czwartek, 26 maja 2011

Dolores - kontynuacja

Kontynuacja przypadków Dolores 
na podstawie komentarzy Maćka do wpisu "Milosierna Dolores" 
dostosowana i przetworzona przez Caddicusa.
____________________________________________

Sobota.
20.00 - klubokawiarnia Kwiat Sobotniej Nocy. Na podeście w narożniku gra, jak co tydzień, duet Jarek i Janek. Nieopodal przy stoliku siedzi Dolores. Popija martini z lodem i wzrokiem łowi męskie spojrzenia.
W tłumie spoconych mężczyzn dostrzegła przystojnego szatyna, który w samotności sączył heinekena. W błękicie jego oczu dostrzegła nutkę smutku i zmieszania. Jakżeż odróżniał się od ziejących testosteronem i malborasami osobników, którzy co chwilę się do niej przystawiali. Miła i gładko ogolona twarz emanowała czystością niczym obrazek świętego, który otrzymała na pierwszą komunię.

Ten niby anioł wzbudzał w niej, jak najbardziej przyziemne pożądanie, a jego czystość to odczucie wzmagała. Biała koszula, błyszczące skórzane buty i wreszcie perfekcyjnie dopasowane levisy, których zawartość wywoływała w niej szaleńczy zawrót głowy. A może to wina martini? - przemknęło jej przez myśl.

Mężczyzna spojrzał w jej kierunku. Uśmiechnęła się miękko, lecz nie kocio. Choć może kocio, ale nie zalotnie. A właściwie to i miękko i kocio i zalotnie. Odpowiedział uśmiechem. Jego perliste zęby i piękne oczy podziałały na Dolores niczym lubczyk, którym babcia karmiła ją przed maturą. Wygięła w łuk swoje ciało i noga powędrowała na nogę.

Nie odrywając wzroku od nieznajomego przegarnęła palcami rude włosy. Zrozumiał. Podszedł bliżej i zamówił dwa calvadosy. Usiadł tak blisko, że ich kolana niemal się stykały. Nie była w stanie wypowiedzieć słowa. Uśmiechnął się i niskim tembrem głosu powiedział:
- Jestem Andrzej.
- Dolores - wyszeptała podając swoją dłoń.

Poczuła jak iskra przenika ich ciała. Spojrzała dyskretnie, czy na serdecznym palcu prawej dłoni nie ma śladu obrączki, choć wiedziała, że ten ewentualny fakt nie zmieniłby ani o jotę jej planów. Sprawdziła też i lewą dłoń, w końcu mógłby to być przyjezdny z Londynu, o czym słyszała od koleżanek z pracy. Również nic.
- Piękne dłonie - wyszeptała.

W tym momencie poczuła, jak Andrzej opuszkami palców dotyka jej skóry powyżej kolan. Czy to martini? - pytała w myślach. Szukała przyczyn nagłego wzrostu pożądania. Nie, to nie alkohol, to ten jego zapach. Jej nozdrza poczuły zniewalające uderzenie męskich perfum. Zakręciło się w jej głowie. Cóż to za zapach? Nie potrafiła go zidentyfikować. Ważne, że z feromonami i że jest to najbardziej wyselekcjonowany atrybut Andrzeja na dzisiejszy wieczór. Bardziej niż koszula, żel, kolorowe soczewki, czy levisy pięćsetjedynki.

Ten zapach! Skąd ja go znam? - to pytanie powracało natrętnie, choć twarz Andrzeja nic jej nie mówiła. - Tak, znam ten zapach, to wiercenie w nosie, ten zawrót w głowie, ten przypływ chuci. Skąd? - Szukała w myślach, jak oszalała. Andrzej poczynał sobie coraz odważniej. Skąd znam ten zapach? - natrętnie mantra powracało pytanie. Zaczęła analizować dzień po dniu. Zeszła sobota? Nie, tamten pot to było coś innego. Niedziela? Nie, old spice i zapach nowego merca. Poniedziałek? Koleżanki, koledzy? Wtorek, środa, czwartek? O nie, w jej życiu nie było wtedy nic męskiego, zero testosteronu. W piątek? Przecież koronki, różańce... Kościół, zapach kadzidła. Spowiedź. Hmm??? Kiedy mnie wzięło? Kiedy skończył się ten piękny tydzień miłosierdzia? Czy nie jakoś po spowiedzi? Czyż nie chodzi to za mną od piątku wieczór? Zapach? Zapach? Wtem Dolores zerwała się, jak poparzona. Odepchnięty mężczyzna patrzył na nią zdziwiony. Głośny plask w policzek omal nie zrzucił go ze stołka.
- Ksiądz Andrzej?! - wykrzyknęła.

18 komentarzy:

  1. Caddicusie, ale masz wenę twórczą:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. To nie ja, to jeden z PT Komentatorów uruchomił wyobraźnię:-)))

    OdpowiedzUsuń
  3. @Caddicus
    Świetna ilustracja :)
    Nic więcej nie dodam ;)
    Ps. zalogowałam się w google, zobaczymy co z tego wyjdzie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  5. Odkryłam, że trzeba być zalogowanym w wordpresie, aby móc komentować na blogspot.

    OdpowiedzUsuń
  6. pod nickiem z wordpressu, oczywiście.
    Przepraszam za spam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ejcz, jest OK. Ważne, że ścieżka odkryta i pokazana pozostałym gościom z WP.

    OdpowiedzUsuń
  8. Tylko ja jeszcze zrobić, żeby się avatar wordpressowy ukazywał...

    A Maćka kontynuacja zasługiwała na uchronienie od zapomnienia i potraktowanie notką...

    OdpowiedzUsuń
  9. toteramy2,
    No bez przesady! Wszystkiego nie dam rady zrobić:-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Eeeee... nie jesteście nowatorscy. Romanse z księżmi, to oklepany temat, żadna prowokacja, czyli zasadnicza we współczesnym świecie składowa sztuki. W Ptakach ciernistych krzewów kardynał Shogun, mając romans z rozochoconą niewiastą, otarł się o stolec Piotrowy /faja/
    Katon

    OdpowiedzUsuń
  11. Katonie, nie bądź wybredny. Wszystko już było, więc trudno być oryginalnym. Można jedynie inaczej to opowiedzieć.
    Drobna uwaga! Pierwsza część (napisana przeze mnie) jest oparta na faktach.

    OdpowiedzUsuń
  12. Cholera jasna, ja nie chciałam być Toteramy, ja chciałam być Charmee!!!

    Kacio, wszystko już było, za długo ten świat istnieje. Ale zauważ, że schabowy z kapsutą, taki banalny schabowy z kapustą, u każdego smakuje inaczej... Jeśli schabowy smakuje różnie, to co dopiero słowo pisane...

    OdpowiedzUsuń
  13. Masz dwie możliwości dokonywania wpisów, co opisałem w prawym górnym rogu w Instrukcji dla Komentatorów. Skoro chcesz być Charmee wypada iść drugą ścieżką:-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo fajne:))
    Chyba starzeję sie jednak, bo jakoś nie mogę sobie wyobrazić ten..tego (tzn romansu chyba) z księdzem. Myśl o tym wzbudza jakiś niesmak, choć ksiądz to też człowiek przecież.. ;))

    OdpowiedzUsuń
  15. Dolores też otrzeźwiała, gdy rozpoznała kim jest ten mężczyzna:-)

    OdpowiedzUsuń