niedziela, 9 stycznia 2011

O zamarzaniu jeziora Genezaret

Pan C. lubi czasami badać opisane w Ewangeliach zdarzenia, które wydają się w racjonalny sposób trudne wyjaśnienia. Owszem, bierze poprawkę na odległość czasową opisywanych faktów i charakterystyczną ludziom wschodu skłonność do ubarwiania opowieści, ale nie kwestionuje samej ich istoty. Ostatnio trafił na fragment Ewangelii spisanej przez kogoś, kto nie cieszył się poważaniem i estymą prawowiernych Żydów. Krótko mówiąc był niewiarygodny. Mowa o Mateuszu, celniku i poborcy podatkowym z Kafarnaum, pracującym na rzecz Rzymian. Dziś w tej materii nic się nie zmieniło i nadal nie lubimy tych, którzy dybią na nasze pieniądze. Wróćmy jednak do głównego przesłania zawartego w tytule wpisu.



(25) [...] o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze. (26) Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. (27) Jezus zaraz przemówił do nich: Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się! (28) Na to odezwał się Piotr: Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie! (29) A On rzekł: Przyjdź! Piotr wyszedł z łodzi, i krocząc po wodzie, przyszedł do Jezusa. (30) Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: Panie, ratuj mnie! (31) Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: Czemu zwątpiłeś, małej wiary? (32) Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył.(33) Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: Prawdziwie jesteś Synem Bożym. - Mateusz 14, 25-33

Rozwiązanie zagadki opisanej w powyższym fragmencie przyszło niespodziewanie. Pan C. w sobotnie południe wjeżdżał do swojego Kafarnaum i z lekkiego wzniesienia zobaczył ludzi chodzących po wodzie... Eureka!!!




 

29 komentarzy:

  1. Po palach, idioto? Sorry, ale no... No z tym mi się skojarzyło. Jak przestanę strzelać skojarzeniami, to postaram się merytoryczniej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Charmee
    Skojarzenia to ponoć przekleństwo, a może zaleta:-)))

    OdpowiedzUsuń
  3. No przecież napisałem, że widziałem chodzących po wodzie wjeżdżając do mego Kafarnaum:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. W przypadku pewnych zjawisk zdani jesteśmy tylko na hipotezy, podobnie jak ludzie rozważający kilkaset lat temu kształt ziemi. Oczywiście, o ile część niewyjaśnionych zagadek znajdzie z biegiem czasu swoje rozwiązanie, to i tak pozostanie sporo tajemnic. Jak choćby cud uzdrowienia chorej na parkinsona zakonnicy Marie Simon-Pierre.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ad wg108
    Toteż moja sobotnia obserwacja jest tylko hipotezą.
    Zaś co do przywołanego przypadku Marie Simon-Pierre nie ma żadnych racjonalnych przesłanek, by sądzić iż nieżyjący JPII uzdrowił ją.
    To wszystko, co na ten temat się pisze i sądzi jest przedmiotem wiary, że tak było. I to wiary w rzeczy, które - zgodnie z nauką Matki Kościoła - nie są konieczne do zbawienia. Ważne, że kobieta jest zdrowa.

    OdpowiedzUsuń
  6. O ile wcześniejsze wpisy rozumiałam i czułam ich smaczek, o tyle dzisiejsza notka wydaje się jakąś dywagacją na tematy, o których niewiele mogę powiedzieć. Może von Daeniken miałby tu więcej do powiedzenia:-)

    OdpowiedzUsuń
  7. babciabezmohera10.01.2011, 12:03

    Podobnie jak HerbaTee też czuję się nieco zagubiona... A bez przymrużenia oka to byli wędkarze czy przypadkowi piesi, którzy skracali sobie drogę?

    OdpowiedzUsuń
  8. Ad HerbaTee
    Ad babciabezmohera
    Rzeczywiście dywagacja w stylu dociekań Ericha von Dänikena:-)))
    A tak naprawdę to tylko taka gra skojarzeń. Wjeżdżając do miasta ujrzałem na jeziorze tzw. moczykijów i w pierwszej chwili żachnąłem się O, k...a!!! Czy ich pogięło? .
    Edukacyjne pisanie o tym, jak to nie należy chodzić po lodzie na jeziorze w czasie odwilży nie byłoby najciekawszym wpisem, stąd pomysł na Genezaret.

    OdpowiedzUsuń
  9. babciabezmohera10.01.2011, 15:37

    Czyli moja intuicja szła w prawidłowym kierunku. ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Pogieło ich, a... Caddicusa nie mniej. Ale takie odloty, jak ten wpis też są fajoskie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jakie to wszystko proste, jak się zobaczy, posłucha, dotknie
    Ten Tomasz miał jednak rację, że wolał organoleptycznie
    Takie opowieści z piątej ręki (żeby tylko) zawsze budziły moje obawy

    OdpowiedzUsuń
  12. Witam w skromnych progach.
    Organoleptyka to najbardziej pierwotne i atawistyczne instrumentarium rozpoznawania i poznawania otoczenia.

    OdpowiedzUsuń
  13. Pogięło lub nie. Wolne myśli i skojarzenia to moja specjalność.

    OdpowiedzUsuń
  14. Kobieca intuicja niezawodna:-)

    OdpowiedzUsuń
  15. To ja w temacie luźno związanym. Jedno z apokryficznych podań głosi, że Ostatnia Wieczerza była bardzo wystawna - świetne posiłki, znakomite wina, jednym słowem biesiada. Któryś z apostołów pyta innego - skąd były środki na taką ucztę? Zapytany odpowiada szeptem: podobno Judasz coś sppieniężył...

    OdpowiedzUsuń
  16. To chyba bardzo apokryficzne podanie i nad wyraz współczesne:-)))
    Każdy pretekst, by zagaić rozmowę dobry i właściwy. Apokryficzne wątki mile widziane.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ufff... A już się bałam, że opowiedział dowcip o żonie i spóźniającym się zegarze. Katon znaczy.

    OdpowiedzUsuń
  18. Tego jeszcze nie znam. Możesz w jego imieniu opowiedzieć?

    OdpowiedzUsuń
  19. Oczywiście, że mogłabym. Ale trochę go tym pogrążę, gdyż on uważa, że to bardzo śmieszne jest. Spróbuję go przywołać, niech sam błyśnie, jak Strasburger w "Familiadzie".

    OdpowiedzUsuń
  20. Żona mówi do męża: Kochanie, nie dasz wiary, dzisiaj kiedy przechodziłam przez przedpokój spadł tuż za mną zegar... Mąż: K...wa, zawsze się spóźniał.

    OdpowiedzUsuń
  21. Niestety mnie tez się kojarzy z palami. Cóż, nie jestem oryginalna.

    OdpowiedzUsuń
  22. Ciekawe wyjaśnienie i bardzo prawdopodobne dotyczące tego, jak Jezus chodził po jeziorze znalazłem tutaj http://www.opracowanie.eu/chodzenie.htm

    OdpowiedzUsuń
  23. charmee & katon
    Dowcip przedni. Sprzedałem go już dalej. Moja Koleżanka Małżonka zareagowała nerwowym uśmiechem i przezornie zerknęła za siebie w kierunku zegara.

    OdpowiedzUsuń
  24. Caddicusie, w ramach, że tak napiszę, retorsji pozwoliłem sobie olinkować Kolegę u mnie na blogu;)

    Znam również anegdotę z Kany Galilejskiej. Poranek dzień po weselichu, wszyscy leżą "zmęczeni". Ktoś mówi "napiłbym się wody", ktoś się zgłasza "to ja pójdę". "A kto ty jesteś?", "Jezus z Nazaretu". "Nie, nie, nie! Ty nie chodź po wodę!"

    OdpowiedzUsuń
  25. Katonie, przemiła retorsja. Jak cierpieć to w dobrym towarzystwie.

    OdpowiedzUsuń
  26. dlatego nie mam zegara wiszącego ;-)...."moze głupia ale taka to już nie" ,zgodnie ze słowami przecudnej pioseneczki kabaretowej .

    OdpowiedzUsuń
  27. w życiu...!!! takowego zegara w domostwie brak (skąd to wiedziałam,ze nie należy nabywać ?!)a narzędzia do przytwierdzania ,jakby coś skrzętnie pochowane :-D
    ooooooo

    OdpowiedzUsuń
  28. Ad V.
    Zapomniałaś, że zawsze może znaleźć się życzliwy/a... Kupi zegar stosowny i małego majsterkowicza* da w prezencie:-)

    *Kiedyś upragniony przez chłopców prezent niczym domek Barbie dla dziewczynek w latach 90.

    OdpowiedzUsuń