niedziela, 16 stycznia 2011

Ćwiczenie z empatii... i ciągu dalszego (2)

João Santos po blisko trzech godzinach dotarł do hacjendy. Najgorsze chwile miał już za sobą. Odchodząc z targu czuł przenikliwe spojrzenie Herschela. Miał wrażenie, że ten szpakowaty mężczyzna znał jego myśli i było w tym coś tak przejmującego, jak... nadepnięcie bosą stopą obłego i chłodnego płaza w trawie.


Podjechawszy przed rodzinne siedlisko rzucił lejce stajennemu, który podbiegł w jego kierunku.


- Zaprowadź tych dwóch do Carlosa - wskazał lekkim skinieniem dwóch niewolników znajdujących się w klatce umieszczonej na tyle powozu. - Zastąpią tych, którzy padli w ubiegłym tygodni na plantacji.
- A ona? - spytał się ciemny jak heban Edmar.
- Weź ją do Inês, niech ją przysposobi do pracy w domu i obejściu.


Przed zadaszony taras wyszła Maria Santos, matka João. Była ciekawa, czy wyjazd okazał się owocny. Wiedziała z jakim trudem zmaga się każdego dnia próbując utrzymać opłacalność upraw. Odkąd pięć lat wcześniej zmarł jego ojciec Franscico, nad wszystko musiał mieć pieczę. Zamiast bywać na salonach w stolicy prowincji, bawić się, poznawać towarzystwo i wypatrywać dobrych partii matrymonialnych zmuszony był wrócić i zająć się prowadzeniem rodzinnego interesu.


Maria podniosła prawą dłoń i osłaniając oczy przed jaskrawym słońcem spojrzała na przywiezionych niewolników. Wprawnym okiem dostrzegła pośród nich młodą czarnoskórą dziewczynę. Gdy podszedł spytała zaniepokojona:


- A ta dziewczyna to... do czego?
- Jak do czego? - odpowiedział
lekko zmieszany - Inês jest juz stara i nie jest w stanie podołać wszystkiemu. Niech ją wdraża, byśmy pewnego dnia nie pozostali bez służby.


Maria poczuła lekki skurcz w sercu. Przypomniała sobie, jak przed blisko 30 laty jej Franscico przywiózł z targu Inês. Wypowiedział identycznym tonem takie same słowa. Miał ten sam wyraz twarzy. W ciągu kolejnych lat jej wierna pomocnica i służka urodziła czworo dzieci. Ich karnacja była jaśniejsza niż skóra któregokolwiek z niewolników.


Spojrzała na João i już wiedziała.


Plik:Estanciauruguay.jpg

15 komentarzy:

  1. Mam nadzieję, że nie upichcisz nam tu kolejnej wersji niewolnicy Izaury :)

    Czyli, że będzie "pieprzniej" ;))
    (Co zapowiadają choćby reminiscencje matki João dotycące Inês i jej "wprawne" matczyne oko :) )

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie sądzę:-)
    Będzie jeszcze jedna odsłona i to bez udziału mecenasa Natércio Prado.
    To tylko wprawki, choć nie mniej emocjonalne niż Twój wpis o rodzinnym siedlisku.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mówisz... pieprzniej? A może po prostu przaśniej.
    To tylko kwestia semantyki:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Panowie! Miarkujcie nieco. Taki fajny klimacik w tekście. Nie psujcie go, proszę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Caddi, długo trzeba będzie czekać na kolejną odsłonę?
    (jak ja nie znoszę seriali!)

    OdpowiedzUsuń
  6. HerbaTee
    Już dobrze. Z Logosem nieco wczuliśmy się w chucie młodego Santosa, ale już panujemy nad sytuacją:-)

    Wg108,
    To tylko ćwiczenie z wyobraźni:-)... żaden tam serial. Może po trzecim lub czwartym odcinku koniec. Jak czas pozwoli to może około środy/czwartku kolejny wpis.

    OdpowiedzUsuń
  7. babciabezmohera17.01.2011, 01:51

    Poczekam do środy.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jednak każdy ród ma swoją Księżną Matkę, która jedym spojrzeniem wyłapuje wszelkie emocjonalne zawirowania. Czy to XXI wiek, czy wiek, który przeminął z wiatrem. A ja to bym chciała, żeby on ją pokochał miłością szczerą i odrzucił wszelkie uprzedzenia. I na tym by się kończyło podobieństwo z Isaurą. Bo przestraszyłby się tej swojej namiętności do taniej siły roboczej i zabił ją w afekcie, z wrodzoną sobie empatią. A potem posadziłby na jej grobie wrzos. Albo borówkę amerykańską. I zapadł na suchoty, ze zgryzoty. A jej astral nękałby go do końca jego żywota, rzucając przy okazji klątwę na ród, jak u Grimaldich...

    Jakby co - jestem po znieczuleniu. Mam prawo przybredzać.

    OdpowiedzUsuń
  9. A mnie się podoba to dawkowanie emocji
    Aż boję sie pomyśleć jak to się rozwinie

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak, jak to widzę nie zanosi się na happy end, ani coś w rodzaju a potem żyli długo i szczęśliwie. Osnowa całej opowiastki dość prozaiczna i brutalna w swej wymowie, ale ze szczegółami poczekajmy.

    OdpowiedzUsuń
  11. Tak myslałam,ze nie będzie happy end . Nie będzie jej dane oprzeć się (bo na kim i ew.o co ;-)oj,cokolwiek to znaczy.....i tu wodze fantazji,przynajmniej mojej poooooszły :-D

    OdpowiedzUsuń
  12. Caddicusie, coś długo każesz nam czekać.
    Babciabezmohera optymistycznie założyła, że dzisiaj rozwiąże się sprawa. Charmee roztoczyła wizje sięgające rodu Grimaldich, Fioletowa czeka cała w obawie, a V puścił/puściła wodze fantazji. A ja?
    Po prostu po cichu liczyłam, że coś dziś się wyjaśni.

    OdpowiedzUsuń
  13. Korekta: ... a V puściła wodze fantazji.

    OdpowiedzUsuń
  14. Sprawy Santosa i czarnolicej mają się na tyle poważnie, że wymaga to namysłu i czasu. Usilnie nad tym pracuję:-) Oczywiście bez wsparcia MAK, czy komisji Millera, by nie zaciemnić istotnych wątków.

    OdpowiedzUsuń
  15. panie C.pan pisze a nie zajmuje się polityką czy jakimiś kwiatkami typu MAK .....

    OdpowiedzUsuń