czwartek, 4 lutego 2010

Wolne numerki z Ewką Kopacz

3 tygodnie temu byłem z ojcem (w tym roku skończy 87 lat) u lekarza urologa w związku z dolegliwościami, jakie w tym wieku można już mieć i oczekiwać, że służba zdrowia (tu: sarkastyczny chichot) zechce działać wg zasady primum non nocere. Lekarz po przebadaniu stwierdził, że będzie konieczny najprawdopodobniej zabieg, ale ostateczna decyzja zapadnie za dwa tygodnie po jego powrocie z urlopu. Zapisał stosowne medykamenty i zlecił wykonanie niezbędnych badań, z którymi mieliśmy się zgłosić.


Zapobiegliwie po wyjściu od lekarza zgłosiłem się do rejestracji, by pani łaskawie odnotowała dla nas termin kolejnej wizyty. Pani Rejestratorka powiedziała, by zgłosić się, jak już będą wyniki badań, a te mieliśmy wykonać za tydzień. Tak też uczyniliśmy. Mając w ręku wyniki badań i legitymację emerycką ZUS zgłosiłem się do okienka. Pani powiedziała, by przyjść określonego dnia na godzinę 13.


Było to w miniony wtorek. A że nie lubię się spóźniać byłem już o 12.30 wraz z ojcem. Pani rozłożyła ręce i powiedziała, że nie ma dla mnie numerka (niezły numer z tymi numerkami). Krew mi odpłynęła z twarzy, gdyż wszystkiego mógłbym się spodziewać, ale że taki numer?!!!... Wszak Ewka Kopacz miała wszystko naprawić i uzdrowić w mig!!!!  Bardzo bym chciała dotknąć ręką i powiedzieć, że ten system jest już zdrowy - mówiła dla RMF FM w kwietniu 2008. Mam wrażenie, że ona nadal chce, tylko jakoś jej tak nie wychodzi.


Pani Rejestratorka widząc moje zdenerwowanie zadzwoniła do gabinetu lekarza i powiedziała jego asystentce, że jest taki a taki pacjent i ma niezbyt ciekawe wyniki badań i że twierdzi, iż miał być przyjęty. Po rozmowie skierowała mnie do gabinetu. Pani asystentka nie dopuściła mnie do lekarza, tylko w jego imieniu odpowiedziała, że lekarz nie przyjmie, bo nie ma już wolnych numerków.


Zszedłem do rejestracji i powiedziałem, że nie podoba mi się TO, w jaki sposób mnie obsłużyła Pani Rejestratorka. Ta ze stoickim spokojem odpowiedziała, że niczego mi nie obiecywała.


Noż, w mordę jeża!!! - myślę sobie i mówię głośno:


- Wiekowy już nieco jestem, ale sklerozy  nie mam i pamiętam wszystkie nasze rozmowy i ustalenia, więc proszę nie wciskać mi kitu.


Moje zdecydowanie sprawiło, że zmieniła ton wypowiadania się. Powiedziała m.in. , że to nie jej wina..., że tak już jest w szpitalu i że wszyscy mają do niej pretensje... a wszystko zależy i tak od lekarza. Wyjaśniłem jej, że mnie to nie obchodzi, gdyż ona jest na pierwszej linii i z nią rozmawiałem trzykrotnie i wprowadziła mnie w błąd. Próbowała jeszcze chytrym manewrem strząsnąć mnie, jak natrętną muchę i zaproponowała, bym interweniował u dyrektora szpitala. Odpowiedziałem, że nie mam na to czasu, ale z przyjemnością znajdę czas i przedstawię sprawę lokalnym mediom, które zgłoszą się i do niej i do lekarza i do dyrektora.


Zauważyłem narastające zdenerwowanie i odpływ dobrego samopoczucia po drugiej stronie okienka. Zaczęła się szybka narada z koleżankami w rejestracji i wertowanie kalendarza. Na twarzy pojawił się uśmiech i padła propozycja wizyty na... koniec maja.


Wybuchnąłem śmiechem i zapytałem, czy mówi o maju tego roku,  czy wtedy, gdy będzie EURO 2012? Potwierdziła, że chodzi o maj tego roku. Poprosiłem ją, by lepiej od razu dala mi gotowy formularz aktu zgonu i problem mojego ojca - jako ich pacjenta - rozwiąże się sam. A że byłem lekko zdenerwowany, więc uczestników i świadków zdarzenia było nieco więcej. Z zaciekawieniem i konsternacją przysłuchiwali się całemu zdarzeniu.


Pani wertowała nerwowo kalendarz, a ja natarczywie ponawiałem prośbę o gotowy formularz aktu zgonu. Pytałem też, czy w wieku mego ojca ma się dość czasu, by cierpliwie czekać?


Po chwili dostałem karteczkę z datą i godziną wizyty za 2 tygodnie.


Koń jaki jest każdy widzi - napisał w XVIII wieku Benedykt Chmielowski w Nowych Atenach. Cytat ten w odniesieniu do minister zdrowia nie stracił nic ze swej świeżości.

4 komentarze:

  1. @maciek: to nie jest (tylko) smutne, to jest zarazem makabryczne i przygnębiające.
    A najbardziej dołujące jest wrażenie, że większość do tego przywykła i nauczyła się z tym żyć. Kaleko, kulawo, niegodnie. Jakoś tak.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, ten nie wie kto nie choruje. Ta nasza rzeczywistość jest tragiczna :(
    Pozdrawiam i życzę poprawy zdrowia dla taty! ..

    OdpowiedzUsuń
  3. Taaaa, a najlepsze jest to, że ona to ma przerąbane. Nie ma numerka i koniec. Nie ma, bo nie dał na to narodowy fundusz, a pani obrywa od każdego.


    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń