niedziela, 23 października 2011

Urzekająca historia

Chodzenie do kościoła nie należy do ulubionych zajęć najmłodszych. Kiedyś do kościoła i w jego okolice przyciągały odpustowe kramy i wata cukrowa. W dobie telewizji i internetu niechęć do odwiedzin tego miejsca jest bardziej zauważalna niż kiedykolwiek.

Wiele matek mając na uwadze swoiście rozumiane dobro pociech, co niedziela ciągnie je do kościołów na msze. Wychodzą z założenia, że dzieciom może się  to przydać, bo odpowiednich papierków i kwitków nigdy zadość. Chrzest, pierwsza komunia, bierzmowanie, świadectwo religii etc. Wyziera z tej postawy sławetny zakład Pascala: lepiej wierzyć w istnienie Najwyższego i nie narażać się jego urzędnikom... tak na wszelki wypadek.

Dzieci przymuszane matczyną troską cierpią katusze i strasznie się nudzą, gdy ksiądz głosi słowo Boże. Chcąc objaśnić trudne teksty biblijne jeden pan ksiądz z drugim panem księdzem, prześcigają się w podawaniu  przykładów będących opowiastkami o nich samych.

Michałek - rezolutny i nad wyraz dojrzały chłopiec - miał chyba dziewięć lat, gdy znalazł się w podobnej sytuacji. Kolejna niedziela i kolejna katorga słuchania kazania, z którego tylko niektóre fragmenty był w stanie zrozumieć. Wielokrotnie chwytał matkę za rękaw i próbował namówić do wyjścia. Ta cierpliwie przekonywała, by jeszcze chwilę wytrwał.

Wreszcie, gdy po długim i przynudnawym kazaniu wybrzmiało sakramentalne amen, w kościele zaległa cisza. Wzdłuż nawy głównej kościoła oraz w kruchtach wszyscy odczuwali niewypowiedzianą ulgę. Rezolutny Michałek odwrócił się wtedy do matki i na cały głos skomentował:
- Mamo! Urzekła mnie jego historia!
Po chwili konsternacji znudzeni wierni gruchnęli szczerym śmiechem. W niezamierzony sposób wychynęli z narzuconej smutnej pozy i okazali radosne oblicze.

Dzieci podczas kazania


Zobacz: Żywa woda

12 komentarzy:

  1. Potem się katolicy dziwią, że młodzi odchodzą od kościoła. No cóż, nie będę po tym płakał. Zmuszajcie dzieci do tego, na pewno ktoś inny skorzysta. ;)

    Krwawy

    OdpowiedzUsuń
  2. Kościół. Lata świetlne temu. Nadmieniam, że ja - co zajdę do kościoła, to Wielkanoc. Młoda daje czadu tak, że najchętniej dokonałabym rękoczynów i samosądu. W myślach ustalam system represji, jakim ją poddam po powrocie. Czas wlecze się w nieskończoność, latorośl rozkręca się coraz bardziej. Wreszcie następuje upragnione: "idźcie, ofiara spełniona". Wychodzimy. I słyszę słodkie i rozbrajające: "Mamusiu, prawda, że byłam bardzo grzeczna?"

    A teraz to słodkie dziecko zamierza dokonać aktu apostazji.

    OdpowiedzUsuń
  3. Krwawy,
    Coś jest na rzeczy.

    Charmee,
    Zastanów się! Może warto dołączyć do własnej latorośli. Do kościoła i tak będziesz mogła chodzić jeśli... tylko zechcesz:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie urzekła kaseta video z komunii mojego syna. Obejrzałam raz :) To był prawdziwy koncert ziewania. Dzieci chyba z wrażenia całą noc nie spały :)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Caddicusie:*
    temat- rzeka.
    Mnie kojarzy się z kościołem najbardziej dwa " numery". Otóż gdy przygotowywano moje najmłodsze, żeńskie dziecię do 1szej Komunii Św. mój synuś Pierworodny, ogłosił, że idzie "dokonać aktu apostazji". ( Charmee, już polewam:> )
    Jakoś ubłagałam,by poczekał przynajmniej aż Mała weźmie tę komunię...
    Drugi numer to taki, że myślałam, ze zabiję księdza. Ale o tym opowiem już na swoim blogu ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. miało być " kojarzą"
    Wybacz, jestem rozkojarzona w niedzielny wieczór...
    ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Guardangel,,
    Dobrze, że nie mam takich kaset. Ufff....

    Angie,
    Skoro twoje dzieci apostazjują to po cóż chcesz przeprowadzać je przez ścieżkę kościelnej kariery?

    OdpowiedzUsuń
  8. "przeprowadzać je przez ścieżkę kościelnej kariery" - chcemy czy nie chcemy, to kościół uznał że jest powszechny i ma w dodatku całą gamę sztuczek wypraktykowanych przez wieki.

    OdpowiedzUsuń
  9. A mnie " urzekła" opowiedziana TU histryjka, a szczególnie pointa. ;))
    Ja zakończyłam swój związek z kościołem powszechnym ( a nawet świętym, jako się SAM zowie )na bierzmowaniu i jeszcze wtedy byłam sama bardzo przejęta - może dlatego, że nie byłam nigdy zmuszana przez rodziców ( bo sami nie chodzili). Natomiast moje dzieci ( choć też nie zmuszane ), miały jeszcze znacznie mniejszy entuzjazm i już nie skorzystały z tego sakramentu, czyli również z kolejnych. Ale na apostazję jakoś nikt z nas jeszcze się zdobył...tak jakoś schodzi.

    OdpowiedzUsuń
  10. Errata - " na apostazję...nikt z nas jeszcze się NIE zdobył...". Co by nie wątpliwości," o so mi chozi" ;))

    OdpowiedzUsuń
  11. WG,
    Problem sztuczek zamierzam opisać przy innej okazji.

    Kwoka,
    Apostazja to kolejny ciekawy wątek. Kto był pierwszym apostatą - oto jest pytanie;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mówię to jako młoda (póki co) osoba, apostata.
    Kto może korzystać na młodych, którzy odchodzą? Pewnie większość wybierze obojętność religijną czyli ateizm lub agnostycyzm.
    A z tych, którzy ciągle potrzebują sacrum?
    Kościoły ewangelickie, muzułmanie i ... kulty starych bogów np Hellenizm, Asatru czy Rodzimowierstwo.

    OdpowiedzUsuń