niedziela, 29 stycznia 2012

Nowa teoria wojny

W latach osiemdziesiątych Pan C. zmuszony był w ramach obowiązkowych zajęć dla studentów uczestniczyć w studium wojskowym. Udział w tym ważnym dla obronności kraju szkoleniu był okazją do poznania wybitnych postaci ludowego wojska polskiego. Jeden z nich w stopniu majora starał się przekonać nieświadomych niczego studentów, że wojna i sprawy wojskowe to wybitna nauka, która wymaga inteligencji i szerokich horyzontów. Wykazywał, że wojna jest nieodzowną składową polityki, a za autorytet przywołał... pruskiego generała i teoretyka wojny Carla Philipa Gottlieba von Clausewitza (1780-1831), którego twierdzenie Wojna jest jedynie kontynuacją polityki innymi środkami uznawał za obowiązujące w każdym systemie politycznym. Nie wiadomo dlaczego nie udało się znaleźć czegoś bardziej stosownego w pismach Marksa, czy choćby takiego Lenina. 
    
Pan C. zapamiętał tę Clausewitzowską tezę, jako jedną z niewielu rzeczy z rocznego uczęszczania do studium wojskowego. Mało tego, uważał ją za jedną z niewielu za prawdziwą i oczywistą, ale... do czasu.

Przed kilkunastu laty pracująca z panem C. w tym samym dziale koleżanka opowiedziała zdarzenie, które miało miejsce w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia. Do jej kilkuletniego synka przyszła od sąsiadów z naprzeciwka koleżanka. Przyniosła ze sobą domek Barbie, który dostała pod choinkę. Weszła do pokoju synka, z którym na początku wymieniali się informacjami na temat otrzymanych prezentów. Synek koleżanki otrzymał pistolety, czołgi, samochody, czyli to wszytko, co potrzebne chłopcu do dobrej zabawy. Koleżanka Pana C. coś tam szykowała w kuchni, ale jednym uchem nadsłuchiwała rozmów dzieci, które po wymianie informacji na temat prezentów zaczęły ustalać, w co się bawić.
- Pobawimy się w wojnę - zaproponował chłopiec.
- Lepiej w dom - zaproponowała dziewczynka. - Będziesz mężem, a ja twoją żoną.

Przez kilka chwil trwało wzajemne przekonywanie się, ale dziewczynka postawiła na swoim i zaczęli bawić się w dom. Mama chłopca cały czas nadsłuchiwała.
- Mężu, wynieś śmieci - dobiegał głos z pokoju.
- Dobrze, żono - odpowiadał chłopiec.
- Mężu, a teraz posprzątaj mieszkanie i odkurz dywany.
- Dobrze, żono - przytakiwał chłopiec.

Ta wymiana poleceń ze strony żony dotyczyła wielu aspektów życia domowego. Mama chłopca zaczęła zauważać w głosie chłopca swoistego rodzaju irytację i brak satysfakcji z zabawy. W pewnym momencie, gdy pojawiło się kolejne polecenie ze strony dziewczynki chłopiec zdecydowanie powiedział:
- Żono, to teraz ty się baw dalej w dom, a ja pójdę sobie na wojnę.

Ta opowieść, odkurzona nieco, uświadomiła Panu C., jak to z tymi wojnami naprawdę było i jest. Faceci po prostu nie wytrzymują presji i ciśnienia życia domowego. Nie chcąc uczynić krzywdy swoim wybrankom serca zajmują się polityką i wywołują wojny, byle tylko mieć mocny pretekst do wyjścia z domu.

Foto: gazeta.pl
Foto: gazeta.pl
posted from Bloggeroid

50 komentarzy:

  1. Hahahahahaha :))) Bingo!

    A tak a propos, albo niezupełnie a propos, to przypomniał mi się tekst koleżanki, świeżo upieczonej mamy. "Ty wiesz, dlaczego kobieta rodzi drugie dziecko?" "Nie :>" "Żeby przez trzy dni sobie odpocząć w szpitalu"...

    No i mamy rozwiązanie dwóch zagadnień. Wojen i rozmnażania ponad jeden :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Charmee,
    podsunęłaś mi pomysł na notkę o Heli i Marianie.
    Niech tylko ułożę ją w głowie podczas spacerów po lesie. Ojjj, będzie karczemna awantura:-)))

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja się w wojnę też bawiłam, nawet umiałam odpowiednio padać, gdy zostałam zastrzelona:)No ale ja, podobnie jak Charmee, jestem wyjątkowa :) Dobry wieczór tutaj, bo tam już byłam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiem też teorią. Jeden z moich sąsiadów głosi, że dlatego jest, jak teraz właśnie jest, bowiem... Europa tak długo nie zaznała wojny. Jatek bałkańskich nie liczy, ale wyraża opinię, że brak "selekcji naturalnej" nam " fizjologię" popsuła. Ów pan - dodam- właśnie wszedł w... 92 rok życia. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. D***,
    Szkoda, że nie znałem Cię, gdy cały ogród babci był w okopach. Oj były wtedy wojny i potyczki, ale dziewczynę sprawę wojen nie angażowaliśmy, bo one wolały skakankę i grę w klasy:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Barnabo,
    Wniosek jeden: brak wojen przyczynia się do degeneracji gatunku;)

    OdpowiedzUsuń
  7. No ale jak chciałam,żeby brat się ze mną bawił, to musiałam się godzić na jego warunki. Byłam młodszą siostrą i jakoś tak mało Helowatą :) Za to starsza siostra to Hela podwójna. :) Czyli i tak statystycznie się zgadza :)

    OdpowiedzUsuń
  8. D***,
    ze statystyką i powoływaniem się na nią zalecałbym ostrożność w myśl zasady:
    jest kłamstwo, dużo kłamstwo i... statystyka .

    OdpowiedzUsuń
  9. Tej zasady nie znałam. Ale skoro mówisz, to pewnie wiesz :) Byle czego byś nie gadał. Na tyle to już Cię znam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. A wiesz, olśniło mnie właśnie, że nie mógłbyś się ze mną bawić w wojnę, nawet gdybyś mnie znał, bo przecież, gdy Ty biegałeś po babcinych zagonach, to ja dopiero na świat przyszłam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetna opowieść. Dowodzi jeszcze jednego, że człowiek już jako małe dziecię intuicyjnie wyczuwa swoją rolę i powinność w społeczeństwie. Życie to potem różnie weryfikuje, dochodzą światopoglądy i walka płci. Ale natura swoje wie ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Hehehe, Caddi opowiem Ci zdarzenie z wczoraj. Mała dziewczynka - 4,5 latka. Strasznie męczy mamę: ja chcę siostrzyczkę! Ja chcę siostrzyczkę! Od rana trwa straszny napór, siostrzyczka i siostrzyczka. W końcu młoda mama usiłuje wyjść fortelem z patowej sytuacji. Kochanie - mówi co córci - nie masz siostrzyczki, ale masz za to Henryka!
    Co prawda Henryk jest kotem, ale lepsze coś niż nic. Mała dziewczynka przepłakała jednak aż do wieczora. Nagle wieczorem odmiana. Przychodzi do mamy z kotem na rękach i mówi szeptem:
    - Mamo, proszę Cię, już nie mów Henryk. To jest od dziś Halinka. Idę spać z moją siostrą Halinką.
    - Pa kochanie, miłych snów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drogi wg 108, dlaczego masz kłódkę na drzwiach, kraty oraz obstawę?:) Chciałam i do Ciebie pozaglądać bez pytania,ale się nie da ( niedasie- jak mówicie :))

      Usuń
  13. Pozwól, Caddi, że i ja swoje trzy grosze na temat układów damsko-męskich i wojny, a raczej szkolenia wojskowego, które przechodziły także kobiety... rzecz miała miejsce podczas kolokwium - prowadzący zajęcia pułkownik był - delikatnie mówiąc - w sile wieku i często się zdarzało, że w jednej grupie dyktował jakieś wiadomości z obrony cywilnej, a innej - zapominał nawet wspomnieć. A że na zajęciach dryl wojskowy - nie pytany nie ma prawa głosu, więc omawiając sposób udzielania odpowiedzi kilku studentkom, stracił cierpliwość i nie pozwolił sobie wyjaśnić, że tego na zajęciach nie było. Tak to rozzłościło jedną z obecnych, że wyszła bez słowa, odkładając na biurko pustą kartkę... na której - oniemiały z wrażenia, pułkownik napisał wielkimi literami na czerwono: WYSZŁA Z POWODU CIĄŻY! :)))))

    OdpowiedzUsuń
  14. Wugusiu,
    I dziwić się, że dzieci fantazjują skoro rodzice nie chcą spełnić ich podstawowych pragnień? Gorzej, cieszą się, że idą z kotem spać:)

    Even,
    To się nazywa twórcze i nowatorskie rozwiązanie patowej sytuacji. A pisałem w notce, że dziedzina wojskowości wymaga szerokich horyzontów.

    OdpowiedzUsuń
  15. Caddi.
    Ominęły mnie honory służby ku chwale ojczyzny. W dobry okres się wstrzeliłem, bo było dużo perturbacji na przełomie lat 80/90, i świńskim pędem mi się udało. Ale pamiętam kumpla ojca, który był pułkownikiem LWP. Ten to miał odjazdy. Potrafił nam areszt w pokoju wprowadzić, no i nie było wyjścia. Musieliśmy grać w brydża tak długo, że już nam bokami te robry wychodziły. Do urzygu... //

    OdpowiedzUsuń
  16. Max,
    Żałuj! Ominęło Cię coś niepowtarzalnego. Trafiłem do woja w wieku 30 lat na cztery miesiące (nie liczę rocznego studium wojskowego). Starszy ode mnie był jeden prokurator, a reszta to młódź wśród podchorążych rezerwy;)

    OdpowiedzUsuń
  17. ...i poszedł na... piwo. ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Idę na piwo, do Katona, bo mnie chyba oko nie myliło, że polewa. Wolałbym wódkę, albo wino, ale... lepsza taka wojna niż żadna. ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Wino skosztuj u mnie, piwo posmakuj u Katona, a Wugusia znajdziesz dobrą nalewkę. A jeśli dasz radę to Angie uraczy Cię szkockim trunkiem:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Dobry wieczór :) To ja poproszę winko, ale słodkie, bo tylko takie lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Mam półwytrawne, ale podgrzeję i dosłodzę:)

    OdpowiedzUsuń
  22. Jakbyś zechciał być tak miły, to będę bezgranicznie wdzięczna :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Uważaj! Bezgraniczność otwiera dostęp do wszystkiego:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj no:) Proszę mnie nie łapać za słowa :)

      Usuń
  24. Ależ miła pani, za nic innego nawet bym nie śmiał... Zatem tylko słowa się ostają:)

    OdpowiedzUsuń
  25. A zapomniałem powiedzieć, że w pierwszej chwili liczyłem na jakiś dowcip o wojskowych w ton tych o milicjantach. Przypomniał mi się ten jak to na zbiórce w komendzie milicji Komendant mówi:
    - Panowie, jedziemy do stolicy na wycieczkę. Mamy do dyspozycji autobus z przyczepą. Drużyna pierwsza wsiada do autobusu, drużyna druga do przyczepy. Autobus odjeżdża o ósmej. Są pytania?
    Na to jeden z milicjantów:
    - O której odjeżdża przyczepa?

    OdpowiedzUsuń
  26. Cane,
    Twój komentarz niech będzie swoistym appendixem do powyższego wpisu:)

    OdpowiedzUsuń
  27. Och Caddi, nie mów, że aż tak nieśmiały jesteś :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Twa nieśmiałość jest wzruszająca :):)

    OdpowiedzUsuń
  29. D***,
    Sam jestem wzruszony tym odkryciem:)

    A tak nawiązując do kwestii wojska i wojskowych dowcipów (ktoś w komentarzu wspomniał, że tego się spodziewał we wpisie) cytuję z przesyłki mailowej od Barnaby:
    Kapral mówi do szeregowca :
    - Masz żetony telefoniczne ?
    - Jasne, stary.
    - Masz mówić : Tak jest, panie kapralu ! A więc masz żetony telefoniczne ?
    - Nie, panie kapralu !

    OdpowiedzUsuń
  30. Dzień dobry, Caddi:)

    OdpowiedzUsuń
  31. Podobno dziś jest Miedzynarodowy Dzień Przytulania. To się przytulę tak bez pytania :) I co mi zrobisz ?:):)

    OdpowiedzUsuń
  32. Lepsza śmierć na polu chwały, niż powolne konanie pomiędzy zlewem a odkurzaczem. ;)

    OdpowiedzUsuń
  33. Dzień dobry, D***!
    Pomyśle, że to bardzo miłe... takie świętowanie. A skoro ma nawet walor międzynarodowy to tylko wypada się przyłączyć:)

    OdpowiedzUsuń
  34. Pomiędzy zlewam a odkurzaczem to niech kobiety konają ?:):) Ja dziś stwierdziłam, że przydałaby mi się żona. No serio. Może by mnie trochę wyręczyła w rózżych takich... i nawet gderanie bym zniosła, byle tylko była...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że to dość nowatorskie podejście, ale sprawa związków jednopłciowych jest już na tapecie. To tylko kwestia czasu /Charmee, a takie tam skojarzenie/, kiedy będziesz mogła ożenić się:)

      Usuń
  35. Od dawna marzę o żonie...

    OdpowiedzUsuń
  36. Charmee, wszytko się może zdarzyć, ale już o żonie nie marzę, a tym bardziej o mężu. Nie ma to, jak Hela!

    OdpowiedzUsuń
  37. Grafo,
    To samo myślę w kwestii śmierci mężczyzny. Nie ma większego dyshonoru niż śmierć z opuszczonymi gaciami:)

    OdpowiedzUsuń
  38. Caddicusie!
    Noszz tą historią przypomniałeś mi wypisz- wymaluj moje dzieciństwo! :))
    Zmuszałam bez przerwy mojego sąsiada ( równolatka) do zabaw w dom. Oczywiście on w końcu miał zawsze dość i szedł z chłopakami na " wyprawy wojenne" gdzieś do parku, w zarośla itd. Zgadzałam się na to, pod warunkiem, że ZARAZ WRÓCI ;)
    W końcu, pewnego dnia stwierdziłam, że bardzo ciekawie " oni spędzają czas" i ...
    dołączyłam do nich! Łażenie po drzewach i granie w " nogę" było naprawdę fascynujące! :)))))))

    OdpowiedzUsuń
  39. Angie, to jesteś jedną z nielicznych dam rozumiejących przyjemność wojaczki. Faceci, jeśli ich tylko kula wroga nie sięgnie, zawsze wracają... no prawie zawsze.

    OdpowiedzUsuń
  40. W powyższym wpisie występują dzieci, dlatego też w komentarzu pozwolę sobie wstawić odniesienie do pięknego tekstu o rodzeniu we dwoje. Ojcem zostałem dawno temu, ale wzruszenie, które mi wtedy towarzyszyło odżyło po przeczytaniu tego, co napisał Maurycy w Rodzić rodzinnie.

    OdpowiedzUsuń
  41. Dzień dobry, Caddi. Proszę Cię najpiękniej jak potrafię - zmień to zdjęcie.
    Czytałam tekst Maurycego. Ja się z nim nie zgadzam, ale każdy ma prawo do swojego zdania.

    OdpowiedzUsuń
  42. Zdjęcie zmieniłem na kolorowe. Przyznam szczerze, że dobrze się czuję w tej skórze, gdyż oddaje wiernie mego ducha i emocje. Tyle tytułem komentarza w kwestii awatara.
    Natomiast tak bawiąc się tabletem zastanawiam się nad jakimś nowym tekstem. Pora chyba zafundować coś na początek lutego.

    OdpowiedzUsuń
  43. Pewnie, że pora i to najwyższa. :) Dzień dobry.

    OdpowiedzUsuń
  44. wojna - męska rzecz. Teraz wiadomo, jak przebiega jej maskulinizacja. Przygody frontowe a nawet przypadek śmierci to nic innego jak wygodna droga ucieczki od lokalnego obozu koncentracyjnego, zwanego małżeństwem ;-)

    a tak w ogóle, to ciekawe czy wielcy tego świata snuliby tyle peanów na część wojny gdyby nie to, że można sobie w jej trakcie do woli swawolić i jeszcze się medale dostaje ;-)

    OdpowiedzUsuń