czwartek, 10 listopada 2011

Fundator i czarownica

Nic tak nie łechce naszej dumy za życia, jak możliwość wykonania gestu, który zapisze się w pamięci przyszłych pokoleń. Jedni podejmują działania destrukcyjne, jak Herostrates, który podpalił świątynię Artemidy w Efezie, drudzy zaś, jak mądry i wrażliwy król Salomon ułożyli ponadczasowy poemat miłosny Pieśń nad Pieśniami.  Zdarza się, że część osób pragnie dokonać rzeczy dobrych i służących ogółowi. Przykłady można mnożyć i prowadzić niekończące się spory o najlepszy sposób utrwalenia imienia w annałach.

W roku dwa tysiące siódmym Konin celebrował czterechsetną rocznicę śmierci jednego ze swych znamienitych obywatelów. Nie wiem, co szczególnego jest w osobistej katastrofie, jaką jest śmierć, by ją inni uroczyście świętowali, ale tak było. Możliwe, że to był tylko pretekst, by powspominać czyjeś dokonania. Wiemy o nim, że miał ułatwiony start życiowy, gdyż ojciec był dobrze sytuowanym sołtysem w nieodległej wsi Kurów, zarabiał także na udzielaniu pożyczek kapitałowych, skupował w mieście grunty, a także posiadał zakład produkujący sukno (folusz). W odniesieniu do ojca naszego bohatera powiedzenie pieniądz robi pieniądz jest jak najbardziej zasadne.

Status rodziny umożliwił mu podjęcie w 1560 roku studiów w Akademii Krakowskiej, które ukończył w 1569 roku z tytułem magister artium. Kontynuował studia w Padwie skąd przywiózł w 1575 roku tytuł doktora medycyny i filozofii (sic!). Dziś medycyna i filozofia nie idą w parze, choć nie wykluczają się.

Nie będąc szlachcicem, ale za to wyposażony w wiedzę i nobilitujące dyplomy powrócił na krótko do rodzinnego miasta, by niebawem przenieść się na kilkanaście lat do nieodległego Kalisza. praktykował tam jako lekarz, aptekarz oraz sprawował różne funkcje publiczne (wójt, rajca i burmistrz), co tylko świadczy o jego autorytecie jakim się cieszył. Po raz pierwszy wybrano go na burmistrza w 1580 roku. 

W tym miejscu - gwoli rzetelności kronikarskiej, a także w celu wprowadzenia wątpliwego tropu - należy odnotować znamienny fakt. W roku objęcia przez naszego bohatera urzędu burmistrza odbył się w tym mieście pierwszy proces o czary. Wędrowna złodziejka (inne źródła podają, że prostytutka) o imieniu Barbara została oskarżona o czary i czarną magię oraz o to, że była... kochanicą diabła. Użyte najnowocześniejsze środki śledcze skłoniły niewiastę do wyznania winy. Została skazana na spalenie.

Jan Zemełka vel Zemelius - bo o nim piszemy - był wybierany na burmistrza Kalisza kilkakrotnie. Ostatni raz w 1594 roku. W tzw. międzyczasie ożenił się z córką złotnika z Koła. Małżonkowie nie doczekali się potomstwa. Czyżby rzucony urok spalonej wiedźmy? Tego nie wiemy, ale nie możemy też tego wykluczyć. Drugi znamienny fakt w życiu Jana to rok 1588, kiedy to zaraza nawiedziła miasto, a on najzwyklej uciekł z Kalisza wywożąc miejskie fundusze.


W kolejnych latach Zemełka poczynił wiele kroków, które także dziś budzą watpliwości. 
  • 1599 - ufundowanie (ponad 12 tysięcy florenów*) i wyposażenie w Koninie kolegium mansjonarskiego**.
  • 1602 - ufundował dla Akademii Krakowskiej, której był absolwentem, pierwszą w Polsce katedrę anatomii i botaniki lekarskiej.
Resztę aktywów rozdysponował testamentem na rzecz szpitali w Kaliszu i Koninie oraz na stypendia dla dzieci mieszczan z Konina, Koła i Kalisza. Swój niemały udział w zapisie miało też miasto Konin oraz studenci teologii zamierzający studiować w Italii. Z namacalnych rzeczy, które do dziś się ostały w rodzinnym mieście Zemeliusa,   jest ufundowana przez niego kaplica (przylega do kościoła farnego od południa i skrywa w krypcie doczesne szczątki fundatora) oraz pierwszy murowany dom w Koninie, znany od zawsze jako dom Zemełki (zdj. po lewej).

Dobro (czytaj: przekazane pieniądze), które wyświadczył było w odczuciu współczesnych Zemełce ogromne, dlatego opisano to i zachowano dla potomności.  Ludzie odczuwali to obiektywnie, jest jednak we mnie przekorny niepokój dotyczący intencji dobroczyńcy i fundatora.

Pierwszy niepokój - o bardzo wątpliwych podstawach faktograficznych - to, czy szacowny doktor filozofii i medycyny, światły i wykształcony człowiek, właściciel dwóch aptek w Kaliszu i zarazem burmistrz tegoż miasta miał jakikolwiek udział w procesie czarownicy Barbary? Jeśli tak to, czy miał wątpliwości, co do słuszności oskarżeń i czy wyrzuty sumienia nie towarzyszyły mu do końca dni? Przywołana wcześniej uwaga o rzuceniu uroku na burmistrza Jana jest tylko rodzajem licentia poetica.


Drugi niepokój związany jest z wydarzeniami roku 1588, kiedy to burmistrz czmychnął z Kalisza z kasą miejską i nigdy tak do końca nie wytłumaczył się z tego postępku. Annały mówią tylko o jego tajemniczym zniknięciu. Panosząca się wówczas w mieście zaraza nie może być wystarczającym usprawiedliwieniem dla lekarza i głowy miasta.

Zamiast konkluzji.
Schyłek życia jest dobrą okazją do podsumowań i podjęcia próby naprawienia wyrządzonych krzywd. Czy jest zatem możliwe pomyśleć, iż wielce prawdopodobnym powodem dobroczynności Jana Zemełki były wyrzuty sumienia i obawa, że łatwiej wielbłądowi przejść przez ucho igielne, aniżeli bogatemu wejść do królestwa Bożego?

__________

*1 FLOREN = 30 groszy = 90 szelągów = 540 denarów
     Siła nabywcza ok. 1570 roku: dniówka murarska 5 groszy, para butów 20 groszy, koszula męska 5 groszy, gęś 2 grosze, koń 20 – 22 floreny
____________
** MANSJONARZ, mansjonariusz (łac. maneo - zostaję) - w hierarchii kościelnej kapłan niższej rangi, wikariusz, bez       
    obowiązków kościelnych, który z tytułu zapewnionego utrzymania był zobowiązany trwać na miejscu i pełnić 
    wyznaczone funkcje duszpasterskie i liturgiczne przy katedrachkolegiatach i znaczniejszych parafiach (za: Wikipedia).


Zobacz: BAWARIA



18 komentarzy:

  1. "Schyłek życia jest dobrą okazją do podsumowań i podjęcia próby naprawienia wyrządzonych krzywd."

    Na wszelki wypadek... Bo a nuż jest tak, jak nas przez całe życie bombardowali, że jest...

    OdpowiedzUsuń
  2. Czterysta lat temu większość żywiła przekonanie, wręcz miała pewność, że tam po drugiej stronie COŚ jest...

    Zakazana reklama tego, co po drugiej stronie:
    http://youtu.be/YT17n8_tyK4

    OdpowiedzUsuń
  3. Wyliczyłam sobie, że to, co dostali mansjonarze to w przeliczeniu na siłę nabywczą to jakieś 600 koni. A koń wówczas to, jak jakaś niezła bryka dzisiaj, czyli ok. 50 tys. zł.
    Aż mi się w głowie kręci... wychodzi jak nic 30 mln zł.
    Ciekawe ile dostali inni obdarowani. Czy fundator był tak samo hojny wobec pozostałych obdarowanych?

    OdpowiedzUsuń
  4. Po prostu- jesteś wielki, a historia to matka nauk. Jak powtorenije- mat` uczenija... Mogę i po łacinie... A kocham wiedzę historyczną wzbogacać. Dlatego- serdeczne dzięki. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuje i ja Caddicusie:)
    Rzadko można trafić dziś na tak ciekawy tekst;
    Wyrzuty sumienia..? Naprawianie wyrządzonych krzywd..?
    Może i tak. A może podświadomy lęk przed " karą za grzechy"
    ?
    ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. HerbaTee,
    Pozostałe donacje były znacznie niższe;
    Akademia Krakowska - 2000 florenów (100 koni)
    Miasto Konin - 600 florenów (30 koni)
    Studia w Italii - 100 florenów (5 koni).
    To tylko pierwsze z brzegu. Mansjonarze zatem wydają się być dla Zemełki rodzajem przepustki do wieczności, a podarowany im 'obol' na przeprawę przez Styx musiał być gatunkowo najlepszy:-)))

    OdpowiedzUsuń
  7. W końcu, drogi Barnabo, obok domu Zemeliusa po wielokroć przechodziłeś, zmierzając w kierunku apteki, gdzie na piętrze był brydżyk i naleweczki:-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Angie, człowiek jest często, jak dziecko we mgle: nie wie CO i nie wie JAK? Z wiekiem przychodzi wiedza i refleksja nad tym, co słuszne i właściwe.

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajna reklamówka, kreatywna,
    "gdy odwiedzin tego filmu przybywa to wiedz ze cos sie dzieje :D"

    Gdyby miał potomka to pewnie na kaplicy i własnej krypcie by poprzestał

    OdpowiedzUsuń
  10. Wugusiu,
    Jak dobrze mieć potomstwo na utrzymaniu, a zwłaszcza swoje. Wiadomo wtedy, co uczynić ze zgromadzonymi dobrami;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Powiem Ci więcej- wyznając- przechodziłem też w dugą stronę. W domu na rogu, nad- wówczas- księgarnią mieszkała dama przecudnej urody. Jej mama uczyła mnie polskiego ( przez pewien czas), a tata robił dość srogie miny. A młoda dama, potem lekarka miała też piękny sopran i słuch- daj nam Boże- każdemu. Śpiewała na akademiach, a jeszcze ze swoją imienniczką (alt) w kapitalnym duecie. A ja- tylko w chórze, ale za to "pod Wojnarowskim" , dziś - i od tal- prowadzi chór Filharmonii Warszawskiej, Budzisz wspomnienia, nie duchy... Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Jakoś trudno mi uznać znakomitym obywatelem Jana Zemełka vel Zemeliusa. :( ale swoim wpisem zmusiłeś mnie do przyjrzenia się bliżej procesom o czary w POlsce . Trochę tego było mimo iz Polska w tych mrocznych czasach jawi nam się jako kraj tolerancji religijnej. Niemniej jednak spalono na stosie około 2000 ludzi ;((głównie kobiet ;(( najczęściej z najniższych warstw społecznych ;((
    dr_ewa999

    OdpowiedzUsuń
  13. Barnabo, cieszy, że składane mozolnie krytyki ożywiają czas przeszły... wspaniały.Dr Ewa, oj było było. Niestety często oskarżenie o czary służyły porachunkom.

    OdpowiedzUsuń
  14. No coz, kazdy czlowiek, wielki i ten maly ma prawo do slabosci, jednym sie je wybacza, innym, nie, w tym przypadku slabosc zostala chyba za zycia odkupiona przez dobre uczynki wiec rozgrzeszam Zemełke :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Jak ja lubię takie teksty. Moje uznanie.

    KatoN

    OdpowiedzUsuń
  16. Wildrose, wiem o tym i dlatego przywołałem tę postać. Natura ludzka zawżdy jednaka... wówczas i teraz.

    Katonie, też lubię takie teksty, ale są czasochłonne. Mam ogromną przyjemność, gdy czasami uda mi się coś takiego napisać.

    OdpowiedzUsuń
  17. Witam! Pański artykuł na temat Jana Zemełki zainteresował mnie w sposób szczególny. Przede wszystkim dlatego, że podjął się Pan postawienia dwóch znaków zapytania na życiorysie mojego zacnego Prawuja. No właśnie - od tego powinienem zacząć. Należę do rodziny Jana Zemełka. Podobnie jak on łączę humanistykę z naukami ścisłymi (jako historyk i filolog klasyczny, w trakcie doktoratu na Akademii Medycznej). Tym bardziej jest mi ta postać bliska. Czy dotarł Pan do jakichkolwiek źródeł potwierdzających aprobatę Zemeliusa dla procesu o czary? Pytam z czystej ciekawości. Czy dotarł Pan do któregoś z dzieł Zemeliusa? Mnie udało się odnaleźć tylko jedną rozprawę z Uniwersytetu w Padwie. Będę wdzięczny za odpowiedź.
    Pozdrawiam,
    Adam Zemełka (łac. Zemelius:)
    www.zemelka.info

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powyższy wpis nie rości sobie pretensji do wyczerpującego studium o Janie Zemełce, a postawione pytania były swoistego rodzaju prowokacją wykoncypowaną w oparciu o zestawione fakty. Zamiarem było ożywienie notki biograficznej poprzez wprowadzenie wątków fabularnych.
      Niestety nie dotarłem do żadnego pisanego dzieła Pańskiego czcigodnego antenata. Więcej do powiedzenia na jego temat ma pan Piotr Rybczyński z Archiwum Państwowego w Koninie. Jest chodzącą historią miasta i regionu.
      Pozdrawiam i dziękuję za wizytę.

      Usuń