niedziela, 14 lutego 2010

Jedwabny Katyń

Umysł ludzki ma szczególną właściwość, która jest zauważalna od momentu, gdy człowiek zaczął odróżniać dobro od zła (Genesis 3:13). Tę właściwość  możemy obserwować w każdym z nas, zwłaszcza, gdy znajdujemy się w trudnej - od strony bycia wobec prawdy - sytuacji. Chcąc wybrnąć z niej interpretujemy rzeczywistość, a słowom nadajemy nieco odmienny sens i ciężar gatunkowy, by to, co ciemne i niekorzystne nieco wybielić lub wskazać osoby i sytuacje gorsze od naszej. Często też, gdy belka wystaje nam z oka, doszukujemy się źdźbła w oku naszego krytyka


W zamierzchłej przeszłości, gdy USA pełną parą kanałami kościelnymi dostarczały pomoc materialną do Polski, niesławnej pamięci Jerzy Urban wysyłał do Nowego Jorku 5 tys. śpiworów dla bezdomnych. Wcześniej Edward Gierek mówił w sierpniu 1980 roku o nieuzasadnionych przerwach w pracy zamiast nazywać je po prostu strajkami.


Dziś zaś przeczytałem, że Giennadij Ziuganow - pogrobowiec nieboszczki Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego - próbuje jeszcze raz udowodnić, że mordu w Katyniu dokonali Niemcy i narzeka, że nie znajduje wsparcia w organach władzy Federacji Rosyjskiej. Jego obawy biorą się z faktu, że w Europejskim Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu znajduje się ponad 70 pozwów przeciwko Rosji od rodzin pomordowanych z żądaniem zadośćuczynienia. [...] Płacić będzie Rosja, nasze dzieci, a nie ZSRR. Można z dużym prawdopodobieństwem powiedzieć, że roszczenie zostanie uznane za zasadne. Na majątek i rachunki bankowe Rosji za granicą nałożony zostanie areszt w celu realnego zaspokojenia żądań Polaków.


Ziuganow ma plan, jak temu przeciwdziałać: domaga się by pozwolono wolontariuszom poszukiwać w archiwach rosyjskich dowodów na dokonanie zbrodni przez Niemców po 22 czerwca 1941 (sic!!!), i tym samym odsunąć groźbę wypłaty odszkodowań. By wzmocnić wydźwięk swoich zabiegów domaga się śledztwa w sprawie śmierci czerwonoarmistów wziętych do niewoli w 1920 roku. Niestety, prezydent Miedwiediew rozczarował lidera rosyjskich komunistów i potwierdził, że Rosja już uznała Katyń, jako swoją zbrodnię.


Katyń dla Rosjan jest jak dla nas Jedwabne, czy pogrom Kielecki. Nikt nie lubi swego ciemniejszego... zwłaszcza tak mrocznego oblicza. Nadal wielu z Polaków uważa, że książka Sąsiedzi i wypowiedzi jej autora Jana Grossa są antypolskie. Poświęcają czas i wynajdują tysiące argumentów, by nie stanąć w PRAWDZIE.




Reblog this post [with Zemanta]

czwartek, 4 lutego 2010

Wolne numerki z Ewką Kopacz

3 tygodnie temu byłem z ojcem (w tym roku skończy 87 lat) u lekarza urologa w związku z dolegliwościami, jakie w tym wieku można już mieć i oczekiwać, że służba zdrowia (tu: sarkastyczny chichot) zechce działać wg zasady primum non nocere. Lekarz po przebadaniu stwierdził, że będzie konieczny najprawdopodobniej zabieg, ale ostateczna decyzja zapadnie za dwa tygodnie po jego powrocie z urlopu. Zapisał stosowne medykamenty i zlecił wykonanie niezbędnych badań, z którymi mieliśmy się zgłosić.


Zapobiegliwie po wyjściu od lekarza zgłosiłem się do rejestracji, by pani łaskawie odnotowała dla nas termin kolejnej wizyty. Pani Rejestratorka powiedziała, by zgłosić się, jak już będą wyniki badań, a te mieliśmy wykonać za tydzień. Tak też uczyniliśmy. Mając w ręku wyniki badań i legitymację emerycką ZUS zgłosiłem się do okienka. Pani powiedziała, by przyjść określonego dnia na godzinę 13.


Było to w miniony wtorek. A że nie lubię się spóźniać byłem już o 12.30 wraz z ojcem. Pani rozłożyła ręce i powiedziała, że nie ma dla mnie numerka (niezły numer z tymi numerkami). Krew mi odpłynęła z twarzy, gdyż wszystkiego mógłbym się spodziewać, ale że taki numer?!!!... Wszak Ewka Kopacz miała wszystko naprawić i uzdrowić w mig!!!!  Bardzo bym chciała dotknąć ręką i powiedzieć, że ten system jest już zdrowy - mówiła dla RMF FM w kwietniu 2008. Mam wrażenie, że ona nadal chce, tylko jakoś jej tak nie wychodzi.


Pani Rejestratorka widząc moje zdenerwowanie zadzwoniła do gabinetu lekarza i powiedziała jego asystentce, że jest taki a taki pacjent i ma niezbyt ciekawe wyniki badań i że twierdzi, iż miał być przyjęty. Po rozmowie skierowała mnie do gabinetu. Pani asystentka nie dopuściła mnie do lekarza, tylko w jego imieniu odpowiedziała, że lekarz nie przyjmie, bo nie ma już wolnych numerków.


Zszedłem do rejestracji i powiedziałem, że nie podoba mi się TO, w jaki sposób mnie obsłużyła Pani Rejestratorka. Ta ze stoickim spokojem odpowiedziała, że niczego mi nie obiecywała.


Noż, w mordę jeża!!! - myślę sobie i mówię głośno:


- Wiekowy już nieco jestem, ale sklerozy  nie mam i pamiętam wszystkie nasze rozmowy i ustalenia, więc proszę nie wciskać mi kitu.


Moje zdecydowanie sprawiło, że zmieniła ton wypowiadania się. Powiedziała m.in. , że to nie jej wina..., że tak już jest w szpitalu i że wszyscy mają do niej pretensje... a wszystko zależy i tak od lekarza. Wyjaśniłem jej, że mnie to nie obchodzi, gdyż ona jest na pierwszej linii i z nią rozmawiałem trzykrotnie i wprowadziła mnie w błąd. Próbowała jeszcze chytrym manewrem strząsnąć mnie, jak natrętną muchę i zaproponowała, bym interweniował u dyrektora szpitala. Odpowiedziałem, że nie mam na to czasu, ale z przyjemnością znajdę czas i przedstawię sprawę lokalnym mediom, które zgłoszą się i do niej i do lekarza i do dyrektora.


Zauważyłem narastające zdenerwowanie i odpływ dobrego samopoczucia po drugiej stronie okienka. Zaczęła się szybka narada z koleżankami w rejestracji i wertowanie kalendarza. Na twarzy pojawił się uśmiech i padła propozycja wizyty na... koniec maja.


Wybuchnąłem śmiechem i zapytałem, czy mówi o maju tego roku,  czy wtedy, gdy będzie EURO 2012? Potwierdziła, że chodzi o maj tego roku. Poprosiłem ją, by lepiej od razu dala mi gotowy formularz aktu zgonu i problem mojego ojca - jako ich pacjenta - rozwiąże się sam. A że byłem lekko zdenerwowany, więc uczestników i świadków zdarzenia było nieco więcej. Z zaciekawieniem i konsternacją przysłuchiwali się całemu zdarzeniu.


Pani wertowała nerwowo kalendarz, a ja natarczywie ponawiałem prośbę o gotowy formularz aktu zgonu. Pytałem też, czy w wieku mego ojca ma się dość czasu, by cierpliwie czekać?


Po chwili dostałem karteczkę z datą i godziną wizyty za 2 tygodnie.


Koń jaki jest każdy widzi - napisał w XVIII wieku Benedykt Chmielowski w Nowych Atenach. Cytat ten w odniesieniu do minister zdrowia nie stracił nic ze swej świeżości.