środa, 26 października 2011

Przymus apostazji

Państwo polskie chcąc nie chcąc jest agendą Kościoła Katolickiego. Stało się tak wbrew Ustawie o systemie oświaty z 1992 roku, a w szczególności wbrew napisanemu do niej Rozporządzeniu w sprawie warunków i sposobu organizowania nauki religii w szkołach publicznych. Przywołane zapisy mówią, że w szkole nauczanie religii, czy etyki organizuje się  n a  ż y c z e n i e  rodziców. Jeśli więc coś ma być życzeniem to powinny wystąpić warunki do wyrażania tego w  sposób wolny i nieprzymuszony.

Jakież było moje zaskoczenie, gdy przed kilku laty syn rozpoczął naukę w liceum. Po spotkaniu z wychowawcą poinformował mnie, że  m u s z ę  napisać pismo, w którym jednoznacznie oświadczę, iż nie wyrażam zgody, by uczęszczał na lekcję religii. Ci, co mnie nieco znają wiedzą, jak reaguję na przymus, a przymus w sprawach światopoglądowych w szczególności. Ze złości zagotowało się we mnie wszystko i pociemniało w oczach. Na szczęście po chwili wzburzenie ustąpiło i zdrowie zachowałem.

Podczas pierwszego zebrania rodziców próbowałem dopytać wychowawczynię o formę i zasadność inkryminowanego oświadczenia. Przekonywała mnie, że jest to wymóg władz oświatowych, które nałożyły taki obowiązek na dyrektora szkoły. Próbowałem spokojnie wyjaśnić, że kwestie religii jako takiej - w tym także nauczanie religii - są sprawą prywatną i nie można wymagać ode mnie składania oświadczeń, poprzez które będę zmuszony ujawnić swe przekonania. Nie chciałem przyjąć za właściwe praktyki, by wszystkich uczniów bez wyjątku wpisać w plan katechezy bez  zgody rodziców. W pierwszej chwili gotów byłem zrobić zadymę w stylu siwy dym i czarne chmury, ale po rozmowie z synem odpuściłem. Przekonał mnie, że nie zależy mu na zostaniu bojownikiem o wolność sumienia i wyznania... Nie chciał  uczestniczyć w lekcjach religii, a kwestie pryncypialne nie zajmowały go tak, jak teraz.

Mam świadomość, że ulegając namowie szkoły umożliwiłem złamanie zapisu Konstytucji, który mówi ni mniej, ni więcej: 
Nikt nie może być obowiązany przez organy władzy publicznej do ujawnienia swojego światopoglądu, przekonań religijnych lub wyznania (art. 53 ust. 7). 
Dyrektor szkoły - w opisanym powyżej zakresie - reprezentował  władzę publiczną. 
Źle reprezentował.




12 komentarzy:

  1. Procedura apostazji taka jaka jest rozumiana przez kościół, jest procedurą typowo urzędniczą. Występuje urzędnik czyli ksiądz proboszcz (to istotne, nie może to być inny duchowny z danej parafii) oraz petent (ochotnik do apostazji) oraz 2 świadków.
    Bardzo dużo zależy od proboszcza. Mogą być to stereotypowi duchowni, którzy są bardzo nieprzyjemni lub tak jak było to w moim przypadku miła osoba, która nie robi niepotrzebnych kłopotów i nie dąży do konfliktu.
    Więcej informacji znajdziecie na odpowiednich stronach jak np http://apostazja.pl/index-start.html . Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze, ze trafił się Tobie człowiek, a nie złośliwy kościelny urzędnik. Ty dokonałeś aktu apostazji, by w sposób formalny zerwać więzi z KK. Był to wyraz Twojej woli. Natomiast opisany przykład pokazuje sytuację, gdy jest się zmuszanym do składania podobnej deklaracji.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przerabiałam podobną ścieżkę zdrowia ze swoją latoroślą. Moja córka jest typem buntowniczo - poszukującym. Już w gimnazjum zażyczyła sobie wypisania z lekcji religii, co oczywiście uczyniłam, głównie z powodu egoistycznego, to jest, aby nie musieć podpisywać durnych uwag w stylu: "Je kanapkę podczas słuchania słuchowiska o cudach Pana Jezusa". Myślałam, że to kaprys zbuntowanej nastolatki, jednak nie doceniłam dziecka. Dziecko zaangażowało się w ruch "Racjonalista.pl" i działa. Ale to temat - rzeka. Może kiedyś opiszę u się.

    OdpowiedzUsuń
  4. Charmee,
    Wiele uczymy się od naszych latorośli.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mamy wiele dobrych uregulowań prawnych - niestety praktyka urzędnicza i biurokracja tak je wykoślawiła, że czasem daleko odbiegają od zamysłu ustawodawcy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Temat dobrze znany. Wprawdzie nic nie musiałam nigdy ani oświadczać , ani podpisywać gdy mój Pierworodny będąc w ogólniaku powiedział" dość" i przestał uczęszczać na lekcje religii.
    Zgrzyt był na końcu szkoły.Powiedziano mu,( a raczej wreszcie uświadomiono ) że religia będzie wliczona w " średnią" . Wściekł się, chciał robić " awanturę na szczeblu europejskim" , że nikt ( szkoła) np nie zagwarantował mu lekcji Etyki zamiast. W końcu machnął ręką na to " chore państwo" ( inaczej nie mówi o Kraju..)
    ...
    Był najlepszym uczniem. Skończył liceum z rewelacyjną średnią. Został okrzyknięty " młodym geniuszem" . Popularność Jego zataczała coraz szersze kręgi.
    Na uroczystym apelu na zakończenie ogólniaka odbierałam list gratulacyjny od władz itd.
    Był ( byłby ? ) najlepszy, gdyby nie koleżanka z klasy, która " przebiła go" o jakieś trzy - może cztery punkty za sprawą...religii!!! Ona uczęszczała, On nie.
    Gdy szedł odebrać świadectwo jako DRUGI, cała aula, dosłownie WSZYSCY wstali nagle i zaczęli bić brawa. Jemu!
    To były owacje; stali, stali i bili brawo, skandowali Jego imię.
    Poleciały mi łzy. Same z siebie, zupełny brak kontroli!
    Byłam bardzo, bardzo wzruszona...
    :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Angie,
    Opisałaś klasyczny przypadek, gdy "wola ludu" dobitnie pokazała komu należy się palma pierwszeństwa.

    WG,
    Waldek Pawlak, gdy był premierem za pierwszej koalicji PSL/SLD, podczas sporu z koalicjantem zwrócił uwagę, że władza jest w ręku tego, kto trzyma długopis.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak to dobrze, żem ja już poza szkołami... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Barnabo,
    Szczęśliwym i ja... już:-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Trzeba było nic nie pisać. Sam Pan się ugiął przed bezprawnym żądaniem i może mieć pretensje do siebie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Moje dziecię w czasach licealnych uczęszczało na lekcje religii ale zbyt " energicznie" dyskutowało na kontrowersyjne tematy. Nauczona doświadczeniem życiowym poradziłam dziecięciu, by powściągnęło swoje zapędy do dyskusji w obawie przed uznaniem dziecięcia za heretyka.Któregoś dnia wraca ze szkoły i mówi: "Mamo, ksiądz kazał mi zostać po lekcji religii"
    "O rety"- pomyślałam- znowu moje dziecię powiedziało o kilka słów za dużo."
    " Ksiądz-ciągnęło dziecię dalej-zapytał,czy coś się stało, bo dziecię nagle przestało dyskutować a on w związku z tym nie ma z kim rozmawiać na lekcjach religii i staja się one nudne i martwe bo nikt nie podejmuje dyskusji. Cieszyła go rozmowa nawet na trudne tematy religijne, nie obawiał się jej ani nie przekonywał do swoich racji ,jedynie przedstawiał stanowisko Kościoła w danej kwestii ".
    Ta dygresja przypomniała mi się w związku z Twoim wpisem, ponieważ wydaje mi się,że warto dawać dziecku szansę na wypracowanie własnych poglądów na określone tematy, czasami nawet niewygodne, o których warto rozmawiać, a nie uciekać od nich, oczywiście pod warunkiem,ze osoba z którą dyskutujemy jest inteligentna i ma szerokie horyzonty umysłowe...
    dr_ewa999

    OdpowiedzUsuń
  12. Dr_Ewa,
    Zgadzam się w pełni z Twoją konkluzją.
    Mój syn zawsze był zachęcany do dyskusji i wymiany poglądów, ale akurat w kwestii uczęszczania na katechezę nie zamierzałem go w żaden sposób zmuszać, czy nakłaniać. Skutecznie z chęci dyskutowania i poszukiwania prawdy wyleczyła go edukacja w gimnazjum salezjańskim, które wybrał wbrew mojej radzie.
    Dziś jest już po formalnym akcie apostazji.

    OdpowiedzUsuń