piątek, 29 października 2010

Najlepsze życzenia

Wszystkiego najlepszego...
Zdrowia, szczęścia, pomyślności i słodyczy...
Wszystkiego, co szczęściem się zwie...

Ileż to razy słyszałem takie i tym podobne życzenia. Czułem jakąś by(d)lejakość i bezradność wynikająca z niewiedzy o tym, CO powinno życzyć się solenizantowi, czy jubilatowi. Mam wrażenie, że jesteśmy w codziennych relacjach z innymi, jak sprzedawca w sklepie z przyklejonym uśmiechem i nieszczerym Dziękujemy i zapraszamy ponownie. Krew mnie zalewa, bo nie potrzebuję tej sztuczności... Mierzi i brzydzi mnie ta wymuszona serdeczność. Cenię powściągliwość i uprzejmy dystans w sytuacjach, gdy nie znam kogoś.


Mam wrażenie, że współcześni wypowiadają dużo słów, ale mało... rozmawiają ze sobą. Nie cenią słów, nie przywiązują do nich wagi, rzucają je na wiatr niczym perły przed wieprze i nie liczą się zupełnie z ich sensem i znaczeniami.


Coraz mniej się rozumieją... a może po prostu nie chcą?

3 komentarze:

  1. No, ale to jest tak "po amerykańsku", a my to teraz właśnie kochamy., Jak "dobre pytanie" w rozmowach oraz "dobrego dnia" przy każdej okazji, i w każdym miejscu, To- DOBREGO DNIA, ale w rodzimym i tradycyjnym rozumieniu...

    OdpowiedzUsuń
  2. mało rozmawiają i mało mówią sobie miłych rzeczy, za to o swoich problemach, tych zdrowotnych to temat rzeka ...ale ta małostkowość rozmów bierze sie z tego, że ludzie nie potrafią słuchać, skupieni jedynie na sobie ;)

    Barnaba, po amerykańsku, to jest wszystko "ok" jakie byś nei zadał pytanie, a my lubimy ponarzekać wbrew pozorom ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety jesteśmy jakimiś urodzonymi malkontentami i przegięcie w drugą stronę nie pasuje do nas. W amerykańskości jest sztuczność typu słodzik zamiast cukru.

    OdpowiedzUsuń