poniedziałek, 30 maja 2011

Prawda obrazu?

Krzykliwy tytuł na Onecie: 


Zwolenniczka Ratko Mladića, Fot. Reuters
Spoglądając na powyższe zdjęcie mamy gotową ocenę tych, którzy uważają Mladića za bohatera. 
A Ty?...Co widzisz w twarzy i oczach tej kobiety?



A na drzewach zamiast liści... >>>


__________________________

niedziela, 29 maja 2011

Prawda w kłamstwie

Po umieszczeniu wpisu o Salomonie spytano mnie, dlaczego odwołuję się do tego typu źródeł. Przyznam, że pytanie zaskoczyło mnie, gdyż Biblia ma wymiar ogólnoludzki i ponad religijny. Opisane w niej ludzkie zachowania i postawy mają walor uniwersalny i można - jeśli się chce - zrozumieć je bez konieczności przyjmowania założenia, że Bóg istnieje. Skoro możemy debatować i rozwodzić się nad tekstami autorów współczesnych, czy nieodległych czasowo (Wolter, Balzac, Steinbeck, Mann, czy Kosiński etc.), to dlaczego nie sięgać do utworów o zasięgu czasowo, geograficznie i kulturowo znacznie szerszym. Wszak Biblia to prawdziwa i przepastna biblioteka, w której zawsze znajdziemy coś na stosowny nastrój i okazję, by poczytać. 

Mądry król Salomon znalazł prawdę w słowach stających przed nim kobiet. A trzeba przyznać, że ich wypowiedzi były w wykluczającej się sprzeczności. Prawda zwyciężyła. 

W podobnej sytuacji znalazł się w Babilonii prorok Daniel, który uratował życie niewinnej kobiety. 

Zdarzało się i nadal zdarza, że wyznaczeni do stania na straży sprawiedliwości wyświadczają największe niegodziwości. Dwóch dojrzałych i statecznych mężczyzn pełniło funkcje sędziów, a spory pomiędzy synami Izraela rozstrzygali w posiadłości możnego Joakima, który użyczał swej posesji na tego typu zgromadzenia. Joakim miał piękną i młodą żonę Zuzannę, którą owi sędziowie widywali podczas pobytu w ich domu. Jak to mówią krew nie woda i tych dwóch poczuło namiętność do tej pięknej kobiety. Mniemali, że zajmowana pozycja społeczna, jak i wiek dają im ku temu prawo oraz bezkarność. W każdym razie nie wnikając w szczegóły zajścia, jakie mialo miejsce w ogrodzie Joakima, gdy tylko znaleźli się nią sam na sam zażądali, by się im oddała. Odmówiła stanowczo! Obydwaj sprawiedliwi inaczej wszczęli alarm i fałszywie oskarżyli Zuzannę o cudzołóstwo z wymyślonym na potrzeby chwili młodzianem.

Sprawa stanęła przed zgromadzeniem mieszkańców osady, które in gremio rozpatrywało oskarżenie. Dano wiarę dwóm starym niegodziwcom, którzy swe niecne zamiary ukryli pod płaszczykiem sędziwego wieku i autorytetu sprawowanego urzędu. Postanowiono Zuzannę ukamienować. Już ją wyprowadzano na obrzeża osady na stracenie, gdy znajdujący się pośród tłumu młodzieniec krzyknął donośnie:
- Nie biorę na siebie krwi tej niewinnej!!!

Oznaczało to jedno: czynicie nieprawość, z która się nie zgadzam. Konsternacja i cisza spowiła tłum. Chcąc nie chcąc wszyscy powrócili na plac. Daniel - bo on był tym sprawiedliwym - powiedział:
- Starcy fałszywie oskarżyli Zuzannę.
- Jak to?!!! Skąd to wszystko wiesz? - dochodziły głosy z tłumu. - Przecież to nasi sędziowie!
- Oddzielcie ich od siebie i niech każdy w pojedynkę stanie przed nami - powiedział spokojnie i zdecydowanie Daniel.

Gdy przyprowadzono pierwszego Daniel zadał mu pytanie:
- Powiedz, szacowny sędzio, pod jakim drzewem w ogrodzie Joakima widziałeś Zuzannę współżyjącą z młodzieńcem?
- Pod lentyszkiem! - odpowiedział wezwany. - Tam obydwoje grzeszyli.
- Skłamałeś na swoją zgubę - skomentował spokojnie Daniel i kazał przyprowadzić drugiego.

Tłum z zapartym tchem przyglądał się, jak Daniel dochodzi prawdy, choć nie bardzo wiedzieli, w jaki sposób chce tego dokonać.
- Powiedz mój miły i czcigodny sędzio - zwrócił się do drugiego z oskarżycieli - gdzie widziałeś Zuzannę obcującą z mężczyzną?
- Pod dębem - odpowiedział sędziwy mężczyzna.

I w ten oto sposób podwójne kłamstwo stało się źródłem prawdy.
Ale... cóż to jest prawda? Własnie! Ale to już kwestia wypowiedziana przez prokuratora Poncjusza Piłata.

Muzeum w Dreźnie, Zuzanna i starcy
Zdjęcie z portalu www.fotal.pl



__________________

sobota, 28 maja 2011

Salomon na dzień matki

Salomon wielokrotnie był wystawiany na próbę przez swych współplemieńców. Z Najwyższym miał szczególne relacje i niekoniecznie satysfakcjonujące za każdym razem. W swoich modlitwach zwracał się o wiele rzeczy, ale nigdy o bogactwa, nawet nie skreślał numerków w Lotto. Pewnego razu zaskoczył Jahwe, gdy  poprosił o mądrość w rozstrzyganiu sporów. Ktoś by pomyślał, po co mu to, wszak władza służy przede wszystkim sobie, a sprawiedliwość jest towarem, który pozyskuje sprytniejszy, a nie ten, kto ma słuszność.

Podczas jednego z takich dni, gdy osobiście rozstrzygał spory współplemieńców, zgłosiły się do niego dwie kobiety: Sipora i Refcie. Mieszkały w jednym domu i w przeciągu trzech dni każda z nich urodziła syna. Nie było wtedy czegoś takiego, jak drzwi między izbami, co najwyżej kotary. Obydwie były - delikatnie mówiąc - kobietami lekkich obyczajów. Dawały radość męskiej części ludu Izraela, którego chutliwość była nie mniejsza niż nam współczesnych. Sprawiedliwość Salomona nie wykluczała nikogo, nawet osób o tak  poślednim zajęciu.

- Przedstawcie swój problem - rzekł Salomon do stających przed nim kobiet.
- Nikogo nie było w domu - rozpoczęła Sipora - gdy syn Refcie zmarł przyduszony przez nią podczas snu...
- To nieprawda!!! - krzyknęła Refcie
- Spokój niewiasto - rzekł podniesionym głosem król - będziesz mówić, gdy przyjdzie twoja kolej! Mów dalej! Zwrócil się do Sipory.
- Spałam zmęczona, gdy to się stało - powiedziała Sipora. - Refcie podmieniła dzieci zostawiając mi swojego martwego syna. Gdy rano mu się przyjrzałam poznałam, że to nie jest mój syn.

Salomon spojrzał na Refcie i rzekł:
- Teraz ty przedstaw swoje zdanie.

Refcie, pełna emocji mówiła podniesionym głosem nie tyle do króla, co do Sipory:
- Nie jest tak, jak powiedziałaś. Twój syn zmarł, a mój żyje!
- Nieprawda!!! - jest tak jak powiedziałam. Podmieniłaś dzieci i masz teraz mojego syna.

Sprawa wydawała się skomplikowana, gdyż Salomon miał zbyt mało przesłanek, by sprawiedliwie rozsądzić spór o dziecko. Zadziałało jednak to, o co poprosił Najwyższego... mądrość.
- Przynieście mi miecz - zwrócił się do swoich sług.

Wokół zapanowała konsternacja, a kobiety spojrzały na siebie z przerażeniem, gdyż nie wiedziały, co nastąpi. Gdy tylko przyniesiono miecz Salomon zwrócił się do jednego ze swych żołnierzy:
- Rozetnij to dziecko i daj po połowie każdej z nich.
- Niech się tak stanie - rzekła Refcie - niech nie będzie ten syn ani twój, ani mój.

Sipora rozpłakała się i zawołała:
- Litości, królu! Dajcie syna Refcie, tylko go nie zabijajcie!

Wtedy Salomon wstał i powiedział:
- Sipora jest matką dziecka. Dajcie go jej żywego! 

czwartek, 26 maja 2011

Dolores - kontynuacja

Kontynuacja przypadków Dolores 
na podstawie komentarzy Maćka do wpisu "Milosierna Dolores" 
dostosowana i przetworzona przez Caddicusa.
____________________________________________

Sobota.
20.00 - klubokawiarnia Kwiat Sobotniej Nocy. Na podeście w narożniku gra, jak co tydzień, duet Jarek i Janek. Nieopodal przy stoliku siedzi Dolores. Popija martini z lodem i wzrokiem łowi męskie spojrzenia.
W tłumie spoconych mężczyzn dostrzegła przystojnego szatyna, który w samotności sączył heinekena. W błękicie jego oczu dostrzegła nutkę smutku i zmieszania. Jakżeż odróżniał się od ziejących testosteronem i malborasami osobników, którzy co chwilę się do niej przystawiali. Miła i gładko ogolona twarz emanowała czystością niczym obrazek świętego, który otrzymała na pierwszą komunię.

Ten niby anioł wzbudzał w niej, jak najbardziej przyziemne pożądanie, a jego czystość to odczucie wzmagała. Biała koszula, błyszczące skórzane buty i wreszcie perfekcyjnie dopasowane levisy, których zawartość wywoływała w niej szaleńczy zawrót głowy. A może to wina martini? - przemknęło jej przez myśl.

Mężczyzna spojrzał w jej kierunku. Uśmiechnęła się miękko, lecz nie kocio. Choć może kocio, ale nie zalotnie. A właściwie to i miękko i kocio i zalotnie. Odpowiedział uśmiechem. Jego perliste zęby i piękne oczy podziałały na Dolores niczym lubczyk, którym babcia karmiła ją przed maturą. Wygięła w łuk swoje ciało i noga powędrowała na nogę.

Nie odrywając wzroku od nieznajomego przegarnęła palcami rude włosy. Zrozumiał. Podszedł bliżej i zamówił dwa calvadosy. Usiadł tak blisko, że ich kolana niemal się stykały. Nie była w stanie wypowiedzieć słowa. Uśmiechnął się i niskim tembrem głosu powiedział:
- Jestem Andrzej.
- Dolores - wyszeptała podając swoją dłoń.

Poczuła jak iskra przenika ich ciała. Spojrzała dyskretnie, czy na serdecznym palcu prawej dłoni nie ma śladu obrączki, choć wiedziała, że ten ewentualny fakt nie zmieniłby ani o jotę jej planów. Sprawdziła też i lewą dłoń, w końcu mógłby to być przyjezdny z Londynu, o czym słyszała od koleżanek z pracy. Również nic.
- Piękne dłonie - wyszeptała.

W tym momencie poczuła, jak Andrzej opuszkami palców dotyka jej skóry powyżej kolan. Czy to martini? - pytała w myślach. Szukała przyczyn nagłego wzrostu pożądania. Nie, to nie alkohol, to ten jego zapach. Jej nozdrza poczuły zniewalające uderzenie męskich perfum. Zakręciło się w jej głowie. Cóż to za zapach? Nie potrafiła go zidentyfikować. Ważne, że z feromonami i że jest to najbardziej wyselekcjonowany atrybut Andrzeja na dzisiejszy wieczór. Bardziej niż koszula, żel, kolorowe soczewki, czy levisy pięćsetjedynki.

Ten zapach! Skąd ja go znam? - to pytanie powracało natrętnie, choć twarz Andrzeja nic jej nie mówiła. - Tak, znam ten zapach, to wiercenie w nosie, ten zawrót w głowie, ten przypływ chuci. Skąd? - Szukała w myślach, jak oszalała. Andrzej poczynał sobie coraz odważniej. Skąd znam ten zapach? - natrętnie mantra powracało pytanie. Zaczęła analizować dzień po dniu. Zeszła sobota? Nie, tamten pot to było coś innego. Niedziela? Nie, old spice i zapach nowego merca. Poniedziałek? Koleżanki, koledzy? Wtorek, środa, czwartek? O nie, w jej życiu nie było wtedy nic męskiego, zero testosteronu. W piątek? Przecież koronki, różańce... Kościół, zapach kadzidła. Spowiedź. Hmm??? Kiedy mnie wzięło? Kiedy skończył się ten piękny tydzień miłosierdzia? Czy nie jakoś po spowiedzi? Czyż nie chodzi to za mną od piątku wieczór? Zapach? Zapach? Wtem Dolores zerwała się, jak poparzona. Odepchnięty mężczyzna patrzył na nią zdziwiony. Głośny plask w policzek omal nie zrzucił go ze stołka.
- Ksiądz Andrzej?! - wykrzyknęła.

wtorek, 24 maja 2011

Miłosierna Dolores

Uroda to rzecz względna. O niej zaś można z całą stanowczością powiedzieć, że w tej kategorii nie rywalizuje z innymi. Ma jednak coś, co sprawia, że mężczyźni lgną do niej, jak ćmy do światła. Owszem, są kobiety od niej ładniejsze, zgrabniejsze, inteligentniejsze, ale to wokół niej zawsze jest krąg adoratorów. Na czym polega jej fenomen? Tego nikt nie wie.
Poniedziałek. Poranna kawa w gronie dwóch najbliższych koleżanek.
- Mówię wam, jaki facet! - opowiada przeżycia ostatniego weekendu, a koleżanki słuchają z wypiekami na twarzy i z nutką kobiecej zazdrości.
Nie szczędzi pikantnych detali, czy szczegółów męskiej anatomii. Szczególny nacisk w opisie kładzie na pracowitość ust i języków... po sam finał.
Wtorek. Poranna kawa. Rozmowa w tym samym gronie. Repetycje poniedziałkowych opowieści, trochę polityki i ciuchy.
Środa. Poranna kawa. Rozmowa w tym samym gronie. Trochę polityki i rozmowa o ciuchach.
Czwartek.
7.30 - Poranna kawa. Dolores daje koleżankom broszurkę o siostrze Faustynie Kowalskiej i jej objawieniach dotyczących Miłosierdzia Bożego. Poucza i przestrzega swoje powierniczki, że świat jest zagrożony, a grzechy ludzkości przyspieszą gniew Boży. Trzeba zabiegać o Miłosierdzie Boże.
O dziewiątej, dwunastej i piętnastej w telefonie Dolores dzwoni przypomnienie. Wychodzi z pokoju i idzie do toalety. Wyciąga różaniec i na jego paciorkach odmawia Koronkę do Miłosierdzia Bożego.

Na początku:
Ojcze nasz..., Zdrowaś Maryjo..., Wierzę w Boga...
Na dużych paciorkach (1 raz):
Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo najmilszego Syna Twojego, a Pana naszego Jezusa Chrystusa na przebłaganie za grzechy nasze i całego świata.
Na małych paciorkach (10 razy):
Dla Jego bolesnej męki miej miłosierdzie dla nas i całego świata.
Na zakończenie (3 razy):
Święty Boże, Święty Mocny, Święty Nieśmiertelny zmiłuj się nad nami i nad całym światem.

Piątek.
7.30; 9.00; 12.00 i 15.00 jak wyżej.
18.00 - Dolores jest na mszy i idzie do spowiedzi. Uszczęśliwiona odchodzi od konfesjonału i przystępuje do komunii.

Sobota.
20.00 - klubokawiarnia Kwiat Sobotniej Nocy. Na podeście w narożniku gra, jak co tydzień, duet Jarek i Janek. Nieopodal przy stoliku siedzi Dolores. Popija martini z lodem i wzrokiem łowi męskie spojrzenia.
_____________
UŚPIONY WJAZD >>>więcej>>>

niedziela, 22 maja 2011

Tato

Wracała swoim wysłużonym matizem z odwiedzin u ciotki Ireny. Już dojeżdżała do swego miasta, gdy  poczuła gwałtowny ucisk w klatce. Dech zaparło, zrobiło się ciemno przed oczami. Ostatnim odruchem zjechała na pobocze i zatrzymała samochód. Nie wiedziała, ile trwał stan półprzytomności, ale po jakimś czasie odzyskała zdolność poruszania się. Postanowiła podjechać do szpitala, od którego dzielił ją tylko kilometr.

Podstawowe badania wykazały, że serce jest zmasakrowane, choć nie był to zawał. Diagnoza była bezwzględna: trzeba zrobić specjalistyczne badania, które wymagają pobytu w klinice. Do tego czasu wskazany stały kontakt z kardiologiem. 

Podane leki przywróciły jako taką równowagę i po kilku godzinach mogła wrócić do pustego mieszkania.  Zmęczona i wyczerpana usiadła w ulubionym fotelu. Rozpoczął się dla niej najdłuższy seans filmowy. Całe życie przesunęło się w kadrach. Syn, którego wychowywała samotnie, miał już dwadzieścia siedem lat. Założył rodzinę, ma dzieci, ale nadal wymaga wsparcia. Myśląc o nim i wnukach czuje, że zostało jej niewiele czasu. W każdej chwili może odejść. Jest kilka spraw związanych ze spadkiem, które wymagają pieniędzy. Podjęła decyzję. Postanowiła schować swą dumę na inną okazję i zadzwonić.

On. Wysoki, przystojny, kontaktowy, lubiący brylować na salonach. Pułkownik. Różnego rodzaju uroczystości wojskowe to jego żywioł. Jest kapelanem wojskowym. 

Dwadzieścia osiem lat temu był jeszcze w seminarium duchownym. Do dziś nie wie, w którym momencie zauważył, że odwiedzając kolegę, tak naprawdę czynił to ze względu na jego siostrę. Gdy się okazało, że jest w ciąży zamilkł i... uciekł. Odezwał się dopiero, gdy uzyskał pewność, że nikt nie zamierza przerywać jego kariery. Odwiedzał syna regularnie. Ostatni raz widział się z nim po pierwszej komunii. Dał mu wtedy swój używany zegarek. Od tego czasu nie dzwonił i nie przyjeżdżał. Przysyłał tylko pieniądze. 

Syn. Wiedział, że ojciec jest wojskowym. Po ostatnim spotkaniu tęsknił i czekał, aż tato przyjedzie. Gdy to się przedłużało w nieskończoność, uśmiercił go mówiąc kolegom, że zginął podczas jakiejś misji wojskowej na Bliskim Wschodzie. Stał się synem bohatera.

Ona i On. Wystukała numer telefonu. Po długiej i ciągnącej się w nieskończoność chwili odebrał rozmowę.
- Mam twój numer telefonu od wielu lat i nie sądziłam, że kiedykolwiek będę zmuszona go użyć. 
W słuchawce po drugiej stronie czuć było wyczekującą ciszę. Powoli, lecz z trudem opowiedziała mu wszystko, co się wydarzyło w ciągu osiemnastu lat od jego ostatniego spotkania z synem. Mówiła, o tym jak dorastał, jak się ożenił, jak została dwukrotnie babcią a On... dziadkiem. Chciała wypowiedzieć ten czas jego nieobecności w życiu syna. Próbowała też spytać, dlaczego nie chce kontaktu z nim i wnukami... Po drugiej stronie słuchawki czuć było lodowate milczenie. Mówiła też o swojej poważnej chorobie i tym, że może w każdej chwili odejść.
- Proszę podaj mi numer konta - skwitował.

Fot. Opoka.org.pl
O CZYM SZUMIĄ DRZEWA?
__________________________________________________________________________________

piątek, 20 maja 2011

Takie coś

Czasami coś mieści się między jest a nie ma.


To zdanie zostało wypowiedziane przez brata Zdrówko w filmie Jasminum.
Kocham to coś, co skrywa się w nim i jest takie niedookreślone, a jednak prawdziwe.
Szukamy czegoś konkretnego, a to jest akurat... między.

poniedziałek, 16 maja 2011

To już jest koniec... 66. urodziny

Dzień 66. urodzin to piękny czas na umieranie...

Osoby: Boguś, Marylka, Tomek i... śpiący Edward.

Kołobrzeg. Noc z wtorku na środę. Marylka nie może spać. Czuje ucisk w mostku, tętno dudni w skroniach, a myśli kołaczą się po głowie... Właściwie jedna myśl Boguś, Boguś, Boguś. 
Edward - jej obecny przyboczny - śpi spokojnie i oddycha miarowo. Jego spokojny sen wzmaga jej niepokój.

Rano dzwoni do Tomka, ale ten nie odbiera telefonu. Kontakt udaje się nawiązać około południa.
- Cześć, Tomeczku! Mam złe przeczucia... Jedź natychmiast do ojca i zobacz, czy wszystko z nim dobrze. Nie spałam całą noc.

Najpierw dzwoni do drzwi, ale odpowiadają mu tylko ujadające dwie suki. Sięga po zapasowy klucz i wchodzi do środka. Czworonożne strażniczki natychmiast prowadzą go na piętro. Pokonując schody czuje, że nogi uginają się coraz bardziej, a serce łomocze. 

Z pokoju ojca dobiega dźwięk telewizora. Gdy staje w drzwiach zamiera... Na kanapie - z rękoma pod głową tak, jakby oglądał telewizję - śpi wiecznym snem Boguś. Najwierniejsze towarzyszki liżą go po rękach, twarzy i skamlą, by się obudził.