sobota, 3 października 2009

Opadły mgły...

Popełniwszy poprzedni wpis zdałem sobie sprawę z rzeczy naprawdę ważnych w życiu. Wyraziłem to odwołując się do Małego Księcia i Róży.  Okazuje się bowiem, że pewien stan niedopowiedzenia pozwala każdemu znaleźć coś właściwego sobie. Taki jest właśnie wymiar tej przywołanej książeczki.  Jak zapewne zauważyli nieliczni, acz najwierniejsi goście tego bloga, coraz rzadziej odnoszę się do bieżączki, z jaką można się zetknąć w publikatorach wszelakiej maści, czy blogach będących refleksem tego wszystkiego, co można nazwać sieczką.


Podróże kształcą? To prawda, ale podróże służbowe i te niepowtarzalne chwile o poranku to cudowny czas na refleksje i emocje...  Z przykrością przenoszę się w codzienność i walkę o byt po godzinie ósmej, gdy dźwięk telefonu wyrywa mnie z objęć metafizyki. Ale zanim to nastąpi napotykam takie miejsca i widoki, jak poniżej, że zatrzymuję samochód na poboczu i przenoszę się w inny wymiar...





PS. To tyle tytułem powrotu do Was. Dziękuję za pamięć i wpisy przywołujące mnie z planety Małego Księcia :-)