czwartek, 12 stycznia 2012

Osobowe źródło informacji

Zdarzenie miało miejsce w drugiej połowie lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Pan C. dopiero uczył się składać słowa z pierwszych poznanych literek, a otaczający świat wyglądał zupełnie inaczej niż teraz. Nieopodal,  w niewielkiej odległości od siebie leżały dwie bliźniacze wioski o nic nie mówiących nikomu nazwach...Różnowa i Goranin. Centralnym punktem jednej z nich był geesowski* sklepik, w drugiej zaś rozjechane i grząskie skrzyżowanie. 

Pewnego letniego dnia w miejscowości ze sklepem zatrzymał się samochód marki "warszawa". Wyszedł z niego mężczyzna wyglądający na miastowego i skierował się do widocznego obiektu handlowego. W tym samym momencie wyszła z niego stara Miętkiewska objuczona zakupami. 
- Dzień dobry - powiedział przybysz. - Czy może mi pani powiedzieć, jak dojechać do Różnowy?
- A pewnie, że mogę - powiedziała kobieta. - To akurat mi o drodze, więc jeśli mnie weźmiecie to bez problemu traficie.

Kierowca pomógł kobiecie włożyć siatki za tylne siedzenie, a ją usadowił obok siebie. Skinieniem głowy pokazała mu, w którą drogę ma skręcić. Trochę kołysało na wertepach, ale samochód powoli pokonywał odległość. Po przejechaniu około dwóch kilometrów pojawiły się zabudowania. W takich miejscach jak ta nie było żadnych tablic informacyjnych. 
- Zatrzymajcie się przy drugiej chałupie po prawej stronie - zadysponowała kobiecina.
- Czy Rożnowa to tutaj, gdzie przyjechaliśmy?
- W żadnym razie - zaprzeczyła Miętkiewska - Różnowa jest dokładnie tam skąd mnie wzięliście...
- Ale, ale... - zaczął się jąkać zaskoczony właściciel warszawy - ale mnie pani urządziła!
- No, co wy? - żachnęła się kobieta. - Teraz to już bez problemu chyba traficie.




Published with Blogger-droid v2.0.3

16 komentarzy:

  1. Zawsze mówiłem: Panie to potęga słonia, a my-mróweczki do rozdeptania...Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Baba ze wsi, przeczytawszy gazety /lub czasopisma/ w rodzaju "Gromady" bądź "Rolnika polskiego" pokieruje Cię tam, gdzie nawet Diabeł nie może, jeśli się koniecznie uparłeś, by dojechać z Warszawy do dowolnej wsi polskiej. Rozszyfrowałam etykiety!

    OdpowiedzUsuń
  3. Hahaha, dobre! Tego mi brakowało, uśmiałam się :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Barnabo , znasz te rewiry i te stare kobiety. Wiesz jakie potrafiły być przebiegłe.

    Charmee, nagroda specjalna dla Ciebie za etykiety. Nie przypuszczałem, że tego typu prasa dociera(ła) nad jezioro Czos.

    Angie, gdy coś doskwiera wtedy takie historyjki potrafią na moment zapomnieć o dolegliwości.

    OdpowiedzUsuń
  5. Uparcie będę komplementował- mała forma dużej literatury. Głęboki oddech, szeroki uśmiech. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak się zastanawiam, jaki by tu ferment zasiać pod tą żartobliwą notką...

    OdpowiedzUsuń
  7. Wuguś, nie wywołuj wilka z lasu:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dlaczego mi wyskoczyła jakaś dziwna godzina? jest 10.23 przecież

    OdpowiedzUsuń
  9. Coś się dzieje z Bloggerem. Świra dostaje, może to zaraźliwe?

    OdpowiedzUsuń
  10. Może to jakaś dziwna karnawałowa zmiana czasu:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Sorki Caddicus za zamieszanie, tylko wspomniałem o tym fermencie, nie żebym od razu chciał Ci żab na blog nawtykać i urok rzucić. Niebawem wszystko wróci do normy, mam nadzieję.

    OdpowiedzUsuń
  12. Wugi, spoko wodza, jak mawiali starożytni Rzymianie. Nie takim daliśmy odpór:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Do lat 80-tych to się dobrze jeździło po drogach, mały ruch. Teraz każdy ma samochód, nie sępi przyjezdnych na podwózkę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Z dużą przyjemnością czytam Twoje notki Caddicusie... znam takie mądrości ludowe również... Kalecino jechaliście do syna pociągiem... eee gdzie tam... koleją:)
    ps. jakoś nie mogę wpisywać się swoim nickiem bo masz dość skomplikowany sposób wpisywania komentarzy, dlatego wpisuję się nazwą blogu :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ta kobieta opisana przez Autora notki jest znakomitym zobrazowaniem słów Edisona: Nie ma takiego fortelu, do którego nie odwołałby się człowiek, aby uniknąć pracy zwanej myśleniem.

    OdpowiedzUsuń