czwartek, 9 grudnia 2010

Cztery nogi i pierze

Do dzisiejszego wpisu inspirację znalazłem u babci bez mohera. Skojarzenia to czasami przekleństwo, dziś jednak przypomniały mi opowieść zasłyszaną ponad 40 lat temu.


Początek XX w. Ślesin - niewielka miejscowości na skraju zachodniej części Imperium Carskiego. Raz w miesiącu odbywały się tam jarmarki, na które zjeżdżali kupcy z okolicznych miejscowości. Podczas jednego z takich jarmarków pojawił się znany ziemianin. Spotkał Icka, żydowskiego handlarza staroci.


- Dzień dobry, Panie dziedzic - zagadnął Żyd spotkawszy człowieka, z którym wielokrotnie handlował i z którym dobrze się znał od lat.
- A dzień dobry Żydzie - odpowiedział uprzejmie, jak na ówczesny czas dziedzic. - Ciesze się, że Cie widzę.
- Oooo, jakiż dziedzic łaskawy dla biednego Żyda - rzekł Icek.
- Posłuchaj, Icek - rzekł dziedzic - mam propozycję: będziemy zadawać sobie zagadki...
- Ale po co, panie dziedzic? - spytał rezolutnie Żyd
- No, jak po co? Gdy ja zadam zagadkę i ty nie odpowiesz, to zapłacisz mi rubla, natomiast, gdy ty zadasz mi zagadkę i ja nie odpowiem to zapłacę ci dwa ruble.
- Dobrze, panie dziedzic - odpowiedział szybko Icek - ale ja zadam zagadkę pierwszy.
- Niech tak będzie - zgodził się dziedzic.


Icek chwilę pomyślał i przedstawił zagadkę:

- Co to za zwierzę, ma cztery nogi i pierze i w powietrzu lata?


Dziedzic zaskoczony pytaniem główkował przez dłuższą chwilę, ale nic nie wymyślił. Niepyszny wyciągnął z pugilaresu* 2 ruble i wręczył Ickowi. Ten przyjął dwa ruble i wydał jednego rubla reszty.

- A to dlaczego, Żydzie?
- Jak dlaczego? - rzekł Icek - Przecież ja też nie wiem.

____
*pugilares - dawniej portfel


38 komentarzy:

  1. babciabezmohera09.12.2010, 22:06

    Po prostu cudo! Uwielbiam te opowiastki. Pokazują w taki ciepły, przyjazny sposób, jak można dowcipnie wybrnąć z trudnej sytuacji> :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Tę opowiastkę zrelacjonował mi mój ojciec. Znając miejsce zdarzenia uruchomiła się pamięć emocjonalna i do dziś we mnie to jest.

    OdpowiedzUsuń
  3. A Babunia to nawet czasem mówiła: pulares... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Moja również, ale to wiesz:-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bystry chłop z tego Żyda był ;-)
    A znacie taką zagadkę: na rozstaju dróg stoi dwóch braci. Jeden zawsze mówi prawdę, drugi zawsze kłamie. Jedna droga kończy się przepaścią. Możesz zadać jedno pytanie. Jakie pytanie zadać i któremu z braci aby dowiedzieć się, która droga jest bezpieczna?

    OdpowiedzUsuń
  6. babciabezmohera11.12.2010, 08:01

    Wg108: No i mam się nad czym głowić... ;(

    OdpowiedzUsuń
  7. ad WG108
    Pytanie do któregokolwiek z braci brzmi:
    Którą drogę wskazałby mi twój brat, gdybym zapytał go o drogę do miasta? No i należy pójść drogą przeciwną do wskazanej.
    A teraz racze się poranną kawą. Znów czeka mnie odśnieżanie.

    OdpowiedzUsuń
  8. babciabezmohera11.12.2010, 18:43

    Dzięki za rozwiązanie- sama na to, niestety, nie wpadłam! ;(

    OdpowiedzUsuń
  9. Nooo, nie. Znacząco przybliżyłeś się do rozwiązania, ale nie tak prosto, bo w tym przypadku trafiając na prawdomównego brata i wybierając drogę przeciwną do wskazanej pójdziemy na manowce.

    Należy (wskazując dowolną z dróg) jednemu z braci (dowolnemu) zadać takie pytanie: co powiedziałby twój brat gdybym zapytał go czy ta droga jest bezpieczna?

    @babcia; ja też bez googli się zapociłem ;-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Blog Wolnego Człowieka11.12.2010, 22:49

    Heh, i pomyśleć, że ledwo może 100 lat minęło od czasu, kiedy to jeszcze można było liczyć na uczciwego człowieka, który nie dość, że nie był łasy na pieniądze, to się jeszcze do niewiedzy przyznawał. A dziś? Wszyscy wiedzą wszystko. Zatem niech nie dziwi, że Alfy i Omegi nie potrzebują...

    OdpowiedzUsuń
  11. Zwróciłeś uwagę na rzecz bardzo ważną, a która gdzieś podskórnie w trzecim planie się jawi w tej zasłyszanej opowieści: u c z c i w o ś ć, choć przyznam, że to szczególny rodzaj uczciwości idący w parze z chytrością. A może wyniosłemu ziemianinowi należała się nauczka i lekcja pokory?

    OdpowiedzUsuń
  12. Podoba mi się nazwa "pugilares".

    OdpowiedzUsuń
  13. Ze dawnych zwrotów dodam używane przez moją babcię Mariannę Zdmuchnij światło!.
    Etiologia tego zwrotu jest teraz dla mnie zrozumiała, ale w końcówce lat 60. nie bardzo wiedziałem dlaczego babcia chce zdmuchiwać żarówki. Jeszcze kilka lat wcześniej dziadkowie mieli lampy naftowe, a elektryfikacja dotarła do nich 1967 roku. Do tego czasu światło zapalało się i zdmuchiwało. Czas elektryczności to 'włączanie' i 'wyłączanie'.

    OdpowiedzUsuń
  14. Lubię te mądre opowiastki. Zagadek nigdy nie udaje mi się rozwiązać.
    Weszłam na blog za pośrednictwem Babcibezmohera i pozwól, że zostanę tu na dłużej. I jeszcze jedno, moja Babcia też mówiła pigulares

    OdpowiedzUsuń
  15. To już jesteś trzecią - po mnie i Barnabie - osobą, która zna to słowo ze słyszenia:-)
    Witam i zapraszam do odwiedzin w dowolnej chwili.

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie masz racji. Jest droga A i droga B. Właściwa jest A, ale tego nie wiemy.
    Pytając Którą drogę wskazałby mi twój brat, gdybym zapytał go o drogę do miasta?
    - brat kłamca odpowiadając na nasze pytanie wskazałby drogę B
    - brat prawdomówny odpowiadając na nasze pytanie wskazałby drogę B
    Wniosek: droga właściwa to droga A

    OdpowiedzUsuń
  17. Ten pigulares przypomniał mi książkę. "Godzinę pąsowej róży". Nawet nie tyle sam pigulares, co zdmuchnięcie światła. Znaczy się "lelektrysności"...

    OdpowiedzUsuń
  18. A na latarkę na płaskie baterie mówiono lekstryczka.
    Czy bateria była naładowana sprawdzało się językiem. Odczuwalne było miłe mrowienie prądu stałego :-D

    OdpowiedzUsuń
  19. Językiem, to się dotykało do klamki od drzwi wejściowych, na podwórku. Taka zabawa, kto dłużej wytrzyma. A potem porównywanie zdartych z ozorków naskórków...

    Oj, wpadłam w trans słowotoku, zwany potocznie spamem : )))

    OdpowiedzUsuń
  20. babciabezmohera12.12.2010, 20:05

    Ja też wiem, co to jest pugilares! Ja też wiem!! Jestem czwarta!! ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Ożżżż, kurde balans!!! Wspomnienie traumatyczne powróciło.

    OdpowiedzUsuń
  22. No, OK! Kto przypomni jeszcze kolejne słowa, czy wyrażenia dziś już będące wspomnieniem zapomnianego języka naszych dziadków? Nie będę tu przywoływał typowych słów dla gwary ochweśnickiej, typowej dla Ślesina. Ale skoro przywołałem tę gwarę to pierwsze z brzegu powiedzenie:
    - Karyga wyknaj za mancego, bydziesz miała klawo.

    OdpowiedzUsuń
  23. Są takie piękne wyrazy; jeden wciąż używany w Małopolsce, ale skoro znajomym z innych regionów Polski musiałem tłumaczyć co mam na myśli, więc go tu przywołam - paryja. To słowo w innym znaczeniu również bywa używane: paryjówka. Drugi wyraz to kociuba ;-)

    PS. Z tym prawdomównym bratem nie masz racji, ale dajmy temu pokój, hi hi.

    OdpowiedzUsuń
  24. Kociua, inaczej kocięba. Przy czym kociuba posiada akcent na ostatniej sylabie. Ciekawe, czy mówimy o tym samym.

    OdpowiedzUsuń
  25. wg108
    Ale co to jest kociuba i paryja?

    OdpowiedzUsuń
  26. Kojarzy mi się tu paradoks kłamcy :-).

    Napisane przeze mnie niniejsze zdanie jest fałszywe.

    To prawdę czy fałsz napisałem? :-)

    OdpowiedzUsuń
  27. Paradoks w stylu Czy Wszechmocny Bóg jest w stanie stworzyć taki kamień, którego nie jest w stanie udźwignąć?

    OdpowiedzUsuń
  28. Kociubą wyjmuje się blachy z chlebem, albo z ciastem, z pieca. A raczej wyjmowało. A paryja to nie mam pojęcia, co.

    OdpowiedzUsuń
  29. Ha, to są moje ulubione :-).

    OdpowiedzUsuń
  30. Kociuba to krótko mówiąc pogrzebacz. Przynajmniej w tym znaczeniu jest w Małopolsce używany, ale wiem że znaczenie tego słowa rozciąga się i na inne narzędzia do wygarniania, zakończone hakowato lub łyżkowato.
    Paryja to rodzaj wąwozu, najczęściej o wysokich, stromych i zarośniętych zboczach, ze strumykiem lub tylko jako wyrzeźbienie terenu przez strumienie okresowe. W określeniu: wpaść w paryję lub wpaść do paryi oznacza kłopoty z wydostaniem się z takiego miejsca (bo stromy stok, często zarośnięty krzewami i ostrężyną, utrudniającymi wydostanie się na czworaka).
    Stąd "paryjówka" - na określenie wódki własnoręcznie pędzonej w trudnych warunkach, nocą ;-)

    OdpowiedzUsuń
  31. No to teraz jestem już bogatszy w regionalne słownictwo:-)
    Paryja to w moim regionie parowa, a tak całkiem poprawnie po polsku to parów. Co do kociuby, kocięby to takowe drewniane łopaty z płaskim liściem widziałem w latach 60/70. w ślesińskiej geesowskiej piekarni (nadal działa i piecze chleb o smaku jaki pamiętam z dzieciństwa).

    OdpowiedzUsuń
  32. Wspaniale Kuzynie! Wpisałeś się pięknie we wspomnienia i innych w dobry nastrój wprowadziłeś. To jak tam mawiałi naz jeziorem- jakieś "dziachnij", ale w co...? Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  33. Dziaknij Mancego w sztyje... jest to takie mało dyplomatyczne (na pewno nie do uzywania na salonach) powiedzenie, by ktoś nie zawracał na głowy.

    OdpowiedzUsuń
  34. Dzięki, zmądrzałem. Z podziwu dla tak taktownego tłumaczenia wyjść nie mogę. Obiecuję na tę reprymendę ( w pełnym jej wymiarze, nie w salonowym jednak przekładzie) na tych łamach nie zasłużyć. Mam do tego inne, tu ciepło, nostalgicznie, kolorowo, fajnie... PZDR

    OdpowiedzUsuń
  35. Kuty na cztery kopyta ten Żydek. Można brać przykład albo nienawidzić...

    OdpowiedzUsuń
  36. Uwielbiam takie opowiastki :D
    Ta naprawdę świetna!

    OdpowiedzUsuń
  37. Te opowiastki są i zabawne i pouczające. A to znasz ;)

    Dwóch żebraków siedzi na chodniku we Włoszech. Jeden z nich trzyma duży Krzyż, a drugi dużą Gwiazdę Dawida. Obaj trzymają wyciągnięte kapelusze na datki pieniężne. Ludzie przechodzą, spoglądają długo na żebraka z Gwiazdą Dawida, ale nikt mu nic nie wrzuca, natomiast za każdym razem zbiera coś żebrak z Krzyżem. Idzie zakonnik, stanął i z daleka przygląda się żebrakom. W końcu podchodzi do tego z Gwiazdą Dawida i mówi:

    - Nie zdajesz sobie sprawy, że to chrześcijański kraj? Nie otrzymasz tu żadnej jałmużny trzymając Gwiazdę Dawida.

    Żebrak zwraca się do tego z Krzyżem:

    -Ty, Jakow, patrz kto próbuje nas uczyć jak się robi interes. :D



    Ja z życzeniami takimi zaglądam :)
    Pomódlmy się w Noc Betlejemską,
    w Noc Szczęśliwego Rozwiązania,
    by wszystko się nam rozplątało węzły,
    konflikty, powikłania.

    Oby się wszystkie trudne sprawy
    porozkręcały jak supełki,
    własne ambicje i urazy
    zaczęły śmieszyć jak kukiełki.

    Oby w nas paskudne jędze
    pozamieniały się w owieczki,
    a w oczach mądre łzy stanęły
    jak na choince barwnej świeczki.

    ks. J. Twardowski

    Do siego roku ! . . .


    Ps. tutaj --> ;) http://religiapokoju.blox.pl/2006/07/Humor-zydowski-dowcipy-kawaly-dobry-humor-zarty.html :D

    OdpowiedzUsuń