niedziela, 29 sierpnia 2010

Akademia Nauk ZSRR

W ubiegły weekend czas spędziłem z pierworodną i jej nieco młodszym bratem (obydwoje już pełnoletni). Pojechaliśmy najpierw do Bornego Sulinowa, gdzie odbywał się zlot pojazdów militarnych, następnie do Szczecinka, gdzie celem był najlepszy wyciąg nart wodnych w Polsce. Zawsze w miejscach, które zwiedzam - choćby przelotnie - lubię zajrzeć także na cmentarze.
W sobotnie popołudnie moje pociechy poszły samopas do miasta... zapewne na jakieś piwo, natomiast ja trafiłem na cmentarz komunalny w Szczecinku. Trafiłem... znaczy się nie w sensie, że mnie tam zaniesiono i złożono, ale że o własnych siłach i niczym nie przymuszony przekroczyłem bramy cmentarza.
Zaraz po wejściu moją uwagę przykuł cmentarz wojenny żołnierzy radzieckich i polskich. Muszę przyznać, że zadbany i godnie utrzymany. Tak być powinno. Śmierć równa wszystkich bez wyjątku. Każdy z poległych - bez względu na to, po której walczył stronie nosił w sobie jakieś patriotyczne uczucia... walczył za swoją ojczyznę. W tym miejscu przychodzi mi na myśl dosadne powiedzenie gen. George'a Pattona Celem wojny nie jest śmierć za ojczyznę, ale sprawienie, aby tamci skurwiele umierali za swoją. Ale to już tak na... bardzo dużym marginesie rozważań o wojnie i patriotyzmie.


Zbliżając się do monumentu czytałem nazwiska i daty zapisane cyrylicą. Wszystko pięknie utrzymane i lśniące. Rozpierała mnie duma z europejskości włodarzy Szczecinka utrzymujących taki stan rzeczy i gdybym miał koszulę zapinaną na guziki z pewnością, by... odpadły. Wszystkim, którzy pomstują na zaściankowość Polaków, antyrosyjskość, antysemityzm, czy antycyklistyzm chciałem pokazać słynny gest Kozakiewicza z olimpiady w Moskwie (1980). Niestety nie było w pobliżu ani red. Michnika Adama, Kutza Kazimierza, Niesiołowskiego Stefana, Palikota Janusza, Nałęcza Tomasza, czy choćby dr Środy Magdaleny.
Podszedłem do samego monumentu, niemalże frunąłem nad chodnikiem, gdy w pewnym momencie skierowałem wzrok na dwie tablice z napisami po polsku i rosyjsku. Ki diabeł? Bóg wiara, czart mara... krzyknąłem. Znaczy się chciałem krzyknąć, ale opanowałem się w ostatniej chwili, dlatego był to tylko krzyk wewnętrzny. To moje myśli krzyczały...
Po chwili wrócił spokój wewnętrzny, oddech stał się miarowy, a strumień myśli spokojniejszy. Przypomniała mi się w tym momencie stara anegdota z czasów, gdy Związek Radziecki trzymał się mocno (Chińczycy również), a osiągnięcia naukowe akademików radzieckich były równe - jeśli nie wyższe - nauce zgniłego zachodu.
Wyprawa naukowa na Daleki Wschód badająca wieczną zmarzlinę, znalazła dobrze zachowane szczątki mamuta z epoki lodowcowej. Ucieszeni uczestnicy wyprawy postanowili dokładnie opisać i zbadać znalezisko. Jakież było ich zdziwienie, gdy się okazało, że długość mierzona od trąby do ogona wynosi 19 m, natomiast od ogona do trąby 21 m. Pomiary powtarzano, ale z tym samym skutkiem. W końcu kierownik wyprawy postanowił skontaktować się drogą teleksową z Radziecką Akademią Nauk w Moskwie. Opisał znalezisko oraz problemy dotyczące pomiarów. Poprosił o wytyczne dotyczące dalszego postępowania.

Po kilku dniach przyszła oczekiwana odpowiedź:

Towarzysze! Cieszymy się z waszego odkrycia. To, co zostało przez Was opisane nie jest niczym szczególnym. Nauka radziecka zna takie przypadki. Proszę kontynuować badania.
A skąd właśnie takie skojarzenia na cmentarzu?

145 miejscowości

143 miejscowości
Jak widać duch Radzieckiej Akademii Nauk - w części dotyczącej liczb - przetrwał czas upadku Związku Sowieckiego na terenach nawet dość odległych od centrum dawnego imperium.

__________


Zobacz także:
Cmentarz Wojenny Żołnierzy Polskich i Radzieckich w Szczecinku

4 komentarze:

  1. "drogą teleksową"

    ...jesteśmy starszymi ludźmi. Jaki 20-latek wie co to teleks? :)
    eeech

    OdpowiedzUsuń
  2. Prawda… dodam tylko, że w Sojuzie mieli swój własny system dalekopisania nazywany teletajp. Teleks – teletajp: różnica taka, jak nasze i ichnie tory kolejowe.

    OdpowiedzUsuń
  3. W przeciągu jakichś 3 lat to już chyba Twój trzeci bloog Lunetariusie? Jesteś ... ech, mniejsza z tym, chyba Cię nie ma. Przynajmniej na poważnie. Gdy coś idzie nie tak, zwijasz metę. Nie potrafisz trwać. Szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  4. Cały czas trwam, tyle że dojrzewam. Wszystko, co napisałem w ciągu 3 lat ze mną. Kazdy mój blog jest jak sekretarzyk: ze starymi listami i widokówkami zbieranymi przez lata. A że zmieniam miejsca... cóż? Jestem tułaczem troszkę:-)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń