piątek, 1 kwietnia 2011

Hela, Guderian i... Dubynin (1)

Hela jeśli już coś sobie umyśli to z delikatnością walca drogowego doprowadza do celu. Marian poddawany jest emocjonalnej i słownej obróbce niczym schabowy ubijany tłuczkiem. Z reguły jest tak, że na propozycje Heli odpowiada:

- Nigdy w życiu!!! – i na tym samym oddechu dopowiada – Dobrze, już to robię, kochanie.

Tak się złożyło, że we dwoje spędzili kilka dni w Bornem Sulinowie. Miejscowość przeurocza, a willa w której przyszło im spędzać czas wygodna i oddająca klimat miejsca. Codzienne spacery, chodzenie śladami przeszłości wywoływało w nich metafizyczne odczucia. Heli zdawało się, że słyszy rozmowy po rosyjsku. Odczucie to wzmagały pozostałości napisów w tym języku, choć samych Rosjan nie było tu już od dziewiętnastu lat. Nastrój miejsca udzielił się także Marianowi z tym tylko, że on słyszał gwar dawnego niemieckiego garnizonu Groß Born. Hela nie znosi tego języka, a dla Mariana – jakby na przekór – ten szwargot miło pobrzmiewał w uszach.

Tuż przed wieczorem zeszli nad jezioro Pile kierując się ścieżką tuż obok dawnego kasyna dla ofierów, zbudowanego jeszcze w latach trzydziestych przez Niemców. Patrzyli na spokojną taflę jeziora i cieszyli się ciepłem wieczoru.




Jakież było ich zaskoczenie, gdy nagle pojawiła się mgła i w sposób niespotykany pokryła całe jezioro, podeszła do brzegu, nad którym stali i zaczęła wspinać się do góry ku pustym oczodołom spalonego budynku, który przed chwilą minęli. Stali otoczeni mleczną poświatą. Poczuli się dziwnie i nieswojo, a jakiś chłodny dreszcz polizał ich po karkach.

- Lepiej wracajmy – powiedziała trwożliwie Hela. – Ta mgła jakaś taka dziwna.

Marian nerwowo rozejrzał się dookoła, ale nie dał po sobie poznać, że i sam odczuwa niepokój. Ścisnął mocniej dłoń Heli i raźniej ruszył po schodach ku opuszczonemu klubowi oficera. Jakież było ich zaskoczenie, gdy z oparów mgły i mroku zaczęły dobiegać dźwięki muzyki klasycznej. Przechodząc wzdłuż budynku, zauważyli padające z okien smugi światła i usłyszeli gwar dobiegających rozmów. Gdy znaleźli się na wysokości głównego wejścia ujrzeli ludzi w galowych mundurach, samochody z lat trzydziestych i czterdziestych XX wieku, a na masztach łopotały flagi.

- Czy widzisz i słyszysz to, co ja? – zapytał Marian.
- Tak – odpowiedziała ściszonym głosem Hela.

Z dali dobiegały rozmowy w języku niemieckim i rosyjskim. Hela wiedziona ciekawością podchodziła coraz bliżej. Na progu stali przystojni i sprężyści oficerowie Wehrmachtu i… Armii Sowieckiej. Marian zaskoczony tym wszystkim zerknął na Helę i zamarł. Odziana była w elegancką balową suknię, takież buciki eksponujace jej stopy, ramiona zaś miała przykryte delikatnym tiulem. Z tego, co pamiętał to wyszli na spacer w strojach sportowych. Nie mógł zrozumieć co się stało, chciał spytać Helę, ale w tej chwili poczuł się… jak niewidzialny i nie czuł już dłoni swej kobiety.

- Pani Heleno! – dobiegł głos ze stopni tuż przed wejściem głównym. Młody i przystojny oficer witał kobietę Mariana. – Jakżesz cieszymy się z pani przybycia. Generał Guderian będzie zaszczycony, oczekiwał pani nie mając pewności, czy przyjmie pani jego zaproszenie.

Co dziwne początkowy gwar mieszających sie języków był w pełni zrozumiały, a Marian nie odczuwał obcości dobiegających słów i rozmów. Podążał za Helą, ale nic nie mógł zrobić. Nie widziała go i nie słyszała. Na jej twarzy rysował się dyskretny i zalotny uśmiech, a blask oczu mówił, jak bardzo się cieszy, że jest w tym miejscu.

Wewnątrz, w dużym przestronnym i okrągłym holu zwieńczonym kopułą, stali gospodarze tego oficerskiego rautu. Gdy tylko Hela pojawiła się w progu wszyscy spojrzeli na nią, a Guderian skierował kroki w jej stronę. Zatrzymał się, wyprężył jak struna i pocałował delikatnie podaną na powitanie dłoń.

- Pani Heleno – powiedział tak, by wszyscy słyszeli – to dla mnie zaszczyt, że przyjęła pani zaproszenie. Teraz wreszcie możemy zaczynać ten piękny wieczór.
- Ależ panie generale – odpowiedziała Hela – toż nadmiar łaskawości z pańskiej strony.
- Pani Heleno, cieszę się, że pani tu jest. Myślę, że poznanie pani będzie zaszczytem także dla komendanta garnizonu Gross Born generała Wilhelma Thoferna.

W tym momencie ucichła orkiestra kameralna i po chwili ciszy zaczęła dobiegać znana rosyjska pieśń Kalinka.

– Proszę się nie dziwić – powiedzial Guderian widząc na twarzy Heli zaskoczenie – gościmy tu generała Wiktora Dubynina.

Guderian podał prawę ramię i ruszyli do środka w kierunku sali balowo-koncertowej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz