wtorek, 15 marca 2011

Marian, Hela i... wszechmoc Najwyższego

Marian nie należy do najpobożniejszych, ale gdy znajdzie się w miejscach szczególnie urokliwych odczuwa metafizyczny konstrukt świata. To odczucie wzmaga się w nim, gdy umyka w odludne miejsce przed Helą. Nie muszę przypominać, że dla Heli każdy powód jest dobry do wszczęcia karczemnej awantury. Ale jak to mówią – każdy ma to, na co zasłużył. To o Marianie rzecz jasna.
Jak donieśli znajomi tej pary podobna sytuacja miała miejsce całkiem niedawno… bodajże na wyspie Wolin. Marian z Helą spędzali tam urlop i korzystali z miejscowego SPA. Wszystko było dobrze do kolejnej awantury, której pretekstem był bukiet kwiatów przyniesiony przez Mariana. Nie wchodząc w szczegóły stało się tak, że nastąpiły ciche chwile. Hela naburmuszona pozostała w zajmowanym przez nich pokoju, a Marian chwycił kije trekingowe i ruszył nad morze.
Piękny zachód słońca, lekki i ciepły powiew wiatru, wokół pusta plaża… Przeszedł nie więcej jak kilometr, gdy poczuł obecność Czegoś przekraczającego to, co widział i czuł na swej skórze, czy pod stopami. Szedł dalej poddając się nastrojowi chwili. Pomyślał sobie, że byłoby fajnie, gdyby tak pojawiła się autostrada na Bornholm. Marian lubi wyspy, ale nie lubi pływać statkiem, a tym bardziej podóżować samolotem. Czuje się bezpieczniejszy jadąc szerokim pasem drogi.
Chcąc nie chcąc wypowiedział pod nosem:
- Boże, gdybyś tak istniał, to może choć raz spełniłbyś moje marzenie. Tylko ten jeden jedyny raz.
Jakież było jego zaskoczenie, gdy na pustej plaży usłyszał głos dobiegający ze wszystkich stron:
- Marianie zawsze – mimo wątpliwości – żyłeś zgodnie z mymi przykazaniami. Nadstawiałeś policzek, wyświadczałeś przysługi innym, dlatego dziś spełnię twe życzenie. Co chcesz, abym uczynił?
Marian poczuł się dziwnie, ale spontanicznie wypowiedział na głos życzenie:
- Zbuduj dla mnie most na Bornholm! Chcę tam jeździć, kiedy tylko zechcę, a zwłaszcza, gdy pokłócę się z moją Helą. taki wyjazd pozwoli mi odstresować się i zrelaksować. Później znów do niej wrócę… oczywiście. Chyba w to nie wątpisz?
Najwyższy odpowiedział Marianowi:
- Wiem, jak bardzo kochasz Helę i wiem też ile zgryzot czasami ci przysparza. Jesteście jednak, jak dwie połówki pomarańczy. Twoje życzenie najzwyczajniej rozczarowało mnie swą przyziemnością. Stal, beton, nakłady sił i środków… ba, nawet czasu! I to wszystko tylko po to, byś suchą stopą dotarł na jakąś wyspę. Owszem, jestem wszechmocny i mogę to uczynić, ale trudno znaleźć mi usprawiedliwienie dla twojej prośby. Może wymyśliłbyś inne życzenie???
Marian zasmucił się, ale zrozumiał przytyk Najwyższego. Przez zwoje mózgowe przeszły mu wszystkie obrazy z ponad dwudziestu lat spędzonych z Helą. Wszystkie radości, ciche dni, czy… awantury. W końcu powiedział:
- Dobrze Panie Boże, masz rację. Może zatem sprawiłbyś, abym mógł zrozumieć kobiety, a zwłaszcza tę jedną… Chciałbym, wiedzieć, co czuje w głębi duszy, co myśli, kiedy nie odzywa się do mnie lub kiedy wszczyna awantury, albo… kiedy płacze. O co tak naprawdę jej chodzi?
Najwyższy zamilkł. Marian wyczuł u Niego swoistego rodzaju zakłopotanie. Po chwili usłyszał:
- Marian! A co byś powiedział na cztery pasy ruchu na tym moście na Bornholm?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz