czwartek, 14 lipca 2011

Czterdzieści lat później

Marian lubił wolne piątkowe popołudnia i wieczory spędzać z kolegami z pracy. Hela niechętnie zostawała sama, ale wiedziała, że dla Mariana to taki wentyl bezpieczeństwa, taki... maleńki resecik. Czasami w takie dni także wychodziła z domu na babskie pogaduchy przy kawie lub gorzkiej żołądkowej.
Tak było i w miniony piątek.
--------
Noc minęła i bladym świtem siostra sobota witała wszystkich fanów weekendu. 
Kobietę obudził dzwonek do drzwi. Spojrzała na zegarek. Była piąta rano. Nie zamierzała wstawać, gdyż sobota jest dniem, w którym może sobie pospać. Pewnie znów jakiś tirowiec szuka właściwej drogi. A niech poczyta sobie Alchemika Coelho to się dowie, gdzie jego cel - pomyślała złośliwie i przewróciła się na drugi bok. 
Dzwonek zadzwonił ponownie tyle, że natarczywiej i znacznie dłużej. Nie wytrzymała i zerwała się z łóżka. Zeszła na parter i uchyliła drzwi. Półtora metra od niej stał szczupły mężczyzna z jednodniowym zarostem. Sportowa marynarka, biała koszula z rozpiętym kołnierzykiem, dopasowane spodnie dżinsowe i czarne buty. Mimo dziwacznej pory na odwiedziny gość wydał się całkiem szykowny.

- Słucham pana? - powiedziała z chłodem w głosie. 
 - Proszę pani... - mówił niepewnym i zrezygnowanym głosem - czy może mi pani powiedzieć, gdzie ja właściwie jestem?
 - Nie rozumiem - odpowiedziała zaskoczona.
 - No, gdzie jestem? W jakiej miejscowości?
 - Jak to w jakiej - żachnęła się. - W Płońsku...
 - W Płocku??? 
 - Nieeee! W Płońsku! Przecież mówię wyraźnie. Płock jest kilkadziesiąt kilometrów dalej.

Na twarzy mężczyzny pojawiło się przerażenie i rezygnacja. Było widać, że znalazł się w sytuacji, na którą nie miał wpływu.

- O Boże!!! - zawołał. 
- Stało się coś? Pan chciał dojechać do Płocka? - spytała i rozglądała się, gdzie może stać jego samochód.
- Proszę pani - zaczął mówić łamiącym się głosem - jestem z Krakowa. Wczoraj z kolegami wyskoczyliśmy za miasto, by pogawędzić przy kieliszeczku czegoś mocniejszego.
- Jak to???? - spytała zaskoczona. - Gdzie Kraków, a gdzie Płońsk?
- No właśnie! Wiem tylko, że złapałem okazję, by wrócić do domu. Obudziłem się tutaj i kierowca wysadził mnie na rondzie. Nie wiem, jak ja wrócę do domu i co powiem żonie.
- To może zadzwonimy do żony, żeby się nie denerwowała. Ona tam musi się strasznie zamartwiać o pana...
- Wszystko!!! Wszystko, tylko nie dzwońmy do Heli!!!!  - jęknął przerażony.

[zasłyszane - opowieść oparta na faktach]









_________________________

15 komentarzy:

  1. Taaaa... Szkopuł w tym, że jeśli się powie prawdę, to nikt, a szczególnie Hele w to nie uwierzą. Dlatego należy wymyślać historyjki obrazkowe. Wiem coś o tym, jakem Hela, bo Hele też muszą je wymyślać. Muszą, bo prawda bywa za prosta albo za kosmiczna. Kiedyś wracałam do domu, z Gdańska. Miałam być o jakiejś tam godzinie, w końcu to około 200 km tylko i można wycyrklować. Spóźniłam się parę godzin, przedstawiłam prawdziwy powód spóźnienia, a było nim zawalenie się wiaduktu w Tczewie... I usłyszałam, że mogłam wymyślić coś bardziej wiarygodnego...

    OdpowiedzUsuń
  2. Jutro piątek. Planuję robić rzeczy głównie na literę "u". No to też może się skończyć w Płońsku.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Charmee;
    Samo życie i - jak łaskawie zauważyłaś - mało wiarygodne.

    @wg108
    Zatem, gdy tam dotrzesz szukaj ronda i pytaj o drogę do swojej Heli:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie się kiedyś zdarzyło wracać ze stolicy i niestety po drodze był objazd. Po paru godzinach znalazłam się około 23.30 w środku pól sama a rozdrożu dróg i żadnego drogowskazu. Ani jednego człowieka, ani jednej chałupy.Marzyłam o jakimkolwiek domu by móc zakołatać do drzwi i zapytać zdziwionych gospodarzy : gdzie ja jestem?

    dr_ewa999

    OdpowiedzUsuń
  5. @dr_ewa999,
    Kilkanaście lat temu jadąc do Stargardu Szczecińskiego (ponoć szczeciński to jest tylko paprykarz) zerknąłem na mapę i postanowiłem jechać na skróty. Zamiast jechać z Poznania około trzech godzin, jechałem jakieś sześć. Po wertepach i wybojach nie szło przyspieszyć. Wylądowałem w Drawieńskim Parku Narodowym.

    Po tej lekcji pokory już wiem, że to, co na mapie wydaje się BLIŻEJ jest tak naprawdę DALEJ i DŁUŻEJ.

    OdpowiedzUsuń
  6. A propos objazdów. Noc, leje jak cholera, drogę mniej więcej znam, bo już nią kiedyś jechałem. Pojawia się biała tablica: Bytom. W chwilę później zwężenie drogi, remonty, objazdy, no to jadę za żółtymi strzałkami z napisem "objazd". Po godzinie kluczenia pojawia się biała tablica z napisem: Bytom.
    No myślałem, że mnie szlag trafi...

    OdpowiedzUsuń
  7. Taaa, faktycznie wszystkie drogi prowadzą do Rzymu ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. caddicusie,
    Do wpisu nie będę się odnosić. Podoba mi się i już.
    Zwrócę tylko uwagę na link znajdujący się pod rysunkiem. Prowadzi do klimatycznego miejsca. Chciałoby się tam być....

    OdpowiedzUsuń
  9. A Hela swojego Mariana i tak w końcu odnajdzie... i nie chciałabym wtedy być w jego skórze! ;(

    OdpowiedzUsuń
  10. @HerbaTee -
    Lubie takie klimaty, jak ten przywołany linkiem :-)

    @babciabezmohera -
    Właśnie!!! Niech wsze mMriany wiedzą, że nie ma ucieczki i odpocznienia. Prędzej, czy później zostaną dorwani:-)

    OdpowiedzUsuń
  11. wg- z tym Śląskiem to jest dziwnie, ja tam często jeżdżę do instytutu do Gliwic i już nic mnie nie dziwi choc na początku było inaczej. Gdy jechałam pierwszy raz to nie mogłam wyjśc z podziwu, bo jeszcze nie ujechałam 2 km za tabliczką oznajmiającą BYtom a juz byłam przy tabliczce Zabrze by za chwile znów mijać tablicę z napisem Bytom. Ot taki to urok naszego Śląska. ;)))
    dr_ewa999

    OdpowiedzUsuń
  12. @dr-ewa999
    Czasami wystarczy przejść na druga stronę ulicy, by znaleźć się w drugim mieście.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ante Portas, cokolwiek to znaczy, to bardzo urokliwe miejsce. Tylko ma granice. Mury, zasieki, zapory. W postaci kodu, który trzeba wpisać, jeśli chce się skrobnąć słów zachwytu parę... Mnie ciągle wyskakuje, że błędny kod i mam spróbować jeszcze raz.

    OdpowiedzUsuń
  14. Jakież tam granice???
    Wystarczy dobrze wpisać kod i wszystko:-)))

    OdpowiedzUsuń