środa, 29 czerwca 2011

Pora umierać

Marian to człowiek światły niczym Księżyc w pełni. Jest taki zawsze, no chyba, że obok jest Hela, której blask przesłania wszystko.

Niedawno Marianowi stuknęła pięćdziesiątka, szczególna cezura, która nieco podkręciła jego nastrój i wzmogła hipochondrię. O swoich przemyśleniach na temat upływu czasu i stanu zdrowia wspominał Heli, która podpowiedziała mu, że powinien pójść do lekarza i gruntownie się przebadać. Profilaktycznie rzecz jasna. Nie obyło się bez wykładu na temat tego, co i jak powinien sobie przepadać. Na szczęście na początku nie było tak drastyczne, jak w przypadku bakterii e.coli. Dramat Mariana rozpoczął się nieco później.

Urodziny dawno minęły, ale zawsze znajdował pretekst, by odsunąć w czasie zapowiadane badania. Przeszkód było mnóstwo. Praca, brak czasu, zajęty telefon w przychodni itp. itd. Musiało upłynąć kilkanaście tygodni nim, nie mogąc znieść zrzędzenia Heli, ustawił się karnie w kolejce i po odczekaniu kilkudziesięciu minut wszedł do pokoju rejestracji. Pani rejestratorka sprawnie odnalazła jego kartę, sprawdziła aktualność ubezpieczenia i wydała... numerek. Jakież było jego zaskoczenie, gdy oprócz numerka dostał formularz zatytułowany Oświadczenie. Widząc pytający wzrok Mariana rejestratorka pospiesznie wyjaśniła:
- To taki dokument, który musi pan wypełnić na wypadek śmierci.

Mariana przeszył zimny dreszcz. Czyżby Hela uknuła coś, by się mnie pozbyć? 

- Czy pan się dobrze czuje? - spytała kobieta spoglądając na Mariana
- Tak... chyba tak - odpowiedział niepewnie.
- Może zbadam panu ciśnienie? Wygląda pan jakoś niewyraźnie.
- Nie, nie... wszystko w porządku tylko... - Marian zawiesił głos - to oświadczenie mnie zastanawia.
- Ależ to zwykłe oświadczenie. Wypełni pan na spokojnie w domu i odda pani doktor, gdy przyjdzie na wizytę.

Ładnie mi spokojnie - pomyślał. Wyszedł na korytarz i zaczął się intensywnie zastanawiać, czy aby na pewno powinien tu wrócić, gdy przyjdzie jego kolej. W domu przeczytał dokument, wypełnił i powiedział głośno cytując Grabowskiego ze skeczu SPA:
- Srał pies! Trudno, idę tam. Nie zabiją mnie chyba.


Marian pogodzony ze swym losem udał się do przychodni i wszedł do gabinetu lekarki. Po zwyczajowym powitaniu, trzymając w ręce wypełniony formularz, drżącym z przejęcia i zdenerwowanym głosem powiedział:
- Pani rejestratorka kazała mi oświadczyć się pani doktor...
- Lekarka spojrzała znad okularów lekko zdziwiona. Widząc wyciągnięty w swoją stronę arkusz papieru wzięła go do ręki.
- Aaaaaaa.... - uśmiechnęła się - ale mnie pan zaskoczył. A już myślałam...
- A co ja mam powiedzieć, gdy przychodzę w sprawie swojego zdrowia, a tu każą mi wypowiadać się w sprawie mojej śmierci?
- To tylko formalność... - powiedziała łagodnym i uspokajającym tonem - i nie chodzi tu o pańską śmierć, panie Marianie. Proszę się nie denerwować. Widzę, że wyprowadziło to pana z równowagi. Całkiem niepotrzebnie. Proszę powiedzieć, co pana sprowadza do mnie?
- Jak by tu powiedzieć... - zaczął Marian - Jestem całkowicie zdrowy i dziś tak naprawdę nic mi nie dolega. Czy pani doktor przyjmuje takich pacjentów?
- Rzadko, ale zdarza się - odpowiedziała z uśmiechem.
- To w takim razie proszę przebadać mnie na okoliczność, że wszystko ze mną w porządku.


Jan Kaczmarek i Ewa Szumańska









12 komentarzy:

  1. Badania okresowe gonią mnie ...

    OdpowiedzUsuń
  2. Życie to nie je(st) bajka, życie to je(st) bój:-)
    Zatem do boju o zdrowie i długie życie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie po badaniach zawsze dopuszczają do pracy warunkowo /krzywy uśmiech/... Taka już już jestem chyba, uwarunkowana...

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakbym przy tym był! Ale podziwiając akcję " prozdrowotną we właściwym czasie- nie np. na stole, jak niżej podpisany, jeszcze bardziej podziwiam lekkość pióra oraz poczucie humoru. Tylko dystans może nas dziś ratować. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Każdy ma jakieś warunki... Ty Charmee masz wyjątkowe... i mówię tu o dostępie do mazurskich jezior, żeby nie było /ta uwaga skierowana asekurancko do Pokera/:-)))

    Barnabo, wpis jest pokłosiem tak naprawdę Twoich opowieści o przygodach ze służbą zdrowia, tak więc do mojej profilaktyki przyłożyłeś rękę. Dziekuję

    OdpowiedzUsuń
  6. Widzę, Caddicusie, że dbasz o siebie, a to rzadkość. Niektórzy wolą nic nie badać i nie wiedzieć. Myślą, że jeśli choroba nie jest zdiagnozowana to jej nie ma. Jakież to złudne.

    PS. Widzę, że w Twoim otoczeniu pojawiła się kolejna postać. Czy to zapowiedź większej aktywności na blogu?

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam na myśli oczywiście Zuzannę.
    Na zdjęciu jawi się przesympatycznie. Oby z Helą się nie pozabijały:-)

    OdpowiedzUsuń
  8. No i co? Pani doktor zleciła jakieś badania krwi czy tylko potrzymała za rączkę i popatrzyła w oczy?

    OdpowiedzUsuń
  9. HerbaTee,
    Dbam, a jakże! Plany mam na czas do maja/czerwca 2054 roku. Chcę w zdrowiu i jako takiej sprawności działać.

    WG108,
    Wszystko było:-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Radość ma nie zna granic! Nareszcie, w mym wieku dojrzałym, ktoś wyznaje, że miałem nań wpływ twórczo-dobry.... Dzięki, czuję się podtrzymany na wątlejącym duchu, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Hela dla Mariana to wielki skarb :) Mam nadzieję, że Marian to docenia...właściwie ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. @Echa Wydarzeń (Barnaba),
    A miał i ma!!!

    @Ejcz,
    Też mam taką nadzieję, że jest tak, jak napisałaś.

    OdpowiedzUsuń