niedziela, 27 listopada 2011

Akwarele

Gdy pustka w głowie i brak pomysłu na notkę warto skorzystać z cudzych podpowiedzi. W takiej sytuacji znajdował się od kilku dni Pan C. Na szczęście w sukurs przyszedł mu kuzyn Barnaba - jak zwykle niezawodny - i podesłał e-maila z akwarelami. Ich autor dwukrotnie (1907 i 1908) ubiegał się o przyjęcie do nobliwej i najstarszej w Europie Akademii Sztuk Pięknych w Wiedniu (Akademie der bildenden Künste). Władze wiedeńskiej uczelni nie doceniły talentu młodego i ambitnego człowieka i swoimi decyzjami sprawiły, że został zmuszony znaleźć ujście dla swej aktywności w innej dziedzinie. Gdybyż przewidziały, jaki ciężar gatunkowy niesie ich decyzja dla Europy i świata, zapewne w tym szczególnym przypadku zrezygnowałyby z wysokich standardów.

Po doznanym upokorzeniu niespełniony artysta jeszcze przez jakiś czas  utrzymywał się ze sprzedaży swoich akwarel i malowanych pocztówek, nie gardził też pracą pomocnika murarza. Jeszcze wiele lat później wykorzystał swoje umiejętności i opracował kilka rozpoznawalnych do dziś logogramów, zmodyfikował też model kultowego samochodu produkowanego nieprzerwanie do 2003 roku. 

Odniósł więc jakiś sukces, ale... popatrzmy:



O kim mowa i za co pośrednio współodpowiedzialna jest szacowna uczelnia? A może tych, co nie przyjęli adepta sztuki malarskiej do Akademii sądzić pośmiertnie za brak dalekowzroczności? 

Praktyczne skutki osądu żadne, ale za to poczucie, że oto sprawiedliwości stanie się zadość.



czwartek, 10 listopada 2011

Fundator i czarownica

Nic tak nie łechce naszej dumy za życia, jak możliwość wykonania gestu, który zapisze się w pamięci przyszłych pokoleń. Jedni podejmują działania destrukcyjne, jak Herostrates, który podpalił świątynię Artemidy w Efezie, drudzy zaś, jak mądry i wrażliwy król Salomon ułożyli ponadczasowy poemat miłosny Pieśń nad Pieśniami.  Zdarza się, że część osób pragnie dokonać rzeczy dobrych i służących ogółowi. Przykłady można mnożyć i prowadzić niekończące się spory o najlepszy sposób utrwalenia imienia w annałach.

W roku dwa tysiące siódmym Konin celebrował czterechsetną rocznicę śmierci jednego ze swych znamienitych obywatelów. Nie wiem, co szczególnego jest w osobistej katastrofie, jaką jest śmierć, by ją inni uroczyście świętowali, ale tak było. Możliwe, że to był tylko pretekst, by powspominać czyjeś dokonania. Wiemy o nim, że miał ułatwiony start życiowy, gdyż ojciec był dobrze sytuowanym sołtysem w nieodległej wsi Kurów, zarabiał także na udzielaniu pożyczek kapitałowych, skupował w mieście grunty, a także posiadał zakład produkujący sukno (folusz). W odniesieniu do ojca naszego bohatera powiedzenie pieniądz robi pieniądz jest jak najbardziej zasadne.

Status rodziny umożliwił mu podjęcie w 1560 roku studiów w Akademii Krakowskiej, które ukończył w 1569 roku z tytułem magister artium. Kontynuował studia w Padwie skąd przywiózł w 1575 roku tytuł doktora medycyny i filozofii (sic!). Dziś medycyna i filozofia nie idą w parze, choć nie wykluczają się.

Nie będąc szlachcicem, ale za to wyposażony w wiedzę i nobilitujące dyplomy powrócił na krótko do rodzinnego miasta, by niebawem przenieść się na kilkanaście lat do nieodległego Kalisza. praktykował tam jako lekarz, aptekarz oraz sprawował różne funkcje publiczne (wójt, rajca i burmistrz), co tylko świadczy o jego autorytecie jakim się cieszył. Po raz pierwszy wybrano go na burmistrza w 1580 roku. 

W tym miejscu - gwoli rzetelności kronikarskiej, a także w celu wprowadzenia wątpliwego tropu - należy odnotować znamienny fakt. W roku objęcia przez naszego bohatera urzędu burmistrza odbył się w tym mieście pierwszy proces o czary. Wędrowna złodziejka (inne źródła podają, że prostytutka) o imieniu Barbara została oskarżona o czary i czarną magię oraz o to, że była... kochanicą diabła. Użyte najnowocześniejsze środki śledcze skłoniły niewiastę do wyznania winy. Została skazana na spalenie.

Jan Zemełka vel Zemelius - bo o nim piszemy - był wybierany na burmistrza Kalisza kilkakrotnie. Ostatni raz w 1594 roku. W tzw. międzyczasie ożenił się z córką złotnika z Koła. Małżonkowie nie doczekali się potomstwa. Czyżby rzucony urok spalonej wiedźmy? Tego nie wiemy, ale nie możemy też tego wykluczyć. Drugi znamienny fakt w życiu Jana to rok 1588, kiedy to zaraza nawiedziła miasto, a on najzwyklej uciekł z Kalisza wywożąc miejskie fundusze.


W kolejnych latach Zemełka poczynił wiele kroków, które także dziś budzą watpliwości. 
  • 1599 - ufundowanie (ponad 12 tysięcy florenów*) i wyposażenie w Koninie kolegium mansjonarskiego**.
  • 1602 - ufundował dla Akademii Krakowskiej, której był absolwentem, pierwszą w Polsce katedrę anatomii i botaniki lekarskiej.
Resztę aktywów rozdysponował testamentem na rzecz szpitali w Kaliszu i Koninie oraz na stypendia dla dzieci mieszczan z Konina, Koła i Kalisza. Swój niemały udział w zapisie miało też miasto Konin oraz studenci teologii zamierzający studiować w Italii. Z namacalnych rzeczy, które do dziś się ostały w rodzinnym mieście Zemeliusa,   jest ufundowana przez niego kaplica (przylega do kościoła farnego od południa i skrywa w krypcie doczesne szczątki fundatora) oraz pierwszy murowany dom w Koninie, znany od zawsze jako dom Zemełki (zdj. po lewej).

Dobro (czytaj: przekazane pieniądze), które wyświadczył było w odczuciu współczesnych Zemełce ogromne, dlatego opisano to i zachowano dla potomności.  Ludzie odczuwali to obiektywnie, jest jednak we mnie przekorny niepokój dotyczący intencji dobroczyńcy i fundatora.

Pierwszy niepokój - o bardzo wątpliwych podstawach faktograficznych - to, czy szacowny doktor filozofii i medycyny, światły i wykształcony człowiek, właściciel dwóch aptek w Kaliszu i zarazem burmistrz tegoż miasta miał jakikolwiek udział w procesie czarownicy Barbary? Jeśli tak to, czy miał wątpliwości, co do słuszności oskarżeń i czy wyrzuty sumienia nie towarzyszyły mu do końca dni? Przywołana wcześniej uwaga o rzuceniu uroku na burmistrza Jana jest tylko rodzajem licentia poetica.


Drugi niepokój związany jest z wydarzeniami roku 1588, kiedy to burmistrz czmychnął z Kalisza z kasą miejską i nigdy tak do końca nie wytłumaczył się z tego postępku. Annały mówią tylko o jego tajemniczym zniknięciu. Panosząca się wówczas w mieście zaraza nie może być wystarczającym usprawiedliwieniem dla lekarza i głowy miasta.

Zamiast konkluzji.
Schyłek życia jest dobrą okazją do podsumowań i podjęcia próby naprawienia wyrządzonych krzywd. Czy jest zatem możliwe pomyśleć, iż wielce prawdopodobnym powodem dobroczynności Jana Zemełki były wyrzuty sumienia i obawa, że łatwiej wielbłądowi przejść przez ucho igielne, aniżeli bogatemu wejść do królestwa Bożego?

__________

*1 FLOREN = 30 groszy = 90 szelągów = 540 denarów
     Siła nabywcza ok. 1570 roku: dniówka murarska 5 groszy, para butów 20 groszy, koszula męska 5 groszy, gęś 2 grosze, koń 20 – 22 floreny
____________
** MANSJONARZ, mansjonariusz (łac. maneo - zostaję) - w hierarchii kościelnej kapłan niższej rangi, wikariusz, bez       
    obowiązków kościelnych, który z tytułu zapewnionego utrzymania był zobowiązany trwać na miejscu i pełnić 
    wyznaczone funkcje duszpasterskie i liturgiczne przy katedrachkolegiatach i znaczniejszych parafiach (za: Wikipedia).


Zobacz: BAWARIA



Wszechmoc ze skazą

Kontakt z dziadkami jest dla młodego człowieka, jak spotkanie ze światem wróżek i dobrych czarowników. Wszystko, co znajduje w ich domach i otoczeniu jest takie inne i... magiczne. Ukochana babcia gotuje najlepsze pierogi i najpyszniejszy budyń z wiśniami. Natomiast najkochańszy dziadek potrafi wystrugać najlepszą procę i wie, gdzie raki zimują. Nie musi sprawdzać dziadków, bo oni zawsze są  najlepsi i wyjątkowi.
Do rodziców Michałka - swego czasu urzeczonego historią opowiedzianą podczas kazania - przyszedł znajomy. Chcąc nie chcąc dał się wciągnąć w rozmowę z chłopcem.
- A moja babcia to potrafi zrobić wszystko - zagadnął Michałek.
- Oj, chyba nie wszytko - odpowiedział przekornie gość.
- Przecież ci mówię, że moja babcia potrafi wszystko - powtórzył zdecydowanie młody człowiek.
- Czy jesteś pewien, że twoja babcia potrafi wszystko? Zastanów się dobrze - powiedział wątpiąco mężczyzna.

Michałek spojrzał uważnie na rozmówcę, przechylił głowę, zmrużył oczy, westchnął i przyznał zrezygnowany:
- Masz rację! Nie wszystko. Nigdy nie widziałem, żeby kiedykolwiek zrobiła... miód.



wtorek, 8 listopada 2011

Konkurencja pęka

Współcześni mają w użyciu liczący prawie sto lat rewolucyjny w swej prostocie i użyciu produkt. O jego proweniencji wie niewielu, choć wszyscy wiedzą do czego służy i jak go stosować. Tak się składa, że wynalazca tegoż ustrojstwa urodził się w mojej małej ojczyźnie, choć biznesowe sukcesy odniósł już po jej opuszczeniu. W Niemczech otworzył w 1914 roku przedsiębiorstwo zajmujące się produkcją perfum i wyrobów gumowych. Opatentował wyrób, który bardzo szybko przyjął się w Niemczech, choć wzbudził protesty katolickich biskupów. Zdobył kontrakt na dostawy tego wyrobu dla armii niemieckiej.

O kim i o czym mowa?

Najpierw wstęp odsuwający o kilka wersów odpowiedź.
Przedwojenny polski slogan reklamowy odnosił się wprost do wynalazku naszego bohatera: Prędzej ci serce pęknie. Kilkadziesiąt lat później Anita Błochowiak, posłanka SLD, prowadziła w Pabianicach akcję pod hasłem: Załóż gumę na instrument.

Nasz bohater wolał swoje uwidocznione w tytule hasło, które okazało się bardzo skuteczne i wpływające na dochodowość przedsięwzięcia. Julius Fromm (1883-1945) - bo o nim tu mowa - koniński Żyd i wynalazca bezszwowej prezerwatywy z lateksu dokonał rewolucji w obszarze zabezpieczeń przed niechcianą ciążą. Dotychczasowe zabezpieczenia były produkowane z pęcherzy ryb, zwierzęcych jelit lub bardzo grubych gum. Nastąpiła zmiana jakościowa, która przyczyniła się do finansowego sukcesu. Co ciekawe, swój biznes prowadził z sukcesami aż do 1938 roku, kiedy to zmuszono go do sprzedania intratnego przedsiębiorstwa Elizabeth von Epestein, matce chrzestnej Hermana Goeringa. Zaskakuje fakt, że naziści wypłacili Frommowi 3 miliony ówczesnych marek, co dziś odpowiada 30 milionom euro.

Konin postanowił uczcić znanego rodaka, choć dla większości pole sukcesów Fromma to powód zawstydzenia i zażenowania. A szkoda! Poniżej filmik z happeningu, który odbył się w sto dwudziestą ósmą rocznicę urodzin niedocenianego koninianina.

Hołd dla Fromma