóż, nieeee... Skoro mam być potem taboretem, to najpierw muszę być jakimś drzewem...Może lipą? Lipa jest łatwa w obróbce...

    Angie, żadni specjaliści :P W ramach TWA by się zrobiło :P

    Na mojej szkatułce poproszę nawłocie. Aż po horyzont szkatułki.

    OdpowiedzUsuń
  27. Oj Max, OSTROŻNIE, bo zaraz się okaże, że najbardziej pasujący landszafcik namalował pewien niemieckojęzyczny malarz...

    OdpowiedzUsuń
  28. Charmee, nie przesadzaj! To będzie szkatułka biodegradowalna ze skrobi. Żadnych farb:)

    OdpowiedzUsuń
  29. Wugi. Do wersji dymnej, to by nawet niebezpiecznie pasowało...
    Caddicusie. Farba też będzie ekologiczna, chińska. Biodegradowalna przez połowiczny rozkład po 500 latach. Świetlnych :)

    OdpowiedzUsuń
  30. To kwestia czasu, kiedy KK i inne denominacje chrześcijańskie zaakceptują tę formę pochówku. Dziś już kremacja jest równoprawna obok grzebania w ziemi. Z resztą jest swoistego rodzaju niekonsekwencja w tym wszystkim, gdyż grobowce i pochówek w katakumbach katedr i kościołów miał i ma miejsce. Zatem która forma właściwsza?

    OdpowiedzUsuń
  31. Caddicus,a jeśli, że tak powiem: Ktoś jest ogólnie agnostykiem i ma w nosie formy i te tam inne wyznaczniki KK? I, załóżmy, ponieważ niestety nie jest Hindusem i nie może być rozsypany nad Gangesem, to musi być pochowany w tej wstrętnej trumnie pod Ziemią?
    Nie jestem specem od wiary katolickiej, ale chyba nie zabrania ona kremacji? Wszak niby wszyscy KIEDYŚ Powstaną? ( by potem umrzeć wraz z Diabłem, większość:>)
    To co za różnica SKĄD powstaną? :>

    OdpowiedzUsuń
  32. Przyzwyczajenie i rutyna, to przyzwyczajenie i rutyna. To jeszcze nie tradycja. Jeśli ktoś "grzebie w nosie" to ma brzydki nawyk, przyzwyczajenie a nie kultywuje TRADYCJĘ. Bądźmy rozsądni.

    Dobry temat na note ;> To jak? Piszemy? "Symultanicznie"? :)))

    OdpowiedzUsuń
  33. Katonie "tradycyjna" forma pochówku to jeszcze nie Tradycja. To swoisty uzus podlegający socjologicznemu oglądowi, dlatego bez profanacji zaliczyłem go do celebrowanej rutyny.
    To, co wynika z fundamentu Tradycji, czyli Biblii, mówi ni mniej ni więcej: I wróci proch do ziemi, z której powstał,a tchnienie wróci do Boga, który je wydał (Eklezjastes 12,7). Tak wygląda podstawa reszta jest mniej określona. Promesja nie przeczy i nie sprzeniewierza się tej generalnej dyrektywie.

    OdpowiedzUsuń
  34. Troche kontrowersyjna propozycja, ale kto wie, czy nie warta rozwazenia?
    Mysle jednak, ze ten proces obrobki ciala po smierci jest na dzis chyba jednak dosc kosztowny!

    OdpowiedzUsuń
  35. Wildrose, kremacja też była kontrowersyjna w Polsce na początku lat 90. Szczególnie dla tych, którzy pamiętali wojnę i kojarzyli to z obozami zagłady. Z tego, co pamiętam to za PRL było jedno krematorium w Łodzi.Kremacji poddawano tam ciała obcokrajowców.
    Dziś spopielanie jest tańsze i coraz częstsze. W nieodległym ode mnie Poznaniu ok. 10% pochówków to złożenie prochów. Dlaczego nie miałoby się tak stać z promesją? Kosztowność należy liczyć w skali nie tylko samego procesu proszkowania, ale i kosztów ziemi pod cmentarze. W Polsce po 20 latach można już w tym samym miejscu zrobić kolejny pochówek. Natomiast w Anglii groby są nienaruszalne (Burial Act z 1857).

    OdpowiedzUsuń
  36. Nie wydaje mi sie, aby "ekologiczne" pochowki byly palacym problemem. To, co rozni Ziemie od Ksiezyca, czy tez sterylnej plazy australijskiej, jest wlasnie gleba. Czyli cmentarzysko-szczatki niegdyz zywych roslin i zwierzat. W tym luzi-sa wszak biologicznie zwierzetami. Nie wydaje mi sie, ze ciala ludzkie zawieraja jakies szczegolnie szkodliwe substancje. Te, ktore w nich sa, pochodza z otoczenia czlowieka-wlasnie gleby, powietrza, wody...Tak wiec pogrzebanie ciala ludzkiego ani nie zwieksza, ani nie zmniejsza ich ilosci.
    W zwyczajnym granicie jest 90% SiO2 (kwarc) a reszta to najczesciej owe metale i trucizny. chrom, olow, kadm,zelazo, miedz,uran i tor...
    Wszystko to jest polewane deszczem, smagane wiatrem, wystawione na zmiany temperatury.
    I plynie do rzek, jezior, a pozniej oceanow. Gdyby bylo inaczej, mielibysmy wode destylowana.
    A na takiej, i na bialym piasku, zycia byc nie moze.

    OdpowiedzUsuń
  37. Inspektorze , Księżyc i skały nie mają tu nic do rzeczy, a problem należy rozwiązywać z wyprzedzeniem,a nie wtedy, gdy będzie palący.
    Dla mnie to kwestia estetyki, bo za mojego życia nie zabraknie miejsc na cmentarze. Faktem jednak jest ogromna ilość ludzi, których "utylizacja", że się tak wyrażę, odbywa się inaczej niż reszty świata siedzącego i tu jest problem. Ludzkie ciało rozkłada się w grobie ok. dwudziestu lat i wynika to głównie że sposobu pochówku, gdzie czynniki atmosferyczne mają mniejszy dostęp. Propozycja promesji pozwala cały proces przeprowadzić w ciągu roku.
    Chce być krzewem, czy choćby kłosem. Gnicie w drewnianej skrzyni sześć stóp pod ziemią nijak się ma do głoszonego szacunku dla ludzkiego ciała.

    OdpowiedzUsuń
  38. Na biogaz przerobić. Prosto, czysto i ekologicznie.

    OdpowiedzUsuń
  39. cmss, pomysł przedni i chyba nawet dalej idący niż proponuje przywołana wyżej Zuzanna. Jestem nawet w stanie sobie wyobrazić, że rodzina dostaje po zbiogazowaniu drogiego zmarłego specjalną lampkę z pojemnikiem na gaz. A wieczorami, gdy zatęskni (jeśli) to może zapalić płomień i cieszyć się jego migotającą obecnością.
    Moja osobista preferencja to trwać w... drzewie.

    OdpowiedzUsuń