sobota, 9 października 2010

Zasłona dymna i flary Tuska

Sytuacja  w PO rzeczywiście staje się napięta. Janusz Palikot - dziecko szczęścia, ulubieniec Tuska i Komorowskiego postanowił pójść na swoje zabierając z PO część poparcia wyborców. Dotychczas niczym partyzant uderzał z zaskoczenia w najbardziej czułe punkty PiS. Nie stosował się do żadnych dotychczas akceptowanych reguł walki politycznej. Uczestniczył w wojnie totalnej pomiędzy PiS a PO


Odchodzenie Palikota, przygotowywany przez niego show oraz zbliżająca się trudna debata nad budżetem na 2011 uświadomiły Tuskowi, że król jest nagi, a zielona wyspa jest jedynie fatamorganą. Premier i jego otoczenie mogli się spodziewać, że staną się swoistego rodzaju celem, w który będą mierzyć dziennikarze i opozycja. I Palikot, i budżet to zbyt trudna koincydencja  w czasie i przestrzeni, by nie ucierpiał wizerunek partii rządzącej.


Współpracownicy Tuska, a zwłaszcza nienazwany i bliżej nieokreślony sztab, pracują pełną parą, by tego typu sytuacje przewidywać, rozbroić lub... przesłonić. W  każdym razie zawsze neutralizować ich negatywne skutki dla rządu.


W jaki sposób? Bardzo prosty. Wystarczy wprowadzić w tym samym czasie i przestrzeni nowe i nie mniej spektakularne wydarzenie, którym zajmie się opinia publiczna. Wydarzenie, które będzie fizycznie blisko opinii publicznej bo... na sąsiedniej ulicy i to w każdym większym mieście.


W sobotę poprzedzającą zapowiadane show Palikota rząd uruchomił akcję pod kryptonimem DOPALACZE. Zaangażował 3 tys. policjantów i kilkuset pracowników inspekcji sanitarnej. W oparciu o kopię wątpliwej prawnie decyzji Głównego Inspektora Sanitarnego zaangażowani funkcjonariusze naszego państwa wkroczyli do sklepów z tzw. artykułami kolekcjonerskimi i zaplombowali je. Co się działo w kolejnych godzinach i dniach?


Opis działań, zdjęcia i filmy oraz wypowiedzi wypełniły media przez cały tydzień. Palikota praktycznie nie było widać i słychać, a budżet będacy przedmiotem krytyki nikogo nie interesował poza nielicznymi. Cała  akcja okazała się sprawną obroną przed atakiem i niczym flary wyrzucone przez samolot zmyliły atakujące rakiety i naprowadziły je na fałszywe cele.


Premier i rząd zaprezentowali lajtową wersje ziobryzmu. Tusk to taki szeryf z sympatyczną twarzą Johna Wayne'a.


A że wszystko to lipa... cóż? Takie czasy.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz