sobota, 3 października 2009

Opadły mgły...

Popełniwszy poprzedni wpis zdałem sobie sprawę z rzeczy naprawdę ważnych w życiu. Wyraziłem to odwołując się do Małego Księcia i Róży.  Okazuje się bowiem, że pewien stan niedopowiedzenia pozwala każdemu znaleźć coś właściwego sobie. Taki jest właśnie wymiar tej przywołanej książeczki.  Jak zapewne zauważyli nieliczni, acz najwierniejsi goście tego bloga, coraz rzadziej odnoszę się do bieżączki, z jaką można się zetknąć w publikatorach wszelakiej maści, czy blogach będących refleksem tego wszystkiego, co można nazwać sieczką.


Podróże kształcą? To prawda, ale podróże służbowe i te niepowtarzalne chwile o poranku to cudowny czas na refleksje i emocje...  Z przykrością przenoszę się w codzienność i walkę o byt po godzinie ósmej, gdy dźwięk telefonu wyrywa mnie z objęć metafizyki. Ale zanim to nastąpi napotykam takie miejsca i widoki, jak poniżej, że zatrzymuję samochód na poboczu i przenoszę się w inny wymiar...





PS. To tyle tytułem powrotu do Was. Dziękuję za pamięć i wpisy przywołujące mnie z planety Małego Księcia :-)

26 komentarzy:

  1. 6:00 - 6:10


    stoję w tej głuszy
    otwieram oczy za pomocą empetrójki
    o szóstej tuż przed świtem
    moja senność kurczy się
    gdy zmarznięty mężczyzna leżący na chodniku
    wyciąga rękę łapiąc pustkę

    reprezentuje minimum na wykresie
    podczas gdy pierwszy promień dnia wschodzi
    nawet nie wie jak śmierdzi
    dzieli nas zaledwie metr i ten wiatr
    przeglądający porzucony magazyn
    o czterech pierwszych manekinach
    które dotarły do diamentowych wrót raju

    świta i nikt nie chce tego dostrzec
    obywatel rozpoczyna dzień snem o wygranej
    kończy poceniem się i strachem przed snem
    szkoli swoje dzieci skrupulatnie
    jak się śmiać zappingiem
    sponsorować przyszłość silnikiem
    jeść szybko i skutecznie

    szósta pięć

    dzielą nas dwa kroki
    chciałbym go zagadnąć
    jednak mówimy innym językiem
    całą noc spacerowałem
    nieraz już robiłem to samo
    w innych ubraniach tych samych
    i bez nich kiedyś wierzyłem
    że pewne oczy są latarnią na wybrzeżu utopii
    mit przeznaczonego sprzężenia

    ktoś przechodzi inny zostaje ktoś odchodzi
    rejsy na wszystkie kierunki
    i jeszcze jedna zjawa społeczności
    ginie w szkielecie nowoczesnej budowli
    teraz wiem lepiej
    nie było łatwo
    przeżyć wewnątrz tej przestrzeni
    która obejmuje wszystkie skrajności
    z prądem czy pod prąd
    tysiące stóp pod szarobiałym niebem

    szósta dziesięć

    to co mnie łączy z tym człowiekiem
    jest śmiertelność wstręt i litość
    te trzy elementy z powodu których gapię się
    na srebrne samoloty mknące po mroźnym niebie
    czekając kiedy tramwaj ruszy z pętli



    Christos Kargas


    ..i zamglony uśmiech od czytelniczki (;

    Nie ucieknij nam kiedyś poza tę orbitę.

    OdpowiedzUsuń
  2. ps. skoro juz ta fraktalna tu wisi uparcie, to pod nią podczep link spod nicka; i tak poczta pantoflowa dociera nawet do mysiny zadolnej ((: To możesz zaś śmiało wyprosić, jako ambiwalentnie niemerytoryczne (;

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie przykrywałeś kloszem......,nie mówiąc o nawadnianiu
    to masz..co masz :roll:
    Mgielny odpływaczu.Nawiasem nówiąc zazdroczę Ci takich nagłościowych
    miejsc.U mnie wrrr,hrrrrrrr,ględu ględu,smog i smoki 2-nożne.
    Jedynie niebieżaczki mogą ocalić od soloposągowania :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudne te opadnięte mgły. Pamiętam podobne widoki z czasów licelanych, kiedy rano bieglismy na autobus. Zostaje pod powiekami na całe życie - na szczęście :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wierzę w stwierdzenie, że " Popełniwszy poprzedni wpis zdałem sobie sprawę z rzeczy naprawdę ważnych w życiu" Zabrzmiało fałszywie Sadoqu.
    Gdybyś zrozumiał przesłanie tej książeczki to byś był odpowiedzialny za to c co oswoiłeś, a Ty "olałeś" towarzystwo.

    OdpowiedzUsuń
  6. To nie kwestia wiary Sarno:), ale kwestia częstotliwości. Obieram twój przytyk, jako wyraz zniecierpliwienia i życzliwości.

    OdpowiedzUsuń
  7. akurat ?........Sarna nie pisała o wierze,tylko zgrzebnym życiu.
    Wszyscy popełniamy błędy,a nawet niektórzy przyjmują ktytykę z
    "japońskiem" uklonem , dziekując za życzliwość :).
    Gdzie Twój zapał polemisty i komentatora? ....przecież mgły juz opadły:)
    Foto zanakomite.

    OdpowiedzUsuń
  8. Drogi Bzyku,
    To nie kwestia utraty energii koniecznej do polemiki... to raczej jakaś mutatis mutandis metanoia:-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Patrząc na te zdjęcia, aż czuję tą mglistą wilgoć i chłód poranka.

    OdpowiedzUsuń
  10. Sodoqu,metanoj sobie
    do woli :),gratuluje....oby wielkość przeszła w jakości..a nieźle się zapowiada.
    Nie bendis szukandus stosowientus łacinnus esencjale,bom nieboraczek taki sobie
    kwintylian:).
    jasne,lepiej być,przez duze B, niż mieć
    A może pismo fotoobrazkowe?

    OdpowiedzUsuń
  11. No dobrze Sadoqu, mgły opadły i co teraz? :)

    OdpowiedzUsuń
  12. ??????????????????
    METANOIA,ot co.

    OdpowiedzUsuń
  13. Okazuje się, że kadr, potrafi i opadające mgły zatrzymać w czasie.
    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  14. Witam... piękne mgiełki, cóż.... jesień jest pora mgieł i zamazanych nastrojów. Jak u mnie dzisiaj... bo rano, bo poniedziałek, bo dzisiaj dyżur.... błeeeee bo słonecznik nie świeci... i tym ponurawym akcentem... Gosia

    OdpowiedzUsuń
  15. Sadoq, sporadycznie tak się u Ciebie zrobiło. Może jednak tak trzeba? Może tak jest lepiej? Bo to co naprawdę, jest tylko tam gdzie jest, a nie tam gdzie chcielibyśmy aby było?
    Pozdrowienia
    t

    OdpowiedzUsuń
  16. Witam zdrożonego Wędrowca... mam nadzieję, że otrząsnąwszy z sandałów pył dalekich dróg zasiądziesz w wygodnym fotelu przed sobą mając kolorowy album wspomnień... podróże, ach podróże... że kształcą? To też, ale przede wszystkim naznaczają nas kolorami, dźwiękami, zapachami... i już nigdy nie będziemy tacy, jak wówczas, gdy zamykaliśmy za sobą drzwi... w sercu czując jednocześnie i radość, i niepokój przed nieznanym... Mały Książę też wyruszył w podróż, z której wrócił taki sam, a przecież inny, bogatszy o kolorowy pył dalekich dróg. Jesienne serdeczności, mocno zaziębiona Gosia

    OdpowiedzUsuń
  17. patrze i oczom nie wierze...:) stesknilam sie za Twoim pisaniem!
    Balkanblues-Tain Bo

    OdpowiedzUsuń
  18. No właśnie. Cały sukces to 1. zabrać w służbową podróż porządny aparat, o czym notorycznie zapominam i 2. wstać o świcie, co chyba udaje się tylko w okolicy listopada, bo wstać wcześnie oznacza wcześnie pojść spać.

    Piękne zdjęcia, Sadoqu. To drugie, to chyba z jakimś filtrem specjalistycznym?

    OdpowiedzUsuń
  19. Pewien człowiek popełnił książkę. Inny popełnił kiedyś film. Teraz czytam, że został popełniony wpis na blogu. Czy ja mógłbym powiedzieć, że moja żona popełniła dziś bardzo smaczną zupę? Dziwnie to jakoś mi brzmi. Jakoś tak nie po naszemu. Nie po polsku. Nie chcę tu nikogo pouczać. Nie mam do tego uprawnień, ale jakoś tak dziwnie się składa, że jestem uczulony na pewne wyrażenia, a jednym z takich jest właśnie to wyżej używane. To tak nawiasem mówiąc.

    OdpowiedzUsuń
  20. Popełnić zupę... to właściwie fajna byłaby metafora, gdyby ta zupa miała jakieś dodatkowe, ukryte znaczenie, np. byłaby to zupa ze sromotników...

    Popełnić można oczywiście przestępstwo lub zbrodnię, błąd lub faux pas, nadużycie lub grzech. Zatem coś, czego (w domyśle) potem się może żałować. Dlatego ironicznie mówi się o popełnieniu małżeństwa, w domyśle popełnieniu błędu.

    Natomiast gdy autor mówi: popełniłem jakieś dzieło (film, artykuł, post) to chyba stara się z jakąś autoironią przekazać, że ma pewien dystans do tego co zrobił, że dopuszcza iż dzieło nie jest doskonałe, że może się nie spodobać i niejako (pewnie z jakąś fałszywą lub prawdziwą skromnością) uprzedza ewentulaną krytykę. I jest to pewnie (świadomy lub nie) zabieg, by nie zostać odebranym za zadufanego w sobie chwalipiętę.

    OdpowiedzUsuń
  21. Kiedy się wreszcie Sadoqu obudzisz, to zapraszam do mojego nowego locum, które znalazłem sobie w WordPressie:

    http://wizjalokalna.wordpress.com

    (Miałem już lekko dość tej Wirtualnej Polski, do której się zapisałem na początku w całej swej naiwności i nieświadomości.)

    OdpowiedzUsuń
  22. Sadoqu- BUDZENIE!!!! Kiedy wreszcie te mgły ostatecznie opadną? Pozdrawiam- Barnaba

    OdpowiedzUsuń
  23. Stary Sadoq mocno śpi... My go nie zbudzimy, bo się go boimy... i tak dalej. A je się nie boję, niech S. będzie zły, niech mnie zje, ale niech się wreszcie obudzi nim wiosna nadejdzie...

    OdpowiedzUsuń
  24. Zdjęcia przepiękne.
    Metafizyczny temperament może z wiekiem wzrastać ;)
    W sprawie S.-E. mam jednak pewne wątpliwości. Nie wiem, cy pisał o kobiecie, ale na pewno pisał o miłości. Książkę zadedykował przyjacielowi, a niedyskretna fama głosiła, że kobiety nie interesowały Antoine'a. Znaczy - interesowały go ...bezinteresownie. Może właśnie dlatego stać go było na rozgryzanie tych orzechów?

    OdpowiedzUsuń