wtorek, 20 grudnia 2011

Pan C. w szoku

Do rzadkości należą sytuacje, w których Pan C. odczuwa zakłopotanie, a zaskoczyć go czymkolwiek to umiejętność niebywała. Tak było jeszcze do niedawna, ale doświadczenia minionego piątku (tzw. syndrom śledziowy) tę jego pewność siebie zachwiały w sposób zdecydowany.

Od niedzieli Pan C. jest bardzo szczęśliwy, bo prawie po półrocznej nieobecności na święta przyleciało jego Pierworodne Szczęście. Niezwłocznie opowiedziało o wszystkim, co się w ciągu tego czasu wydarzyło i wydarzyć mogło, a tym samym ciekawości Pana C. stało się zadość.

Następny dzień obecności dziecka to już wyższa szkoła jazdy wymagająca cierpliwości. Pan C. wiedział, że musi zarezerwować czas wyłącznie dla niej i uzbroić się w cierpliwość, jaką można mieć dla swojej córeczki. A wie o tym aż nadto znając ją bez mała dwadzieścia pięć lat. Punkt pierwszy programu dnia przebiegł zgodnie z przewidywaniami, czyli potwierdzenie wiedzy, że dziecko jest nieprzewidywalne i trzeba być gotowym na zaskakujące zwroty akcji. Ale zacznijmy od początku.

Córka umówiła się na godzinę dwunastą do fryzjera. Pan C. odpowiednio wcześniej podjechał w miejsce wskazane przez pasażerkę pojazdu. Miał już odjechać i wrócić mniej więcej po czterdziestu minutach, ale coś go tknęło i postanowił wejść razem do zakładu fryzjerskiego. Cóż się okazało? Imienia fryzjerki, z którą córka Pana C. była umówiona, nikt nie znał, a na dodatek w kalendarzu rezerwacji nie było nazwiska Pierworodnego Szczęścia.
- Pod jaki numer pani dzwoniła? - spytała przytomnie recepcjonistka.

Po chwili wszystko było jasne. To nie był ten zakład fryzjerski, w którym ukochane dziecko było umówione. Po wyjściu na zewnątrz Pan C. zadzwonił pod numer telefonu podany przez córkę i dowiedział się, że ma dziesięć kilometrów do właściwego miejsca i siedem minut, by zdążyć na czas. Spóźnienie wyniosło raptem cztery minuty.

Po mniej więcej godzinie przyszła pora na kolejny punkt programu, czyli kupno butów. Pan C. wiedział, że teraz rozpoczyna się kolęda po sklepach, oglądanie różnych fasonów i kolorów, wielokrotne przymierzanie, oglądanie itp. itd. Podwiózł swoje Pierworodne Szczęście do pierwszego sklepu i powiedział, że wróci za chwilę. Pojawił się dosłownie dziesięć minut później, odnalazł córkę między regałami, gdy chowała buty do kartonika.
- Idziemy do kasy - powiedziała zdecydowanie.


Pan C. nie wypowiedział słowa, gdyż była to sytuacja bez precedensu w dotychczasowych jego doświadczeniach związanych z zakupami robionym razem z córką. Był tak zaskoczony, że machinalnie zaczął realizować kolejny punkt programu: odwiedziny sklepów meblowych. Podjechali do salonu o wdzięcznej nazwie BODZIO. Przywitało ich ciepło i zapach nowych mebli. Parter zajmowała ekspozycja mebli kuchennych, wiec kroki skierowali na piętro.

Troskliwy i jeszcze zaskoczony poprzednim zakupem ojciec stanął z boku i obserwował córkę. Ta rozejrzała się po salonie i szybkim krokiem udała się w jego przeciwległy kraniec. Stanęła przy kanapie w kolorze szaro-grafitowym i odwróciwszy się powiedziała:
- To jest świetny kolor, pasuje do wszystkiego. Kupuję.

Pan C. już nic więcej nie powiedział. Przyglądał się tylko, czy aby to wszystko dzieje się naprawdę i czy rzeczywiście, ta młoda kobieta podejmująca szybkie decyzje, to jego własna córka...

16 komentarzy:

  1. Widzę swój ślad! Ja też kupuję szybko oraz ... jak leci. Całuję Szczęście! Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. To wspólne geny... Barnabo:-)
    Nie da się tego ukryć.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nienawidzę łażenia, przymierzania, wybierania.Ale moja córka ma dokładnie odwrotnie. Ona nawet słoik oliwek wybiera 10 minut, co wprowadza mnie w stan zwany potocznie wkurwem...Nadzieja w tym, że dorośnie, jak Twoja. Tylko czy ja dożyję...

    OdpowiedzUsuń
  4. Charmee, dla swoje Pierworodnej mam morze... cierpliwości. Wystarczy, że spojrzy na mnie i powie: Oj, tatku... i już jestem, jak morskie fale polane oliwą:-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj, te zakupy, ja to ostatnio kupiłem Wiewiórce prezent ale za jej pieniądze, bo mi moje zaskórniaki odparowały ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wugusiu, pomysł wręcz epokowy i należy go opatentować. Jak sądzę może mieć to ogromne znaczenie dla funkcjonowania handlu w okresie przedświątecznym:-)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja tak właśnie kupuję i chyba nigdy nie miałam większych problemów z podejmowaniem decyzji zakupowych. Nie zawsze są trafne, ale jak mnie dopadają wyrzuty sumienia i postanawiam pochodzić i poszukać jeszcze, to i tak w końcu wracam po tą rzecz, która mi pierwsza wpadła w oko.

    Właśnie po to są święta, żeby dzieci przyjeżdżały do domu ;)))

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale wiesz, mi z czasem też się tak zrobiło... Pewnego dnia doszłam do wniosku, że szkoda czasu na bieganie po sklepach. Wybieram, mierzę i kupuję. Mój Tatuś też był zaskoczony pewnego dnia, jak w w pierwszym sklepie, po 5 minutach wybrałam sukienkę na bal licencjacki. :) Może to tylko szczęście, że od razu znalazłam. Jednak myślę, że zakupowanie przez cały dzień jest po prostu męczące :)

    OdpowiedzUsuń
  9. guardangel: właśnie!!! Święta są takim czasem, gdy możemy być dziećmi... zawsze.

    wyzwolonazliczb: Oby to, czego doświadczyłem z Pierworodną, stało się regułą. Tego sobie, ale i Twojemu tatusiowi:-)))

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeszcze mi pożyczcie, bo u mnie się nie zanosi...

    OdpowiedzUsuń
  11. Tatusia chcesz wypozyczyć?:-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Hahahaha... Tatusia mam swojego, osobistego, fajnego bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  13. Caddi. Za to widok taty analizującego wyciągi bankowe - "bezcenny" :))

    OdpowiedzUsuń
  14. Mnie pozostało czekać na upragnioną wnuczkę, strasznie ją rozpuszczę. Caddi, szczęście masz :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Charmee: Otetchłem, że się tak wyrażę, bo do wyjazdu Pierworodnej jestem zajęty wielce...

    Max: nawet nie patrzę. Szkoda oczu:-)

    Katonie: ano mam i to... Pierworodne Szczęcie, ale na wnuki to poczekam. Powiedziała, że jej nie spieszno, a męska linia rodu dopiero jest na drugim roku studiów, więc tu też poczekalnia. Chyba, że... jak to mówią: człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi:-)

    OdpowiedzUsuń
  16. Kapitalny tekst, świetna opowiastka:)))
    Powiem tak: to wszystko dzisiejszy rynek. Wiem coś o tym, bo od roku , może dwóch lat robię dokładnie jak Twa córka( choć kiedyś, zanim coś kupiłam trwało to " wieki w jeden dzień" )
    Naprawdę rzadko już zdarza się, abym czegoś długo szukała, zastanawiała się. Sprecyzowane potrzeby wraz ze świadomością potrzeby uszanowania Czasu plus nasycony rynek daje to "niespotykane zdecydowanie", o którym piszesz
    :)))

    OdpowiedzUsuń