wtorek, 24 stycznia 2012

Hela u lekarza

W drugi dzień tygodnia* Pan C. udał się z jedyną i ukochaną siostrą do miasta Łodzi. Cel wizyty prozaiczny, ale konieczny: tomografia kręgosłupa w Akademii Medycznej. Tak to już jest, że w pewnym wieku niektóre ustrojstwa w człowieku - w kobiecie również, żeby nie było - wymagają przeglądów i remontów. 

Gdy dotarli do właściwego oddziału, który nadzoruje opiekun medyczny siostry, pani sekretarka wypisała stosowne dokumenty, karteczki, ksero dokumentów itp. Na koniec wyjaśniła dalszą procedurę związaną z badaniem. Pan C. chcąc oszczędzić chodzenia sfatygowanej życiem siostrze posadowił ją na krześle przed pracownią tomografii, sam zaś udał się w poszukiwaniu rejestracji do poradni neurochirurgicznej, gdzie miały zostać dopełnione formalności.

Po odbyciu wędrówki korytarzami i piętrami Pan C. odnalazł lokum rejestracji. Zwróciło jego uwagę estetycznym wyposażeniem oraz kilkoma czynnymi okienkami z napisami co i kto obsługuje. Ustawił się karnie w kolejce do jednego z nich. Upłynął kwadrans, a może ciut więcej, gdy stanął twarzą w twarz z panią rejestratorką. Podał dokumenty i czekał na załatwienie formalności. 
- Ale co mi pan tutaj daje? - fuknęła na niego w uprzejmy i charakterystyczny dla służby zdrowia sposób.
- No, jak to co? - zdziwił się Pan C. - Byłem z siostrą na neurochirurgi i dano nam skierowanie na tomograf.
- To jest rejestracja neurologii - wycedziła przez zęby - neurochirurgia dwa okienka dalej.

W tym momencie Pan C. zamiast się zdenerwować roześmiał się na głos, gdyż albowiem aczkolwiek... przypomniał sobie pewne zdarzenie z przeszłości. Nie pamiętał już dokładnie w jakich okolicznościach zapisało się w jego pamięci, ale było wymowne. Dla uproszczenia opowieści przyjmijmy, że dotyczyło to ukochanej Mariana... Heli.

Hela odczuwała silny ból ucha, który od kilku dni nie dawał jej spokoju. Nie mogła pracować, myśleć i spać. Wreszcie - za namową Mariana - udała się do przychodni i zapisała się do laryngologa. Na korytarzu było wiele gabinetów z nazwiskami lekarzy i nazwami specjalności. Ból był tak przejmujący, że nie była w stanie czytać, a wzrok był jakiś taki zamazany. Usiadła pod jednym z gabinetów i gdy wyszła pacjentka, która była przed nią, weszła do środka. Marian, który czekał wraz z nią, chciał ją zatrzymać widząc, że wchodzi do ginekologa, ale było już za późno.

Lekarz po standardowym przywitaniu zapytał się o nazwisko, wiek i wagę. Wszystko pilnie zapisywał.
- A teraz niech pani wejdzie za parawan i rozbierze się od pasa w dół - polecił Heli.
- Ależ, panie doktorze, mnie boli ucho - próbowała protestować...
- Wszystko dokładnie sprawdzimy - uspokajał lekarz.

Po chwili przyszedł do niej i kazał usadowić się na fotelu ginekologicznym. Hela była tak zaskoczona, że nie była w stanie zaprotestować. Pomyślała nawet, że być może jest to jakaś innowacyjna metoda diagnozowania i leczenia ucha środkowego. Wszak postęp medycyny jest tak szalony, że człowiek nie nadąża za tym wszystkim.

Lekarz usiadł między jej udami i rozpoczął standardowe badanie ginekologiczne. Przyglądał się bacznie temu wszystkiemu, co było przedmiotem jego specjalizacji. Badanie trwało już kilka minut, ból ucha nasilał się i Hela zaczynała się niecierpliwić.
- Panie doktorze, nie wydaje mi się... - mówiła do lekarza.
- Jeszcze chwila - uspokajał lekarz - zaraz skończymy.
- Panie doktorze! Nie wydaje mi się... by tędy udało się panu dostać do ucha!





*poniedziałek - vide: Rdz 1:6

21 komentarzy:

  1. Ogromnie mi ten wpis przypadł do gustu. Jakbym przy tym był. Taki to czas, takie doświadczenia... Tylko pacjentów (czyli - nas oraz bliskich) żal..

    OdpowiedzUsuń
  2. Ginekolog zagląda w oczy... a powinien....? Okulista :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Isaac Newton: Ludzie budują za dużo murów, a za mało mostów.
    W służbie zdrowia, w niektórych placówkach jakby coś drgnęło, ale jedynie tam gdzie wprowadzano ISO lub tam gdzie menedżerom zależało na zmianach. Jednak sam system narzucony przez NFZ jest zaprojektowany na upokorzenie pacjenta, aby korzystać z niego w ostateczności.

    OdpowiedzUsuń
  4. I potem w karcie może się pojawić pytanie: Skąd ja tę ... twarz znam? Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Przypomniało mi się, jak to w jakimś filmie ktoś komuś chciał migdałki przez odbyt usunąć. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Leczenie to szczególne doświadczenie, a często i trauma.

    Cane to dość drastyczny przykład:)
    Barnabo twarz, jak twarz, są różne gusta.
    Wugusiu, ISO to taki gadżet, który nic nie znaczy jeśli nie ma woli traktować pacjentów, jak klientów.
    D***, okulista... dobre.

    OdpowiedzUsuń
  7. Czemu drastyczny, nauka się w końcu rozwija i idzie do przodu, nie wiadomo co przyniesie jutro... ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Oby od służby zdrowia było mi
    jak najdalej i jak najdłużej...
    Póki co udaje się ;-)))

    OdpowiedzUsuń
  9. Każdy ma jakieś przeżycia ze służbą zdrowia i mnie również to nie ominęło to. Miałem wtedy chyba z 18 lat i w czsie jakiegoś siedzenia nad układem elektronicznym nagle zabolało mnie coś pod prawym obojczykiem.W pierwszej chwili zbagatelizowałem to, ale po którymś razie gdy ból nie ustepował, włączyłem szare komórki nakierowując je na ów ból i stwierdziłem jednoznacznie, że boli mnie tam, bo po prostu mam dziurę w płucach.
    Miejsce się zgadzało według mnie, no bo pod obojczykiem w tym miejscu są płuca i za każdym oddechem był ból a to znaczy, że to płuca bolą. Poszedłem do lekarza internisty, że by coś z tym zrobił i dał jakieś skierowanie do własciwego lekarza.
    Lekarz po wysłuchaniu mnie nic się nie odezwał, kazał się rozebrać i zaczął osłuchiwać mnie wydając polecenia:
    -oddychać
    -nie oddychać
    -oddychać
    -nie oddychać
    -nie oddychać
    -nie oddychać
    -nie oddychać
    -ubierać się
    Usiadł bez słowa do biurka, wypisał receptę, podał mi ją i powiedział:
    -dwa razy dziennie po jednej tabletce
    -nastęny proszę
    Byłem niezadowolony, że nic mi nie wyjaśnił, ale nic nie powiedziałem i poszedłem do apteki po lekarstwo bo z recepty nie mogłem odczytać tych bazgroł.
    Gdy dostałem małe opakowanie chyba za 2-3zł byłem jeszcze bardziej zdziwiony.
    Wtedy dopiero przeczytałem nazwę na opakowaniu... "Antyneuralgina" i coś tam zaczynałem się domyślać.
    Wziąłem jedną tabletkę i po kilkunastu minutach ból ustąpił.
    Potem dopiero dowiedziałem się, że to był nerwoból... ale lekarz mógł mi to powiedzieć... a nie powiedział.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja wczoraj na badania weszłam zdrowa, a wyszłam z wadą wzroku, którą nazwali astygmatyzm. A gdybym nie poszła, to bym go nie miała, tego astygmatyzmu /faja/...

    OdpowiedzUsuń
  11. Charmee00 bo to jest jeden ze sposobów na bycie zdrowym... czy dorby nie wiem :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Przychodzi kobieta do lekarza i mówi:
    -Panie doktorze, wszyscy mnie ignorują.
    A lekarz:
    - Następny proszę...

    Dzień dobry wszystkim :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Caddi :) Z uchologiem miałem kiedyś podobnie. Po nurkowaniu w jeziorze przytkało mi się coś w lewym uchu. Trzeszczało piszczało... Chodziłem z tym kilka miesięcy, aż prawie przestałem cokolwiek słyszeć - tak głośno, gdy mówiłem włączała mi się "zwrotna". Udałem się więc do laryngologa. Pani zajrzała w oboje uszu i stwierdziła, że mam przytkane... prawe. Moje protesty na nic się nie zdały, że burczy mi w lewym. Według niej z nim było wszystko ok. Przeczyściła mi tylko prawe, i tak jak D pisze, padło znamienne - Następny proszę.
    Przez następny miesiąc myślałem, że zwariuję - dysonans był tak okrutny. Lewe trzeszczało, jak wcześniej, za to prawym słyszałem szepty ludzi z przeciwnego krańca miasta...

    OdpowiedzUsuń
  14. Jednym słowem - czytając komentarze - rację miał pewien felczer, który przyjmował w mojej szkole (najczęściej uczniów "chorych z urojenia" czyt.:na klasówki) - "żeby się leczyć, trzeba mieć zdrowie!" :)))

    OdpowiedzUsuń
  15. Viola,
    Twe życzenie niech spełni się i obejmie skutkami wszystkich bywalców tego boga.

    Mmrr,
    Twój komentarz nadaje się na oddzielną notkę. Już wcześniej wspominałem, że mógłbyś spokojnie przeplatać swoje wpisy tego typu historyjkami, które wywołują uśmiech.

    Charmee,
    Twój przypadek potwierdza stara prawdę... lepiej nie wiedzieć:)
    Miałem to samo przed laty. Gdyby mnie nie pokusiło to pewnie do dzisiaj chodziłbym bez okularów, ale młody człowiek jest głupi... wydawało mi się, że nie widzę tego, co wykładowcy piszą na tablicy. I w taki oto sposób napędza się koniunkturę na usługi medyków.

    D***
    :-) pokłady skojarzeń i poczucia humoru... następny proszę

    Max,
    Podziwiam Twój stocki spokój i chodzenie z dolegliwością przez kilka miesięcy. Ja bym już po dwóch dniach był u laryngologa. Najbardziej zastanawia mnie ta zwrotna , która musiała być irytująca nie mniej niż tego typu zakłócenia na linii telefonicznej.

    Even,
    Kupuję określenie chorzy z urojenia :)
    Dwadzieścia parę lat temu miałem przyjemność być na czteromiesięcznym przeszkoleniu w ludowym wojsku polskim. Wojskowy konował przepisywał na wszelkie dolegliwości "trampki i atramentki". Dla niewtajemniczonych wyjaśnię, że to był poranny zestaw gimnastyczny. Atramentki to coś w rodzaju krótkich spodenek gimnastycznych w kolorze atramentu.

    OdpowiedzUsuń
  16. Dawno tak się nie uśmiałam!
    Dobre!
    A jeśli chodzi o moje doświadczenia ze służbą zdrowia..hmm, problemów nie ma i nie było. Wszystko ( zostaje) w rodzinie ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ciekawa sprawa. Spoleczenstwo NIE LUBI lekarzy. Choc, statystyki mowia, ze to jedna z najsolidniejszych profesji. Dla porownania-mechanicy samochodowi 30% prac wykonuja calkowicie blednie, a od 20 do 40% wystawionych rachunkow jest fikcyjnych.
    Podobnie jest z innymi rzemieslnikami. Ale-im sie to z usmiechem wybacza...

    OdpowiedzUsuń
  18. Angie,
    Lubię wywoływać Twój uśmiech.

    Inspektorze,
    To, że społeczeństwo nie lubi lekarzy to normalne, ale gorsze jest, że lekarze nie lubią pacjentów. W sumie uważają, że robotę by mieli całej fajną, gdyby nie te kolejki przed gabinetami:)

    OdpowiedzUsuń
  19. nie lubi lekarzy to normalne

    Co w tym normalnego? To zas ze lekarze nie lubia pacjentow, jest jeszcze dziwniejsze.
    Pytalem zony, ktora jest läkarzem. Stwierdzila, se pacjentow, w/g zalecen socjal styrelse, traktuje sie profesjonalnie. Tzn. z zyczliwym dystansem. Wsztstkich. Gdyz byloby dziwne, gdyby milego pacjenta traktowac wylewnie, a opryskliwego chlodno i odpychajaco.
    Ja ostatnio znajduje sie czesto w roli pacjenta, i z malymi wyjatkami, nie czuje sie intruzem w ich gabinetach.
    Co zas do niecheci do lekarzy, tlumacze to upadkiem moralnym pospolstwa. Widac wyraznie, gdy kij nad grzbietem nie wisi, zlosc i zazdrosc wzgledem lepszych. Jest to typowe dla fornali z pierwszego i drugiego pokolenia.

    OdpowiedzUsuń
  20. Inspektorze, masz rację, z tym tylko, że pacjenci zawsze w większości stanowili pospólstwo. Niepokoi, że lekarze zachowują się, jak fornale.

    OdpowiedzUsuń
  21. masz rację, z tym tylko

    No, nie wiem Caddicusie czy to tak sie da. Bo z ta racja, to moze byc tak, jak z noga. Albo sie ja ma, albo jest amputowana, i wtedy sie jej nie ma...

    OdpowiedzUsuń