środa, 1 grudnia 2010

5 zł - postscriptum do symonii

Rok 1962. Jesień. Kancelaria parafialna w niewielkiej miejscowości we wschodniej wielkopolsce.
Dyżur pełnił młody wikariusz. Trafił na tę placówkę tuż po święceniach kapłańskich, które otrzymał 24 czerwca z rąk biskupa Antoniego. Szczupły, z charakterystyczna dużą głową, rogowymi oprawkami, w których osadzone były soczewki z bardzo dużym plusem. Stający na wprost niego mieli nieodparte wrażenie, że dotyka wzrokiem ich myśli. Do kancelarii zgłosiła się młoda para, by dopiąć formalności przedślubne. Protokół został sporządzony wcześniej, teraz tylko dostarczono świadectwa chrztu pana młodego oraz świadków.
Towarzyszący narzeczonym ojciec pana młodego był pułkownikiem wojska polskiego, choć podczas wizyty był bez munduru. Na zakończenie spotkania spytał obcesowo:
- Ile za ślub?
- Nie wyznaczamy ile ktoś ma ofiarować. Oczekujemy zawsze ofiary "Co łaska"! - odpowiedział łagodnie młody ksiądz.


Pułkownik z chytrym uśmiechem sięgnął do portfela i ostentacyjnie położył na biurku 5 zł. Młody ksiądz, niezrażony zachowaniem i wyraźną drwiną wyciągnął dłoń i placami przesunął monetę w kierunku ofiarodawcy.
- Nie wiedziałem, że pana nie stać. Ślubu udzielimy za darmo - powiedział do pułkownika przenikliwie spoglądając mu w oczy.
Nastąpiła konsternacja. Widać było niesamowite zakłopotanie żartownisia. Próbował naprawić swoje zachowanie, bełkotał jakieś przeprosiny, chciał dać więcej pieniędzy. Wikariusz był niezwykle uprzejmy, ale niewzruszony. Nic nie przyjął. Z uśmiechem podziękował za wizytę wyrażając nadzieję na rychłe spotkanie podczas ślubu.
Całą sprawę zreferował proboszczowi, który przyklasnął tylko. Następnego dnia przyszli rodzice panny młodej, chcieli przeprosić i skłonić proboszcza do przyjęcia ofiary. Odmówił. Sam ślub miał piękna oprawę, kazanie było - w każdym razie tak je odebrano - ładniejsze i ciekawsze niż wszystkie inne, ale to może tylko takie wrażenie tych, którzy wiedzieli o incydencie.

Postscriptum
Ten młody ksiądz w późniejszym okresie odbył studia w Rzymie i Jerozolimie, zna biegle kilka języków, w tym łacinę, grekę i hebrajski. Od 2004 roku jest arcybiskupem wrocławskim i następcą kardynała Gulbinowicza .

7 komentarzy:

  1. babciabezmohera01.12.2010, 22:55

    Budująca opowieść. Przestrzega przed stereotypowym postrzeganiem różnych spraw i często krzywdzącym przyklejaniem negatywnych etykietek.

    OdpowiedzUsuń
  2. To prawda. Dlatego, dla przeciwwagi poprzedniego wpisu umieściłem powyższy. Obydwa oparte są na faktach :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak zwykle pokora i dobroć mogą więcej zdziałać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. To przykład, jak niejednoznacznie wygląda rzeczywistość Kościoła, kory ma i oblicze pazernego franciszkanina i młodego wikarego, który jest prawą i znacząca postacią w dzisiejszym polskim Kościele. Może nie tak medialną, jak Życiński, ale pokora nie jest krzykliwa.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nieprzyjęcie 5-złotowej ofiary, to chyba jednak buta. A upieranie się przy ślubie "za darmo", gdy oczywistym jest, że taki stan rzeczy upokarza uczestników - to jednak chyba pycha.

    Dowodem skromności i pokory byłoby przyjęcie 5 złotych, zrezygnowanie z kąśliwego (ale efektownego) komentarza i udzielenie sakramentu za te 5 złotych.
    Choociaż może byłoby to jeszcze bardziej upokarzające? Dylematy, dylematy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ad Telemach:
    Dylematy, dylematy... - powiało klimatem wypowiedzi Tadeusza Cymańskiego:-D.

    Jezus - mistrz dla wielu chrześcijan - nie zawsze był pokornym cielęciem. Powiedzenie przez niego jakiejś prawdy wymagało środków radykalnych, jak choćby wzięcie lagi i pogonienie przekupniów ze Świątyni Jerozolimskiej. A i same wypowiedzi często były ostre i nie należały do uprzejmości. Zwracając się do faryzeuszy nazywał ich: Węże, plemię żmijowe, jak wy możecie ujść potępienia w piekle?. Gdyby dzisiaj jakikolwiek duchowny zwracał się językiem biblijnym do wiernych z ambony od razu zareagowałaby gazeta Wyborcza, w programach porannych TVN zaproszono by wybitne osobistości (Magdalena Środa, Tomasz Nałęcz, czy Kidawa-Błońska) i potępiano język nienawiści, jako sprzeczny z euro unijnymi wartościami. W wyobraźni widzę i słysze cały ten cyrk.

    A tak już wracając do opisanego zdarzenia bardzo mi się to podobało, gdyż na butę i prymitywną kpinę z obyczaju Co łaska wykorzystano edukacyjnie. Bo człowiek, który dał 5 zł chciał zadrwić z kogoś, w efekcie sam sobie zrobił kuku.
    Lubię takie klimaty.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zerknij poniżej na wypowiedź Telemacha. Można opisaną sytuacje postrzegać i oceniać inaczej. I jest to widzenie uprawnione... stawia kolejne pytania do znanych odpowiedzi :-)

    OdpowiedzUsuń