niedziela, 20 grudnia 2009

Kara śmierci... sprawiedliwość

Przed laty telewizja polska pokazała film pt. Oto Ameryka. Były tam pokazane przejawy życia i zdarzeń w Ameryce, o jakich przeciętny człowiek nie miał wyobrażenia. Nie będę wspominał o ludziach mieszkających w kanałach, czy o zajadaniu się smażonymi dżdżownicami. Najbardziej wstrząsnął mną passus pokazujący wykonanie kary śmierci na krześle elektrycznym. Nie było to inscenizowane, to było nagranie prawdziwej egzekucji.  W tym wszystkim najbardziej poruszał nie fakt uśmiercenia człowieka, który na to zasłużył, ale sama bezwzględna procedura uśmiercania. Wtedy na wiele lat stałem się przeciwnikiem stosowania kary śmierci.




[caption id="" align="alignleft" width="175" caption="Scrape TV"][/caption]

Powodem radykalnej zmiany poglądu nie było współczucie dla skazańca, ani też możliwość sądowej pomyłki i skazanie niewinnego. Patrzyłem na to z punktu widzenia tych, którzy w imieniu prawa wykonywali tę karę. Na bok odkładam teorie sprawiedliwości, z których jedne w wymierzanej karze widzą cel wychowaczy i odstraszający, inne zaś (bliskie memu myśleniu) za cel sprawiedliwości stawiają odpłatę (retrybucja), gdzie zastosowana i wykonana kara przywraca równowagę w naruszonym porządku moralnym.


Stawiałem sobie pytanie, co czułbym i w jaki sposób odczłowieczałoby mnie zabijanie w imieniu prawa. W procedurze egzekucji uczestniczy wielu ludzi i nie jest tak, że nie ma to bez wpływu na ich psychikę, na ich relacje międzyludzkie, rodzinne. Jak można zabijać i być kochającym ojcem, dziadkiem, czułym mężem. Zabijanie odwrażliwia egzekutora i stępia uczucia wyższe, pozostawia trwały ślad w jego psychice.




Ja egzekwuję prawo i nie zastanawiam się, jakie skazańcy mieli życiorysy, jakich adwokatów i co ich doprowadziło do Bloku Śmierci. Znam tylko podstawowe dostępne dane na ich temat i nie mam do skazańców osobistego stosunku. Oni są przegranymi bitwami, beznadziejnymi przypadkami, nad którymi nie warto już rozdzierać szat - uważa Dave Garraghty [naczelnik więzienia w Greensville] - Rzeczpospolita z 7 marca 2001.



Do przedwczoraj sądziłem, że to jest wystarczający powód, by być przeciwnikiem kary śmierci. Mam tu na myśli troskę o duszę i wrażliwość wykonawców. Jednak dwa dni temu Anisia Gwiazdolica, gdy tylko podzieliłem się z nią przemyśleniami na ten temat, zwróciła mi uwagę na rzecz bardziej bulwersującą niźli to, co dzieje się z wykonawcami kary śmierci. W USA w egzekucjach biorą udział świadkowie: za jedną szybą prokurator, adwokaci, dziennikarze i przedstawiciele społeczności lokalnej, w drugim pomieszczeniu rodzina skazańca. Zrozumiały jest udział rodziny, która chce towarzyszyć w ostatnich chwilach skazańcowi, także udział prokuratora jest oczywisty, bo dopilnowuje z urzędu wykonanie prawa. Ale co z tymi, którzy nie mają żadnego osobistego stosunku do skazańca i przychodzą oglądać jego śmierć? Czy nie służy to obrzydliwej żądzy delektowania się widokiem śmierci człowieka?


Świadkowie ci jawią się niczym żądna krwi gawiedź obserwująca w średniowieczu łamanie kołem, czy ścięcie toporem. Więcej krwi, więcej krwi...




[caption id="" align="aligncenter" width="450" caption="Foto z www.flatrock.org.nz"][/caption]

15 komentarzy:

  1. Dopełnieniem Twego postu może być przywołanie filmu "Zielona mila". Pomimo swoistego dramatyzmu niesie on dużą dawkę optymizmu i nadziei na wrażliwość ludzką "pomimo wszytko". W filmie tym znaleźć można odpowiedź na pytanie: co sprawia, że ludzie trafiają do celi śmierci? W przypadku osądzonych odpowiedź wydaje się prosta: popełnili zbrodnie, które karane są śmiercią. A strażnicy? Tu odpowiedź jest bardziej złożona. Jedni traktują swoją pracę jak każdą inną, dla innych (miejmy nadzieję nielicznych) to okazja, by "zajrzeć w oczy usmażonemu", a dla niektórych to rodzaj misji: zapewnić skazanym godne odejście. Wbrew pozorom nie jest to łatwe zadanie: stąd, z korytarza celi śmierci, widać bowiem wyraźniej niż skądkolwiek indziej, że nie więzienna krata oddziela ludzi dobrych i złych.
    A co do "gapiów"? to już swoiste, niezrozumiałe dla mnie pobudki. Może rodzaj skrywanych skłonności, może ...., może .... Bez względu na motywy istota dla mnie ze wszech miar niezrozumiała.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. ...z korytarza celi śmierci, widać bowiem wyraźniej niż skądkolwiek indziej, że nie więzienna krata oddziela ludzi dobrych i złych.

    Powyższa obserwacja jest smutna, ale niestety prawdziwa. A przywołany film oglądałem z ogromnym wzruszeniem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam po pewnym czasie.

    Pisałem kiedyś tutaj o KS:
    http://beniek.wordpress.com/2009/01/22/kara-smierci-czy-winni-powinni-umrzec/

    Jestem również przeciwnikiem. Proszę Pana; swój wpis o KS będę uzupełniał w najbliższym czasie (taki jeden, większy wpis potrzebny jest), to odniosę również do tego postu.

    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Pamiętam ten tekst. Czekam na Twój nowy tekst. Nigdy dość dyskusji o karze śmierci. Przywołany przez Solaris film jest szczególną formą, ale jakże ważną formą dyskusji.

    OdpowiedzUsuń
  5. zabijanie w majestacie prawa jest świadectwem bezradności wobec zła i kapitulacji wobec jego dyktatu. Jest atawizmem udającym rozwiązanie problemu winy i kary, surogatem niemożliwego do uzyskania zadośćuczynieia. Smutne jest jednak to że dzieje się to w pozornej zgodzie z chrześcijańską moralnością. Smutne.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wszystko zależy od punktu widzenia i wyznawanego systemu wartości, Telemachu. Mnie nie tyle porusza sam fakt uśmiercenia przestępcy, co uczestnictwo w nich tylu osób, których obecność nie jest konieczna dla wypełnienia się prawa.

    Z wiekiem coraz bliższy mi jest pogląd na temat winy i kary, że musi być sprawiedliwa odpłata. A z faktu wypełnienia się celu prawa - ukaranie winy, nie musi wynikać żadne inne dobro poza samym spełnieniem tego celu.

    Porządek moralny jest jak zestaw ściśle poukładanych i będących w relacji części. Wyjęcie którejkolwiek z nich sprawia, że całość jest rozedrgana. Uspokojenie następuje po dokonaniu odpłaty za winę.

    Aż tyle i tylko tyle.

    OdpowiedzUsuń
  7. ..a mnie się wydaje, Sadoq, że poniekąd owa obecność obrazuje atawistyczne motywy wewnętrzne karania w ten sposób: nie ma mowy o zadośćuczynieniu, bo śmierć mordercy nijak nie jest w stanie przywrócić życia ofiar, zatem chodzi o czystą (odpowiednik: świętą, czyli ze stawieniem siebie na miejscu Boga-sędziego i wykonawcy wyroków) satysfakcję. I teraz pytanie, z czego? Skąd pojawia się w człowieku poczucie sprawiedliwości i równowartości, gdy odbiera się życie wzamian za odebrane wcześniej życie. Logika podpowiada, że to dwa odebrane życia. Zemsta każe nie tylko widzieć jakiś substytut zrównoważenia, ale daje irracjonalne poczucie ulgi i wewnętrznego spokoju, że oto sprawiedliwości stało się za dość. Trudno (mi) się zatem nie zgodzić z Telemachem w całości.

    Oczywiście, o pomyłkach bądź celowym wprowadzeniu w błąd systemu sprawiedliwości, to już nawet nie warto tu mówić, bo to sprawa wtórna. Na tyle, że jej roztrząsanie ma w ogóle jakiś sens jedynie po całkowitym przyznaniu racji takiej formie rozliczenia, bo wtedy staje się to marginesem błędu. (albo, raczej, obłędu).


    ps. milczał, milczał, ale jak już się rozkręcił, to.. ! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Co do retrybucji to jest to dla mnie nadal sprawa otwarta, choć bliższa niż resocjalizacyjne traktowanie kary. Mnie mimo wszystko bardziej zastanawia to ludzkie pragnienie sycenia się cudzą kaźnią (abstrahuję od zasadności) i zgodzę się z Telemachem, że są to te resztki zwierzęcości tkwiace w nas i w żaden sposób nie wysublimowane.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zauważ, że to poniekąd jest przyczynkiem do dobudowania ucywilizowanej i moralnie poukładanej reszty. To aby nie motywy determinują rzeczywisty obraz całości?

    Na temat resocjalizacji możnaby się rozdyskutować, przykłady sypać za i przeciw, więc nie pociągnę. Uważam natomiast, że całkowite odseparowanie od społeczeństwa jednostek, które dały dowód, że nie potrafią w nim funkcjonowac na określonych zasadach, jest wystarczające. Że musimy dokładać do ich utrzymywania? No, bywa, jednostki dysfunkcyjne są jak niepełnosprawne kończyny - te drugie chcemy egoistycznie, jako jednostki, zachować za wszelką cenę. Wolimy jeździć na wózku z niesprawnymi nogami, niż odciąć. Te pierwsze, równie egoistycznie, wolimy zutylizować (mowa o tych, którzy sa za karą śmierci). Sama dysfunkcyjność jest wystarczającym argumentem za pozbyciem się nieczynnego społecznie balastu. Kieszeni podatnika lżej, a i atawizmy dopieszczone.

    Dobra, bo się rozgadałam, jakbym u siebie była co najmniej.. odkłony serdeczne :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nigdy dość dyskusji o karze śmierci. Jeśli masz rację, to bardzo źle to świadczy o naszej zdolności rozumienia bardzo starych, lecz żywych argumentów.

    OdpowiedzUsuń
  11. O jakich argumentach myślisz?

    OdpowiedzUsuń
  12. Wiesz, o wszystkich. O bezsensie ekonomicznym, by drogo płacić za bezpieczny byt morderców, o stałym ryzyku pomyłek, o deprawacji ludzi mordujących z urzędu a nie w czasie walki, o społecznym żądaniu zemsty... Tu i tam są argumenty, nowych nie przybywa, stare wirują i wracają jak zmory. A w międzyczasie życie goni po swojemu, czyli karę śmierci wykonuje się bez procesów i często bez win, a o takich ofiarac nawet niewiele się pisze. Ot, w czasie akcji policji nastąpiła wymiana strzałów.

    OdpowiedzUsuń
  13. Tu akurat podpisuję się w całej rozciągłości pod tym, co napisałeś. Nowych argumentów nie ma żadna ze stron, natomiast emocje aprobaty sprzyjają raz jednej raz drugiej stronie sporu.

    Gdyby tak było, że wszystko już zostało powiedziane nie byłoby nowych wierszy o miłości, nowych piosenek, książek i podręczników.

    OdpowiedzUsuń
  14. Tak, trzeba mówić stare rzeczy w nowy sposób, ale nie zapominając też... cóż, tylko ci, co się w to wdali wiedzą, jak wiele przynosi czytanie dawnych tekstów.

    OdpowiedzUsuń
  15. Sadoq, zainspirowałeś mnie.

    OdpowiedzUsuń