niedziela, 31 października 2010

Panowie, długość ma... znaczenie

Tytuł wpisu ma odniesienia falliczne, ale sprawa jest naprawdę poważna i nad wyraz przykra.
Gdyby spytać przeciętnego faceta, takiego macho, czy typa figo-fago, czy woli mieć swoją męskość bez zmian, czy dłuższą to kładę głowę, że 9 na 10 odpowie, że dłuższą. Abstrahuję od cud metody jaką miałoby się to dokonać. Są jednak okoliczności, w których wydłużenie staje się problemem.
Moja ukochana siostra - nie powiem nigdy, że starsza (kobietom nie wolno tego mówić) - urodzona wcześniej ode mnie o... bagatela 11 lat, poddała się operacji wymiany stawu biodrowego na endoprotezę. Powód oczywisty: zwyrodnienie stawu, bóle kręgosłupa itp. itd. Miejsce operacji nieprzypadkowe. Sprawdzony i mający dobrą opinię szpital powiatowy w Turku. Oddział ortopedii współpracuje ze specjalistami z Poznania, tak więc dostęp do najnowszych technologii i umiejętności zapewniony. Jednego dnia zawiozłem, a drugiego już odbyła się operacja. Wszystko się udało, siostra odzyskiwała siły. Jednak, gdy rozpoczęła się rehabilitacja i chodzenie z kulami, urodzona 11 lat wcześniej siostra zauważyła, że noga niby naprawiona, ale jakby było jej... więcej. Niezwłocznie poinformowała mnie o swej obserwacji. Naocznie stwierdziłem, że gdy leży na łóżku to jej prawa noga jest dłuższa.
Jest takie powiedzenie Od przybytku głowa nie boli, ale... kręgosłup może podczas chodzenia reagować już inaczej. Zgłosiła to ordynatorowi, który był wykonawcą tego cud-zabiegu. W asyście zadumanych medyków dokonano pomiaru obydwu nóg i wg ich wyliczeń potwierdzono różnicę w długości o 3,5 cm. Dla faceta z wiadomymi kompleksami to szczyt marzeń, ale dla mojej siostry to problem. To tak, jakby chodzić w dwóch butach, ale od jednego oderwać korek. Szacowny pan ordynator zbagatelizował sprawę i powiedział, że różnica w długości wynika z problemow z jej kośćmi, a konkretnie z budową jej kości. Przyznam szczerze, że troszkę mnie to zastanawia, bo lekceważenie problemu przypomina wypowiedź pijanego murarza, który postawił ściany pod skosem, a później winę za swą nieudolność zrzuca na ukształtowanie terenu. Sprawa nadaje się do robionego ukrytą kamerą programu TVN pt. Fachowcy.
- Panie doktorze - powiedziała siostra - zanim przyszłam do szpitala to cierpiałam tylko w nocy, od teraz będe kaleką przez 24 godziny na dobę
- Ależ droga Pani - odpowiedział niczym niezbity z tropu lekarz... konował (sic!!!) - kalectwo zaczyna się, gdy noga jest dłuższa  o 6 cm.
Ciekaw jestem reakcji pana ordynatora, gdyby poddał się zabiegowi wydłużenia tego-i-owego, a po zabiegu stwierdził, że zamiast więcej jest tego o 3,5 cm... mniej?

piątek, 29 października 2010

Najlepsze życzenia

Wszystkiego najlepszego...
Zdrowia, szczęścia, pomyślności i słodyczy...
Wszystkiego, co szczęściem się zwie...

Ileż to razy słyszałem takie i tym podobne życzenia. Czułem jakąś by(d)lejakość i bezradność wynikająca z niewiedzy o tym, CO powinno życzyć się solenizantowi, czy jubilatowi. Mam wrażenie, że jesteśmy w codziennych relacjach z innymi, jak sprzedawca w sklepie z przyklejonym uśmiechem i nieszczerym Dziękujemy i zapraszamy ponownie. Krew mnie zalewa, bo nie potrzebuję tej sztuczności... Mierzi i brzydzi mnie ta wymuszona serdeczność. Cenię powściągliwość i uprzejmy dystans w sytuacjach, gdy nie znam kogoś.


Mam wrażenie, że współcześni wypowiadają dużo słów, ale mało... rozmawiają ze sobą. Nie cenią słów, nie przywiązują do nich wagi, rzucają je na wiatr niczym perły przed wieprze i nie liczą się zupełnie z ich sensem i znaczeniami.


Coraz mniej się rozumieją... a może po prostu nie chcą?

poniedziałek, 18 października 2010

Mniej pragniesz, będziesz szczęśliwszy

W wolnym czasie, po ponad 30 latach wróciłem do lektury Historii filozofii wg Tatarkiewicza. Pierwszy kontakt z tym opracowaniem miałem jeszcze w czasach licealnych w ramach obowiązkowych zajęć z marksizmu-leninizmu (sic!!!). Nasz wychowawca w liceum był członkiem egzekutywy KW PZPR. Zależało mu na ukształtowaniu w nas człowieka socjalizmu. Drugi kontakt z tym dziełem i to w znacznie rozszerzonym zakresie miałem już w trakcie studiów.


Otworzyłem pierwszy tom na chybił-trafił... jak w totolotka. Diogenes z Synopy (ok. 413 p.n.e. – ok. 323 p.n.e.). W tym momencie przypomniałem sobie ciekawostki i plotki o filozofie, który wzbudzał wśród współczesnych skrajne emocje od uwielbienia do potępienia. Dziś mógłby stać się swoistego rodzaju celebrytą opisywanym przez różnej maści i kolorów lub czasopisma.


Nie wiem czy się starzeje, a może wreszcie dojrzewam do tego, by doświadczone i wypowiedziane przez innych mądrości rozumieć. Wprowadzał w czyn głoszone przez siebie poglądy zaczynając od siebie. Uważał, że człowiek może być... że tylko wtedy będzie szczęśliwy, gdy uwolni swą dusze od pragnienia posiadania dóbr materialnych, że może mieć pełnię szczęścia nie odczuwając napięcia związanego z pragnieniem czegokolwiek poza tym, co jest mu dane.


Pewnego razu Diogenes zobaczył dziecko pijące rękoma wodę ze studni. Powiedział wtedy: Dziecko prześcignęło mnie w sztuce ograniczania potrzeb życiowych. Innym razem dowód na szczerość swego wyboru intelektualnego, emocjonalnego i życiowego dał, gdy odwiedził go Aleksander Wielki. Gdy ten podszedł do Diogenesa opalającego się przed będąca jego domem beczką zaproponował filozofowi, że spełni każde życzenie.



- Co mogę dla Ciebie zrobić, Diogenesie?
- Przesuń się, zasłaniasz mi słońce - miał odpowiedzieć krótko filozof.

sobota, 16 października 2010

Flary teściowej...

Tydzień temu pisałem o zasłonach dymnych Tuska. Zapomniałem jednak, że najlepszy i indywidualny przykład otrzymałem od ukochanej teściowej w nocy z piątku na sobotę. Na wspomnienie tej wspólnie spędzonej nocy uśmiecham się z sympatią.


Ale w czym rzecz. Po 23ej zawiozłem matkę mojej koleżanki małżonki na pomoc doraźną. Ciśnienie 240 i więcej, farmakologia w tabletkach bezskuteczna. Przyjęcie przez lekarza dyżurnego, badanie i skierowanie do drugiego szpitala na izbę przyjęć. Badania, aplikacja dożylna środków obniżających ciśnienie itp. itd. Ukochana teściowa nie lubi przebywać w szpitalach nawet jeśli służy to zdrowiu. Jeszcze do ostatniej chwili wypowiadała niczym mantrę Może dadzą mi zastrzyk jakiś i puszcza do domu.


Gdy ok. 2.15 stało się już jasne, że jednak pozostanie w szpitalu nastąpiła w niej gwałtowna przemiana. Już nie było to problemem i nastąpiło niezrozumiałe dla mnie przeniesienie w inny wymiar problemów. Siedzieliśmy obok siebie na krzesłach, a teściowa z największa powagą zaczęła mówić. I nie była to jej ostatnia wola.


- W lodowce jest zmielone mięso na gołąbki, na kuchni sparzona kapusta na gołąbki i ugotowany ryż. - Zauważyła chyba, że z każdym wypowiadanym przez nią słowem moje oczy mimo późnej pory stają się okrągłe jak 5 zł. Spowolniła nieco, ale kontynuowała wydawanie instrukcji i podawania listy spraw do załatwienia. W pewnym momencie żachnąłem się:


- Mamo!!! - tak ładnie zwracam się do jedynej teściowej - A my to w jakiej sprawie przyjechaliśmy do szpitala???


Zaskoczona moim pytaniem zamilkła. W tym momencie uświadomiłem sobie, że gołąbki, kapusta i ryż były typową zasłoną dymną dla niekomfortowej sytuacji w jakiej się znalazła. Typowy mechanizm wyparcia. Osoba stosująca go nie przyjmuje, że jest już na innym torze i działa, jakby zwrotnica nie została przestawiona. Stara się działać z dotychczasową rutyną, która wypełniała dotąd jej codzienność.


Taki imperatyw wewnętrzny... godny rozważań Kanta.

sobota, 9 października 2010

Zasłona dymna i flary Tuska

Sytuacja  w PO rzeczywiście staje się napięta. Janusz Palikot - dziecko szczęścia, ulubieniec Tuska i Komorowskiego postanowił pójść na swoje zabierając z PO część poparcia wyborców. Dotychczas niczym partyzant uderzał z zaskoczenia w najbardziej czułe punkty PiS. Nie stosował się do żadnych dotychczas akceptowanych reguł walki politycznej. Uczestniczył w wojnie totalnej pomiędzy PiS a PO


Odchodzenie Palikota, przygotowywany przez niego show oraz zbliżająca się trudna debata nad budżetem na 2011 uświadomiły Tuskowi, że król jest nagi, a zielona wyspa jest jedynie fatamorganą. Premier i jego otoczenie mogli się spodziewać, że staną się swoistego rodzaju celem, w który będą mierzyć dziennikarze i opozycja. I Palikot, i budżet to zbyt trudna koincydencja  w czasie i przestrzeni, by nie ucierpiał wizerunek partii rządzącej.


Współpracownicy Tuska, a zwłaszcza nienazwany i bliżej nieokreślony sztab, pracują pełną parą, by tego typu sytuacje przewidywać, rozbroić lub... przesłonić. W  każdym razie zawsze neutralizować ich negatywne skutki dla rządu.


W jaki sposób? Bardzo prosty. Wystarczy wprowadzić w tym samym czasie i przestrzeni nowe i nie mniej spektakularne wydarzenie, którym zajmie się opinia publiczna. Wydarzenie, które będzie fizycznie blisko opinii publicznej bo... na sąsiedniej ulicy i to w każdym większym mieście.


W sobotę poprzedzającą zapowiadane show Palikota rząd uruchomił akcję pod kryptonimem DOPALACZE. Zaangażował 3 tys. policjantów i kilkuset pracowników inspekcji sanitarnej. W oparciu o kopię wątpliwej prawnie decyzji Głównego Inspektora Sanitarnego zaangażowani funkcjonariusze naszego państwa wkroczyli do sklepów z tzw. artykułami kolekcjonerskimi i zaplombowali je. Co się działo w kolejnych godzinach i dniach?


Opis działań, zdjęcia i filmy oraz wypowiedzi wypełniły media przez cały tydzień. Palikota praktycznie nie było widać i słychać, a budżet będacy przedmiotem krytyki nikogo nie interesował poza nielicznymi. Cała  akcja okazała się sprawną obroną przed atakiem i niczym flary wyrzucone przez samolot zmyliły atakujące rakiety i naprowadziły je na fałszywe cele.


Premier i rząd zaprezentowali lajtową wersje ziobryzmu. Tusk to taki szeryf z sympatyczną twarzą Johna Wayne'a.


A że wszystko to lipa... cóż? Takie czasy.






piątek, 1 października 2010

Nie wierz nigdy kobiecie

Słysząc Budka Suflera to przede wszystkim skojarzenie Krzysztof Cugowski i Romuald Lipko.


Piosenka sprzed lat sprawiła, że informacja o śmierci człowieka uczyniła go dla mnie rozpoznawalnym. Romuald Czystaw (1950-2010) i Nie wierz nigdy kobiecie...