sobota, 14 stycznia 2012

Czuły krajobraz

Dwoje przyjaciół z kręgu TWA odważyło się i postanowiło wziąć udział w konkursie BLOG ROKU 2011. Występują w odrębnych kategoriach, które odzwierciedlają ich temperament i osobowość. ANGIE stanęła w szranki ze swoim, zdawać by się mogło, zwariowanym i zakręconym, jak słoiczek twist życiem, MAXCEL natomiast wystawił na osąd jurorów i czytelników wrażliwą duszę poety. Poniższy tekst, napisany jeszcze w ubiegłym wieku, jest moim głosem poparcia dla obojga. Każde z nich swoimi wpisami uczy mnie czegoś nowego, mam nadzieję, że dostrzegą to także inni. 
Caddicus Caddi

*****************

Po raz pierwszy trafili tam wiosną. Pogoda nie była wtedy najlepsza. Zbierało się na burzę, taką z wichurą i gradem. Podobne zjawisko, fascynujące, ale nieco przerażające, mieli okazję obserwować w ostatnich dniach już kilka razy. Niebo przesłaniały chmury i w zapadłym nagle półmroku wszystko wydawało się nierealne. Ona trochę się bała. Nie wiedziała dokładnie, gdzie się znajdują. Piaszczysta droga była zupełnie bezludna. Wokół też nie było widać ,,żywego ducha”. Mijali zabudowania opuszczone przez ludzi, podnieceni, zadziwieni i zauroczeni jednocześnie. – Zatrzymaj się – powiedziała, wskazując na dach domu widoczny za rozłożystymi akacjami. Do zabudowań nie prowadziła żadna droga. Z pewnością od dawna nikt już tu nie mieszkał. Przedarli się przez kolczaste krzaki i znaleźli się w miejscu, które było kiedyś wiejskim podwórzem. Gliniany domek okazał się niewielki. Składał się z trzech izb – dwóch pokoi i kuchni. Po prawej stronie stał chlewik i kurnik. Przez otwór w ścianie widzieli grzędę, na której sypiały kiedyś kury. Po drugiej stronie znajdowały się jeszcze dwie dziwaczne budowle, jedna z głęboką piwnicą, służącą zapewne do przechowywania warzyw. – To taki „sklepik” – powiedział – od sklepienia, które znajdowało się nad zagłębieniem. U jego dziadków na wsi, u których wychowywał się po rozwodzie rodziców, w takim schowku przechowywano ziemniaki. Taki ,,sklep” chronił je zimą przed srogim mrozem. Do czego służył miniaturowy domek przypominający obrazek namalowany ręką dziecka, gdzie małe okna wyglądają jak ludzkie oczy, a niewielkie drzwiczki przypominają nos – nie wiedzieli. Może mieszkał tu jakiś Burek, Reksio albo gęś Klementyna? 

Najważniejszym elementem krajobrazu była olbrzymia stodoła lub raczej to, co z niej zostało. Rusztowanie z grubych belek wydawało się prawie nietknięte zębem czasu, podobnie jak słomiany dach. Najważniejsza była jednak wszechobecna cisza, prawdziwa cisza, dźwięcząca w uszach nie przywykłych do braku jakichkolwiek dźwięków. – Jak cudownie! – myślała. – Dobrze byłoby zatrzymać to miejsce tylko dla siebie. Przyglądała się mężczyźnie swojego życia i widziała wyraźnie, że jest zachwycony tak samo jak Ona. Przeczuwała, że to opuszczone przez ludzi miejsce, to kolejny dar Niebios. Przez wiele lat zastanawiała się nad fenomenem ich związku – kruchego chwilami, a jednocześnie nienaruszalnego. Niczego w swoim życiu nie była pewna jak tego, że kocha go, a przecież... . Był mężem innej kobiety. Ona też nie była wolna. Kiedy spotkała go kilka lat temu, wcale nie wiedziała, że On to właśnie Ten. Powiedziała nawet, że największą miłość swojego życia ma już za sobą. Myliła się. 

Nie zawsze układało się dobrze, choć wyraźnie czuła, że ktoś czuwa nad nimi. Miała nadzieję, a nawet przeświadczenie, że Bóg, jeżeli nie błogosławi ich miłości, to też jej nie potępia i patrzy na nich łaskawym okiem. Kiedy znaleźli się w opuszczonej chatce czuła to samo. W życiu nie ma przypadków, są tylko znaki. Zapamiętała to z książek Coelho. Absolutnie się z tym zgadzała, zwłaszcza kiedy odnaleźli to pełne ukojenia miejsce. To musiało coś znaczyć. Kiedy odchodzili stamtąd wiedziała, że wrócą tu jeszcze. 

Ponownie odwiedzili glinianą chatkę w środku upalnego lata. Mieli za sobą kolejne rozstanie. Dopadły ją kłopoty. Potrzebowała pomocy. On był jednak zajęty. Nie miał czasu. Niewiele też poświęcał jej swoich myśli. Wyraźnie to czuła. Była rozczarowana i pełna goryczy. Kiedy się wreszcie spotkali, siedząca w niej ta bardziej agresywna wykrzyczała swoje żale i oskarżenia. Łagodna i czuła była nieszczęśliwa, kiedy zorientowała się, że znowu zwyciężyła w niej ta druga. Krzykliwa powiedziała Koniec i ... odeszła trzaskając drzwiami. Tymczasem On wyjechał z rodziną na wakacje. Miała nadzieję, że gdzieś tam, w towarzystwie zachodzącego za morzem słońca znowu wybaczy jej impulsywność i zajadłość. Ale nie. Po powrocie nawet do niej nie zadzwonił. Drzemiący w nim ten obrażalski i pamiętliwy On, przez całe wakacje pielęgnował swój żal. Kiedy w końcu zadzwoniła – nie chciał z nią rozmawiać. Wtedy rozpłakała się i jego upór zelżał. – Chcesz porozmawiać? – zapytał. 

Kiedy jechali do glinianego domku, mieli już kolejny kryzys za sobą. On doskonale zapamiętał drogę, trafili więc bez problemu. Nie spieszyli się. Za oknem panował niemiłosierny upał, ale w jego klimatyzowanym aucie było przyjemnie. Uwielbiała podróżować w jego towarzystwie. Rozmawiali wtedy i słuchali muzyki. Mieli swoje ulubione utwory, które kojarzyły im się z krajobrazami, które razem odkrywali. To zadziwiające jak wiele było miejsc, które darzyli sentymentem: kapliczka za miastem, las w pobliżu klasztoru pustelników, tama, jeziorko, baszta, wszystkie knajpki i hotele... . Teraz mają jeszcze glinianą chatkę. Zanim dotarli do celu, postanowili zboczyć z drogi, by zobaczyć przedziwne miejsce, wyglądające trochę jak lądowisko kosmitów. Wiedziała, że trzeba mu będzie poświęcić kiedyś więcej uwagi, ale dzisiaj najważniejszy był cel, który sobie wcześniej wyznaczyli. Kiedy jechali dalej, tuż przy drodze wiodącej wprost do ,,ich” chatki zauważyli ogromny drewniany krzyż, wciśnięty między drzewa. Akacje wyglądały tak, jakby wyrosły specjalnie, by otoczyć go i chronić gałęziami. Kiedy jechali tędy wiosną, nie widzieli go. Teraz pewnie też przejechaliby obok, ale Ona zwróciła uwagę na czerwone pelargonie rosnące wśród pni. Kiedy przystanęli, by podziwiać to zjawisko (pelargonie w lesie?), spojrzeli w górę i wtedy go zobaczyli. Była to najpiękniejsza kapliczka, jaką dotąd udało im się spotkać. 

O mało nie przejechali obok chatki. Akacje rozrosły się i prawie całkowicie kryły dostęp do cud-miejsca, które ich za pierwszym razem tak urzekło. Kiedy przedarli się przez gąszcz – zamarli z wrażenia. Było jeszcze piękniej niż wtedy, kiedy zakochali się w tym zapomnianym przez wszystkich skrawku ziemi. Małe podwórko wydawało się jeszcze mniejsze, na środku bowiem rozrósł się ogromny krzak. Wszystko dokoła falowało w upalnym, pachnącym latem powietrzu. Zauważyli też ogromny krzak jałowca, który przeoczyli za pierwszym razem. Szkielet stodoły w blasku popołudniowego słońca aż prosił o obiektyw aparatu fotograficznego. Chlewik zapadł się jeszcze bardziej. Wiosenne ulewy dały mu się we znaki. On zauważył w szczycie domu otwory dla gołębi. A więc były tu kiedyś i gołębie! Nigdzie nie było natomiast świeżych śladów ludzi. 

Poczuli, jak cisza i spokój wypełniają ich z każdą chwilą coraz mocniej. Stanęli urzeczeni, tuląc się do siebie i patrząc sobie w oczy. Wiedziała, że on należy teraz tylko do niej. Nie planowali, że będą się tu kochać, ale ona marzyła o tym. Popchnął ją lekko ku ścianie domu. Przywarł do niej, dotykając jej pełnych piersi i pośladków. Już po kilku chwilach leżeli pod krzewiastą akacją. Pozbawieni wstydu i świadomi pełnego oddania sobie i temu miejscu kochali się jak szaleni. Ona zdjęła suknię, pod którą była całkiem naga. Wiedziała, że w blasku słońca jej nagość jest wyrazistsza niż kiedykolwiek. Kilka zbędnych kilogramów, które umiejscowiły się na brzuchu i biodrach, nie miały w tej chwili żadnego znaczenia. Tonęli w swoich oczach i stanowili dla siebie ósmy cud świata. – Jesteśmy jedno – Ja, On i Nasza Chata – pomyślała naiwnie, zanim napełniła ciszę krzykiem rozkoszy. 

Kiedy leżeli obok siebie patrząc w niebo, czuli niezmąconą harmonię i pełnię szczęścia. – To co się stało nie może być grzechem! – usprawiedliwiała się, przyglądając się jednocześnie koronom akacji. Dobrze wiedziała, że nie są to prawdziwe akacje, bo te rosną tylko w gorących krajach. Drzewo, które użyczyło im cienia to grochodrzew albo, jak mówią botanicy, Robinia pseudoacacia. Przypomniała sobie, że w dawnej Polsce nazywano je czułodrzewem. – To drzewo jest wrażliwe na zranienia zupełnie jak ja –uświadomiła sobie. Jest tak kruche, że pod wpływem silnych wiatrów jego gałęzie łatwo się łamią, a z rany pozostałej po odłamanej gałęzi długo sączy się przezroczysta ciecz. To drzewo ,,płacze”. – Zdziwi się jednak ten, kto jego wrażliwość pomyli ze słabością – myślała. Czułodrzew nie potrzebuje wiele do życia – jedynie odrobinę słońca i ciepła. Rośnie tam, gdzie inne gatunki drzew nie miałyby odwagi zapuszczać korzeni. Jest tak żądny życia, że jeśli ktoś uszkodzi jego korzenie lub nawet potnie je na kawałki, z każdego fragmentu, jak gdyby na przekór losowi, wyrasta nowe drzewo. 

Opuszczona chata powoli stawała się ich azylem. Przyjeżdżali tu często Ona wzięła kiedyś z sobą aparat fotograficzny i zrobiła zdjęcia. Teraz lubi na nie spoglądać. Uspokaja ją widok tego miejsca. Najbardziej cieszy ją obraz stodoły, która przetrwała już tylko na fotografii. Nie ma ich ulubionej budowli, którą tak podziwiali w promieniach zachodzącego słońca. Kiedy któregoś dnia odkryli, że ktoś rozebrał drewniany szkielet, nie mogli ukryć żalu i oburzenia. Tak bardzo przywiązali się do tego miejsca, że już przywykli uznać je wyłącznie za swoje. Obca ingerencja w ów krajobraz wydała im się niemal świętokradztwem. Nadal jednak szczerze kochali to miejsce. On zabrał stąd kilka kamieni, na szczęście, by ułożyć je w swoim ogródku. 

Często zostawiali samochód pod jałowcem i spacerowali wsłuchując się w beztroski śpiew ptaków i zachwycając się krajobrazem. Ziemie są tu marne – same piaski. Wszędzie dominował żółty kolor od kocanek piaskowych, Jej ulubionych wakacyjnych kwiatów, które zasuszone stoją od lat w jej pokoju. Lubiła ich zapach – pełen słońca i gorącego powietrza. Las, który zaczynał się tuż za zabudowaniami też był lichy. Rosły tu jedynie marne sosny i mało wymagające brzozy. Często zastanawiali się, dlaczego dotychczasowi mieszkańcy opuścili swoje domy? Może piaszczysta ziemia nie była w stanie ich wyżywić? Na pewno nie mieli łatwego życia, bo co, poza kocankami, mogło tu rosnąć? Jadąc drogą rozpoznaje się nadal miejsca, gdzie kiedyś stały domy. Wśród zieleni akacji i sosen pysznią się bzy fioletowe i białe, przypominając, że kiedyś udzielały swoim gospodarzom cienia i wspaniałego zapachu, a młodym dziewczynom, na dobrą wróżbę, podsuwały czasem pięciopłatkowe kwiatki. 

Ona i On marzą czasem głośno o własnym, koniecznie drewnianym domu, który mógłby stanąć pod lasem, wśród kocanek, o popołudniowym wylegiwaniu się na werandzie, cichych rozmowach toczonych do późna i o... pisaniu. Ona tu właśnie chciałaby przeżyć resztę życia. Może dlatego, że kiedy widzi z daleka ich chatę od razu łagodnieje. Czuje wtedy, że opuszczają ją wszystkie złe myśli. W czułym krajobrazie wypełnia ją tylko czułość. On wie o tym dobrze, dlatego zabiera ją tam, kiedy mają kłopoty. 

Jesień przyszła tego roku wyjątkowo szybko. Pewnie dlatego, że i wiosna zawitała nieco wcześniej niż zwykle. Ona siedzi w swoim pokoju i przyglądała się widokowi za oknem. Lubi patrzeć na kępę sosen zamykającą horyzont. Przywiązała się też do tego niewielkiego fragmentu ziemi, znajdującego się tuż po drugiej stronie ulicy, gdzie jeszcze nie rozpoczęto żadnej budowy i dzięki temu żyć tu mogą bezkarnie mniszki lekarskie, krwawniki, szczawie i rumianki. Niesforni sąsiedzi wyrzucają tam czasem chwasty ze swoich ogródków, dzięki temu rośnie tu także ogórecznik i wiele innych roślin, których nazw nawet nie zna. Cieszy się, że do tej pory nie wyrosła tu żadna ,,willa”, która przesłoniłaby jej widok ulubionych sosen. 

Jesień jest coraz bardziej wyrazista. Przystroiła się już w kolorowe suknie i otuliła się czerwono-żółtym szalem. Wraz z jesienią rośnie w niej smutek. Ta ,,czarna dziura”, która pojawiła się w jej duszy, czuje się z dnia na dzień coraz bardziej u siebie. Nie pomaga już zapach kocanek i zdjęcie glinianej chaty. Niezbędny jest jeszcze ktoś. A tymczasem On znowu nie ma czasu – wyjazdy służbowe, konferencje... . Ona dobrze to zna i mogłaby znowu przeczekać, ale... . Nie ma w niej już agresji i desperacji, z którą kiedyś w podobnej chwili rzuciłaby się na niego. Czuje tylko cichy, bolesny żal. 

On już od kilku dni nie dzwoni, nie odbiera telefonów – pojechała więc sama do chatki. Zauważyła, że kocanki przekwitły, zabudowania pochyliły się jeszcze bardziej, a akacje straciły liście. Przyjrzała się też sobie. Zobaczyła samotną, starzejącą się kobietę. Co z tego, że wyglądała na 20 lat mniej? Serce szeptało, że to koniec złudzeń. Myślała, miała nadzieję, że uda się jej oszukać samą siebie, przechytrzyć innych, ale... . Stała przed niszczejącą budowlą z gliny i czuła, że zapada się wraz z nią coraz bardziej. I ją przecież nie oszczędziły deszcze, ani burze. Czuła, że nie chce się już bronić. Wtapiała się coraz bardziej w krajobraz, który tak bardzo ją rozczulał. Tak jak kiedyś, w chwili uniesienia, teraz jeszcze bardziej czuła się jego częścią. I wiedziała, że już niedługo w tym czułym krajobrazie pozostanie tylko kępa fioletowych bzów, przypominających, że stał tu kiedyś dom pełen ludzi, że po podwórku biegały psy, w kurniku kury znosiły jaja i że dwoje zabłąkanych kochanków miało tu kiedyś swój ,,skrawek ziemi’’. 
napisane w 1998

22 komentarze:

  1. Caddi..
    DZIĘKUJĘ!
    to po pierwsze; po drugie , mam nieodparte wrażenie, że ..czytałam Gdzieś , kiedyś tę piękną opowieść ( a może jej fragment? )
    Wiesz, że lubiłam Cię czytać ...już dawniej!
    :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To taki remake, który najbardziej mi podpasował jako wsparcie dla Ciebie i Maxcela. Trochę literacko i trochę... życia;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak samo, jak Angie, mam wrażenie, że ten tekst już u Ciebie czytałam. Z przyjemnością odświeżyłam wrażenia i emocje, które w nim są takie przenikliwe.
    Oddaję dwa głosy na Twoich przyjaciół, do których od czasu do czasu dyskretnie zaglądam.

    OdpowiedzUsuń
  4. I takie coś lubię czytać w tym miejscu, też... Nakręciłabym film na tej podstawie, to gotowy scenariusz dla takiego krótkometrażowego,migawki z ulotności...

    OdpowiedzUsuń
  5. Caddi. Ależ mi się ta opowieść przepysznie czytała! Jakbym tam był... Udało Ci się w tym opowiadaniu zamknąć niejeden żywot...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepysznie się czyta, to prawda... :)
      byłam tam... a może w innym miejscu? ...znam glinianą chatkę i domek z białego kamienia, których już dzisiaj nie ma... tylko spokój i ciepło pozostało, gdy się powraca wspomnieniami...

      Usuń
  6. Maxcel, Even, czyta, jak czyta, ale najważniejsze, że w wielu odżyły emocje:-)

    Even, witam w caddicusowych progach.

    OdpowiedzUsuń
  7. No! TAK! Znów. Brawo! Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Barnabo , pora skończyć z oklaskami i zacząć spisywać wrażenia, wspomnienia, kompilacje:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spisywanie wrażeń nigdy nie będzie moją mocną stroną. Pamięć nie ta, wrażenia- nie te, takie ubożuchne. i tak dalej. Ale mam takich- na szczęście- którzy to robią trochę w moim imieniu. Kto? CC? Mówi to coś? Pozdrawiam, będę kibicował. Klaszcząc, ale też tupiąc, jeśli się wkurzę.

      Usuń
  9. http://www.youtube.com/watch?v=0TeLSgncU_4&NR=1&feature=endscreen

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetna opowieść Caddi! Jednym tchem, by zaraz potem pomilczeć nad własnym życiem

    OdpowiedzUsuń
  11. Wspieram ( moralnie) poparcie... popierającego. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Poker, trafiasz w klimaty opowieści:-)

    Wugusiu, dumaj, dumaj i... pisowaj! jest tyle do opowiedzenia:-)

    Baranbo, Ty to potrafisz... delegować wspomnienia...ehhh!

    OdpowiedzUsuń
  13. Dobre opowiadanie, bo dobrze się czyta. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Dobrze jest mieć takie "swoje" miejsce na ziemi...
    Ja je znalazłam tego roku... w Beskidach ;-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Caddicusie wspaniały tekst, napisany bardzo dobrze. Czyta się z dużą przyjemnością i chęcią czytania dalej... z ciekawością co się stanie w następnej chwili... :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Dziękuję za miłe powitanie! I vice versa.
    Właśnie o te emocje chodzi... odżyły, ale i jakaś nostalgia się wkrada... bo ulotne to, przeminęło, rozwiał wiatr...
    "to se nevrati"... :)
    czekamy więc na kolejne opowieści, CC!

    OdpowiedzUsuń
  17. Cane, czytać i wzbudzać w sobie opisane emocje, wejść w siebie i odnaleźć coś takiego. Oto jest sztuka.
    Viola, skoro znalazłaś w... Beskidach, to tylko tyle znaczy, że na to zasłużyłaś :-)
    Mmrr, co do ciągu dalszego to każdy z nas musi dopowiedzieć swoją wymarzoną historię, czego nam wszystkim życzę.

    OdpowiedzUsuń
  18. Caddi, schowałeś w słowach i Angie i Maxcela i całe TWA i wszystko co tu zagląda i czyta. I mnie schowałeś. Cudnie się schować w takich słowach. Posiedziałabym jeszcze długo, oj tak.

    OdpowiedzUsuń
  19. Guard, jeśli tak to czytasz to tylko dowód, że tekst jest uniwersalny. Cieszy mnie to niezmiernie;)

    OdpowiedzUsuń