poniedziałek, 16 stycznia 2012

Apetyczna przyjaźń z Józefem C.

Emocje związane z konkursem Blog Roku 2011 są ogromne. Nasi przyjaciele Angie i Maxcel startują w dyscyplinie, której mierzalność jest wielce umowna, bo czyż można zmierzyć i porównać wartość słów w sposób zupełny? Liczą się wrażenia i emocje, a nasze wyobrażenia o ludziach nabierają realnych barw i kształtów dopiero, gdy stajemy z nimi twarzą w twarz.

O tym właśnie jest poniższy fragment wspomnienia o Józefie Janie (zob. też Tobie, Tobie i... Tobie), którego lekturę - dzięki uprzejmości  Autorki  (ekk) - z przyjemnością polecam.

*****************
Ona o nim
Przyjaźń z nim zawdzięczam... kawałkowi ciasta. Kiedy byłam spikerką lokalnego radia, szef wyznaczył mnie do prowadzenia wieczornych programów z człowiekiem, który miał przyjechać z wielkiego świata, czyli z Poznania. Wiedziałam o nim jedynie tyle, że pisywał świetne felietony do ,,Głosu Wielkopolskiego” pod nazwą ,,Kup Pan Cegłę”, wydał ,,parę” książek i współpracował z Radiem Merkury. To wystarczyło, żeby przed pierwszym spotkaniem z nim czuć ogromną tremę. 

Ówczesny dyrektor naszej rozgłośni pojawił się w moim domu, wysprzątanym dokładnie na tę okazję, w towarzystwie owego niezwykłego gościa. Zaskoczyło mnie, że ten wielki człowiek jest tak niskiego wzrostu i w ogóle jest mężczyzną na wskroś niepozornym. Było w nim jednak coś wyrazistego – oczy. Pamiętam te oczy z naszych późniejszych spotkań, pozornie obojętne, dające jednak za każdym razem dyskretny znak, że widzi mnie i cieszy się ze spotkania. 

Usiedliśmy [...]. Na stoliku, oprócz świątecznych filiżanek, stało przygotowane przeze mnie ciasto. Zważywszy, że w tym względzie (oczywiście ciasta) natura poskąpiła mi talentów, przy pieczeniu owego wspaniałego wiktuału towarzyszyła mi córka. (Zupełnie nie na miejscu wydawało mi się wtedy przyjmowanie gości ciastem kupionym w cukierni!). Po utarciu wszystkich składników, niecierpliwym zaglądaniu do piekarnika uznałyśmy, że bez poczucia wstydu możemy produkt naszych kilkugodzinnych zabiegów podać na stół. Tak też się stało. Ciasto, które zaserwowałyśmy powleczone było grubą warstwą czekolady.

Podwójnie stremowana – z powodu ,,światowości” mojego gościa i niepewna wrażenia, jakie zrobi na nim wytwór moich kulinarnych zabiegów, uśmiechałam się do Józefa Jana jednym z moich najbardziej ujmujących uśmiechów. Rozmowa toczyła się o zainteresowaniach, ewentualnych tematach wspólnych programów, radiu, ludziach itd. I kiedy już wydawało się, że nasza współpraca jest jak najbardziej możliwa – pojawił się niespodziewany gość. Ów najmniej proszony gość, ktoś z rodziny, a konkretnie szwagier, niezupełnie trzeźwy, a wręcz pijany, który tuż po wejściu do pokoju począł odgrywać jakieś przedziwne przedstawienie, które zakończyło się rozpłaszczeniem mojego wspaniałego, powleczonego czekoladą ciasta, na głowie gościa. Zadowolony szwagier (nie byle kto, bo znany i ceniony skądinąd chirurg) zrobiwszy kilka zręcznych przysiadów, opuścił nas równie nagle, jak się pojawił. Przez cały czas owego przedstawienia Józek zachował kamienny spokój. Jego komiczny wygląd, z ,,kupą” ciasta na głowie, nie był w stanie mnie rozśmieszyć. Zrozpaczona, rzuciłam się, by pomóc mu uwolnić włosy z rozmaźganej czekolady, ale on twierdził, że nic się nie stało. Żegnając się, powiedział, że to właśnie ze mną chce prowadzić zaplanowany cykl programów i na odchodnym uścisnął mi znacząco rękę. Ten uścisk był początkiem przyjaźni, która zakończyła się jednak niespodziewanie i nieodwołalnie. Ale zanim śmierć wtrąciła się w tę naszą przyjaźń, były miedzy nami godziny rozmów. Zdaje mi się, że one ciągle się jeszcze toczą, bo przecież nikt nigdy nie odchodzi bezwzględnie. [...]

On o niej w jej.. wspomnieniu
Do dzisiaj mam jego wizytówkę, którą podczas oficjalnej konferencji rozdawał dziennikarzom, a mnie napisał na odwrocie: Wyglądasz bardzo apetycznie[...]

Napisała: ekk 1999

32 komentarze:

  1. Caddi, mam wrażenie, że urwałeś w najbardziej interesującym momencie, chcesz mieć torcik na głowie? Idę do cukierni, bo co mi tam, skoro i tak będzie jednorazowy

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękny ten tekst Caddicusie :***
    Dziękuję:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wugusiu, zapewniam Cię, że wybrałem najbardziej Ciekawe fragmenty, reszta jest... niedopowiedzeniem.

    Angie, gdy postaci są nietuzinkowe to i teksty o nich są takie, jak powyższy. Józef C. był taki, ze inaczej nie można o nim było napisać. Każdy zapamietał go w bardzo osobisty sposób. Miał taki szczególny dar, że każdy w rozmowie z nim czuł się najważniejszy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Caddi :> Bo ja też zamierzam kupić tort i zrobić to, co Wuguś :> I wtedy to TY będziesz wyglądał bardzo, ale to bardzo apetycznie :)))

    Świetne.

    OdpowiedzUsuń
  5. Charmee!!! Ciiiiii, bo Hela przeczyta i zrobi mi awanturę za niewinność... oczywiście:-)))

    OdpowiedzUsuń
  6. Awantury są zazwyczaj za niewinność. Za winność jest milczenie :)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj, te kobiece środki i formy wyrazu! ehhh:-)

    OdpowiedzUsuń
  8. No i jeszcze jest coś takiego, jak obrona przez atak. Mówimy o kwestiach damsko - męskich, oczywiście. Uściślę, bo nie do końca chodzi o obronę jako taką. Jeśli ktoś nam zwraca uwagę o coś, co ewidentnie źle zrobiliśmy, to się odpala armatkę i się strzela, wyciągając wszystkie działa, jakie nam przyszły na myśl od początku świata, celem odwrócenia uwagi od własnych przewin. Oczywiście, wszystko to dzieje się w afekcie i należy to potem wybaczyć i puścić w niepamięć :)))

    OdpowiedzUsuń
  9. Caddicusie. Czasem ma się to szczęście w życiu, że spotyka się takie osoby, których każda nieobecność sprawia, iż długo odczuwamy szczególny brak - jakby fundamentu. Kolejna świetna opowieść. Dzięki Caddi.

    OdpowiedzUsuń
  10. Charmee, oczywiście /wyrozumiały uśmiech/.

    Max, im lat przybywa tym lista nieobecnych coraz dłuższa. Stąd moja skłonność do wspominek.

    OdpowiedzUsuń
  11. „Są ludzie, którzy sprawiają, że dusza nasza tańczy – budzą w nas zrozumienie szeptem swej mądrości. Są ludzie, dzięki którym niebo jest piękniejsze. Istnieją w naszym codziennym życiu i już na zawsze pozostawiają ciepły ślad w sercu...” nawet - jeśli odeszli na zawsze...

    OdpowiedzUsuń
  12. "Twarzą w twarz". Dlatego ta i poprzednie edycje konkursu nigdy nie przyniosą obiektywnych werdyktów. Bo jak ze wszystkimi zgłoszeniami stanąć twarzą w twarz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego mamy dystans, choć kibicujemy naszym, bo wszystkie sądy sądami (czytaj: jury), a laur ma przypaść w udziale naszym reprezentantom...

      Usuń
  13. Takie osoby i takie zdarzenia Caddicusie najlepiej ubarwiają nasze życie... bardzo przyjemnie czyta się takie opowieści... a najciekawsze jest to niedokonczenie... bo wtedy zaczna nam pracować wyobraźnia... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cmentarza na Miłostowie w Poznaniu, gdzie spoczywa od kilkunastu lat Józef Jan. Zawsze brakuje czasu, by zajść do niego na chwilę i zadumać się. Chyba wybiorę się tam niebawem.

      Usuń
  14. Bo czekolada ogólnie poprawia samopoczucie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o tak czekolada jest dobra na wszystko ;)

      Usuń
  15. empatiia, trwa zgodność z Guard w sprawie czekolady sprawia, że chyba zaraz sięgnę po tabliczkę, by poprawić sobie nastrój.

    OdpowiedzUsuń
  16. Podobne cechy ma mój ojciec, umiejętność rozmawiania z każdym na jego poziomie. Nie każdy potrafi porozmawiać z naukowcem czy ministrem, aby ten był zachwycony rozmówcą, a zaraz potem z węglarzem czy woźnicą, który będzie miał takie same uczucia.

    OdpowiedzUsuń
  17. Dodam coś jeszcze na poprawę nastroju już mniej smacznego... sok świeży z buraka czerwonego / codziennie jedna szklanka/. Zdecydowanie poprawia nastrój i pozytywne widzenie świata:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hmm sok z buraka? to chyba odstawię czekoladę i zapodam sobie ten trunek ;)

      Usuń
  18. Mam nadzieję, że teraz to już się uda...

    OdpowiedzUsuń
  19. Cierpliwość jest cnotą. Warto było się trudzić z wchodzeniem tutaj - pomogło wreszcie zainstalowanie nowej przeglądarki /faja/

    OdpowiedzUsuń
  20. Tia... vouloir c'est pouvoir; powiedz to neurochirurgowi dając mu brzytwę za narzędzie /faja/

    OdpowiedzUsuń
  21. Dlaczego od razu takie ekstremalne przykłady, Kacio? Chcesz by krew się polała?:)

    OdpowiedzUsuń
  22. Autorytety...
    kiedyś miałam z tym ogromny problem.
    Im bardziej interesujący i ważny był
    gość, tym większa ilość wiedzy i odwagi
    umykała mi gdzieś w zastraszającym tempie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  23. O! Katon z brzytwą Ockhama

    OdpowiedzUsuń
  24. Viola, każdy chyba miał /i miewa/ chwilę onieśmielenia stając wobec autorytetu, choć prawdziwy autorytet jest przyjazny.

    Wugusiu, Ock'kay:-)

    OdpowiedzUsuń
  25. Oooo, Kaciowi się udało wejść na Bloggera... Normalnie zdziwko. Jesteś moim autorytetem :P

    OdpowiedzUsuń