niedziela, 23 stycznia 2011

USA - schyłek imperium?

W tytułowym doniesieniu nie ma nic z dziennikarskiego, czy ideologicznego zadęcia charakterystycznego dla doniesień Trybuny Ludu, Słowa Powszechnego, czy wystąpień Jerzego Urbana, który swego czasu chciał wysłać 5 tys.  koców dla bezdomnych w Nowym Jorku. Często jest tak, że mający upaść nie wie jeszcze o tym i pręży muskuły. Wystarczy tylko bystre oko obserwatora dostrzegające z pozoru błahe zdarzenie, by mieć pewność kresu. Upadło Imperium Romanum, wcześniej zniknęło i podzieliło się to, co stworzył Aleksander Macedoński, a bliżej nas czasowo Michaił Gorbaczow rozsadził od środka Związek Sowiecki. Ameryka i jej potęga nie stanowią wyjątku. Wszystko płynie, nic nie stoi w miejscu, jest w ciągłym ruchu - mówił żyjący na przełomie VI/V w p.n.e. grecki filozof Heraklit.


 


Jedno z więzień w Ohio. Pokój w pastelowych kolorach, okna przesłonięte roletami. Pośrodku na masywnej postawnej stopie ni to stół, ni to łóżko z pięcioma poprzecznymi szerokimi pasami ze skóry. U wezgłowia poduszka, a po bokach dwie wysuwane deski pod ramiona. Na każdej z nich po jednym skórzanym pasie.


Do celi zasłoniętej jeszcze przed spojrzeniem świadków wprowadzono skazańca. Ułożono go na stole. Czterech dobrze zbudowanych strażników trzymało go w żelaznym uścisku. Cztery pasy rozłożone w równych odstępach od klatki piersiowej do wysokości kolan przeciągnięto i zaciśnięto tak, by skazaniec nie mógł się ruszyć. Piątym pasem na wysokości łydek skrępowano oddzielnie każdą z nóg. Odsłonięto rękawy i ręce przytwierdzono do wysuwanych desek. Technik zgodnie z obowiązująca procedurą obwiązał po kolei każde z ramion gumą i na wysokości zgięcia w łokciu umieścił dwa wenflony. To dla bezpieczeństwa przeprowadzenia skutecznej egzekucji.


Humanitaryzm (tfu!!!) wykonujących karę śmierci sprawił, że zmieniono procedurę jej wykonywania. Zamiast trzech różnych dawek trucizny: usypiającego tiopentalu, zwiotczającego mięśnie i powstrzymującego oddychanie pavulonu i zatrzymującego akcję serca chlorku potasu postanowiono podawać tylko ten pierwszy w zwiększonej dawce. Dotychczas w idealnej procedurze uśmiercania z udziałem trzech specyfików skazaniec umierał w ciągu 15 minut. Stosowany teraz według nowej procedury tiopental miał uśmiercić skazańca po 45 minutach od iniekcji. Ponoć skazaniec natychmiast traci przytomność i nie odczuwa bólu, jak przy powodującym uduszenie pavulonie i wywołującym piekący ból chlorku potasu.


______


PAP doniosła, a inne publikatory powieliły hiobowe wieści:




W wielu stanach USA trzeba było przesunąć terminy wykonania wyroków kary śmierci po tym, jak firma produkująca jeden ze składników zabójczego zastrzyku, tiopental, ogłosiła w sobotę, że nie będzie go już wytwarzać.



Firma chciała uruchomić produkcję we Włoszech, ale tam przepisy zabraniają wywozu substancji, które mogą służyć w innych krajach do uśmiercania ludzi. Informacja ta ukazuje niemoc władzy. A omnipotencja Ameryki kruszeje z powodu tak drobnego specyfiku.


Rzecz straszna, bo co zrobić z tymi wszystkimi oczekującymi po kilkanaście lat na swój zastrzyk? Co wreszcie gawiedzią zabiegająca o wejściówki na sale widowiskową?


Kropla drąży kamień... Kolos się chwieje.


 

sobota, 22 stycznia 2011

Na dzień judaizmu - Maksymilian Kolbe z miłością o żydach

Fragment broszury: Christus Deus noster. Chrystus Bóg nasz. [Kraków 1918], ss. 27-34 (całość str. 41).

Zobaczmy teraz jak wygląda niebo żydów, do którego wzdychają i na które całe życie pracują. Przede wszystkim zapytajmy się żyda chasyda, to jest żyda pobożnego, kto się znajduje w niebie żydowskim? On zaraz odpowie, że tam są wszyscy, których żyd kochał za ży­cia, a nie ma nikogo, kim się żyd brzydził i kogo nienawidził w swym życiu. A więc w niebie żydowskim nie ma Pana Jezusa, ani Matki Bożej, ani św. Józefa, ani żadnych Świętych, których czczą Chrześcijanie. A więc jest to piekło.

  1. W niebie żydowskim nie ma tych ludzi, którzy za życia kochali Pana Jezusa i Najświętszą Pannę Maryję. A więc jest to piekło.

  2. W niebie żydowskim nie ma tych ludzi, którzy słuchali Kościoła, wierzyli Ewangelii i przyjmowali Sakramenty św. A więc jest to piekło.

  3. W niebie żydowskim nie ma żadnego, który żył i umierał w miłości Krzyża Chrystusowego. A więc jest to piekło.

  4. W niebie żydowskim nie ma nikogo, kto żył pobożnie, nosząc Szkaplerz i od­mawiając Różaniec. A więc jest to pie­kło.

  5. W niebie żydowskim nie ma żadnego z tych, którzy słuchali Kościoła i cho­dzili na Mszę św., kazania, katechizm i inne nabożeństwa. A więc jest to piekło.

  6. W końcu w niebie żydowskim nie ­ma nikogo z tych ludzi, którzy, żyjąc pobożnie i trzeźwie, znaczyli się często znakiem Krzyża św. i zginali kolana swoje przed Ukrzyżowanym. A więc jest to piekło.

  7. Wiemy więc kogo nie ma w niebie żydowskim. Teraz przypatrzmy się, czym jest napełnione niebo żydow­skie.

  8. Najprzód są tam wszyscy żydzi, któ­rzy całe życie gardzili Chrystusem, Najświętszą Panną Maryją, Krzyżem i nie chcieli się na­wrócić. A więc to jest piekło.

  9. W niebie żydowskim są wszyscy mi­łośnicy i przyjaciele żydów, którzy ich naśladowali we wszystkich nieprawościach, a o Pana Jezusa i Ewangelię wcale nie dbali; oni słuchali żydów i wiernie im służyli. A więc jest to piekło.

  10. W niebie żydowskim są ci, którzy na Przykazania Boże wcale nie zważali, ale za to na każde skinienie żyda byli gotowi. A więc jest to piekło.

  11. W niebie żydowskim są ci, którzy Kościoła, Mszy św. ani Sakramentów nie cierpieli, za to szynki i pijaństwo bardzo lubili. A więc jest to piekło.

  12. W niebie żydowskim są ci, którzy do cnót Bożych, Różańca, katechizmu czuli wstręt wielki, ale za to za prze­kleństwem i wszelkimi złościami przepadali. A więc jest to piekło.

  13. W niebie żydowskim są ci, którzy sługi Boże nienawidzili, za to sługi diabelskie, żydy, całym sercem ukochali. A więc jest to piekło.

  14. W niebie żydowskim są ci, którzy nie chcieli nosić Szkaplerza św., ale raczej sami obdarci z łaski Bożej i na­dzy, drugich do nędzy moralnej i materialnej przywodzili. A więc jest to piekło.

  15. W niebie żydowskim są ci wszyscy którzy obrazów Świętych Pańskich nie znosili, ale za to wszelkie obrazy pie­kielne i czartowskie wielce cenili. A więc jest to piekło.

  16. W niebie żydowskim są ci, którzy nie chcieli uklęknąć i oddać pokłonu Panu Jezusowi utajonemu w Najświę­tszym Sakramencie, za to kłaniali się i upadali przed tymi, których serce było mieszkaniem czartów. A więc jest to piekło.

  17. Widać więc z tego jasno, że niebo żydowskie, do którego wszyscy żydzi niewierni idą po śmierci, i dokąd pro­wadzą wszystkich ludzi, nie jest nic innego, tylko najgłębsze ogniem siar­czystym gorejące piekło.

  18. Niebo, w którym nie ma Jezusa, ani Matki Bożej, ani Świętych Apostołów, Męczenników i Wyznawców, tylko duchy i ludzie nienawidzący Jezusa, Boga naszego i wszystkiego co Chrystusowe, to jest po prostu piekło. (*)

środa, 19 stycznia 2011

Ćwiczenie z empatii i... rozwiązanie

João Santos poprosił Inês, by zajęła się niewolnicą. Dziewczyna była wystraszona. Inês wzięła ją delikatnie za ramię i gestem dała znać, by szła za nią. Podała dziewczynie wody i kawałek pieczonego kurczaka. Z tkliwością przyglądała się, jak zjada posiłek. Chyba po raz pierwszy od wielu tygodni dostała coś tak treściwego.
Stara służąca cały czas starała się mówić do dziewczyny, ale jedno było pewne, że dziewczyna nic nie rozumie. Stanęła o dwa kroki od niej i palcem wskazała na siebie mówić dobitnie:
- Jestem Inês! - Inês...
Po kilku próbach, gdy Inês pokazała palcem na siebie tamta nieporadnie wypowiedział jej imię. Gdy Inês wskazała palcem w jej kierunku ta wypowiedziała z naciskiem na ostatnią sylabę:
- Nuraa
Pierwszy kontakt został nawiązany. Na twarzy Nury pojawił się po raz pierwszy nieśmiały uśmiech. Wyglądała na 15 lat i tyle rzeczywiście miała.
Wieczorem Inês odprowadziła Nurę do izby w zabudowaniu oddalonym nieco od hacjendy. Wcześniej pomogła umyć się dziewczynie i dała jej czyste odzienie. Oddaliła się wiedząc, że niebawem zjawi się młody Santos.
Dziewczyna instynktownie czuła, co teraz może nastąpić. Czekała sparaliżowana strachem. João spojrzał w jej przepastnie czarne oczy odbijające blask świec. Podszedł blisko i dotknął jej twarzy. Słyszał jej przyspieszony oddech. Pod bawełnianą tuniczką dostrzegł zarys sprężystych piersi. Wyciągnął dłonie i pociągnął za wiązania na ramionach. To, co skrywane ukazało się spragnionym oczom. Gładka skóra, sterczące piersi, wyraźnie zarysowane dziewicze sutki, gładki brzuch, piękny zarys bioder, pośladków, ud i.... w tym momencie wstrzymał oddech.
Twarz zmieniła wyraz. Najpierw ukazało się zaskoczenie, by ustąpić odrazie i obrzydzeniu.
______________________

Dziesięć lat wcześniej. Afryka Wschodnia. Nura ukończyła pięć lat. Starsze kobiety ze wsi zebrały kilka dziewczynek w jej wieku urządziły w chacie poza wsią przyjęcie. Były wspólne zabawy, śpiewy i uczta. Dziewczynki wiedziały, że w ich życiu wydarzy się coś ważnego i niepowtarzalnego. W każdej małej dziewczynce jest naturalne pragnienie zdarzeń i okoliczności, które uczynią je wyjątkowymi. Nura i jej koleżanki ten dzień traktowały w taki właśnie sposób.

O świcie starsze kobiety ustawiły przed chatą drewnianą skrzynię. Zbudziły najpierw Nurę i zaprowadziły ja do strumienia tuż za chatą, by zmyć z niej noc i schłodzić jej rozgrzane snem ciało. Przyprowadziły ją nagą i położyły na drewnianej skrzyni. Skórą pleców poczuła szorstkość nieoheblowanych desek. Kobiety chwyciły Nurę za ręce i nogi, a do ust wcisnęły tkaninę i kazały mocno zacisnąć zęby. Nie mogła się ruszyć, ani drgnąć. Palce jednej z kobiet dotknęły dziewczęcej kobiecości, poruszały się w niej, jakby szukały czegoś. W pewnym momencie uchwyciły mocno i... Nura poczuła niewypowiedziany i przeszywający ból.

 

niedziela, 16 stycznia 2011

Ćwiczenie z empatii... i ciągu dalszego (2)

João Santos po blisko trzech godzinach dotarł do hacjendy. Najgorsze chwile miał już za sobą. Odchodząc z targu czuł przenikliwe spojrzenie Herschela. Miał wrażenie, że ten szpakowaty mężczyzna znał jego myśli i było w tym coś tak przejmującego, jak... nadepnięcie bosą stopą obłego i chłodnego płaza w trawie.


Podjechawszy przed rodzinne siedlisko rzucił lejce stajennemu, który podbiegł w jego kierunku.


- Zaprowadź tych dwóch do Carlosa - wskazał lekkim skinieniem dwóch niewolników znajdujących się w klatce umieszczonej na tyle powozu. - Zastąpią tych, którzy padli w ubiegłym tygodni na plantacji.
- A ona? - spytał się ciemny jak heban Edmar.
- Weź ją do Inês, niech ją przysposobi do pracy w domu i obejściu.


Przed zadaszony taras wyszła Maria Santos, matka João. Była ciekawa, czy wyjazd okazał się owocny. Wiedziała z jakim trudem zmaga się każdego dnia próbując utrzymać opłacalność upraw. Odkąd pięć lat wcześniej zmarł jego ojciec Franscico, nad wszystko musiał mieć pieczę. Zamiast bywać na salonach w stolicy prowincji, bawić się, poznawać towarzystwo i wypatrywać dobrych partii matrymonialnych zmuszony był wrócić i zająć się prowadzeniem rodzinnego interesu.


Maria podniosła prawą dłoń i osłaniając oczy przed jaskrawym słońcem spojrzała na przywiezionych niewolników. Wprawnym okiem dostrzegła pośród nich młodą czarnoskórą dziewczynę. Gdy podszedł spytała zaniepokojona:


- A ta dziewczyna to... do czego?
- Jak do czego? - odpowiedział
lekko zmieszany - Inês jest juz stara i nie jest w stanie podołać wszystkiemu. Niech ją wdraża, byśmy pewnego dnia nie pozostali bez służby.


Maria poczuła lekki skurcz w sercu. Przypomniała sobie, jak przed blisko 30 laty jej Franscico przywiózł z targu Inês. Wypowiedział identycznym tonem takie same słowa. Miał ten sam wyraz twarzy. W ciągu kolejnych lat jej wierna pomocnica i służka urodziła czworo dzieci. Ich karnacja była jaśniejsza niż skóra któregokolwiek z niewolników.


Spojrzała na João i już wiedziała.


Plik:Estanciauruguay.jpg

czwartek, 13 stycznia 2011

Ćwiczenie z empatii i... ciągu dalszego (1)

Stłoczeni w klatkach, wygłodniali i przerażeni. Wcześniej wydarci z dotychczasowego świata i życia, stłoczeni przez miesiąc w ciemnej i dusznej ładowni statków, bici i gwałceni. Teraz oślepieni słonecznym blaskiem na środku targowego placu. Obok stragany z owocami i warzywami, wokół kosze z płodami rolnymi, klatki z  kurami i kaczkami, kozy, stoiska z mięsem i rybami. Zgiełk, kurz, pot, odór moczu i ekskrementów, przemykające pospiesznie pod ścianami szczury, a wokół mnóstwo tłustych i natrętnych much.


Do stojących na widoku drewnianych  klatek, z których wyzierały przerażone spojrzenia niewolników, podszedł João Santos. Uważnie przyglądał się sponiewieranym mężczyznom i kobietom. Spodobało mu się dwóch silnych i - jak sądził - bardzo odpornych na katorżniczą pracę młodzieńców. Będą nadawali się do pracy przy trzcinie cukrowej - pomyślał. Kilka dni wcześniej dwóch niewolników zmarło z wycieńczenia. Ich truchła kazał pospiesznie zakopać na obrzeżach upraw.


W głębi klatki dostrzegł czarnolicą i bardzo urodziwą niewolnicę. João miał raptem 30 lat. Na jej widok zadrżały mu trzewia. Uczucie tyleż miłe, co wstydliwe. Czarnoskórzy to nie ludzie, są niczym zwierzęta, a odczuwanie chuci w stosunku do nich to sodomia. Przerażony próbował myśli zająć czymś innym, w głębi duszy zaś... już zdecydował. Zawstydzony szybko dobił targu nie oglądając towaru zbyt dokładnie. Zapłacił za dwóch niewolników i niewolnicę. Chciał jak najszybciej znaleźć się z dala od tego miejsca.


Joram Herschel, wytrawny handlarz niewolników,  wzrokiem odprowadził plantatora, który niechybnie przepłacił za towar.




[caption id="" align="aligncenter" width="323" caption="Marie-Guillemine BENOIST, Portret Murzynki, 1800, Luwr"][/caption]

niedziela, 9 stycznia 2011

O zamarzaniu jeziora Genezaret

Pan C. lubi czasami badać opisane w Ewangeliach zdarzenia, które wydają się w racjonalny sposób trudne wyjaśnienia. Owszem, bierze poprawkę na odległość czasową opisywanych faktów i charakterystyczną ludziom wschodu skłonność do ubarwiania opowieści, ale nie kwestionuje samej ich istoty. Ostatnio trafił na fragment Ewangelii spisanej przez kogoś, kto nie cieszył się poważaniem i estymą prawowiernych Żydów. Krótko mówiąc był niewiarygodny. Mowa o Mateuszu, celniku i poborcy podatkowym z Kafarnaum, pracującym na rzecz Rzymian. Dziś w tej materii nic się nie zmieniło i nadal nie lubimy tych, którzy dybią na nasze pieniądze. Wróćmy jednak do głównego przesłania zawartego w tytule wpisu.



(25) [...] o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze. (26) Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. (27) Jezus zaraz przemówił do nich: Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się! (28) Na to odezwał się Piotr: Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie! (29) A On rzekł: Przyjdź! Piotr wyszedł z łodzi, i krocząc po wodzie, przyszedł do Jezusa. (30) Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: Panie, ratuj mnie! (31) Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: Czemu zwątpiłeś, małej wiary? (32) Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył.(33) Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: Prawdziwie jesteś Synem Bożym. - Mateusz 14, 25-33

Rozwiązanie zagadki opisanej w powyższym fragmencie przyszło niespodziewanie. Pan C. w sobotnie południe wjeżdżał do swojego Kafarnaum i z lekkiego wzniesienia zobaczył ludzi chodzących po wodzie... Eureka!!!




 

niedziela, 2 stycznia 2011

Pachnidło

Starożytni Egipcjanie uważali, że oryginalne perfumy tworzy się dodając finalną esencję, która wyróżnia się i dominuje. Legenda mówi, że znaleziono amforę w grobowcu faraona. Gdy ją otwarto rozszedł się zapach perfum. Mimo upływu tysięcy lat zapach takiej piękności i takiej mocy, że każdy kto perfumy powąchał wierzył, że jest w raju. Dwanaście składników zostało zidentyfikowanych, trzynastego – najważniejszego – nigdy nie rozszyfrowano.



Tę opowieść Jean Baptiste Grenouille usłyszał od swego mistrza Giuseppe Baldiniego, który uczył go tworzyć perfumy. Darem i przekleństwem młodego adepta sztuki perfumiarskiej był niespotykanie rozwinięty zmysł powonienia niedostępny nikomu poza nim samym. Uwierzył w legendę i zapragnął zidentyfikować ów brakujący składnik.
Intuicja połączona z niezwykłym darem sprawiły, że poszukiwany składnik odnalazł w ciele kobiet. Ich naturalny aromat wdzierał się do jego mózgu, przenikał ciało, wyzwalał emocje, odurzał i zniewalał. Zapragnął uchwycić to, co odkrył i zachować na dłużej. Obsesja zaprowadziła go niemalże na szafot.
Film nakręcony w oparciu o nowelę Patricka Süskinda wysłuchałem najpierw w przejmującej opowieści kogoś, kto oglądając go czuł pokazywane w nim zapachy. Opowieść była tak sugestywna, że słuchając czułem wszystko i nozdrzami bezwiednie wciągałem powietrze. Nie mogłem się oprzeć i najszybciej, jak było to możliwe zafundowałem sobie seans filmowy.
Pachnidło dla jednych to obraz zbyt okrutny i obrzydliwy, dla innych zaś pretensjonalna bajka. Natomiast dla mnie to niesamowita opowieść o poszukiwaniu idealnej formuły piękna zawartej w naturalnym zapachu kobiecego ciała.