niedziela, 14 czerwca 2009

Pastelowy (s)pokój

5.55 - Niedzielny majowy poranek. Ostry dźwięk telefonu wyrywał go z objęć snu. Wiedział, co za chwilę usłyszy. Spojrzał na wyświetlony numer telefonu, nacisnął zielony przycisk i powiedział trzeźwo: Słucham?
Spokojny beznamiętny kobiecy głos - po upewnieniu się,  że rozmawia z właściwą osobą - powiedział:
- Pańska matka zmarła dziś o 4,50. Wszelkich informacji udzieli panu lekarz prowadzący, gdy tylko przybędzie pan do szpitala.
W słuchawce zapadła głucha cisza. Przerwana przez niego po chwili suchym Dziękuję.
Usiadł na łóżku, twarz schował dosłownie na moment w dłonie. Po chwili był już w łazience i liczył dudniące o jego głowę krople gorącej wody. Od tej chwili poruszał się niczym automat. Świadomość wróciła na moment, gdy smak kawy wypełnił usta i przez podniebienie uderzał obrazami wspomnień... Pierwszy raz doświadczał przeszłości, która w przyspieszonym tempie przesuwała się obrazami.
7.25 - Odgłos przekręcanego kluczyka i cichy pomruk silnika... Ruszył na spotkanie.
7.40 - Winda zatrzymała się na IV piętrze. Wyszedł i skierował swe kroki do dyżurki pielęgniarek. Jedna z nich zaprowadziła go do drzwi bez oznaczeń, które wielokrotnie mijał odwiedzając matkę codziennie w szpitalu. Niewielkie pomieszczenie, pastelowe ciepłe kolory, stojący wózek z jej zawiniętym w seledynowe płótno ciałem.
Pielęgniarka dyskretnie się wycofała i zamknęła drzwi.
Wziął głęboki oddech i odsłonił seledynowe zawiniątko. Ku swemu zaskoczeniu poczuł ulgę. Z jej twarzy zniknęło cierpienie, wydawała się nawet pogodna.  Już nie cierpisz - pomyślał. Odsłonił całą głowę i dotknął jej... była ciepła. Pochylił się i przywarł swym policzkiem do jej policzka, by po raz ostatni poczuć ją jak kiedyś, gdy nosiła go w swoim łonie, tuliła do piersi, czy ocierała zapłakaną buzię chłopca.
Wiedział, że jej tam już nie ma. Trzymał w ramionach i czuł ciało, które dało mu życie. Jej wędrówka dobiegła kresu. Wypełniło się.
Czuł spokój.

16 komentarzy:

  1. .


    Kochać mądrym sercem

    Dostrzegać rozumem to, co dobre dla kochanej osoby

    Swój ból w pokorze uniżyć, by odnaleźć sens każdej chwili

    Zrozumieć najprostsze

    Dojrzeć do tego, by stać się człowiekiem

    .

    Milcząco skłaniam przed Tobą głowę. Szacunek dla intymności prawdy, jaką zawarłeś w kilku naszkicowanych tu kreskach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Co się dzieje z blogiem Flamenco?

    OdpowiedzUsuń
  3. Maćku, nie wiem tak do końca
    Może ten cały szum targowiska próżności - a tym jest w dużej części blogosfera - przytłoczył ją. Potrzebowała ciszy po tym całym zgiełku i ze swoimi myślami poszła na pustynię, by lepiej słyszeć... siebie.

    Ufam, że za jakiś czas powróci.

    OdpowiedzUsuń
  4. Współ(s)pokoję z Tobą... ile trzeba mieć odwagi.

    Niezwykła fotka, oby wszyscy znaleźli TAK i TĘ bramę. Pogodną Twarz Najdroższego Człowieka.

    Należą się też podziękowania za profesjonalną dyskrecję personelu,to rzadkość.
    Mama zmarła 15 lat temu, nikt ze szpitala nie zadzwonił. Raniutko radośnie tam pobiegłam... puste łóżko. Szamotałam się w płaczu jak niedostrzelony ptak, wśród zgiełku korytarzowej porannej krzątaniny... siostro basen etc.
    Cieszę się, że dali Ci ten Czas... tak potrzebny!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Na pewno ciężko jest lekarzowi przekazać ostatnią informację o człowieku, jeszcze ciężej unieść ją i żyć dalej. Z jednej strony czuję ulgę, bo człowiek przestał się męczyć, walczyć z chorobą o cud, zadręczać zdrowych. Druga strona czuje, że ktoś nie dopełnił obowiązku, za mało się starał i wierzył. Niektóre czyny i myśli nie znajdą usprawiedliwienia.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bohater tej opowieści nie miał do nikogo pretensji. Szpital i lekarze oraz pozostały personel przez tydzień dali z siebie wszystko, co możliwe. Matka umarła godnie bez cienia wątpliwości, że ktokolwiek coś zaniedbał.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie wiem czy zdecydowałbym się na wpis o śmierci mojej Matki w tym "targowisku próżności", jak to - słusznie zresztą - blogosferę nazwałeś.

    (Piszę to, abstrahując od tego kim jest bohater wpisu.
    Jeśli to była Twoja Matka, to serdecznie i szczerze współczuję.)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kiedyś usłyszałam od lekarza , że każdy umiera w samotności i właściwie nie ma nic takiego , co nazwałoby się godnym odejściem.

    Owszem bardzo pomagają w walce z bólem, ale to zawsze każdy człowiek SAM , odchodzi.

    Pięknie napisane wrażenia dorosłego już syna, po śmierci matki.

    Pozdrawiam!

    Ps.
    Jestem pełna podziwu dla pracy personelu szpitalnego, ale mimo wszystko myślę, że specyfika tej pracy , po jakimś czasie powoduje jakieś oswojenie i nawet przyzwyczajenie sie do cierpień innych.

    OdpowiedzUsuń
  9. Logosie,
    Owszem, miejsce to jest targowiskiem próżności. Nie twierdzę, że sam jestem wolny od tej przypadłości.

    Nie oznacza to jednak, że nie próbujemy - ja, Ty i wielu odwiedzanych przez nas blogerów - pisać o sprawach ważnych dla nas samych. To znak, że zajmują nas nie tylko wysublimowane i pokrętne dystynkcje filozoficzne, estetyczne, czy literackie. Choć i w tych ostatnich sprzedajemy siebie.
    Z lewej strony umieściłem piosenkę SDM (U studni). Podpisałem ją YOYO. Kilka dni temu Defendo - może nieporadnie, ale ufam, że szczerze - zaapelowała o gest solidarności z jej blogowym przyjacielem, który znalazł się w sytuacji granicznej. Wielu uznało, że jest to znakomita okazja do szyderstwa. A wystarczyło milczeć, jeśli nie miało się nic sensownego do powiedzenia.
    Uznałem, że mogę zrobić dwie rzeczy: umieścić piosenkę z blogu Yoyo i popełnić powyższy tekst, który jest osobistym zapisem z przed 4 lat. Chciałem pokazać czym jest i jak może być postrzegana śmierć kogoś bliskiego. Śmierć, póki żyjemy, jest doświadczana z zewnątrz. Przechodząc przez nią, nie przekażemy żywym czym w istocie ona jest.

    Jest takie powiedzenie Człowiek urodził się to i umrzeć musi i tego się trzymam.

    Julo,
    To zrozumiałe, że personel musi się uodpornić na emocje, które towarzyszą cierpieniu. Tylko dzięki temu mogą pomagać w sytuacjach ekstremalnych. Ważne jest jednak, by - jak w opisanym przypadku - zachować szacunek dla żywych i dla zmarłych.
    Wszystko zależy od ordynatora. Takiej ludzkiej i współczującej postawy doświadczyłem.

    OdpowiedzUsuń
  10. Piękny tekst. Umieranie też może być piękne.
    Pozwolę sobie na mały wtręt osobisty: po pięciu dobach spędzonych w szpitalu przy mojej nieprzytomnej Mamie(zachorowała nagle), przerywanych tylko wpadaniem do domu na krótko - prysznic, kawa i z powrotem, stres i brak snu mnie położył, przy Mamie dyżurowała jej matka, a moja Babcia. Obiecała zatelefonować, gdyby coś... obudził mnie dotyk jej dłoni na twarzy. Mama umarła, a mnie przy niej nie było! Babcia zmarła ponad rok później, nie umiałam Jej darować, że wtedy nie zadzwoniła, chociaż wiem, że chciała mnie chronić.
    Zmierzam ku śmierci, jak każdy. I jak każdy - jestem samotna w obliczu jej nieuchronności. Nadal Heidegger...

    OdpowiedzUsuń
  11. Doskonale rozumiem defendo.X zmysłem przeczuwałam,że to może być
    ostatnia noc.Błagałam wówczas siotrę cioteczną,by zaopiekowała się
    moim małym synkiem.Odmówiła....
    Ostatni wspólny papieros.Odeszłam od łóżka o 24:00,Mama odeszła o 3:00.
    Szpital zaniedbał obowiązek powiadomienia jedynej rodziny.
    Powinni to robić rutynowo niejako dla własnej wygody,ponieważ
    chcą uniknąć nagłej reakcji zszokowanych najbliższych w nawale pracy
    z żyjącymi.Potem również rutynowo, uznanych za zmarłych mają obowiązek umieścić w "pastelowym" pokoju z medycznego punktu widzenia ,na 2 godziny.
    TA ODMOWA boli do dziś,choć rozumiem,że czasem trudno rozeznać o jak
    ważną przysługę jesteśmy proszeni.Lepiej "gnać",niż żyć z wyrzutami
    sumienia wobec sytuacji nieodwracalnych.Przyjęłam to jako nauczkę
    staram się "czuwać"i nie być zwiedzionym przez własne systemy samousprawiedliwiania.Bo pozostanie:
    "Żal że się za mało kochało
    że się myślało o sobie
    że się już nie zdążyło
    że było za późno.....

    choćby się chciało pomóc
    własną gęba podmuchać
    w rosół za słony..."
    J.Twardowski "Żal"
    Nawet w targowisku próżności warto mówić "źródlanym" głosem,
    kto ma uszy to usłyszy.I na pustyni są oazy,oby jak najwiecej.

    OdpowiedzUsuń
  12. Maćku, pozostawiam pozdrowienia - tu, bo już nigdzie nie chcę chodzić. Życzę Ci powodzenia w prowadzeniu strony, która warta jest wytężonej uwagi umysłu - coraz mniej takich.

    Sadoq,

    Wczoraj spłonął ostatni Powód, dla którego chciałam się jeszcze kiedyś zebrać w sobie i dzielić myślami z bywalcami blogosfery. Dla którego wysilałam się, pracowałam nad sobą, nad jakością tekstów.. no, może tylko próbowałam pracować, bo efekty były co najwyżej dostateczne, a i to tylko od czasu do czasu. Patrząc na trawiący atrament żar.. zrozumiałam, że ten Powód był znacznie większy, niż pozwalałam to rejestrować mojej świadomości. Czasami kilka słów, dopracowywanych przez dwa dni, potrafi zmienić wszystko. Odbiera - nie dając już nikomu nic wzamian. Czasem słuch nas zawodzi i choć ktoś wypowiada kilka słów kolejny raz, to zdaje nam się, że słyszymy je po raz pierwszy. A może po prostu.. wcześniej nie było potrzeby ich słyszeć. Nie wiem. Zawsze staram się mówić wyraźnie.

    Czasami będę się uśmiechać, przechodząc. Życzę Ci zawsze wartych Piękna Twoich słów Czytelników. Zaszczytem było mijać przez wiele miesięcy kogoś takiego, jak Ty. Dziękuję za wiele mądrych rozmów.

    OdpowiedzUsuń
  13. Poruszyła mnie ta opowieść. Ja nie umiem tak pisać, chociaż niestety czułam tak kilkakrotnie. współczuję.

    OdpowiedzUsuń
  14. flamenco,jakkolwiek......,przecież nic
    nie wiem,.......jedynie pozostała pewność,że spłonął Jan Hus,ponieważ
    tak postanowił.Ale nie TY.Proszę przemyśl "podświadomość",bez Twoich
    wspaniałych wpisów drzewa umierają stojąc.W każdej decyzji życzę
    Ci spokoju i radości.OJ! co tu wypieszczać słowa.Bez Ciebie pusto,
    i czasem "bez-refleksyjnio-madrze".......żal:((((
    d. Bzyk

    OdpowiedzUsuń
  15. Bzyczko :)

    Nie przywiązuj się do moich oświadczeń ostatecznych - jak się troszku głębiej poodycha, to i skóra się odwrażliwia ;) A odpoczynek przydaje się każdemu. Sadoq najlepszym na to Przykładem. Zatęsknię do pisania. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. flamenco:)))
    ,co tu dużo gadać ....zatem czekam i dziekuję,że nadzieja we mnie
    wstąpiła.Oddychaj "ponad płucnie"ufam,że skóra aksamitną sie stanie.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń