niedziela, 5 września 2010

Dr House, Dr G, Porucznik Columbo

Obudziłem się wyjątkowo późno, bo o 6.28. Z reguły wstaję godzinę wcześniej bez względu na dzień tygodnia. O tym, że zaspałem uprzytomniły mi dzwony z pobliskiego kościoła franciszkanów. Rozpocząłem codzienny rytuał z kawą i poranne snucie się po domu. Wszyscy jeszcze spali poza Pestką, moją najwierniejszą towarzyszką i... właścicielką.


Wiele lat temu fascynowały mnie powieści Karola Maya tak samo, jak i powstałe w oparciu o jego dzieła  filmy o dzielnym wodzu Apaczów Winnetou i jego przyjacielu Old Shatterhandzie. Szczególną uwagę zwracałem na tropicieli, którzy po śladach pozostawionych na ziemi, ugniecionej trawie lub po obłamanych gałęziach potrafili określić ilość osób oraz to, w jakim czasie byli w danym miejscu i co tam robili.


Dziś z tą samą i nie mniejszą fascynacją oglądam kanał Discovery i prezentowane odcinki o Dr G. Interesują mnie także wszystkie inne programy o dociekaniach śledczych ustalających przebieg zdarzeń w oparciu o pozostawione ślady. Możliwe, że jest we mnie jakiś niespełniony glina, ale gdy w latach 80. na ostatnim roku studiów padła taka propozycja to odrzuciłem ja z niesmakiem... nie chciałem zostać milicjantem.


Wracając jednak do niedzielnego poranka. Po wypiciu kawy i wybiciu 10-ej wziąłem kije trekingowe, podjechałem do lasu i przemierzałem zapamiętale ostępy leśne. Było chłodno - raptem 10 st. - ale szybki marsz sprawiał, że po kilku minutach już odczuwałem ciepło. Jak nigdy spotkałem wielu niedzielnych grzybiarzy.


Wędrując odmierzałem czas i przebyte metry, gdy niespodziewanie po 30 minutach marszu natrafiłem w środku lasu na coś, co sprawiło, że poczułem się śledczym. Nie takim, że to od razu można powiedzieć Dr G,  Dr House, czy choćby porucznik Columbo, ale jednak... Boczna zarośnięta dróżka i takie oto ślady sprawców zdarzenia. Hm!!! Ale jakiego zdarzenia?





  • Nr 1. Butelka po czerwonym winie

  • Nr 2-7. Chusteczki higieniczne

  • Nr 8. Nasączana chusteczka higieniczna z włókniny.


Moją uwagę zwróciły chusteczki higieniczne (nr 2-7) praktycznie rozłożone przez deszcz i wilgoć. Delikatna materia szybko ulega degradacji. Zatem goście tego miejsca byli tutaj dobrych kilka dni temu. Natomiast chusteczka nasączana Nr 8 jest z włókniny i jest znacznie trwalsza niż zwykła chusteczka, stąd zachowana w dobrym stanie. Tak samo butelka po winie. Zdarta etykieta raczej wskazuje na działanie podczas spożycia i jej resztki musiały zostać w samochodzie, którym podjechali biesiadnicy.


Brakuje naczyń do picia wina. Mogły pozostać w samochodzie, jednak gdyby były plastikowe, zapewne znalazłyby się obok butelki i chusteczek. Jest więc prawdopodobne, że wino było kosztowane bezpośrednio z flaszy.


W tym miejscu powinno powstać kilka prawdopodobnych wersji zdarzenia, którymi powinien zająć się śledczy i w drodze falsyfikacji odrzucić najmniej prawdopodobne.


Ciekaw jestem, co przychodzi Wam na myśl, gdy spoglądacie na tę dokumentację?

6 komentarzy:

  1. Widzę, Caddicusie, że odzywa się w Tobie jednak żyłka detektywistyczna. Przypomina mi się postać pewnego kultowego muzealnika obdarzonego "żyłką detektywistyczną" i pokracznym, ale niezwykłym samochodzikiem (i okazyjną współpracą z ormo)... On też w jednym z tomów śledził tych, co wymierzyli w przyrodę i byli bardzo aspołeczni...

    Dużo łaziłem w tym roku po lasach i muszę przyznać, że takie śmiecio-miejsca to jednak znikomy ułamek (ułamek ułamka) przestrzeni tego cudnego wynalazku, jakim jest LAS. Na szczęście (i dzięki Służbie Leśnej, rzecz jasna).

    OdpowiedzUsuń
  2. No do Pana Samochodzika nieco mi brakuje... przemieszczam się tylko z kijami trekingowymi. Zgodzę się jednak, że COŚ-W-TYM-JEST.

    A tak na poważnie: obydwaj jesteśmy detektywami. Szukamy tropów, po których chcemy dojść do oglądu większej całości spraw i rzeczy dla nas ważnych. Wczoraj na Discovery oglądałem fragment programu, w którym naukowcy pokazywali, jak było możliwe to, co opisywała Biblia jako cud: unoszenie się Arki Noego, czy zapalenie się ołtarza całopalnego po modlitwach Eliasza (chodziło o rozstrzygnięcie prawdziwości, kto jest prawdziwym Bogiem JAHWE, czy Baal). W tym wszystkim nie chodziło o falsyfikację opisów biblijnych, ale o pokazanie, że to, co opisuje mogło mieć miejsce. Wszak cud to nie zawieszenie praw przyrody, ale nagromadzenie zdarzeń w określonym czasie i miejscu, by wywołać określony skutek. Bóg - jeśli jest - nie musi zawieszać ustanowionych przez siebie reguł, by manifestować swą boskość.

    A wracając do moich tropów z lasu jest to ewidentnie ślad jakiejś ludzkiej namietności... szkoda, że tworzącej takie śmiecio-miejsca (kupuję to twoje określenie).

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję wytrwałości w "kijkowym chodzeniu".
    Z przykrością wielką muszę przyznać, że w moich lasach takie widoki nie są ewenementem. Ludzie pozbywają się przeróżnych rzeczy i ku przerażeniu mojemu za składowisko obrali sobie właśnie lasy.
    Ale miło wiedzieć, że oprócz niefrasobliwych osobników są i wrażliwi na piękno przyrody;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kije to jakby druga natura... żal odpuścić każdej okazji, by przemierzyć zadane kilometry. Niestety czasem wędrówki okraszone są takimi znaleziskami, jak na zdjęciu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Według mnie znajdowała się młoda para. Las, świeże powietrze i .. wino.
    Chusteczki higieniczne jednoznacznie świadczą o tym, że niecne plany mężczyzny co do kobietki spełniły się.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak sądzę, nie były to tylko niecne plany mężczyzny. Przemocy nie ma śladu, przyzwolenie niewiasty... wielce prawdopodobne:-)

    OdpowiedzUsuń