środa, 6 kwietnia 2011

Hela, Guderian i... Dubynin (2)

Gdy tylko Hela odeszła z Guderianem w głąb kasyna do Mariana podszedł wysoki rangą oficer w mundurze Wehrmachtu.
– Panie Marianie – przypadł mi w udziale zaszczyt zaopiekowania się panem na czas trwania balu.
– Ale co tu się dzieje? – przerwał mu obcesowo Marian – O co w tym wszystkim chodzi?
– Proszę się nie denerwować. Nazywam się Wilhelm Thofern i jestem komendantem garnizonu Gross Born. Pozwoli pan, że wezmę pana na krótką przejażdżkę po garnizonie. Czas nam szybciej upłynie, a będę mógł więcej panu powiedzieć…
– Chcę wiedzieć, co z moją Helą?! – nalegał poirytowany Marian. – Cholernie proszę… o informację!
– Proszę pana – odpowiedział spokojnie, acz zdecydowanie Thofern – wszystko panu wyjaśnię w trakcie zwiedzania garnizonu. Pani Helenie nic nie grozi, wręcz przeciwnie, jej obecność jest niezbędna i konieczna do rozwikłania tej przedziwnej sytuacji, w której wszyscy się znaleźliśmy.
W tym momencie Marian zorientował się, że wszystko, czego doświadczył w ciągu ostatniej godziny jest faktem i że w tym miejscu zaszło coś, o czym mógł przeczytać tylko w powieściach science-fiction.

Wyszli przed kasyno oficerskie, gdzie zgodnie łopotały flagi niemieckie z sowieckimi. Usiedli na tylne siedzenia generalskiego kabrioletu i ruszyli uliczkami garnizonu, który urzekał regularną zabudową. Wszechobecna zieleń wypełniała każdą wolną przestrzeń. Podjechali w miejsce, gdzie znajdowała się willa Heinza Guderiana. Zatrzymali się i generał Thofern poprosił gestem, by Marian wyszedł za nim. Stanęli w pewnej odległości od budynku.


– Proszę spojrzeć na to miejsce. Od kilkunastu godzin doświadczamy czegoś, co można określić spłaszczeniem czasoprzestrzeni. Inaczej mówiąc mamy do czynienia z czymś, co skutkuje nałożeniem się zdarzeń, miejsc i osób w tej samej chwili. Dziś nie mamy konkretnej daty, ale kilka dat nałożonych na siebie. Stąd spotykamy tyle osób z różnych epok.
 Czy chce pan przez to powiedzieć, że stało się coś niespodziewanego, co zapętliło czas i ludzi? – spytał Marian odwołując się do swych młodzieńczych lektur, a zwłaszcza „Opowieści pilota Pirxa”.
– Tak… – powiedział Thofern i zawiesił głos. – Problem, z którym się wspólnie w tej chwili stykamy zaczął się prozaicznie. Nałożenie się czasu i zdarzeń zostało uruchomione przez zgoła niewinny przyczynek do historii II wojny światowej autorstwa Telemacha pod tytułem Braterstwo broni, albo jak trafić do encyklopedii. Wpis pokazał wstydliwy współudział Sowietów w tym, co wydarzyło się we wrześniu 1939 roku, a zdjęcie generałów Guderiana i Kriwoszeina dokumentuje niemiecko-sowieckie braterstwo broni.

Marian słuchał generała Thoferna z niedowierzaniem i swoistego rodzaju oszołomieniem. Bo z jednej strony czuł, że pochodzi z innych czasów, z drugiej zaś doświadczał przeszłości. Po głowie błądziły myśli, których nijak nie mógł poskładać w spójną całość.

– Rozumiem – powiedział – ale jaka jest rola Heli i moja w tym wszystkim? Nie może się to obejść bez nas?
– Bez pana… tak – powiedział z rozbrajająca szczerością generał – natomiast pani Helena jest częścią naszego misternego planu. Zamierzamy za jej zgodą rozsupłać ten swoistego rodzaju węzeł gordyjski i odmienić bieg historii… To szczególna i niepowtarzalna okazja.

Podeszli do willi Guderiana, która w miarę zbliżania zmieniała się z okazałej budowli w ruinę. Thofern wskazując w jej kierunku powiedział z naciskiem:

– Musimy to odmienić… ważne, by pan nie przeszkadzał.

W tym momencie Marian dostrzegł w kacikach ust generała złowieszczy uśmieszek.



1 komentarz: