piątek, 6 stycznia 2012

Tobie, Tobie i... Tobie!

Druga połowa lat siedemdziesiątych, późny Gierek, Polska dziesiątą potęgą gospodarczą świata. Po wydarzeniach w Radomiu i Ursusie mało kto wierzył w nachalną kreację  serwowaną przez Radiokomitet sterowany przez wydział propagandy KC PZPR. Zawodowi funkcjonariusze przewodniej siły narodu mieli sporo wątpliwości, ale starali się dostosowywać do sytuacji i panujących warunków.

Józef C. był młodym, bo raptem trzydziestokilkuletnim adiunktem w instytucie nauk politycznych UAM w Poznaniu. Pisał habilitację. Był członkiem PZPR i jednocześnie sekretarzem POP* na wydziale nauk społecznych, w ramach którego funkcjonował jego instytut. W okresie pierwszej Solidarności zaangażował się  w  tzw. struktury poziome stawiające sobie za cel zastąpienie hierarchicznego i scentralizowanego zarządzania państwem i partią przez porozumienia lokalne. Po 13 grudnia nie przeszedł weryfikacji prowadzonej przez SB i posłuszne jej władze uczelni, stracił pracę i został usunięty z PZPR. Późniejsze jego losy są dość ciekawe i pełne dramatycznych zwrotów akcji, ale o tym może przy innej okazji. 

Pan C. poznał Józefa C. (zbieżność "C." przypadkowa) w połowie lat dziewięćdziesiątych, gdy współpracowali przy pewnym projekcie medialnym. Podczas wielu godzin spędzanych razem był czas na zwykłe pogaduchy  o pierdołach i różne wspominki.

Tak więc w tej drugiej połowie lat siedemdziesiątych Józef C. był lektorem KW w Poznaniu. Partia szczyciła się takimi ludźmi i chętnie ich wykorzystywała do pracy w terenie. Wiadomo, że skoro taki uniwersytecki doktor jakichś tam nauk jest w partii i ją popiera to takie żuczki i krówki boże, do których jechał na prowincję upewniały się, że są po właściwej stronie mocy. Była jesień i właściwa jej szaruga. Późnym popołudniem dotarł do jakiejś podpoznańskiej pipidówy, gdzie powitał go szef lokalnych struktur partyjnych. Na wstępie zwrócił się do niego konfidencjonalnie:
- Towarzyszu, wiecie... to są prości ludzie, ale oddani partii. Proszę, by wykład był niezbyt długi, najwyżej pół godziny. Przygotowaliśmy skromny poczęstunek, by w bardziej kameralnym gronie podyskutować o problemach stających przed aktywem.

Na sali było około dwudziestu towarzyszy, w tym kilka kobiet w różnym wieku. W większości byli to etatowi funkcjonariusze lokalnych instytucji osadzeni na stanowiskach z rekomendacji partii. Gdy wykład towarzysza lektora dobiegł końca gospodarz miejsca dał znać i na stołach pojawiło się gorące jadło, szkło i żytnia uchodząca w owym czasie za trunek szlachetny. Po kilku toastach zebrani towarzysze stali się bardziej rozmowni i skłonni do bezpośredniego wyrażania obaw i nadziei związanych z sytuacją społeczną i polityczną. W pewnym momencie szef lokalnych struktur partyjnych  powstał dając gestem  znać, by wszyscy uciszyli się. Trzymając kieliszek w lewej ręce zwrócił się dowszystkich donośnie:
- Szanowne towarzyszki! Szanowni towarzysze! Jesteśmy w swoim gronie i o pewnych sprawach możemy mówić otwarcie.

W tym momencie wystrzelił palcem wskazującym w kierunku kilku wybranych towarzyszy i wskazując po kolei każdego z nich kontynuował:
- Tobie chuja, tobie chuja, i tobie...

W tym momencie jedna z towarzyszek zaczęła protestować uznając zapewne, że ta propozycja z chujem to niekoniecznie dla niej, że to może... przez pomyłkę.
- Nie przerywaj i słuchaj - uciszył ją i kontynuował: - Tobie... i koleżance obok też, chuja! I nam wszystkim chuja zrobią, gdy będziemy trzymać się razem!



*POP - podstawowa organizacja partyjna, czyli taki najbardziej elementarny składnik - poza członkami i członkiniami (tfu!, co za feministyczne określenie) - dwumilionowej przewodniej siły narodu.

Published with Blogger-droid v2.0.2

56 komentarzy:

  1. Witaj Caddicusie,
    pozwolisz, że ośmielona Twoim zaproszeniem,wygłoszę oświadczenie.
    Zabierając uprzednio głos na twoim blogu, nie zamierzałam nikogo dotknąć, obrazić czy też w inny niestosowny sposób się zachować.Wyszło może inaczej. Przepraszam. Nie zmienia to jednak faktu, że było mi naprawdę przykro. Skoro tu jednak dziś weszłam, to proszę o zaniechanie zemsty wobec mnie i powstrzymanie się od złośliwości (Chociaż też jestem zdania, że to cecha ludzi inteligentnych).
    Wyznałam ze skruchą swoje grzechy, choć do własnej winy nie jestem aż tak bardzo przekonana.:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pierwsza!!!

    Dokładnie tak, Caddi. W grupie siła. Mimo, że liczy się głównie na siebie...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ło! D*** mnie uprzedziła. Ale to nic, srebrny medal, to nadal podium.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ty jedna nie rzuciłaś wtedy we mnie kamieniem- z serca dziękuję

    OdpowiedzUsuń
  5. D***, z zainteresowaniem przeczytałem oświadczenie, ale przeprosiny niekonieczne. Ot, ferwor dyskusji. Proszę nie przyjmuj uwag i złośliwości aż tak osobistycznie. Jesteś tu mile widzianym gościem. Nadwrażliwie odebrałaś słowa tutejszych bywalców.

    OdpowiedzUsuń
  6. To nie ja pukałem, tylko chyba jakiś ksiądz mi puknął na odpuszczenie grzechów

    OdpowiedzUsuń
  7. Caddicusie, dziękuję :) Postanawiam poprawę itd... :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Czy tu się można wyspowiadać?

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak, Charmee, mów dziecko, słuchamy

    OdpowiedzUsuń
  10. Zacznij od słów: i on mnie wtedy pocałował, a ja jego też. Ten przydługi wstęp pomiń.

    OdpowiedzUsuń
  11. :):) ale pokuty to się boję, liczę na miłosierdzie:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Wielebny WG, czy przyjmie Wielebny mą rękę nieśmiało wyciągniętą do zgody...:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Oczywiście D*** ;)
    Cieszę się, że chcesz tu, u Caddicusa bywać, bo warto.

    OdpowiedzUsuń
  14. I on mnie wtedy pocałował, a ja jego też...I zamiast się zaczerwienić, wycofać, zniesmaczyć, zakiełkowała we mnie nadzieja na ciąg dalszy, na jeszcze i jeszcze... Niczym jej nie mogłam ugasić, nadal nie mogę. Stąd moje pytanie. Czy jest jeszcze dla mnie nadzieja? I czy pokuta może być jakaś przyjemna?

    OdpowiedzUsuń
  15. Wiem, zaglądam tu już od dłuższego czasu, tylko byłam, jak to określił Caddi, cichym czytelnikiem ( a raczej: cichą czytelniczką :) )

    OdpowiedzUsuń
  16. A Chermee jest po prostu niesamowita!

    OdpowiedzUsuń
  17. Cudne, pamiętam te czasy i tak było jako żywo.

    OdpowiedzUsuń
  18. No i już się zrobiło milej. Działa magia święta... Trzech Króli, a Wuguś ujawnił swe prawdziwe powołanie: spowiada i rozgrzesza. Ciekawe kto pomaga zapełniać kuferek z przewinami?

    PS. Wugusiu!!! Czy to od innych muszę dowiadywać się o prowadzonej przez Ciebie uroczej knajpce?
    http://blogpartyzancki.pl/ (wpis z 2 stycznia)

    OdpowiedzUsuń
  19. emko, to geograficznie Twoje rewiry. Może i samego Józefa C.spotkałaś, gdzieś na korytarzach uczelni:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Caddi, no co ja poradzę, że redakcja radiowej "trójki" lubi u mnie bywać ;)))

    OdpowiedzUsuń
  21. Caddi :)) Przypomniałeś mi pewne zdarzenie, gdy pekaesem wywieziono mnie "w teren", gdzie miałem czytać swe poezyje. Wchodzę do środka, a tam sala po brzegi wypełniona krasnoludkami, tak w wieku wczesno szkolnym, a nawet przedszkolnym... Ja, prawie egzystencjalista, miałem im czytać swoje dywagacje z pogranicza życia i śmierci!!!?? :))
    Na szczęście woziłem wtedy ze sobą gitarę. Okazało się, że znają ogniskowe piosenki. Myślę, że miło spędziliśmy czas śpiewając... Ja na pewno! :)))

    OdpowiedzUsuń
  22. Mam pytanie. Czy wszyscy zauważyli i zakonotowali, iż jestem niesamowita? Niesamowita, wyspowiadana, rozgrzeszona...

    Właśnie, Wuguś. Czy my się musimy od Caddiego, a Caddi od innych dowiadywać? A tak miło tam...

    OdpowiedzUsuń
  23. Charme, jeszcze tylko dwa tysiące zdrowasiek, i będziesz mogła się cieszyć...;))

    OdpowiedzUsuń
  24. Kacio za mnie zmówi. On się lubi modlić :P

    OdpowiedzUsuń
  25. Ech, przypomniał mi się jeden z moich wieczorów autorskich. Bo ja też tak bardziej kameralnie piszę i zostałem wzięty z zaskoczenia. Po spotkaniu w Baranowie Sandomierski podleciał jakiś "działacz kultury" żeby jeszcze do nich na wieś zawitać. Miało być małe spotkanie, które na miejscu okazało się amfiteatralną salą lokalnego Domu Kultury. Światło w oczy. Za światłem młodzi ludzie, którzy by chętnie zobaczyli kapelę w stylu Dżem... Opatrzność czuwała, że kumpel miał gitarę, a Wiewiórka wtedy niezły wokal ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Pośpiewaliśmy Stachurę...

    OdpowiedzUsuń
  27. Jak ja Wam zawiszczam i zazdraszczam, że umiecie grać i śpiewać, ja tylko znam nuty :(

    OdpowiedzUsuń
  28. Ja nie potrafię tańczyć, śpiewać, grać. I nut też nie znam, więc spoko :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Och Charmee, od razu wiedziałam, że jesteś mi bliska :) ( i też skorpionka) :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Kurdę, Wugi, no zobacz. Jak to plotą się ludzi losy podobnie, choć gdzie indziej. Wzruszyłeś mnie ponownie :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Kto to jest D*** i skąd ona wie różne takie? :>

    I czy miałyśmy kiedyś przyjemność bądź nieprzyjemność gdzie indziej?

    OdpowiedzUsuń
  32. Charmee, prowadzisz bloga to poczytałam sobie, przepraszam, że bez pytania. A w googlach wygooglałam notkę Angie dla Ciebie na urodziny. Nie, żebym Cie śledziła, tylko wiesz, jeśli powyżej miałam okazać skruchę, to chciałam się przekonać, czy mój głos nie będzie głosem wołającego... I pozaglądałam też na inne blogi TWA. Pragnę przy okazji oznajmić Katonowi,że rzeczywiście Wasze wpisy pobudzają mnie intelektualnie oraz rozwijają.Niestety ze zrzuceniem zbędnych kilogramów nie trafił, gdyż urodziłam się chuda, drobna i tak mi zostało:) Co do zmarszczek zaś, to nie przyjmuję ich nerwowo, gdyż " w zmarszczkach rozum mieszka" :) że powtórzę za XBW.
    Jestem znajomą Caddicusa i on wie, kim jestem.
    Nie należy się mnie obawiać, bo ja nie jestem szkodliwa. Czasem tylko się odzywam zupełnie niepotrzebnie.
    Przepraszam,że pozwoliłam sobie na takie spoufalenie wobec Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  33. Eeeee, ja tylko chciałam wiedzieć, nie masz za co przepraszać, no weź... A spoufalanie nie jest mi niemiłe ani odstręczające. Zaś mój blog jest otwarty i można go sobie czytać do woli, od początku, od końca, na wyrywki, albo wcale.

    OdpowiedzUsuń
  34. No i jak tu Cię nie lubić ? No powiedz sama. To jest awykonalne :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Ależ zapewnim Cię, że to jest jak najbardziej wykonalne i ze widzę wiele łyżek z wodą, w których by mnie z chęcią utopiono :)))

    OdpowiedzUsuń
  36. To chyba jakieś pały dębowe, że się tak brzydko wyrażę, z tymi łyżkami latają.Widzę jednak, że jesteście tu bardzo solidarni i nie musisz się niczego obawiać i to takie budujące wiedzieć, że ludzie potrafią nie tylko ranić ale i kochać.Ten Caddi to ma szczęście, że Was ma, a ja byłam niesprawiedliwa, oceniając Was jako grzecznych, taktownych, ale zimnych.I za to też przepraszam.

    OdpowiedzUsuń
  37. I przed " ale" powinien być oczywiście przecinek :)

    OdpowiedzUsuń
  38. D***, dziękuję, że pod moja nieobecność pilnowałaś bloga i zaprzyjaźniłaś się z częścią TWA. Mnie niestety wezwały obowiązki, czyli tête-à-tête z Morfeuszem. Pora roku taka, że mam wrażenie, iż w poprzednim wcieleniu byłem misiem brunatnym.

    Max, Wugi już teraz wszem wiadomym jest kto będzie odpowiadał za oprawę słowno-muzyczną w czasie wakacyjnego zlotu TWA:)

    Charmee , to... jesteś skorpionica niczym moja Koleżanka Małżonka. Strach się bać!

    OdpowiedzUsuń
  39. Spóźniłam się, a tu taki temat, że aż łezka w oku się szkli. Bardzo dobrze pamiętam te czasy, choć opisane układy i powiązania miałam okazję śledzić w podobnej miejscowości w Małopolsce. Sekretarze PZPR w gminach byli tymi, którzy namaszczali tych, którzy z nimi byli w układach. Byłam młoda (ehhh), ale pośledniego stanowiska w gminie wszystko mogłam obserwować.
    Opisana scenka przekomiczna ale faktem jest, że bez słowa na "ch" nie dało się stosownie wyrazić właściwej oceny sytuacji społeczno-politycznej w... gminnej sitwie.

    Ps. Pozdrawiam D***, która, jak widzę odnalazła się w TWA:)

    OdpowiedzUsuń
  40. Dobra, to ja zapytam wprost. Czy ja jestem tępa? Że nie zauważyłam, iż D*** to Stokrotka? Czy D*** to nie jest Stokrotka, a mnie zmyliła literka. Że M jak Miłość, a D jak Dorota?

    Witaj HerbaTee /fajny nick, tak swoją drogą/... A tak żeśmy wczoraj się poznawałały, trochę jak dwa jeże...

    OdpowiedzUsuń
  41. Każdy ma jakieś swoje wspomnienia z czasów minionych, jeśli tylko odpowiednio wcześnie się urodził. Bez podtekstów, HerbaTee:)

    A tak przy okazji, ale w związku z porą obiadową muszę się pochwalić, że wczoraj na blogu Ziemianina trafiłem na rewelacyjny przepis na Ślimaczki. Dziś upitrasiłem zgodnie z rozpiską, wszystko dojrzewa w garncu, przenika się zapachami i smakami. Za dwie godziny będzie: podano do stołu:)

    OdpowiedzUsuń
  42. Charmee, nie wiem czy Stokrotka jest tożsama z D***:)

    OdpowiedzUsuń
  43. Ej, te ślimaki to może być rewelka! Wyglądają dużo bardziej apetycznie niż małże

    OdpowiedzUsuń
  44. Wugusiu, sprawdzone już organoleptycznie. R e w e l a c j a!!!

    OdpowiedzUsuń
  45. Ślimaczki ślimaczkami, znane i smaczne, ale notka Caddicusa pierwyj sort!
    Ubawiłam się!
    :)))

    OdpowiedzUsuń
  46. No ja nie wiem co to za tajemniczy przepis, ale faktem jest, że po jego spróbowaniu zatrzęsła się w Wielkopolsce ziemia

    OdpowiedzUsuń
  47. Bo my w Pyrlandii mamy różne dziwne i zaskakujące obyczaje. Jedne pamiętające czasy Edwarda, gdy nie tylko goździkami obdarowywano niewiasty (vide: powyższy wpis), drugie współczesne polegające na pitraszeniu wielkopolskiej wersji ślimaków. Ot i co!

    OdpowiedzUsuń
  48. Nie tylko goździki, ale i rajstopy , a my raz nawet dostałyśmy...podpaski...
    Dzień dobry, witam w ten dżdżysty poranek.

    OdpowiedzUsuń
  49. Witaj D*** wieczorem, nie rankiem, ale też pada cudnie...

    OdpowiedzUsuń
  50. Może teraz się uda?...

    Świetny felieton, Caddi!

    OdpowiedzUsuń
  51. KatoNie, udało się:-)
    A co do tekstu to, jak sam widzisz, z wiekiem pamięć niczym wulkan wyrzuca różne wspomnienia.

    OdpowiedzUsuń
  52. A gówno prawda! W kupie siła! Kupy nikt nie rusza, tylko czasem się wykrusza... ;)

    OdpowiedzUsuń
  53. Akliklaczku, a cio tio, prawda Ci się objawiła jak Matka Boska wychodząca z zakrystii o trzeciej nad ranem?

    OdpowiedzUsuń
  54. Nie, jak Szatan wychodzący z monopolowego, też o trzeciej nad ranem.

    OdpowiedzUsuń
  55. Szef tych lokalnych struktur PZPR to prawie jak Mate Bukara z Przedstawienia Hamleta we wsi Głucha Dolna, no poprostu urodził się mądry i swoje wie... tak kiedyś było :)

    OdpowiedzUsuń